List do Jezusa – Św. Antoni (15)

with Brak komentarzy

Panie Jezu, Stróża, 9. 06.2017

W końcu na dobre zawitała do nas piękna, słoneczna pogoda. Mamy więc wszyscy zupełnie inne samopoczucie. Wczoraj będąc w Krakowie na badaniach, miałam dosyć długą przerwę pomiędzy jednym, a drugim badaniem, podczas której spotkałam się ze znajomą i wspólnie miło spędziłyśmy czas. Odwiedziłyśmy kilka kościołów, a w dwóch z nich mogłam uklęknąć przed figurą Św. Antoniego i prosić go o wstawiennictwo u Boga. Wiedziałam już, że o nim napiszę, bo w dniu wysyłania listu będzie jego święto, tym bardziej miło było zobaczyć jego postać i móc się chwilę do niego pomodlić. Już w dzieciństwie modliłam się do Św. Antoniego, aby pomógł mi odnaleźć różne zagubione rzeczy i muszę przyznać, że często mi pomagał. Wielu z nas kojarzy go tylko jako pomocnika w odnajdywaniu naszych zgub. Zapraszam więc do poznania go bliżej, a pisząc o nim posiłkowałam się między innymi książką z kolekcji „Uczta Duchowa” wydawnictwa „Rafael”, której tytuł już bardzo dużo nam mówi: „Święty Antoni. Wielki kaznodzieja i patron ubogich.”

