Panie Jezu, Stróża, 30.03.2017
Wybrałam się wczoraj na Podhale w odwiedziny do mojej mamy. Była to dosyć spontaniczna decyzja. Dzień wcześniej zadzwoniła do mnie moja siostra Majka z informacją, że są u nich rekolekcje wielkopostne, które prowadzi znany jej ksiądz Marek z Wałbrzycha. W środę po Mszy Świętej miały być modlitwy o uzdrowienie i uwolnienie, podczas których ksiądz modli się nad każdym, nakładając ręce na głowy wiernych. Postanowiłam, że pojadę i zrobię przy okazji mojej mamie miłą niespodziankę. Dostałam pozwolenie od moich domowników, to znaczy zapewnili mnie, że sobie sami poradzą, mimo, że był środek tygodnia. Już w drodze do Ostrowska poznałam wspaniałą Panią, emerytowaną nauczycielkę (pozna swój swego), która okazało się, że była przez wiele lat dyrektorką szkoły, w której uczą się moje córki. Opowiedziała mi, że to ona od początku tworzyła tę szkołę i nadała jej imię Świętej Jadwigi Królowej. Skoro nadała jej takie imię, to postanowiłam, że mogę podzielić się z nią moimi listami do Ciebie Panie Jezu. Przy okazji dowiedziałam się, że mieszka niedaleko mnie. Gdy już dotarłam do mojego rodzinnego domu, moja mama bardzo ucieszyła się z niezapowiedzianej wizyty. Zastałam ją przy robieniu porządków i od razu rzucił mi się w oczy stary kalendarz ścienny z rysunkami przedstawiającymi papieża św. Jana Pawła II. Na każdym z dwunastu rysunków był cytat z jego słowami. Znowu pomyślałam, że to nie przypadek, że znalazłam go akurat w dniu, w którym miałam rozpocząć pisanie o nim. Wieczór spędziłam w kościele, w którym byłam ochrzczona, przyjęłam I Komunię Świętą i Sakrament Bierzmowania. To kościół pod wezwaniem Michała Archanioła, przy budowie którego angażował się bardzo mój dziadek ze strony taty, będąc wtedy naczelnikiem gminy. Nawet w jednej z kaplic widnieje napis upamiętniający fakt, że był fundatorem tej kaplicy. Wsłuchiwałam się w każde zdanie pięknego kazania, w którym ksiądz rekolekcjonista wyjaśniał słowa z Ewangelii św. Marka o cudzie uzdrowienia kobiety, która od 12 lat cierpiała na upływ krwi. Podeszła do Jezusa i dotknęła Jego płaszcza i „Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości” (Mk 5,29). Objaśniając słowa z Ewangelii, ksiądz prosił, byśmy nie bali się dotknąć Ciebie Panie Jezu. Gdy po Mszy Świętej ksiądz długo modlił się nade mną, czułam przyjemne ciepło i czułam się jakbym faktycznie Cię dotknęła Panie Jezu. Pierwszy raz byłam na takich modlitwach i zrobiły one na mnie wielkie wrażenie. W czasie Mszy Świętej i modlitw pośpiewałam sobie od serca, bo u górali faktycznie cały kościół aż trzęsie się od rozbrzmiewających tam pieśni. Śpiewaliśmy też moją ulubioną pieśń, którą bardzo rzadko słyszę w kościołach, a której słowa bardzo do mnie przemawiają: „Panie proszę spraw, aby życie mi nie było obojętne. Abym zawsze kochał to co piękne i zostawił ciepły ślad na czyjejś ręce.” Ksiądz Marek przyjechał do nas na rekolekcje z Wałbrzycha, z parafii pw. Matki Bożej Częstochowskiej. Parafia ta została wydzielona z parafii pw. Św. Jerzego w 2010r. i proboszczem został mianowany właśnie ks. dr Marek Zołoteńki. Od tego czasu rozpoczął starania, aby wybudować dla swoich parafian nowy kościół, właśnie pod wezwaniem Matki Bożej Częstochowskiej. Przyjął zaproszenie na te rekolekcje wielkopostne, prosząc w zamian o wsparcie finansowe w budowie tego kościoła. Pozwoliłam sobie w imieniu moich przyjaciół z pracy darować małą cegiełkę w postaci „niebieskiego” banknotu na ten cel. W każdą środę w wałbrzyskim kościele proboszcz odwzajemnia się wraz z wiernymi modlitwą za darczyńców. W przyszłym roku będzie można odpisać 1% podatku na ten cel. Więcej informacji można znaleźć na stronie internetowej, wpisując wezwanie parafii i miejscowość (spełniam w tym miejscu prośbę księdza o rozpropagowanie tej budowy, którą skierował do mnie i siostry po skończonych modlitwach – ciekawe, dlaczego akurat do nas, a nie przy ołtarzu, gdy dziękował za wszelkie ofiary).
