Panie Jezu, Stróża, 17.07.2018
Dawno nie napisałam listu, chociaż miałam w planie ukończyć go na Dzień Matki. Miałam faktycznie ostatnio mało wolnego czasu – praca z dziećmi w szkole, potem domowe obowiązki i najważniejsza rola – rola matki wypełniały mi niemal całe dnie. Trwają co prawda już wakacje, ale po dłuższej przerwie trudno mi było wrócić do pisania. Zastanawiałam się, czy dam radę jeszcze napisać coś, co chętnie będą czytać inni, czy ich nie zanudzę, czy nie będę się powtarzać. Myślę, że wielu z nas, nie tylko ja, zawsze znajdzie wymówkę, żeby nie zająć się rzeczami, które budzą w nas lęk. Wyczytałam ostatnio piękne stwierdzenie: „Jeśli nie chcesz czegoś zrobić, znajdziesz wymówkę. Jeśli chcesz coś zrobić, znajdziesz sposób.” Znam wielu ludzi, którzy tłumaczą się długo, dlaczego nie mogą wykonać danego zadania, a zajęłoby im ono mniej czasu, niż samo wyjaśnianie. Zatem biorę się do pracy i mam zamiar w miarę szybko napisać ten list. Pomoże mi w tym zapewne fakt, że leżę teraz w łóżku uziemiona ze skręconym kolanem. Może to był ten sposób, który miał mnie ostatecznie zmobilizować do pisania. Może zacznę wyjaśniać od początku. Pojechałam z dziećmi do rodzinnej miejscowości odwiedzić mamę. Zauważyłam, że z wiekiem robię się sentymentalna i bardzo miło spędzam czas w miejscach z mojego dzieciństwa. Kilka razy wybrałam się z dziewczynkami do lasu na borówki i wspominałam czasy, kiedy z rodzeństwem zbieraliśmy je przez wiele dni, aby je sprzedać i kupić sobie książki i zeszyty do szkoły. Mój siostrzeniec pokazał nam miejsce niezbyt oddalone od domu, z pięknym widokiem na Tatry i dolinę Dunajca, a co najważniejsze tych borówek było w tym roku bardzo dużo. Przyjechałam tym razem jeszcze na „spotkanie po latach” uczniów kilkunastu roczników ze szkoły podstawowej. Tym razem była to biesiada przy ognisku, ale ze względu na opady deszczu zabawa odbywała się na zadaszonej scenie. I to właśnie pod koniec tej zabawy przykręciłam sobie kolano. Teraz muszę odleżeć swoje z gipsem na nodze. Biorę więc laptopa do łóżka i w pozycji półleżącej zabieram się do pisania. Trochę informacji miałam już zebranych wcześniej, więc dokończę o świętej, którą wybrałam już w maju. Tym razem przybliżę trochę postać Św. Moniki, jako przykład troskliwej matki.
Św. Monika – urodziła się ok. 332 r. w Tagaście (północna Afryka), w rodzinie rzymskiej, ale głęboko chrześcijańskiej. Jako młodą dziewczynę wydano ją za pogańskiego urzędnika, Patrycjusza, członka rady miejskiej w Tagaście. Małżeństwo nie było dobrane. Mąż miał charakter niezrównoważony i popędliwy. Dodatkowym krzyżem stała się wrogo nastawiona teściowa. Cierpliwością i mądrością Monika potrafiła okiełznać temperament męża i zjednać przychylność teściowej. Doprowadziła do nawrócenia męża, który tuż przed śmiercią przyjął chrzest. W wieku 39 lat została wdową, do końca życia pochłoniętą troską o dzieci. Miała ich troje: syna Nawigiusza, córkę, której imienia nie znamy, oraz syna Augustyna. Ten ostatni przysporzył jej najwięcej zmartwień, ale to on wystawił jej w swoich „Wyznaniach” najpiękniejszy pomnik. Po śmierci męża zaczął się dla niej okres 16 lat, pełen niepokoju i cierpień. Ich przyczyną był Augustyn. Zaczął on bowiem naśladować ojca, żył bardzo swobodnie. Poznał jakąś dziewczynę i z tego związku narodziło się nieślubne dziecko. Ponadto młodzieniec uwikłał się w błędy manicheizmu. W tym miejscu może napiszę parę zdań wyjaśniających, co kryje się pod pojęciem manicheizm. Otóż manicheizm powstał w III wieku naszej ery jako mieszanka różnych systemów religijnych i filozoficznych. Za jego twórcę uważa się Maniego, zwanego także Manicheuszem bądź Manesem, żyjącego wówczas w Persji. Podstawą owej religii jest przekonanie o dualizmie przenikającym wszelkie aspekty istnienia. Dualizm ten to oczywiście opozycja światła i ciemności, dobra i zła, porządku i chaosu. Przeciwieństwa te cały czas walczą