Święty Antoni Padewski to jeden z najpopularniejszych świętych Kościoła. To określenie „Padewski” lub „z Padwy” w jego przypadku używane jest trochę na wyrost. Wielu ludzi mylnie sądzi, że to rodzinne miasto Świętego i miejsce, w którym spędził większość swego życia. Tak naprawdę Św. Antoni, nie tylko nie urodził się w Padwie, ale nawet nie był Włochem. Kojarzenie go z Padwą jest o tyle zasadne, iż w tym mieście spędził ostatni rok życia, tam został pochowany, a po jego śmierci wzniesiono tam wspaniałą bazylikę, która stanowi centrum jego kultu. Święty Antoni urodził się w 1195 r. w Lizbonie, w Portugalii. Na chrzcie otrzymał imię Ferdynand. Pochodził z zamożnej rodziny. Jego rodzice, Marcin i Maria należeli do stanu rycerskiego i nie żałowali pieniędzy na wykształcenie syna. Ojciec był pewien, że syn też wyrośnie na wspaniałego rycerza. Z okresu dzieciństwa przyszłego Świętego zachowała się opowieść o wróblach. Według owej legendy pewnego czerwcowego dnia, gdy zbliżał się czas żniw Ferdynand udał się z ojcem do jednego z ich gospodarstw na przedmieściach Lizbony. Będąc w pobliżu pola, zobaczyli stado wróbli wydziobujących kłosy zboża. Ojciec szybko pobiegł po swoich ludzi, aby pomogli mu przegnać intruzów, natomiast synowi polecił wcielić się w rolę stracha na wróble. Było właśnie południe i rozbrzmiały dzwony na Anioł Pański. Ferdynand nie wiedząc, czy ma posłuchać głosu wzywającego do modlitwy, czy wykonać polecenie ojca, niespodziewanie zwrócił się do ptaków, prosząc je, aby odleciały z pola i ukryły się na strychu, bo on musi iść do kościoła. Wróble posłuchały chłopca i natychmiast odfrunęły. Dlatego też Św. Antoniego uważa się za patrona żniw i często w ikonografii przedstawia się go z pękiem zboża w dłoni. Mając 15 lat wstąpił do Zakonu Kanoników Regularnych św. Augustyna, którzy mieli swój klasztor na przedmieściu Lizbony. Nie obyło się rzecz jasna bez protestów ojca, który decyzją jedynego syna był bardzo rozczarowany. Przekonany w końcu przez żonę, pobłogosławił synowi. Spędził tam dwa lata, po czym przeniósł się do klasztoru w Coimbrze, które to miasto, obok Lizbony, było drugim, najważniejszym ośrodkiem życia religijnego i kulturalnego kraju. Tam zdobył gruntowne wykształcenie teologiczne i w roku 1220, mając 25 lat otrzymał święcenia kapłańskie. Musiał uzyskać dyspensę, ponieważ w owym czasie wiek kapłana nie mógł być niższy niż 30 lat. W tym samym roku Ferdynand był świadkiem pogrzebu pięciu franciszkanów zamordowanych przez mahometan w Maroko. Przy tej okazji po raz pierwszy usłyszał o duchowych synach Św. Franciszka z Asyżu i natychmiast wstąpił do nich w Olivanez, gdzie osiedlili się przy kościółku Św. Antoniego Pustelnika. Z tej okazji Ferdynand zmienił swoje imię na Antoni. Zapalony duchem męczeńskiej ofiary, postanowił udać się do Afryki, by tam oddać swoje życie dla Chrystusa. Jednak plany Boże były inne. Antoni zachorował śmiertelnie i musiał wracać do ojczyzny. Jednakże na Morzu Śródziemnym zastała go burza i zapędziła jego statek na Sycylię. Rozbitkowie znaleźli schronienie w klasztorze Franciszkanów, gdzie Antoni odzyskał zdrowie. W roku 1221 odbywała się w Asyżu kapituła generalna nowego zakonu. Antoni udał się tam i spotkał się ze Św. Franciszkiem. Skierowano go do pustelni na Monte Paolo, gdzie miał być kapelanem tamtejszych braci. Ucieszyło go to, ponieważ nikt go tu nie znał i nikt nie mógł się powołać na jego szlacheckie pochodzenie i gruntowne wykształcenie. Tak wykształcony mnich jak Antoni zwyczajnie marnował się na pustelni i pewnie spędziłby tu wiele lat, gdyby nie pewne zdarzenie. 24 października 1222 r. do Forli przybyło wielu mnichów, aby asystować przy przyjmowaniu świeceń kapłańskich przez kilku franciszkanów i dominikanów. Na uroczystości obecny był także brat Antoni. Katedra pękała w szwach. Przełożony franciszkanów, chcąc uhonorować dostojnych gości z zakonu Św. Dominika, zaproponował im wygłoszenie kazania. Jednakże zaskoczeni dominikanie po kolei odmawiali, obawiając się przemawiać do tak licznego i dostojnego gremium, bez uprzedniego przygotowania. Z podobnych przyczyn wymawiali się też najbardziej uczeni franciszkanie. Zdesperowany przełożony kazał wygłosić kazanie bratu Antoniemu. Sądził zapewne, iż w razie niepowodzenia będzie to można usprawiedliwić młodym wiekiem kapelana. Antoni pokornie się zgodził. Wszyscy byli pewni, że skromny mnich skompromituje się i z góry mu współczuli. Ale jakież było ich zdziwienie, gdy Antoni zaczął mówić. Padały zdania jasne, mądre i dobrze ze sobą powiązane. Cytaty z Pisma Świętego były trafnie użyte i wiernie podane. Zgromadzeni wierzyć nie chcieli, że głosi kazanie bez przygotowania. Przy tym mówił głosem dźwięcznym, doniosłym i czystym.