Chciałam dzisiaj napisać o patronie „naszego” papieża św. Jana Pawła II. Zanim zacznę pisać o życiu Świętego Karola Boromeusza, którego za patrona wybrał sobie Karol Wojtyła, musimy pamiętać, że on też już jest ogłoszony świętym, a więc jego też można wybierać sobie za patrona.
Święty Karol Boromeusz urodził się na zamku Arona 3 października 1538 r. jako syn arystokratycznego rodu – był synem Małgorzaty Medycejskiej, siostry Piusa IV. Ojciec Karola wyróżniał się prawością charakteru, głęboką religijnością i miłosierdziem dla ubogich. To miłosierdzie będzie dla Karola, nawet już jako kardynała, ideałem życia chrześcijańskiego. Aby zapewnić mu odpowiednie warunki na przyszłość, mianowano go w wieku 12 lat opatem w rodzinnej miejscowości. Młodzieniec nie pochwalał jednak tego zwyczaju i wymógł na ojcu, żeby dochody z opactwa przeznaczano na ubogich. W grudniu 1559 roku uzyskał doktorat obojga praw (prawa cywilnego i kanonicznego). W tym samym roku jego wuj został wybrany papieżem i przyjął imię Pius IV. Za jego przyczyną Karol trafił do Rzymu i został mianowany protonotariuszem apostolskim i referentem w sygnaturze. Już w rok później, w 23. roku życia, został mianowany kardynałem i arcybiskupem Mediolanu (z obowiązkiem pozostawania w Rzymie), mimo że święcenia kapłańskie i biskupie przyjął dopiero dwa lata później. W latach następnych papież mianował siostrzeńca kardynałem -protektorem Portugalii, Niderlandów (Belgii i Holandii) oraz katolików szwajcarskich, ponadto opiekunem wielu zakonów i archiprezbiterem bazyliki Matki Bożej Większej w Rzymie. Urzędy te i tytuły dawały Karolowi rocznie ogromny dochód. Było to jawne nadużycie, jakie wkradło się do Kościoła w owym czasie. Pius IV był znany ze swej słabości do nepotyzmu. Karol jednak bardzo poważnie traktował powierzone sobie obowiązki, a sumy, jakie przynosiły mu skumulowane godności i urzędy, przeznaczał hojnie na cele dobroczynne i kościelne. Sam żył ubogo jak mnich. Wkrótce Karol stał się pierwszą po papieżu osobą w Kurii Rzymskiej. Praktycznie nic nie mogło się bez niego dziać. Papież ślepo mu ufał. Nazywano go „prawym okiem papieża”. Dzięki temu udało się mu uporządkować wiele spraw, usunąć wiele nadużyć. Takie postępowanie zjednało mu licznych i nieprzejednanych wrogów. Dlatego zaraz po wyborze nowego papieża, św. Piusa V, musiał opuścić Rzym. Bardzo się z tego ucieszył, gdyż mógł zająć się teraz bezpośrednio archidiecezją mediolańską. Kiedy był w Rzymie, mianował wprawdzie swojego wikariusza i kazał sobie posyłać dokładne sprawozdania o stanie diecezji, zastrzegł