o dominację jednego nad drugim. Jednak wielka walka nie toczy się tylko globalnie, ale także w każdym człowieku. W ogóle już sam przejaw życia materialnego na ziemi uważany jest przez manichejczyków za oznakę panowania pierwiastków ciemności, gdyż każda materia jest z gruntu zła. Każdy człowiek po narodzeniu przestał być tylko duchowym bytem, natomiast oblekł się w materię. Manichejczycy uważali, że każdy człowiek posiada dwie dusze – należącą do dobra i do zła. Każda z nich odpowiada za konkretne ludzkie uczynki. Mitologia manichejska mówi, że na początku odbyła się wielka bitwa pomiędzy Złym Bogiem, dzięki któremu powstała materia i Dobrym Bogiem, którego przymiotami były: rozum, intelekt, post, poznanie oraz myśl. Racjonalizm i rozum były tymi wartościami, dzięki którym człowiek mógł powoli uwalniać się spod wpływu złej mocy. Zwykle religie zakładają przede wszystkim konieczność duchowego rozwoju, manichejczycy oprócz etyki i moralności, stawiali także na rozwój intelektualny.
Wracając do Św. Moniki – zbolała matka nie opuszczała syna, ale szła za nim wszędzie, modlitwą i płaczem błagając dla niego u Boga o nawrócenie. Matka cierpiała, z czasem zamieniła łzy w modlitwę. Augustyn wspomina chwilę, kiedy dopadła go ciężka choroba. Nawet w niebezpieczeństwie śmierci nie poprosił o chrzest. Sam ocenia siebie po latach, że zachował się jak błazen. Wyznaje, że ocaliła go miłość matki. „Gdybym umarł w tym stanie, serce mojej matki już by nigdy nie przestało krwawić po takim ciosie. Nie potrafię wyrazić słowami, jak bardzo mnie kochała i o ile bardziej cierpiała, rodząc mnie do życia duchowego, niż wtedy, gdy mnie wydawała na świat. Czyżbyś Ty, Boże, hojny w miłosierdziu, mógł wzgardzić sercem skruszonym i upokorzonym wdowy cnotliwej i rozważnej? Czy mogłeś wzgardzić jej łzami, czy mogłeś nie wysłuchać jej modlitw, w których błagała Cię nie o srebro i złoto, nie o jakiekolwiek dobra zmienne i przemijające, lecz o zbawienie duszy swego syna? Z Twojej przecież łaski była taka, jaka była. Nie mogłeś jej Panie odmówić pomocy”. Niepokój Moniki był tak wielki, że opuściła rodzinne wybrzeże północnej Afryki i podążyła za synem do Mediolanu i Rzymu. Zastała go już w pół drogi do nawrócenia, w stanie ogólnego zwątpienia. Augustyn wspomina: „Matka powiedziała mi – z największym spokojem, z taką pogodą, jaką daje zupełna ufność – iż wierzy, że zanim odejdzie z tego świata, ujrzy mnie wierzącym katolikiem. Tyle do mnie rzekła. Do Ciebie zaś, który zdrojem jesteś miłosierdzia, jeszcze goręcej się modliła, płacząc, prosiła, abyś jak najrychlej wspomógł mnie i rozświetlił moje ciemności Twoim światłem”. Monika doczekała się spełnienia swych modlitw. Kiedy Augustyn udał się do Kartaginy dla objęcia w tym mieście katedry wymowy, matka poszła za nim. Kiedy potajemnie udał się do Rzymu, a potem do Mediolanu, by zetknąć się z najwybitniejszymi mówcami swojej epoki, Monika odnalazła syna. Pewien biskup na widok jej łez, kiedy wyznała mu ich przyczynę, zawołał: „Matko, jestem pewien, że syn tylu łez musi powrócić do Boga”. To były prorocze słowa. Augustyn pod wpływem kazań Św. Ambrożego w Mediolanie przyjął chrzest i rozpoczął zupełnie nowe życie. Szczęśliwa matka spełniła misję swojego życia. Doprowadziła do rozstania z kobietą, z którą Augustyn żył w nielegalnym związku i zatroszczyła się nawet o odpowiednią kandydatkę na żonę. Nie przypuszczała, że syn po nawróceniu zostanie kapłanem. Zmarła krótko po chrzcie Augustyna. W Ostii, gdzie czekała na statek powrotny do Afryki, przeżyła chwilę szczęścia, spełnienia. To jedna z najpiękniejszych kart „Wyznań”. Matka i syn, oparci o okno, patrząc na domowy ogród, rozmawiają długo ze sobą, jak się okazało po raz ostatni. Mówią o przebytej drodze i o szczęściu, którym jest Bóg. „W tęsknocie otwarliśmy nasze serca dla niebiańskiego strumienia płynącego z Twojego zdroju, zdroju życia, które u Ciebie jest…”.
