Madzia Pole na Podhalu (21)

with Brak komentarzy

Wrocław, 23.07.2017

Jezu, Przyjacielu mojej duszy,

Niech trwa braterska miłość. Nie zapominajmy też o gościnności, gdyż przez nią niektórzy, nie wiedząc, aniołom dali gościnę (Hbr13,1-2)

Witam Cię Jezu i dziękuję za moich gości, których tak dawno nie gościłam w moim domu, a których noszę w moim sercu. Para narzeczonych, która przyjechała z Podhala, aby zaprosić mnie na swój ślub, który odbędzie się w święto Naszej Królowej Matki Częstochowskiej. Przyjechała również siostrzenica, siostra przyszłej pani młodej, która jeszcze do niedawna była w Japonii. Dziękuję, Jezu, że mogłam ich wszystkich przytulić do swojego serca. Przytulić siostrzenicę, która wróciła z dalekiej Japonii, pobyć z nią, rozmawiać na żywo, a nie przez ekran komputera. To był piękny i radosny czas. Są cudowne w swoim przegadywaniu się. Darzę je szczególną miłością, są przecież w podobnym wieku do mojej córki. Razem dorastały u mojej mamy na Podhalu. Siostry tam mieszkały, a moja córka dołączała do nich w wolne dni od szkoły, w czasie wakacji i nie tylko. Moje małe trzy dziewczynki są już dorosłe. Każda próbuje innej drogi, ale bardzo się wspierają.

Jezu, bądź uwielbiony za cały ostatni tydzień, dziękuję, za każdą minutę obecności Twojej przy mnie. Jesteś w moim sercu, myślach, czynach. Chociaż niejednokrotnie Cię zawodzę, jesteś ze mną. Jest również ze mną Nasza Matka Królowa Nieba i Ziemi. Kiedy ostatnio zaprosiłam Ją, aby poszła ze mną do konfesjonału. Była tam. Otrzymałam pokutę do rozważania w moim sercu. Magnificat. Maryjo jakże Ty byłaś pokorna i cicha. Mogę i chcę zapatrywać się w Twoje ziemskie życie, gdzie pokora i akceptacja spełnienia woli Ojca jest niedoścignionym wzorem do naśladowania. Oddanie się rodzinie to podstawowe moje zadanie. Maryjo pomagaj mi nieustannie, odkrywać piękno Twojego Syna. Módl się we mnie. Zmieniaj mnie, abym przez te trudne sprawy codzienności, które tak bardzo mnie ranią i zagłuszają wzrastała w Jedynej Prawdzie jaką jest Słowo Prawdy w orędziu Ewangelii. Od ubiegłej niedzieli w moich obrazie, który jest żywy pojawiają się słowa ziarno, kłosy, oset, ciernie.

Zaiste, podobnie jak ulewa i śnieg spadają z nieba i tam nie powracają, dopóki nie nawodnią ziemi, nie użyźnią jej i nie zapewnią urodzaju, tak iż wydaje nasienie dla siewcy i chleb dla jedzącego, tak słowo, które wychodzi z ust moich, nie wraca do Mnie bezowocne, zanim wpierw nie dokona tego, co chciałem, (Iz55,10-11). Oto siewca wyszedł siać… . A gdy siał, niektóre [ziarna] padły na drogę…Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. (Mt 13,3-4.7)

Te słowa bardzo wybrzmiały w moim sercu. Przed oczyma pojawił się obraz pola, które było polem dojrzałego zboża, a pomiędzy nimi rosła duża ilość ostów, również dojrzałych o wiele wyższych od zboża, oset miał już nasiona gotowe do rozsiewu, wystarczyłby lekki podmuch, a dmuchawce ostów rozsiałby się na sąsiednie pola. Widziałam takie obrazy niejednokrotnie na żywo, podczas żniw. Nie tylko widziałam ale i niejednokrotnie poczułam ból związany z ukłuciem dojrzałego ostu, który ranił delikatne moje dłonie. Ciernie potrafiły wbijać są głęboko i nie łatwo można je było wyciągnąć, czasem rany krwawiły. Ciernie i osty wyrastały i zagłuszały pole, przez co plon był o wiele mniejszy. Do cierni i ostów podobny jest ten, kto słucha Słowa Bożego, ale codzienne troski, powaby, bogactwa zagłuszają zasiane Słowo.

Aniu, zasiałem ziarno, znasz swoje słabości ziemskiego życia, znasz co tak bardzo Mnie przysłania. Powaby tego świata są po to aby przekształcić Mój obraz, abyś Mnie nie dostrzegała, pośród bogactwa pogoni za rzeczami materialnymi. Jeżeli idziesz, kolejny i kolejny raz w stronę pocieszek, w stronę uciech zakupów butów, kolejnych ubrań, słodyczy, to są różowe okulary przez, które widzisz kolorowo, tylko przez chwilkę. Ta chwilka łączy się z kolejną chwilką i kolejną. Nie widzisz Mnie pod płachtą kolejnej sukienki, czy pod obcasem buta, który mnie wgniata w ziemię i bardzo rani. Każda zbędna rzecz to kolejny cierń wbijany w moją skroń. Cierpię z tego powodu.

Jezu, posyłasz do mnie obraz z roku 1507 Raffaelo Sanzio Madonna za szczygłem. Szczygieł to ptak, który lubi żywić się nasionami ostów, dzikich roślin o ochronnych kolcach. Ptak ten nawiązuje do cierniowej korony stając się symbolem Jego męki. Jezu podsyłasz mi obraz ptaka, który pomaga wydziobywać to co ostre, to co rani najbardziej. Może i ja wyzbywając się i ogołacając się z uciech tego świata, mogę wyciągać z Cierniowej Korony niejeden kolec. Jezu, nie chcę Cię ranić.

Bądź jak szczygieł wyzbywaj się uciech tego świata, ofiaruj swoje wyrzeczenia a będziesz niszczyła ciernie, wbijające się w Moją skroń. Ciernie, które krwawią. Moja Matka, która współcierpi ze Mną, kiedy Twój grzech Mnie rani. Ogołacając się z nadmiaru siebie, pozwalasz aby ziarno, które zasiałem wzrastało i przynosiło owoc. Uciechy tego świata pochodzą od największego zwodziciela i kłamcy, by wykpić Moje cierpienie, Moją ofiarę, którą złożyłam za ciebie. Tak pięknie pokazuje ci świat abyś pragnęła więcej i więcej. Jeżeli będziesz wzrastała w przyjmowaniu Mojego Ciała, zapraszała Ducha Świętego do każdej czynności, będziesz się modliła w swojej izdebce, w ciszy, wydasz owoce, na które liczę. Pomnażaj te talenty, którymi cię obdarzyłem.

„IIe wyrzeczenia i ogołocenia, tyle zjednoczenia i szczęścia” Jan Tauler. W ostatnim tygodniu czytałam w wolnych chwilach książkę Raymonda Nadera: „ Orędzia z Nieba” św. Chalbela. W środę zaproponowałam moim siostrom Eli i Majce dołączenie się do odmawiania nowenny do św. Chalbela o wstawiennictwo i wyproszenie łaski uzdrowienia spustoszenia w kościach, jakie dokonał rak, oraz szczęśliwy przebieg zabiegu na kręgosłupie, który czeka Elę, w najbliższą środę, w moje imieniny. Święta Anno wypraszaj potrzebne łaski dla Eli, która tak bardzo upodobała sobie życie świętych i ich wstawiennictwo. Chętnie dołączyły się do nowenny. Wielka radość była w moim sercu, kiedy Maja powiedziała, że właśnie dzisiaj do Krakowa, do Centrum Świętego Jana Pawła II, będą przywiezione Relikwie św. Chalbela z Libanu przez autora tej książki. Ucieszyłam się kiedy, usłyszałam, że Ela z mężem i moją siostrą wybierają się na te uroczystości do Krakowa. Mogłam dzisiaj trwać w duchowej łączności z moimi siostrami na tym nabożeństwie.

Oto fragment z tej książki: „ Ludzie sieją pola ostów, które na razie są miękkie i łaskoczą ich stopy, lecz kiedy wyrosną i stwardnieją pokaleczą i zranią nogi kolejnych pokoleń”

Każda moja decyzja może siać ziarno miłości, lub pola ostów. Mam wolną wolę i mogę siać.

Co sieję?, Jak wygląda pole moich decyzji? Ile ludzi po drodze poraniłam ? Ile wzrosło dzięki świadectwu mojego codziennego życia? Co siejesz Ty drogi czytelniku?

Dzisiaj rano nie czytałam dzisiejszego Słowa, usłyszałam je na dzisiejszej Eucharystii. Wzruszyłam się ponieważ przeszyło moje serce, kiedy usłyszałam:

Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: „Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?” Odpowiedział im: „Nieprzyjazny człowiek to sprawił”. Rzekli mu słudzy: „Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?” A on im odrzekł: „Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza”. ( Mt 13,24-30)

To słowo odniosło się do obrazu, z moich rodzinnych stron, o którym wcześniej wspominałam. Wybieraliśmy w czasie żniw oset, składaliśmy na stosie aby go zniszczyć. Wysuszone zboże po młocce, tata wsypywał do spichlerzy, gdzie jakaś część była przeznaczona do spożycia, a inna do ponownego zasiewu. Tylko w spowiedzi i wypowiedzeniu moich grzechów mogę oczyścić moje serce i przygotować glebę serca pod kolejny zasiew. Jezu, dziękuję za Twoje miłosierdzie, odpuszczając moje grzechy, czynisz mnie zdolną wzrastać od początku. Mogę wzrastać, aby na koniec mojego życia przynieść Tobie, przed Twój tron w niebie piękne snopy miłości i dobrych uczynków. Jezu proszę o potrzebne łaski we wzroście ku świętości. Proszę posyłaj Ducha Świętego z ożywczym deszczem, w którym będę mogła wzrastać i zasiewać Twoje Słowo w ludzkich sercach, w sercach ludzi, których stawiasz mi na mojej drodze. Jezu potrzebujesz mojego serca, moich dłoni, ust, uszu, mojej decyzji do dobrego działania, ja Tobie oddaję siebie, uczyń mnie dobrym robotnikiem, w Twojej winnicy. Działaj przeze mnie.

Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Bo sobie mówiła: Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa. Jezus obrócił się, i widząc ją, rzekł: «Ufaj, córko! Twoja wiara cię ocaliła». I od tej chwili kobieta była zdrowa. (Mt9, 20-22). To słowa, które wypowiadasz dzisiaj podczas łączności modlitewnej z Krakowem, w czasie nabożeństwa Relikwiami św. Chalbela. Ufaj Twoja wiara cię uzdrowiła. Ufaj Elu, Jezusowi, On się wszystkim zajmie.

Jeżeli przesłuchujecie nas dzisiaj w sprawie dobrodziejstwa, dzięki któremu chory człowiek uzyskał zdrowie, to niech będzie wiadomo wam wszystkim i całemu ludowi Izraela, że w imię Jezusa Chrystusa Nazarejczyka – którego ukrzyżowaliście, a którego Bóg wskrzesił z martwych – że przez Niego ten człowiek stanął przed wami zdrowy. On jest kamieniem, odrzuconym przez was budujących, tym, który stał się głowicą węgła. I nie ma w żadnym innym zbawienia, gdyż nie dano ludziom pod niebem żadnego innego imienia, w którym moglibyśmy być zbawieni. ….. A człowiek, który doznał tego cudownego uzdrowienia, miał ponad czterdzieści lat. (Dz 4,9-12.22)

Czy to nie cudowne, że Bóg obdarzył nas sobą. Kocham Cię Jezu Ania

Zostaw Komentarz