sobie jednak wszystkie ważniejsze decyzje. Teraz był faktycznym pasterzem swojej owczarni. Z całą wrodzoną sobie energią zabrał się do pracy. W 1564 r. otworzył wyższe seminarium duchowne (jedno z pierwszych na świecie). W kilku innych miastach założył seminaria niższe, by dla seminarium w Mediolanie dostarczyć kandydatów już odpowiednio przygotowanych. Popierał zakony i szedł im z wydatną pomocą. Dla ludzi świeckich zakładał bractwa – szczególnie popierał Bractwo Nauki Chrześcijańskiej, mające za cel katechizację dzieci. Dla umożliwienia ubogiej młodzieży studiów wyższych założył przy uniwersytecie w Pawii osobne kolegium. W Mediolanie założył szkołę wyższą filozofii i teologii, której prowadzenie powierzył jezuitom. Był fundatorem przytułków: dla bezdomnych, dla upadłych dziewcząt i kobiet, oraz kilku sierocińców. Kiedy za jego pasterzowania wybuchła w Mediolanie kilka razy epidemia, kardynał Karol nakazał otworzyć wszystkie spichlerze i rozdać żywność ubogim, a nawet sam zaopatrywał umierających. W czasie zarazy ospy, która pochłonęła ponad 18 tysięcy ofiar, zarządził procesję pokutną, którą prowadził idąc ulicami Mediolanu boso. W 1572r. na konklawe był poważnym kandydatem na papieża. Wyróżniał się szczególnym nabożeństwem do Męki Pańskiej. Dlatego nie rozstawał się z krzyżem. Tkliwą miłością darzył też sanktuaria maryjne. Największą zasługą Karola był jednak Sobór Trydencki, który trwał aż 18 lat Wprowadzono wówczas dekrety: nakazujące biskupom i duszpasterzom rezydować stale w diecezjach i parafiach, wprowadzono stałe wizytacje kanoniczne, regularny obowiązek zwoływania synodów, zakazano kumulacji urzędów i godności kościelnych, nakazano zakładanie seminariów duchownych – wyższych i niższych, wprowadzono do pism katolickich cenzurę kościelną, jak też indeks ksiąg zakazanych, wreszcie wprowadzono regularną katechizację. Zmarł w Mediolanie 3 listopada 1584r. wskutek febry, której nabawił się w czasie odprawiania własnych rekolekcji. Pozostawił po sobie duży dorobek pisarski. Beatyfikowany w 1602r., kanonizowany przez Pawła V w 1610r. Jego relikwie spoczywają w krypcie katedry mediolańskiej. Jest patronem boromeuszek, diecezji w Lugano i Bazylei oraz uniwersytetu w Salzburgu; ponadto czczony jest jako opiekun bibliotekarzy, instytutów wiedzy katechetycznej, proboszczów i profesorów seminarium. W ikonografii św. Karol Boromeusz przedstawiany jest w stroju kardynalskim. Jego atrybutami są: bicz, czaszka, gołąb, kapelusz kardynalski, krucyfiks, postronek na szyi, który nosił podczas procesji pokutnych.
