Wrocław, 04.04.2017
Witaj Jezu, Przyjacielu mojej duszy,
Wczoraj miałam doby dzień w pracy. Jaki świat jest piękny, wracając tramwajem z pracy zachwyciłam się olbrzymim bilbordem. Cudowny widok pięknej tureckiej wyspy. Piaszczysta plaża, lazurowe morze, góry, klify. Reklama biura podróży, świat jest naprawdę cudowny. Zaśpiewam Ci i zagram, wśród narodów będę Cię chwalił, zaśpiewam i zagram. W ostatnią niedzielę pisałam list i prosiłam o adresata. Nawet przez myśl mi nie przyszło, że będzie to Małgosia z Krakowa. Małgosia, którą poznałam, kilka lat wcześniej, siedziała obok mnie na egzaminie ze specjalizacji w dziedzinie pielęgniarstwa onkologicznego w Warszawie. Po egzaminie zapisałam jej telefon i do tej pory nigdy do niej nie dzwoniłam. Właśnie w tę ostatnią niedzielę, po południu wysłałam, krótki filmik do kilku znajomych, z pięknym przesłaniem. W którym padały pytania do Boga. Co najbardziej zdumiewa Go w ludzkości? Spodobała mi się jedna z nich: To, że troszcząc się o przyszłość zapominamy o teraźniejszości a przez to nie żyjemy ani teraz ani potem. Czasami przesyłam różne sentencje, czasami Słowo z Biblii, wybieram te osoby o, których pomyślę lub ich numer telefonu wpadnie mi w oko. Czasami trafiam do serca, czasami krótki sms, poprawia komuś nastrój, pojawia się uśmiech, czasami warto życzyć miłego dnia. Tym razem padło pytanie Ktoś Ty? Wysłałam do Gosi po raz pierwszy wiadomość. Od słowa do słowa i trochę bliżej się poznałyśmy. Pracuje na onkologii w Krakowie, tam gdzie leczy się moja siostra Ela. Nie ma przypadków –jest Duch Święty. Wieczorem wysłałam jej mój list, który pisałam tego dnia, nie wiedząc do kogo go wyślę. Gosia wysłała mi zdjęcie św. Jana Pawła II, zapytała czy znam bł. Zbigniewa Franciszkanina zamordowanego w Peru został patronem chorych. Przyjacielem Gosi był bł. Michał również zamordowany w Peru. Pomyślałam, że modlę się na różańcu z ich relikwiami, który nabyłam w Krakowie a ich zdjęcie jest w mojej kaplicy szpitalnej. Kiedyś w Warszawie wymieniłyśmy się tylko telefonami, nie ma przypadków, Bóg stawia nam na naszej drodze ludzi, zechciejmy zauważyć dlaczego?
Dzisiaj znalazłam pomoc. Do naszego zespołu pielęgniarek dołączyła nowa pielęgniarka. Piękna dziewczyna. Wielkie piękne, oczy i głębokie spojrzenie, w których było widać jej serce pełne dobroci. Ponieważ w tym czasie pełnię obowiązki oddziałowej mogłam z nią porozmawiać. Dała mi świadectwo, swojego życia, swoich doświadczeń, wiedziałam i czułam o czym mówi. Bożenka jeszcze do niedawna była naszą pacjentką, była po drugiej stronie, to tak jak ja. Uderzyły mnie słowa, że jeszcze ma pragnienie zrobić coś dobrego, coś dobrego dla chorych, z którymi jeszcze do niedawna była. Poznałam, że mamy coś wspólnego, doświadczenie choroby onkologicznej. Pomyślałam, że dam jej również moje świadectwo- mój list z którym dzielę się z chorymi. Ma takie same pragnienie dzielenie się Twoją miłością. Poznała mnie jeszcze przed moją chorobą, szczerze mówiąc ja jej nie zapamiętałam. Wzruszyłam się kiedy powiedziała, że wystarczy czasami uśmiech i to ode mnie utrzymała. Dziękuję za pomoc za Anioła, który pragnie coś dobrego jeszcze zrobić. Proszę, Jezu troszcz się o Bożenkę, poślij do niej Ducha Świętego, aby praca z chorymi onkologicznie przynosiła jej radość i pokój. Błogosław Bożence i jej rodzince również w życiu osobistym.
Tego dnia nie miałam telefonu, trochę się martwiłam, bo miałam wykonać ważny telefon w sprawie pogrzebu mamy Basi. Miałam poinformować zainteresowane osoby o terminie pogrzebu. Po pracy pobiegłam na przystanek tramwajowy, mogę jechać każdym z przesiadką, ale lubię kiedy jadę jednym. Właśnie odjechał, ale podjechał następny. Jakie było zdziwienie, kiedy w tramwaju zobaczyłam smutną drobną kobietkę. Było to Basia, od której dowiedziałam, szczegółów dotyczących pogrzebu mamy. Dziękuję, że mogłam ją przytulić.
Dzisiaj byłam pożegnać mamę Basi. To był piękny czas, chociaż bardzo smutny, szczególnie dla córki, która odprowadzała mamę na wieczny spoczynek. Dzisiaj żegnała mamę, a kilka miesięcy tatę, którego znałam, był naszym pacjentem. Utrata drugiego rodzica w tak krótkim czasie, to wielki ból i smutek. Pragnęłam ją przytulić i pomyślałam, że mogę jej wręczyć mój ostatnio napisany list: Ela –światło w ciemności. Pomyślałam, że te słowa, mogą przynieść utulenie i pociechę.
W którym napisałam…… „Jezu, stawiaj na mojej drodze ludzi, tych do, których pragniesz posłać mój list. Moje świadectwo Twojej miłości, osobiste świadectwo spotkania z Tobą, Twój płomyczek nadziei w moich listach. Nie ma przypadków, jest Duch Święty. Bądźcie słonecznikami rozsiewającymi promyki ciepła, światła i Bożego szczęścia. Św. Urszula Ledóchowska, która miała siostrę bł. Marię. Elu, pomimo trudu, dążmy do świętości. Słonecznik dla Ciebie i odbiorcy tego listu.
Jeżeli Bóg chce, by coś się dokonało, wskaże nam sposób. Św. Matka Teresa z Kalkuty. Nie poddawaj się!!! Umiłowałem cię, odwieczną miłością. Po burzy przychodzi, cichy spokojny powiew wiatru. Duchu Święty cudownym wiatrem jesteś wokół nas, nie odchodź, nie odchodź…”
Chciałam podarować promyk nadziei. Podarować jej mój ulubiony kwiatek, ulubiony słonecznik, pomyślałam o żywym, ale dzisiaj ważniejszy był promyk nadziei w słowach listu. Człowiek jest wielki nie przez to, co ma, nie przez to kim jest, lecz przez to czym się dzieli. Św. Jan Paweł II. Nie miałam słonecznika, chciałam podzielić się sercem, po prostu pragnęłam być z nią w ostatniej drodze na wieczny spoczynek jej mamy. Wczoraj usłyszałam od mojej nowej koleżanki z pracy że: Łzy to nie krwotok nie trzeba ich tamować. To prawda płacz przynosi mi ulgę i oczyszczenie nagromadzonego żalu i smutku. Przez chwilę porozmawiałyśmy, nie o pracy. Jezu, dziękuję za Bożenkę i za te słowa, którymi mówisz przez Nią do mnie. Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście. Dziękuję, Jezu, że mogłam bez słów przytulić dzisiaj Basię. Najdroższy poślij do tej małej, drobniutkiej osóbki, przepełnionej bólem z powodu utraty mamy Ducha Pocieszyciela aby utulił jej rozdarte, płaczące serce.
Panie Jezu spraw abym przez życie nie przeszła obojętnie, abym umiała kochać to co piękne, abym mogła zostawić ciepły ślad na czyjejś ręce. To słowa piosenki, z listu mojej siostry Eli, listu poświęconemu Św. Janowi Pawłowi II, które rozbrzmiewały przez ostatnie dni w moim sercu.
Rano modliłam się słowami z zakładki do książki. Wznoszę do góry moje oczy, skądże nadejdzie mi pomoc, pomoc od Boga, który stworzył niebo i ziemię. To słowa z psalmu, nie pamiętam namiarów. Były moją modlitwą, kiedy poszłam do punktu drukowania, gdzie chciałam wydrukować list do Basi. Okazało się, że tego punktu tam nie ma. Powiedziałam trudno. Przez chwilę zapytanie, co dalej? Pomodliłam się jeszcze raz słowami tego psalmu. Mówisz i masz. Zawróciłam, by biec na przystanek bo do pogrzebu było coraz mniej czasu. Po drodze mój wzrok utkwił na kwiaciarni, szukałam wzrokiem słonecznika i po chwili byłam już w środku. Sympatyczna kwiaciarka wskazała mi inny punkt gdzie mogłabym wydrukować mój list, był niedaleko od tego miejsca. Po chwili w ręku miałam wydrukowany mój list na kolorowo, bo chciałam aby kolor żółty był widoczny. To był dobry czas wręczyłam inny list pięknej kobiecie, która mi go wydrukowała, wstąpiłam, jeszcze raz do kwiaciarni aby również podziękować pani w kwiaciarni, by życzyć miłego dnia wręczając jej list.
Na tym samym cmentarzu spoczywa śp Alicja moja teściowa. Pomyślałam, że kupię kwiatka, znicz i pójdę pomodlić sią na jej grób. Była piękna pogoda. Tak zrobiłam, usiadłam na ławce, w odmówiłam Koronkę do Miłosierdzia w akompaniamencie śpiewu ptaków. Nagle usłyszałam: przeczytaj ten list, który ci został w torebce, nie miałam pojęcia, który tam został. Jakże wielkie moje zdziwienie. Został list Martynka –przebaczyć. Przeczytałam go półgłosem. Wielkie, pojedyncze łzy spadały mi na spodnie, kiedy czytałam, fragment listu dotyczył naszego małżeństwa. Cytuję: „ Przypomniałam sobie dzisiejszego ranka, moje narzeczeństwo. To były piękne dni, każdy z nas wnosił tylko to co piękne, wszystko rozkwitało, malowała się piękna przyszłość. Delikatność mojego męża czuję do tej pory, gdy zamykam oczy, czuję dotyk jego ust, szczególnie jednego pocałunku na początku naszej drogi. Namiętność, przykrywała nasze, bliższe poznanie. Nie mówiliśmy o rzeczach trudnych, szczególnie o relacjach z naszymi rodzicami, a miały przecież kluczowe znaczenie. Nie wystarczyła namiętność, przyszły trudne chwile, tylko Ty Jezu wiesz, o których myślę. Tak trudne, że nasze małżeństwo umarło. Trzeba tę miłość wziąć w ręce i przenieść ją przez całe życie.
Dzisiaj, Jezu w czytaniach mówisz: Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze (Mt5,25). Jezu trudna jest ta Twoja mowa. Znasz nasze małżeństwo, widziałeś dzisiejszego poranka. Jak ja mam to Słowo wypełnić ?, skoro w moim mężu jest tyle gniewu i nienawiści. Jezu proszę wskaż mi drogę, którą będę mogła nieść krzyż pojednania i pokoju. Pragną tę miłość nieść do końca, pragnę zbawienia siebie i mojego męża. Proszę Cię Jezu o jedno, abym zobaczyła ciepłe spojrzenie mojego męża, zanim kroczymy razem.
Z głębokości wołam do Ciebie, Panie, o Panie, słuchaj głosu mego! Nakłoń swoich uszu ku głośnemu błaganiu mojemu! Jeśli zachowasz pamięć o grzechach, Panie, Panie, któż się ostoi? Ale Ty udzielasz przebaczenia, aby Cię otaczano bojaźnią. W Panu pokładam nadzieję, nadzieję żywi moja dusza: oczekuję na Twe słowo. Dusza moja oczekuje Pana bardziej niż strażnicy świtu. Niech Izrael wygląda Pana. U Pana bowiem jest łaskawość i obfite u Niego odkupienie. On odkupi Izraela ze wszystkich jego grzechów.( Ps130, 1-8)
Ten sam psalm słyszałam przed chwilą, na Eucharystii pogrzebowej. Jezu powtarzasz ten psalm jeszcze raz to musi to być bardzo ważne. