Wrocław, 10.07.2018
Witaj Jezu, Przyjacielu mojej duszy
Dzisiaj jest wtorek, piękny dzień, który jeszcze się nie skończył, a tak wiele przyniósł mi radości. Tym razem inaczej niż zwykle piszę do Ciebie mój drogi Oblubieńcze, nie przy kawie,lecz przy pysznej herbatce, na kawę już za późno. Biegnę myślami do dzisiejszego poranka, do chwili przed pracą spędzoną na modlitwie przy kawie, to były piękne minuty spędzone z Tobą, które przyniosły mi dużo radości. Rano zapowiadał się kolejny zwykły dzień. Wydawało mi się, że nic szczególnego się dzisiaj nie wydarzy, a tu proszę. Wystarczy porozmawiać z Tobą rano, zadać kilka pytań i odpowiedź przychodzi w ciągu dnia. Aby znaleźć odpowiedź na zadane pytanie trzeba zechcieć odczytać znaki, które są podpowiedzią. Nie bez znaczenia w Twojej podpowiedzi była dzisiejsza pochmurna, deszczowa pogoda. Przecież przez ostatnie dni cieszyłam się ciepełkiem wakacyjnego lata, nawet wczoraj mocno świeciło słońce.
Od kilku dni w moich myślach przewijało się Słowo: A oni zwyciężyli dzięki krwi Baranka i dzięki słowu swojego świadectwa (Ap12-11). Miałam pragnienie już od kilku dni, aby znaleźć te słowa w Biblii, ale nie wiedziałam gdzie szukać. Wczoraj po odmówieniu Litanii do Krwi Chrystusa, kartkę ksero z tą modlitwą włożyłam do Biblii. Dzisiaj chcąc odmówić ją kolejny raz otworzyłam na stronie właśnie z tym Słowem. Przeczytałam Słowo i przyjęłam go do mojego serca. Zwyciężyli dzięki Twojej Krwi, która zmazała grzech i wybieliła nasze szaty. Wybieliła z miłości do mnie i do każdego człowieka. Jezu dla nas wszystkich pozwoliłeś się przybić do krzyża.
Rano zadałam Tobie pytanie co do dalszej naszej posługi, mojej posługi we wspólnocie Benedictus. Zadałam ponieważ jutro mamy spotkanie odpowiedzialnych mojej wspólnoty. Mamy zadanie domowe, aby zastanowić się jakie działania mamy podjąć w przyszłym roku formacyjnym, również w diakoniach, w których służymy. Odpowiedź otrzymywałam przez cały dzień przez osoby, sytuacje, a nawet pogodę, która potwierdziła Twoje zaproszenie przez Maryję do ewangelizacji w miejscach naszego życia, w codzienności zwykłego dnia, nieustannie, nie tylko w wyznaczonym miejscu czy czasie. Potwierdzeniem tego jest historia dzisiejszego dnia.
Zaraz po śniadaniu i wypiciu smacznej kawy, w pośpiechu wzięłam z półki książkę i włożyłam do torebki, by poczytać w tramwaju. Wybiegłam z domu. Ranek był szary, pochmurny i deszczowy. Deszcz, mocno padał, biegłam na przystanek, bo już byłam trochę spóźniona. W tramwaju z mojej torebki wyjęłam książkę s. Dolores: „Matko Afryki”, którą podarowała mi, w dniu kiedy byłam zaproszona do programu radiowego, by powiedzieć moje świadectwo. Opowiadałam wtedy o moim doświadczeniu miłości Boga w mojej codzienności. Siostra opisuje w tej książce swoje doświadczenia z pobytu w Afryce. Otworzyłam na rozdziale „ Matko szarych dni”. Przeczytałam: „…..Czasem wydaje nam się, że ciągle robimy to samo, krzątamy się od rana do wieczora. Ważne, by miało sens w oczach Boga i naszych przodków, mówią starsi, bo wtedy nie ważne co się robi, byle z miłości. Tylko w tym można odnaleźć siłę na naszą codzienność, na szare dni, by nie były aż tak ponure i codzienne…. Warto zrobić, coś małego, tak aby słońce nie zachodziło bez uśmiechu, bo kiedy ludzie decydują się na bezinteresowność, na małe gesty wielkiej miłości, dobroć bez zwrotu, bez zysku podwójnego, to słońce się uśmiecha i świeci mocniej……….Wczoraj odwiedziliśmy nasze dziecko w szpitalu, które powoli umiera i wiadomo, że już nic dla niego nie da się zrobić, ale młodzież wpadła na pomysł, aby kolorowo udekorować jego łóżko, by nie czuło aż tak bardzo bólu i samotności…… Przy udekorowanym łóżku w wielkim biednym szpitalu, każdy zatrzyma się , coś powie do leżącego dziecka, które musi być szczególne, skoro łóżko tak piękne i kolorowe…..”