Święty Jan Paweł II (Karol Józef Wojtyła) przyszedł na świat w Wadowicach 18 maja 1920 r., jako drugi syn Karola Wojtyły i Emilii z Kaczorowskich. Gdy miał 9 lat, zmarła jego matka. Ojciec zaprowadził go wówczas przed obraz Matki Bożej Kalwaryjskiej i tak do niego powiedział: „Straciłeś swoją matkę, ale Tą zachowasz na całe życie”. Trzy lata później, w wieku 26 lat, zmarł na szkarlatynę jego brat Edmund. Chorobą zaraził się od swojej pacjentki. Od września 1930 r. Karol rozpoczął naukę w ośmioletnim Państwowym Gimnazjum Męskim im. Marcina Wadowity w Wadowicach, następnie wybrał studia polonistyczne na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zamieszkał w Krakowie z ojcem, który zmarł po długiej chorobie 18 lutego 1941 r. Było to poważnym ciosem dla młodego chłopaka, który w 21. roku życia pozostał zupełnie bez rodziny. Karol podjął pracę jako pracownik fizyczny w zakładach chemicznych Solvay, początkowo w kamieniołomie, a potem w oczyszczalni sody. W 1942 r. wstąpił do Metropolitalnego Seminarium Duchownego w Krakowie, gdzie 1 listopada 1946 r. otrzymał święcenie kapłańskie z rąk kard. Adama Sapiehy. Jednocześnie podjął studia teologiczne na UJ, które kontynuował w latach 1946 -1948 w Rzymie. W 1948r. uzyskał stopień doktora, a habilitował się w 1953 r. Wykładał głównie teologię moralną i historię filozofii w seminariach duchownych oraz na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W 1958r. został mianowany biskupem pomocniczym diecezji krakowskiej, przyjmując hasło przewodnie swej posługi: Totus Tuus (Cały Twój). Te słowa kierował do Matki Chrystusa. 30 grudnia 1963r. został arcybiskupem metropolitą krakowskim, a 26 czerwca 1967r. – kardynałem. Na okres jego biskupstwa przypadły obrady Soboru Watykańskiego II, w którym aktywnie uczestniczył. Po nagłej śmierci Jana Pawła I, kardynałowie na konklawe 16 października 1978r. wybrali na papieża Karola Wojtyłę, który przybrał imię Jan Paweł II. Był pierwszym papieżem Polakiem, jak również pierwszym po 455 latach biskupem Rzymu, nie będącym Włochem. Pontyfikat św. Jana Pawła II trwał ponad 26 lat i był drugim co do długości w dziejach Kościoła. Najdłużej – 32 lata – sprawował swój urząd Pius IX (nie licząc pontyfikatu Piotra – pierwszego następcy Jezusa). Papież odbył 102 pielgrzymki zagraniczne, podczas których odwiedził 135 krajów, oraz 142 podróże na terenie Włoch, podczas których odwiedził praktycznie wszystkie parafie. Nie sposób wymienić tu wszystkich osiągnięć św. Jana Pawła II z jego pontyfikatu, więc wymienię tylko niektóre, nie oceniając czy były one najważniejsze, bo nawet bym się tego nie odważyła zrobić. Wiele wiemy o „naszym” papieżu, bo większość czytelników tego listu go pamięta i śledziła na bieżąco jego pontyfikat, a poza tym, co roku z okazji Dnia Papieskiego jest wspominany na różnych uroczystościach i w mediach. Proszę mi więc wybaczyć, jeżeli pominę wiele jego zasług. Św. Jan Paweł II mianował 232 kardynałów, ogłosił 1318 błogosławionych i 478 świętych. Napisał 14 encyklik, 14 adhortacji, 11 konstytucji oraz 43 listy apostolskie. Powyższe dane statystyczne nie oddają jednak nawet skrawka ogromnego dziedzictwa nauczania i pontyfikatu pierwszego w dziejach Kościoła Papieża-Polaka. Chociaż kardynał Wojtyła rozpoczynając posługę Piotrową był – jak na papieża – bardzo młody (miał 58 lat), cieszył się dobrym zdrowiem i był wysportowany, to niemal cały jego pontyfikat naznaczony był cierpieniem. Choroby św. Jana Pawła II zaczęły się od pamiętnego zamachu na życie papieża. 13 maja 1981, podczas audiencji generalnej na Placu św. Piotra w Rzymie o godzinie 17.19 papież został postrzelony przez tureckiego zamachowca Mehmeta Ali Agcę w brzuch oraz rękę. Ocalenie, jak sam wielokrotnie podkreślał, zawdzięczał Matce Bożej Fatimskiej, której rocznicę objawień tego dnia obchodzono. Powiedział później: „Jedna ręka strzelała, a inna kierowała kulę”. Długoletnie zmagania z chorobą i ze starością były wyrazem jego poglądów na temat godności ludzkiego cierpienia przeżywanego w odniesieniu do Męki Chrystusa. To właśnie on ustanowił Światowy Dzień Chorego, który obchodzimy co roku 11 lutego. Był pielgrzymem pokoju, apostołem Bożego Miłosierdzia, obrońcą praw człowieka, poetą i dramaturgiem, człowiekiem otwartym na inne kultury i religie, mężem dialogu i pojednania miedzy narodami. Papież zmarł 2 kwietnia 2005 roku o godz. 21.37 w wigilię Święta Miłosierdzia Bożego, które sam ustanowił. Już 1 maja 2011 roku Benedykt XVI ogłosił Jana Pawła II błogosławionym. Trzy lata później, również w Niedzielę Miłosierdzia Bożego, 27 kwietnia 2014 roku papież Franciszek dokonał jego kanonizacji. Kościół wspomina go 22 października, w rocznicę inauguracji jego pontyfikatu. Ponieważ znamy św. Jana Pawła II jako niestrudzonego pielgrzyma i misjonarza, myślę, że bliski jego sercu był też czarnoskóry święty z Afryki, którego historię krótko chciałam opisać.
