Wrocław, 13.02.2018
Witaj Przyjacielu mojej duszy.
Jezu, nie miałam zamiaru do Ciebie dzisiaj pisać. Jutro jest pierwszy dzień postu. To moja ostatnia kawa z kardamonem i czekoladą wypita w przeddzień postu. Wypita w Twoim towarzystwie. Zaglądam w głąb mojego serca i widzę, że jesteś niedościgniony w okazywaniu miłości i wylewaniu na mnie łaski za łaską. Tak naprawdę to Ania, moja siostrzenica, która naśladując swoją mamę Elę, napisała list o Św. Weronice, zainspirowała mnie do pisania. Weronika,która pragnęła Tobie ulżyć w drodze krzyżowej, kiedy szedłeś w bólu i cierpieniu wypełnić wolę Ojca. Kiedy dźwigałeś krzyż, abym ja mogła żyć. Weronika!!!. Myślę, że nie bez powodu wyciągnęłam wczoraj zza wersalki rozważania Drogi Krzyżowej bp. Rysia z pielgrzymki do Częstochowy z 2008 r. Nie byłam na tej pielgrzymce, ale rozważałam tę drogę, kiedy walczyłam z rakiem.
Stacja VI Jezus spotyka św. Weronikę….Mamy patrzeć na tę stację przez pryzmat słowa „łaska”. Byłaby pokusa myśleć o tej stacji przez pryzmat słów: „cnota”, „wysiłek”, „odwaga”, „męstwo” Weroniki, która jako słaba kobieta przebija się przez tłum, pełna współczucia, nie poddająca się presji, nie poddająca się opinii tłumu, masy. Niektórzy pewnie powiedzą nonkonformizm, a Paweł mówi: łaska. Łaska jest zapisana w tej twarzy, którą Weronika otrzymała na chuście. Oblicze Chrystusa, które mogła wziąć do domu. Zawsze tak jest – Bóg nie pozwoli się wyprzedzić w dawaniu. Kiedy wydaje mi się, że Ci coś dałem, odkrywam ze zdumieniem, ile wcześniej i później otrzymuję. Przeraża mnie tylko to, że często nie potrafię dawać i to właśnie mnie zamyka na Twoją miłość. Dając- otrzymujemy, mówi św. Franciszek. Dając otrzymujemy….A jeżeli nie dajemy? Jeśli jesteśmy skąpi? Jeśli jesteśmy skoncentrowani wyłącznie na sobie? Jeśli strach o siebie nas zablokuje na dobro? Bądź pochwalony Boże niezmordowany w dawaniu! Uzdrawiaj mnie – z mojego skąpstwa, z mojej małoduszności, która mnie na sobie koncentruje i zamyka! …..
Jezu, niedościgniony wzorze w dawaniu siebie w chorych. W moich Perełkach, które do tej pory spotkałam w szpitalu. Perełkach, które niosą krzyż choroby, niosą go w ofierze, ufając w Twoją miłość i miłosierdzie. Ufając, że to jest ta właściwa droga, którą kroczą. Moje Perełki , moja siostra Ela, pacjentki: Ela, Gosia, Agnieszka, Edyta, Mariola, Hania, Dominika ….., a teraz Ala. Oraz w tych Perełkach, które już nie są z nami (śp. Madzia,……), a narodziły się dla nieba. Dziękuję, że mnie uzdalniasz do miłości. Otwierasz moje serce na obraz Ciebie w tych chorych. To ja zabieram chustę ze sobą, zabieram twarze tych osób, w których żyjesz, których kochasz swoją odwieczną miłością. Ja Pan, jestem jej stróżem, podlewam ją co chwila, by jej co złego nie spotkało, strzegę jej w dzień i w nocy. (Iz27,3) Jezu, mój ukochany, dziękuję, że mogę czerpać z chorych umocnienie, dajesz mi radość bycia z nimi. Zadziwiona jestem pacjentką Elą, zadziwiona Twoją opieką. Ela niesie krzyż, to jest jej droga krzyżowa, jest jej ciężko, cierpi, idzie z bólem i ufnością, że ta droga jest dla niej najlepsza. Ja Weronika, próbuję się przebijać w tłumie, by zobaczyć Ciebie. W dzisiejszym szpitalu to takie trudne. Proszę Jezu uzdalniaj mnie i umacniaj. To ja otrzymałam łaskę zdrowia, łaskę powrotu do pracy w szpitalu, powrotu, by zobaczyć Ciebie w chorych. To jest dla mnie lekcja za lekcją w uczeniu się okazywania miłości. Pouczę cię i wskażę drogę, którą winieneś kroczyć. Będę ci służył radą, nie spuszczę z ciebie oczu. (Ps32,8) Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go poznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych, tam gdzie, jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby choć frędzli u Jego płaszcza mogli się dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie. (Mk53-56)
Dziękuję, że w ostatnią niedzielę mogłam z moimi koleżankami, ze wspólnoty Benedictus odwiedzić chorych w szpitalu. To była kolejna lekcja Twojej miłości. Bądź uwielbiony Jezu w każdym chorym, którego odwiedziłyśmy. Jezu Ty znasz każdego po imieniu. Przynoszę na noszach wszystkich chorych, którzy doświadczają bólu, bólu związanego z rozpoznaniem – nowotwór. Przynoszę każdego chorego szczególnie Ciebie – ..….., który, która stoisz na rozdrożu. Przynoszę Ciebie dzisiaj do Jezusa, abyś mógł, mogła dotknąć Jego frędzli. Jezu, Ty słyszysz wołanie tych cierpiących, którzy mają raka i pytają dzisiaj dlaczego ja, dlaczego moja mama, siostra, moja znajoma czy koleżanka? Jezu przyjdź do tego płaczu, do tych ograniczeń, do niemocy, bezsilności. Przyjdź z łaską akceptacji tej sytuacji, po ludzku bez sensu, bez widoku na przyszłość.
Dziękuję Jezu, za wszystkie osoby, które przynosiły mnie kiedyś do Ciebie. Przyniosły na noszach w modlitwie. Pamiętam jak płakała moja koleżanka z powodu mojego rozpoznania – rak. Była ze mną w tych trudnych chwilach i ciągle się zastanawiała i dziwiła, skąd we mnie tyle spokoju, pogody ducha, optymizmu czy wiary. Widziała, że ciągle proszę o modlitwę znajomych, koleżanki, moich pacjentów, rodzinę , wspólnotę Benedictus. To modlitwa mnie niosła. To ja wtedy byłam do Ciebie przyniesiona na noszach i mogłam dotknąć Twoich frędzli i doświadczyć Twojej miłości, w tym trudnym okresie leczenia. Przekleństwo choroby stało się dla mnie błogosławieństwem, dlatego to ja teraz pragnę być tą Weroniką, która ociera łzy. Dotknięcie Twoich frędzli uzdrowiło moją duszę, zalęknioną w pierwszej chwili przed chorobą. Teraz widzę, że to był czas, w którym mogłam uporządkować zdrowie nie tylko w wymiarze fizycznym. Jezu uwolniłeś mnie od paraliżującego strachu, który był we mnie od dzieciństwa, uwolniłeś od kompleksów z powodu wyglądu, pokochałam siebie. Dziękuję, że mogłam na nowo odkrywać, krok po kroku moje powołanie do bycia pielęgniarką, właśnie w tym szpitalu onkologicznym, w którym również się leczyłam. Zaproszenie Ciebie do mojego serca jako jedynego Króla, mojego Pana i Zbawiciela doprowadziło do wyzdrowienia. Teraz Jezu dziękuję za łaskę, przebywania z chorymi, nie tylko w wymiarze fizycznym ale i duchowym.
Drogi Czytelniku, może teraz jesteś na dnie i pytasz dlaczego ja? Nie umiem Ci odpowiedzieć. Zaproś Jezusa do swojego serca, do choroby, do wyroku – rak i uznaj Go jedynym Panam i Zbawicielem. On odpowie Tobie dlaczego Ty i dlaczego teraz. O. Pelanowski w książce: „Od Ducha do ucha – zrób krok ku radości twej duszy” – pisze: dno, którym jest teraz dla Ciebie rak, lub inna sytuacja bez wyjścia, w której się znajdujesz, może okazać się jedyną drogą do celu, może to Twój etap rozwoju, w drodze do życia. Bezsens dla ukochanych przez Boga jest nad sensem…..
Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a ja dam wam wytchnienie (Mt11,28). Wznoszę swe oczy ku górom: Skądże nadejdzie mi pomoc? Pomoc mi przyjdzie od Pana, co stworzył niebo i ziemię. On nie pozwoli zachwiać się twej nadziei ani się zdrzemnie Ten, który cię strzeże. Oto nie zdrzemnie się ani nie zaśnie Ten, który czuwa nad Izraelem. Pan cię strzeże, Pan twoim cieniem przy twym boku prawym. Za dnia nie porazi cię słońce ni księżyc wśród nocy. Pan cię uchroni od zła wszelkiego: czuwa nad twoim życiem. Pan będzie strzegł twego wyjścia i przyjścia teraz i po wszystkie czasy. (Ps121)
Kocham Cię Jezu, Ania
Zostaw Komentarz