Wrocław, 29.06.2017
Witaj, Przyjacielu mojej duszy,
Drogi Jezu oto jestem, tym razem rano w środku tygodnia. Jestem już po śniadaniu, dziękuję za masło orzechowe z miodem. Było pyszne. Tym razem mogę z Tobą trochę dłużej pobyć. Mam na późniejszą godzinę do pracy, mogę z Tobą pobyć w ciszy mojego mieszkania. Wsłuchać się w Twój głos mówiący do całego kościoła, ale przede wszystkim do mnie. Jestem i czytam słowa, które najbardziej do mnie dzisiaj mówią, to słowa mówiące o szczęściu człowieka, któremu dana jest łaska objawienia miłości Syna Boga Jedynego, który umarł za mnie, aby mi otworzyć bramę nieba. Wąską bramę, którą jest Krzyż na którym dokonało się pojednanie. W ranach Twoich Jezu jest uzdrowienie, w ranach Twoich jest zamek do nieba. Tu na ziemi w sakramencie pojednania jest jedyna możliwość wejścia przez Ciebie do nieba. Jesteś jedynym fundamentem, jesteś jedyną Prawdą. Tylko, kiedy stanę w prawdzie i uznam moją winę, mogę korzystać z miłosierdzia Twojego.
Odpowiedział Szymon Piotr: Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego. Na to Jezus mu rzekł: Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem nie objawiły ci tego ciało i krew, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr [czyli Skała], i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą.(Mt16,16-18)
Aniu, córko Stanisława i Katarzyny, szczęśliwa jesteś, że Mnie szukasz, ponieważ beze Mnie nic nie możesz uczynić (J15,5). Szczęśliwa jesteś bo objawia ci to wszystko Duch Święty jedyny w Bogu Ojcu. Jesteś skałą, na której buduję mój kościół.
Jezu dziękuję, że każdego dnia utwierdzasz mnie na mojej drodze, przez moje doświadczenia codziennego życia. Dziękuje za łaskę wiary. Dziękuję, że w Twoich ranach jest moje uzdrowienie. Codziennie doświadczam Twojego prowadzenia. Twoje scalanie mnie z Tobą powoduje, że tak bardzo cię kocham. Zastanawiam się nad moją małością, bez Ciebie nic nie byłabym w stanie zrobić. Miłość w słabości, pokorze, w cierpieniu się doskonali. Miłość nie szuka swego, a tego mam w sobie najwięcej, ale szuka Ciebie w sobie i drugim człowieku. W sobie, bo tylko miłość własna może przełożyć się na obdarowywanie i relacje z człowiekiem, którego stawiasz mi na mojej drodze. Bliźniego, nie tylko tego, którego łatwo mi jest kochać, ale tego, który nie jest ze mną, jest przeciwko mnie. No cóż może uczynić mi człowiek, jeżeli jesteś Królem mojego życia. Królem codziennej pracy, Królem mojego powołania, Królem mojej biedy, Królem mojej słabości, Królem mojego serca. Jeżeli jesteś Królem w moim sercu zwyciężam Twoją mocą, Twoją miłością.
W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Na ostatek odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi w owym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego. (2Tm4,7-8)
Jezu, biegnę do wyznaczonej mety. Biegnę w dyscyplinie miłości do Ciebie i miłości do bliźniego. To ciężka dyscyplina. Ciągle pojawiają się przeszkody. Jest ciężko. Wiem dokąd biegnę! Wiem po co biegnę! Wiem, że biegnę po laur zwycięstwa, który czeka na mnie w niebie. Czy dobiegnę?… Czy będzie dla mnie ?… zależy od mojego wysiłku jaki włożę w nieustanne poszukiwanie Ciebie. Zależy od rozdźwięku pomiędzy tym co mówisz do Mnie, a tym jak to słowo stosuję w codzienności mojego życia. Zależy to od mojego chcenia, czy nie chcenia, codziennego treningu, codziennego ogołacania się z siebie. To jest bieg z przeszkodami. Jeżeli tylko chociaż na krótką metę, spuszczam Ciebie z oka, natychmiast wpadam w kałużę błota i taplam się w niej, do kolejnego podejścia do konfesjonału, gdzie bieleje mój strój, gdzie stawiasz mnie na nogi, zabierasz ciężar, bym mogła dalej biec do wyznaczonej mety. Czas ucieka, kiedy brud na ubraniu się utrwala, nakładają się kolejne warstwy i wtedy jest o wiele trudniej nakierować się w stronę Krzyża, do jedynej bramy, do Ciebie Jezu. Jak będzie wyglądał mój wieniec zwycięstwa zależy ode mnie, od mojej inicjatywy, od mojej wytrwałej pracy, od mojej cierpliwości, od mojej otwartości na Twój głos Jezu. Niejednokrotnie gniotą mnie buty, nic mi się nie chce, a czas ucieka. Czas podarowany w drogocennej sekundzie. Koniec mojego życia tuż, tuż, a ja przepuszczam tu na ziemi, te sekundy marnując, ten dar życia. Drogocenny dar. Nie mam już czasu na zatracanie się w uciechach dzisiejszego świata !!!…..
Najważniejsze, że wiem gdzie szukać pomocy, dałeś mi łaskę wiary, że tylko w Tobie jest uzdrowienie. Jezu tylko w Twoich ranach jest życie, tylko w sakramencie pojednania mogę odzyskać zdrowie. Tylko przyznanie się do winy i moja skrucha dają mi szansę na życie z Tobą. Jezu jesteś pełnią prawdy. Jesteś Prawdą. Dzisiaj w homilii o. Pelanowski mówił: że, w Twoich ranach są zamki do nieba. Dałeś mi klucze, tylko ja, kiedy spełniam wszystkie warunki do spowiedzi i szczerze wyznaję moje grzechy, mogę wejść do Twojego Królestwa. Jest pięć zamków, w każdej ranie jest jeden, a ja spełniając pięć warunków spowiedzi, otwieram bramy nieba. Bramę do Królestwa Bożego w moim sercu, gdzie mogę nieustanie je rozszerzać pracując nad sobą. Jeżeli Twoje Królestwo jest w moim sercu, mogę je rozszerzać na innych. Tylko z Twoją łaską, a z moją wytrwałą, nieustanną pracą nad sobą, poprzez wierność, cierpliwość mogę szlifować moje serce, mój skarb, do którego nieustanie jak lep przykleja się moja słabość, mój grzech. Zauważyłam, że tylko nieustannie skierowany wzrok na Ciebie, moja relacja z Tobą, moja miłość do Ciebie, moja modlitwa Słowem, moje chcenie, moja wola, moje decyzje, powodują, że ten klej rozpuszcza się, nie jest już taki mocny. Jednak jestem słaba i moje nędze oddalają mnie od Ciebie, czym powoduję, że Brama niebios zamyka się. Wchodzę i wychodzę. W moich słabościach kręcę się w kółko. Proszę pomóż mi Panie, aby to nie była brama obrotowa. Wiem, że tylko w Twoim Krzyżu jest jedyna brama. Jesteś miłosierny, bo kiedy zatrzaskuję drzwi przed Tobą, Ty stoisz i kołaczesz, stoisz i pukasz. Gdzie tym razem klamka do drzwi jest od mojej strony. A Ty szanujesz moją decyzję i czekasz.
Oto stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną. Zwycięzcy dam zasiąść ze Mną na moim tronie, jak i Ja zwyciężyłem i zasiadłem z mym Ojcem na Jego tronie. Ap.(3,20-21).
Jezu, pukasz bo chcesz ze mną wieczerzać, pragniesz abym przystąpiła do stołu Pańskiego, abym była na uczcie. Twoim pragnieniem jest abym wróciła i otworzyła drzwi kluczem, który mi dajesz. Usłyszałam dzisiaj w homilii, że są tylko dwie bramy. Brama nieba i brama piekła. Nic nie ma pomiędzy, nie możemy być kibicami, nie ma przestrzeni pomiędzy. Jest tylko PRAWDA jedyna PRAWDA, Jezu tę PRAWDĄ jesteś Ty. Walka trwa o moje życie, dopóki walczę, jestem zwycięzcą. Zwycięzcą bo tylko Ty jesteś moim jedynym Panem i Zbawicielem. Klucze mam nie tylko ja, klucze masz i ty drogi czytelniku. Czas ucieka!!!. Jezus czeka!!!
Kocham Cię Jezu.
Zostaw Komentarz