Święty Karol Lwanga urodził się w 1865 w Bulimu (w Ugandzie). Do Ugandy chrześcijaństwo dotarło w latach dziewięćdziesiątych XIX w. W 1879 r. przybyli tam Ojcowie Biali, którzy spotkali się z przychylnością mieszkańców. Jednak w kilka lat później razem z misjonarzami anglikańskimi zostali zmuszeni przez króla Mtera do opuszczenia kraju. Kiedy po jego śmierci na tron wstąpił Mwanga, rozpoczęło się krwawe prześladowanie chrześcijan. Pierwsze prześladowanie dotknęło misję anglikańską. Nieopodal stolicy kraju, wbito na pale i żywcem spalono trzech uczniów szkockiego misjonarza Mackaya, który uczył Murzynów czytać, pisać i wierzyć. Z rozkazu króla zginął następnie pierwszy biskup anglikański, Hannigton. Wkrótce ofiarą nienawiści padli także dworzanie króla. Przez wiele dni na uwięzionych wywierano wszelkiego rodzaju naciski. Wśród męczenników było dwóch chłopców, liczących zaledwie 12 lat. Dnia 3 czerwca 1886 roku zapłonął stos. Zawiniętych w trzcinowe maty misjonarzy kolejno wrzucano w płomienie. Męczenników było bardzo wielu. Karol Lwanga został wyróżniony dlatego, że nie tylko z uśmiechem poniósł śmierć, ale zachęcał innych do wytrwania. Wraz z nim zginęło jednego dnia na tym samym miejscu 13 męczenników. 18 października 1964 roku (w niedzielę misyjną) Paweł VI wyniósł wspomnianych męczenników do chwały świętych. Kościół wspomina ich 3 czerwca. Święty Karol Lwanga w momencie śmierci miał 25 lat. Jego ciało palono wolno na ogniu, zaczynając od stóp. Jest patronem młodzieży i Akcji Katolickiej w Afryce. Krew męczeńska wylana w Ugandzie nie poszła na marne, ale użyźniła czarną glebę afrykańską. Po ustaniu prześladowań – 16 lat później – liczba katolików wzrosła w tym kraju aż pięćdziesięciokrotnie.