Kiedy wybierała się do rodzinnej Tagasty, zachorowała na febrę i po kilku dniach zmarła w Ostii w 387 r. Daty dziennej Augustyn nam nie przekazał. Wspomina jednak jej pamięć w najtkliwszych słowach. Ciało Moniki złożono w Ostii w kościele Św. Aurei. Na jej grobowcu umieszczono napis w sześciu wierszach nieznanego autora. W 1162 r. augustianie mieli zabrać święte szczątki Moniki do Francji i umieścić je w Arouaise pod Arras. W 1430 r. przeniesiono je do Rzymu i umieszczono w kościele Św. Tryfona, który potem otrzymał nazwę Św. Augustyna. Św. Monika jest patronką strapionych matek oraz wdów. W ikonografii Św. Monika przedstawiana jest w stroju wdowy. Jej atrybutami są książka, krucyfiks, różaniec.
Święta Monika kochała Boga i bliźnich, rodzinę i swego „syna marnotrawnego”, o którym nieustannie pamiętała, także wówczas, gdy ścieżki jego życia bardzo oddaliły się od jej dróg. „Nie potrafię wyrazić słowami, jak bardzo mnie kochała” – pisał po latach jej syn – Św. Augustyn, nad którym wylała morze łez. Wielka jest siła miłości matki.
Święty Franciszek Salezy stawiał ją za wzór mówiąc do kobiet: „Panie, jeśli chcecie być prawdziwie chrześcijańskimi matkami, utkwijcie wasz wzrok w Św. Monice. Czytajcie jej żywot, a znajdziecie w nim wiele rzeczy, które was pocieszą. Patronka strapionych matek, zachęta do wytrwałości w modlitwach za kochanych ludzi, wytrwale szturmująca niebo jak wdowa z ewangelicznej przypowieści. Gdyby więcej było takich kobiet, pewnie więcej byłoby i świętych mężczyzn – ich synów i mężów.”
Zamieszczę poniżej parę modlitw do Św. Moniki, może ktoś będzie chciał kiedyś z nich skorzystać, aby wypraszać za jej pośrednictwem łaski dla swojej rodziny.
Modlitwa o nawrócenie męża
Święta Moniko, dzięki swojej cierpliwości i modlitwom wyprosiłaś u Boga nawrócenie swego męża i łaskę życia z nim w pokoju. Proszę Cię, wyproś dla mnie i mojego męża błogosławieństwo Boże, aby również w naszym domu zapanowały prawdziwa harmonia i pokój i aby wszyscy członkowie naszej rodziny mogli osiągnąć kiedyś życie wieczne. Amen.
Modlitwa o nawrócenie dziecka
Zwracam się do Ciebie, Św. Moniko, wspaniały wzorze wysłuchanej modlitwy za dziecko, o pomoc i radę. W Twoje kochające ramiona oddaję moje dziecko (dzieci)……, aby dzięki Twemu potężnemu wstawiennictwu mogło(-y) ono(-e) otrzymać łaskę szczerego i prawdziwego nawrócenia do Chrystusa, naszego Pana. Proszę Cię również pokornie, abyś wyprosiła mi u Pana ducha takiej samej wytrwałej i nieustannej modlitwy, jakiego udzielił On Tobie. Proszę o to przez Chrystusa, naszego Pana. Amen.
Modlitwa żony i matki
Boże, Ty, który dostrzegłeś szczere łzy i błagania Św. Moniki i odpowiedziałeś na jej modlitwy nawróceniem jej męża i syna, udziel mi łaski, abym i ja potrafiła modlić się do Ciebie z takim samym szczerym zapałem i abym wyprosiła, tak jak ona, zbawienie własnej duszy oraz tych bliskich mi osób, za które jestem odpowiedzialna. Przez Chrystusa, naszego Pana, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego. Amen
Monika jest to imię pochodzenia greckiego, od słowa monos (jedyny, sam, samotny). Dawniej imię nadawane jedynaczkom.