Bracia, odkrywszy jego kaznodziejski talent, mianują go generalnym kaznodzieją zakonu. Antoni przemierza miasta i wioski, głosząc Ewangelię i nawołując do poprawy życia i pokuty. Dar wymowy, jego niezwykle obrazowy i plastyczny język, ascetyczna postawa, żar i towarzyszące mu cuda gromadziły przy nim tak wielkie tłumy, że musiał głosić kazania na placach, gdyż żaden kościół nie mógł pomieścić słuchaczy. W latach 1225-1227 udał się z kazaniami do południowej Francji, gdzie z całą mocą zwalczał szerzącą się tam herezję katarów (albigensów). Kiedy powrócił do Italii, na kapitule generalnej został wybrany ministrem (prowincjałem) Emilii i Mediolanu. W tym czasie napisał Kazania niedzielne. W roku 1228 udał się do Rzymu, by załatwić pilne sprawy swojej prowincji. Z tej okazji papież Grzegorz IX zaprosił go z okolicznościowym kazaniem. Wywarło ono na papieżu tak silne wrażenie, że nazwał Antoniego „Arką Testamentu”. Papież polecił mu wówczas, by wygłaszał kazania do tłumów pielgrzymów, którzy przybywali do Rzymu. Na prośbę kardynała Ostii Antoni napisał Kazania na święta. Po powrocie do swojej prowincji udał się do Werony, gdzie władcą był znany z okrucieństw i tyranii książę Ezelin III. Był on zwolennikiem cesarza i w sposób szczególnie okrutny mścił się na zwolennikach papieża. Do niego wtedy należała także Padwa. Antoni wiedział, że naraża własne życie, miał jednak odwagę powiedzieć władcy prawdę. Ku zdumieniu wszystkich tyran nie śmiał go tknąć i wypuścił cało. Antoni obdarzony był wieloma charyzmatami – miał dar bilokacji, czytania w ludzkich sumieniach, proroctwa. Wykładał filozofię na uniwersytecie w Bolonii. W roku 1230 na kapitule generalnej zrzekł się urzędu prowincjała (ministra) i udał się do Padwy. Był zupełnie wycieńczony, chorował od jakiegoś czasu na wodną puchlinę. Zmarł 13 czerwca 1231 r. w Padwie, mając zaledwie 36 lat. Tam został pochowany w kościółku Matki Bożej. Już rok później został ogłoszony świętym. To był najszybszy proces kanonizacyjny w historii Kościoła. Nic dziwnego, skoro komisja papieska stwierdziła w tym czasie pięć uzdrowień z paraliżu, siedem wypadków przywrócenia niewidomym wzroku, trzy głuchym słuchu, dwa niemym mowy i dwa wypadki wskrzeszenia umarłych. Gdy po 30 latach otwarto trumnę Świętego, okazało się, że ciało uległo całkowitemu rozkładowi, ale język i struny głosowe ocalały. W 1263 r. przeniesiono jego doczesne szczątki do specjalnie wybudowanej dla ich przechowywania Bazyliki Św. Antoniego – również w Padwie. Kult Św. Antoniego rozszedł się po całym świecie bardzo szybko. Trumna z relikwiami do dziś przyciąga rzesze pielgrzymów. W 1946 r. Pius XII ogłosił go doktorem Kościoła. Św. Antoni Padewski jest patronem dzieci, górników, panien, małżeństw, narzeczonych, położnic, ubogich, podróżnych, ludzi i rzeczy zaginionych. W ikonografii Św. Antoni przedstawiany jest w habicie franciszkańskim – głosi kazanie lub trzyma Dziecię Jezus, które mu się według legendy ukazało. Jego atrybutami są: księga, lilia, serce, ogień, bochen chleba. Jego wspomnienie przypada 13 czerwca.

Pobożne czyny i nauczanie Antoniego były nieraz potwierdzone cudami, które przyniosły mu zasłużony tytuł cudotwórcy. Sam Antoni zawsze podkreślał, że to nie on, lecz Bóg dokonuje cudów. Niektóre z nich są potwierdzone przez wielu wiarygodnych świadków, a niektóre trochę ubarwione poprzez wielowiekowe przekazy. Kilka z nich przedstawię poniżej. Święty Antoni miał dar bilokacji. Podczas głoszenia kazania w Montpellier do licznie zgromadzonych wiernych, przypomniał sobie, że dokładnie o tej samej porze powinien z braćmi uczestniczyć w śpiewach chóralnych w klasztorze. Wtedy przerwał kazanie i przez kilka minut stał milczący na ambonie. Równocześnie zakonnicy ujrzeli go pośrodku chóru intonującego chwalebne Alleluja na cześć zmartwychwstania. Niewiele później w kościele miejskim podniósł głowę i podjął na nowo przerwane kazanie.

Pewnego dnia Antoni, idąc drogą nieopodal Padwy, spotkał mężczyznę o imieniu Piotr, który na rękach niósł swoja trzyletnią córeczkę. Dziewczynka nie mogła chodzić, ani nawet stać o własnych siłach i była dodatkowo chora na epilepsję. Ojciec zaczął błagać Antoniego, by pobłogosławił znakiem krzyża jego córeczkę. Zakonnikowi zaimponowała wiara Piotra, toteż chętnie pobłogosławił dziewczynkę, a następnie odmówił modlitwę, prosząc Boga o łaskę uzdrowienia dla dziecka, które wkrótce zaczęło chodzić i przestało cierpieć na ataki epilepsji.

Najbardziej znane są trzy jego cuda, przez które jest nazywany patronem rzeczy zagubionych, samotnych strapionych panien i biednych. Święty Antoni podobno szybciej spełnia prośby, jeżeli obieca mu się kilku groszy na rzecz biednych i nie tylko obieca.

Patron rzeczy zagubionych: Istnieje portugalska tradycja wzywania Św. Antoniego, aby odnaleźć zagubioną rzecz. A wszystko zaczęło się za sprawą człowieka o głębokiej pobożności do Św. Antoniego. Pracując na swojej posiadłości około południa udał się do studni, aby umyć spoconą twarz i ręce. Zdjął z palca złoty pierścień i położył go na brzegu studni, jednak przez nieuwagę pierścień wpadł do wody. Mimo wielu wysiłków nie udało mu się go znaleźć. Modlił się do Św. Antoniego, aby pomógł mu odzyskać zagubioną rzecz. Po wielu miesiącach, kiedy mężczyzna znów modlił się w dniu wspomnienia Św. Antoniego w kościele, do świątyni wszedł jego pracownik z pierścieniem w dłoni. Odnalazł go, gdy wyciągał kijem wiadro wody ze studni.

Dobry i bogaty mąż na całe życie: Wiele panien słysząc o Św. Antonim utożsamia go z tym, który pomoże znaleźć drugą połowę na całe życie. Dlaczego? Ma to związek z wydarzeniem, które miało miejsce we Włoszech. Historia dość bajkowa, ale powtarzana jeszcze współcześnie. Tradycja ludowa przekazuje, że pewna młoda panna, z dobrej rodziny, ale bez posagu, była zachęcana przez matkę, aby poszukała kochanka mającego dobrą sytuacje ekonomiczną. Matce zależało przede wszystkim na tym, by zapłacił rachunki i polepszył sytuację rodziny. Propozycja ta zaszokowała dziewczynę. Poszła przed figurkę Św. Antoniego i modliła się, aby Pan Bóg pomógł jej wyjść z tej sytuacji. Wtedy zdarzyło się coś niewytłumaczalnego: figura wyciągnęła do niej rękę i wręczyła kawałek papieru z poleceniem: idź do najbogatszego kupca w mieście i powiedz mu, aby dał ci tyle złota ile waży ten papier. Panna uczyniła tak, jak przeczytała na kartce. Poszła do kupca, a ten zapewnił, że spełni prośbę – był pewny, że skrawek papieru nie będzie dużo ważył. Położył papier na jednym ramieniu wagi i na drugim malutki ciężarek. Jednak ciągle musiał dokładać kolejne ciężarki, aż przekonał się, że skrawek papieru waży tyle, ile złota obiecał dać, aby udekorować ołtarz świętego, a obietnicy tej nigdy nie spełnił. Zaskoczony, dał pannie złoto, która w ten sposób zyskała posag i mogła wyjść za mąż. A jej mąż okazał się nie tylko bogaty, ale też dobry.