Kardynał Stanisław Dziwisz w jednym z wywiadów mówił, że „beatyfikacja czy kanonizacja jest oficjalnym stwierdzeniem świętości danego kandydata na ołtarze, potwierdzeniem heroiczności cnót. U Ojca Świętego tych cnót nadzwyczajnych, choć spełnianych w sposób zwyczajny, było bardzo wiele. Można powiedzieć, że Jan Paweł II był człowiekiem modlitwy, niezwykle pracowitym. Nade wszystko był jednak człowiekiem miłości – miłości Boga, z której płynęła miłość bliźniego, poszanowanie drugiego człowieka, w którym widział obraz Boga. I każda z tych cnót nadaje się do tego, aby być przykładem, wzorem. Pójść śladami świętości według wzoru wskazanego przez Jana Pawła II, znaczy być otwartym na Boga i na bliźniego, jak on był otwarty. Iść do drugiego człowieka bez lęku i bez obawy. Ukazywać mu wielkość miłości Boga, która jest przebaczeniem, podaniem ręki nawet zamachowcy na jego życie. Jan Paweł II jest wzorem człowieka, który odpowiada na wezwanie Pana Boga i odważnie podąża za tym wezwaniem. On zrozumiał, że jego powołaniem jest być pasterzem i starał się wypełnić oczekiwania płynące z jego powołania i spełnić to, czego Pan Bóg od niego żąda. Świętość Jana Pawła II była obecna w całym jego życiu. Można ją było zauważyć zarówno w jego relacji do Pana Boga, jak też w jego stosunku do drugiego człowieka. Świętość przejawiała się w ogromnej dyscyplinie wewnętrznej oraz w wielkiej miłości. To właśnie miłość była naczelnym motywem jego postępowania. Zewnętrznym wyrazem świętości Papieża była jego modlitwa. W czasie jednego ze spotkań z młodzieżą Ojciec Święty powiedział, że modlitwa jest mówieniem do Boga i słuchaniem Boga”.
Gdy papież odwiedzał Polskę, tłumy pielgrzymów przybywały do wyznaczonych na spotkania z papieżem miejsc. Ja sama uczestniczyłam w tych spotkaniach co najmniej trzy razy. W ósmej klasie brałam udział w pieszej pielgrzymce do Tarnowa. Zapamiętałam ją między innymi dlatego, że po skończonej Mszy Świętej, gdy szliśmy na dworzec kolejowy, spotkałam moją mamę, a nawet nie wiedziałam, że przyjedzie na to spotkanie. Do tej pory nie wiem, jak to było możliwe – trafić na siebie wśród tysięcy pielgrzymów, bez telefonów komórkowych. Wielu moich rówieśników traktowało Ojca Świętego jako wielki autorytet. Chłonęliśmy wiele myśli, przesłań, które do nas kierował. Ja do tej pory lubię wykorzystywać cytaty z jego słowami. Gdy rozdaję nagrody książkowe moim najlepszym uczniom lubię wpisywać im np.: „Musicie od siebie wymagać, nawet gdyby inni od Was nie wymagali” lub „Nie ma większego bogactwa w narodzie nad światłych obywateli.” Na ostatnie urodziny dostałam od siostry Ani koszulkę z pięknym krajobrazem i wydrukowanym pod nim napisem: Droga Elu: „Jeszcze będzie pięknie, mimo wszystko … Tylko załóż wygodne buty, bo masz do przejścia całe życie”. To także słowa św. Jana Pawła II. Przyszła wiosna, zeszłam z kanapy i założyłam wygodne buty. Chcę teraz przejść przez to życie pewnie, świadoma upływających szybko dni, ale chcę, by to życie było piękne, bym nie marnowała energii na bezczynność, czy dla złodzieja czasu, jakim jest telewizor. Pisząc te listy Panie Jezu czuję, że robię coś dobrego, że nie marnuję wolnego czasu, który w tym roku jest mi dany. Święty Janie Pawle II, Święty Karolu Boromeuszu i Święty Karolu Lwango wstawiajcie się w Niebie za wszystkimi Karolami i czytelnikami tego listu.
12 lat temu, w tym samym roku, co papież, tylko trzy miesiące później zmarł mój tata. Był bardzo bliski mojemu sercu. Mam nadzieję, że jest już wśród świętych w Niebie. W następnym liście napiszę o jego patronie. Kończąc ten list spoglądam na kalendarz – jest 2 kwietnia, spoglądam na zegar – jest godzina 21.37 – wiecie wszyscy o kim pisałam, więc pomyślcie, czy to jest zwykły przypadek?
Ela
Zostaw Komentarz