Wpadłam na salę oddziału chemioterapii, w którym pracuję. Jakże bardzo ucieszyłam się na widok siostry zakonnej leżącej pod kroplówką. Widziałam tę siostrę po raz pierwszy. Miałam pragnienie z nią porozmawiać, co też uczyniłam. Dałam jej mój list, moje świadectwo. Ucieszyłam się, gdy powiedziała, że zna autorkę tej książki. Potem jeszcze wręczyłam kilka listów, jako promyki nadziei w ten szary deszczowy dzień. Byłam dzisiaj zachwycona Twoim prowadzeniem. Kiedy rozmawiałyśmy z moją koleżanką z pracy potwierdziła, że bardzo ważne jest dzielenie się doświadczeniami swojego życia, szczególnie wtedy, gdy widzimy w szpitalu tak mało wiary i nadziei. Dziękuję Jezu szczególnie za zaproszenie dzisiejszego dnia na Eucharystię. Dziękuję, że mogłam się dzisiaj do Ciebie przytulić i poczuć Twoją bliskość. Dziękuję za każdą osobę, którą postawiłeś mi dzisiaj na mojej drodze, nie mogę wymieniać ich wszystkich, chociaż uśmiech ich twarzy pozostanie w moim sercu na zawsze. Szczególnie dziękuję za Ewę, piękną, uśmiechniętą dziewczynę, dziewczynę na wózku inwalidzkim, której posłałam promyk nadziei od Ciebie, mój list. Proszę zatroszcz się o tę kruszynkę. Chciałabym się jeszcze kiedyś z nią spotkać. Właśnie Jezu w szarości tego dnia, w którym rano nic nie widziałam szczególnego pokazałeś mi jak dzielić się tym co otrzymuję, każdego dnia. Mam dzielić się tym co posiadam, nie srebrem, nie złotem, ale kochającym sercem, uśmiechem, życzliwością, dobrocią, poświęceniem odrobiny swojego czasu dla człowieka postawionego na mojej drodze. Ewa była dopełnieniem obrazu, mojego obrazu, który maluję moimi decyzjami, obrazu na Twój wzór i podobieństwo. Jestem słaba,czasami nie mam siły, gdy widzę tyle cierpienia i doświadczam go sama, wtedy zadaję pytanie, skąd mam wziąć siły? Mówisz: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali. (2Kor12,9) Będziesz spożywał owoce twych trudów, powiedzie ci się i będziesz szczęśliwy (Ps128,2)
Jezu, okazujesz mi swoją miłość w bliźnim. Czy ja potrafię wykorzystać czas, który mi podarowałeś po powrocie do pracy wśród chorych? Jednego dnia mam zapał, bo wiem jak bardzo mnie potrzebujesz, by dawać świadectwo Twojej miłości, a innego zapominam, bo szybko się przyzwyczajam do dobrego i jeszcze myślę, że mi się coś od życia należy. Tak naprawdę liczysz na mnie,a ja nie zawsze mam ochotę popatrzeć na inną twarz. Podarowałeś mi drugie życie, już za kilka dni minie trzeci rok od rozpoznania raka. Mam się dobrze, jestem zdrowa. W tym czasie doświadczyłam dużo miłości od Ciebie, wróciłam do pracy, która przynosi mi dużo radości.
Dziękuję Ci, że mnie stworzyłaś tak cudownie, godne podziwu są Twoje dzieła. I dobrze znasz moją duszę. (Ps139,14).
Niech miłość i wierność cię strzeże; przymocuj je sobie do szyi, na tablicy serca je zapisz, a znajdziesz życzliwość w oczach Boga i ludzi (Prz3, 3-4)
Kochany czytelniku………. Zachęcam Cię do codziennego nadawania sensu życiu. Nie bój się ryzyka. Podejmuj maleńkie kroki. Życie ma sens, kiedy kochasz. Nie mów, że nie potrafisz. To co możesz uczynić jest maleńką kroplą, w ogromie oceanu ale właśnie to Ty codziennie kropelka po kropelce rozlewając swoją miłość na innych tworzysz ocean miłości. Dobrym jest ten, kto chce być dobrym. (św. Albert) Dlatego warto żyć.
Kocham Cię Jezu, Ania
Zostaw Komentarz