Chleb Świętego Antoniego: Święty Antoni był znany, jako obrońca biednych. Dzisiaj wiele kościołów prowadzi zbiórkę na rzecz biednych nazywaną: „Chlebem Św. Antoniego”. Ma ona swoje korzenia w następującej historii: dwudziestomiesięczny chłopiec, bawiąc się w domu, wpadł do misy z wodą. Zrozpaczona matka zaczęła krzyczeć i wyjmować ciało nieżyjącego już chłopca z wody. Tuliła go do siebie i prosiła Świętego Antoniego, by przywrócił jej syna do życia, a ona w zamian ofiaruje biednym tyle pszennej mąki, ile waży chłopiec. Chłopiec ożył. Tak powstał chleb Świętego Antoniego. 13 czerwca w Lizbonie, w kościele pod jego wezwaniem, rozdaje się małe chlebki. W zamian za chlebek składa się dobrowolną ofiarę. Kwota w ten sposób zebrana przeznaczona jest na biednych.

Trudno dociec, dlaczego  Św. Antoniego najczęściej prosi się o pomoc w odnalezieniu jakiejś zguby. Może dlatego, że jako wytrawny kaznodzieja pomagał odnajdywać ludziom utracone duchowe wartości. W każdym razie słuszną rzeczą jest wzywać Świętych na pomoc, pamiętając tylko, że źródłem każdej łaski jest zawsze sam Bóg. A Św. Antoniego prośmy o pomoc nie tylko wtedy, gdy zgubi się nam portfel czy klucze, ale i wtedy, gdy gubią się nam „rzeczy” o wiele cenniejsze, takie jak wiara, sens, miłość, nadzieja… Na tych sprawach Święci znają się najlepiej.

Antoni to imię łacińskiego pochodzenia i wywodzi się od rzymskiego rodu Antoniuszy. Imię to oznacza: wspaniały, doskonały, wybitny.

Pisząc o objawieniach fatimskich w maju obiecałam  zamieścić treść kolejnych objawień, jakie spisała Łucja, a które to objawienia miały miejsce w kolejnych miesiącach aż do października:
„13 czerwca 1917 r. po odmówieniu różańca z Hiacyntą, Franciszkiem i innymi osobami, które były obecne, zobaczyliśmy znowu odblask światła,  które  się  zbliżało  (to cośmy nazwali błyskawicą) i następnie ponad dębem skalnym Matkę Bożą, zupełnie podobną do postaci z maja.
– „Czego Pani sobie życzy ode mnie?”
– „Chcę, żebyście przyszli tutaj dnia 13 przyszłego miesiąca, żebyście codziennie odmawiali różaniec i nauczyli się czytać. Później wam powiem, czego chcę”.
Prosiłam o uzdrowienie jednego chorego.
„Jeżeli się nawróci, wyzdrowieje w ciągu roku”.
– „Chciałabym prosić, żeby nas Pani zabrała do nieba”.
– „Tak! Hiacyntę i Franciszka zabiorę niedługo. Ty jednak tu zostaniesz przez jakiś czas. Jezus chce się posłużyć tobą, aby ludzie mnie poznali i pokochali. Chciałby ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca”
.
„ Zostanę tu sama?” – zapytałam ze smutkiem.
– „Nie, moja córko! Cierpisz bardzo? Nie trać odwagi. Nigdy cię nie opuszczę, moje Niepokalane Serce będzie twoją ucieczką i drogą, która cię zaprowadzi do Boga”.
W tej chwili, gdy wypowiadała te ostatnie słowa, otworzyła swoje dłonie i przekazała nam powtórnie odblask tego niezmiernego  światła. W nim  widzieliśmy się jak gdyby pogrążeni w   Bogu.   Hiacynta i Franciszek wydawali się stać w tej części  światła, które  wznosiło się do nieba, a ja w tej, które się rozprzestrzeniało na  ziemię.  Przed  prawą  dłonią  Matki  Boskiej  znajdowało się  Serce,  otoczone cierniami, które wydawały się je przebijać. Zrozumieliśmy, że było to  Niepokalane  Serce  Maryi, znieważane przez grzechy ludzkości, które pragnęło zadośćuczynienia.”

A teraz już pora na dzisiejszą kroplę ewangeliczną: „Oto stoję u drzwi i kołaczę. Jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną” (Ap 3,20). Jezus nieustannie puka do drzwi naszego serca i czeka, abyśmy Mu otworzyli. Pozostawia nam wolną wolę, daje wybór, nie nakazuje, aby Go wpuścić. Jak bardzo Jezus musi nas kochać skoro tak często czeka, abyśmy Go wpuścili, a my zamykamy się we własnym sercu. Nasza wiara powinna być stale żywa, każdego nowego dnia powinniśmy na nowo wybierać Boga i Go poznawać nie tylko w sensie teologicznym, ale także w przyrodzie, drugim człowieku, w codziennych sytuacjach. Pozwól nam Panie dostrzec, że jesteś obecny w każdym, nawet najbardziej prozaicznym momencie naszego życia. Zawsze, gdy wybieramy dobro, Ty otaczasz nas Swoją obecnością i ciągle nam błogosławisz. Zapraszasz nas wszystkich do siebie, abyśmy  swoje życie powierzyli Tobie, byśmy mieli życie wieczne. Nie pozwólmy Panu Jezusowi stać na zewnątrz, zaprośmy Go do środka, aby On w naszym sercu zamieszkał.  Jeśli pragniemy, aby to stało się naszym udziałem, by Chrystus zamieszkał w każdym z nas, otwórzmy swoje serca i życie dla Niego. Pozwólmy Mu wkroczyć w każdą dziedzinę naszego życia. Jezus Zmartwychwstał i żyje pośród nas. On uzdrawia, uwalnia i czyni cuda tak jak 2000 lat temu, a nawet większe. Jezus bardzo, ale to bardzo nas kocha i delikatnie puka do drzwi naszych serc – cierpliwie czekając, że może Mu otworzymy i Go wpuścimy do środka. Pamiętajmy, że klamka jest po naszej stronie, a On czeka cierpliwie i sam się nie włamie. Do słów z Księgi Apokalipsy odwołał się kiedyś papież Franciszek, gdy był jeszcze kardynałem. Mówił, że Jezus nie puka tylko z zewnątrz, ale także od wewnątrz. Chciał przypomnieć Kościołowi jego obowiązek głoszenia Jezusa całemu światu. Kościół nie może Jezusa zamykać w sobie. Ma Go nieść innym – światu. Tego domaga się „pukający od wewnątrz Jezus”. Jezus puka „od środka” w wielu dobrych i pobożnych chrześcijanach, którzy zamknęli Go mocno w swoim sercu – dla siebie. Nie otwierają ani swojego serca, ani swoich ust, by ludzie z ich otoczenia mogli choć trochę poznać swojego Zbawiciela. Zamknęli „swojego” Jezusa jak w sejfie, jak w pancernej szafie i pilnie strzegą szyfru zamka, by przypadkiem nikt inny  oprócz nich Go nie zobaczył, nie rozpoznał i nie został przez Niego zbawiony. Tak więc trzeba nam pamiętać, że Jezus puka do naszych serc, aby tam wejść, aby działać, przemieniać nas, zbawiać. Ale jeśli zamkniemy Go wyłącznie dla siebie, jeśli swoje chrześcijaństwo potraktujemy jako swoją prywatną sprawę, to Zbawiciel wszystkich ludzi zacznie pukać „od wewnątrz”, abyśmy Go zanieśli innym. Odkąd choruję, staram się bardziej dostrzegać Ciebie Panie Jezu w moim codziennym życiu, może w końcu wyraźniej usłyszałam Twoje pukanie – i to od zewnątrz i to od wewnątrz. Dzieląc się moimi listami z innymi, dzielę się również Tobą. Przyjmijcie drodzy czytelnicy Pana Jezusa do swego serca i też dzielcie się Nim z innymi, a Świętego Antoniego proście o wstawiennictwo u Boga nie tylko wtedy, gdy coś zgubicie.

                                                                                                                                                Ela

Zostaw Komentarz