Jest to dosyć często spotykane obecnie imię. Sama znam kilka Monik: w rodzinie, w pracy i poza pracą. Każda z nich jest zupełnie inna. Skoro z greckiego imię to tłumaczy się jako „jedyna”, dodałabym, że każda Monika jest „jedyną w swoim rodzaju”, czyli niepowtarzalną indywidualistką. Tak je postrzegam – wszystkie są drogie memu sercu. Dziękuję im za wszystko, za każde wsparcie i dobre słowo. Wspieraj je Panie Jezu w pełnionych przez nie rolach, rolach jakie sobie wybrały w życiu i spraw, by drogi ich życia zaprowadziły je we właściwe miejsce. Święta Moniko wypraszaj wiele łask dla czytających ten list, a w szczególności dla wszystkich Twoich imienniczek.
Skoro pisałam o wzorze troskliwej matki, zamieszczę na koniec piękne opowiadanie włoskiego salezjanina Bruno Ferrero:
„Jak Bóg stworzył mamę”
Dobry Bóg zdecydował, że stworzy… MATKĘ.
Męczył się z tym już od sześciu dni, kiedy pojawił się przed Nim anioł i zapytał: – To na nią tracisz tak dużo czasu, tak?
Bóg rzekł:
– Owszem, ale czy przeczytałeś dokładnie to zarządzenie?
Posłuchaj, ona musi nadawać się do mycia, prania, lecz nie może być z plastiku… powinna składać się ze stu osiemdziesięciu części, z których każda musi być wymienialna… żywić się kawą i resztkami jedzenia z poprzedniego dnia… umieć pocałować w taki sposób, by wyleczyć wszystko – od bolącej skaleczonej nogi aż po złamane serce… no i musi mieć do pracy sześć par rąk.
Anioł z niedowierzaniem potrząsnął głową:
– Sześć par?
– Tak! Ale cała trudność nie polega na rękach – rzekł dobry Bóg.
Najbardziej skomplikowane są trzy pary oczu, które musi posiadać mama.
– Tak dużo?
Bóg przytaknął:
– Jedna para, by widzieć wszystko przez zamknięte drzwi, zamiast pytać: „Dzieci, co tam wyprawiacie?”. Druga para ma być umieszczona z tyłu głowy, aby mogła widzieć to, czego nie powinna oglądać, ale o czym koniecznie musi wiedzieć. I jeszcze jedna para, żeby po kryjomu przesłać spojrzenie synowi, który wpadł w tarapaty: „Rozumiem to i kocham cię”.
– Panie – rzekł anioł, kładąc Bogu rękę na ramieniu – połóż się spać. Jutro też jest dzień
– Nie mogę – odparł Bóg – a zresztą już prawie skończyłem.
Udało mi się osiągnąć to, że sama zdrowieje, jeśli jest chora, że potrafi przygotować sobotnio-niedzielny obiad na sześć osób z pół kilograma mielonego mięsa oraz jest w stanie utrzymać pod prysznicem dziewięcioletniego chłopca.
Anioł powoli obszedł ze wszystkich stron model matki, przyglądając mu się uważnie, a potem westchnął:
– Jest zbyt delikatna.
– Ale za to jaka odporna! – rzekł z zapałem Pan.
– Zupełnie nie masz pojęcia o tym, co potrafi osiągnąć lub wytrzymać taka jedna mama.
– Czy umie myśleć?
– Nie tylko. Potrafi także zrobić najlepszy użytek z szarych komórek oraz dochodzić do kompromisów.
Anioł pokiwał głową, podszedł do modelu matki przesunął palcem po jego policzku.
– Tutaj coś przecieka – stwierdził.
– Nic tutaj nie przecieka – uciął krótko Pan. – To łza.
– A do czego to służy?
– Wyraża radość, smutek, rozczarowanie, ból, samotność i dumę.
– Jesteś genialny! – zawołał anioł.
– Prawdę mówiąc, to nie ja umieściłem tutaj tę łzę – melancholijnie westchnął Bóg.
To nie Bóg stworzył łzy.
Dlaczego zatem my mielibyśmy to czynić?
Ela
Zostaw Komentarz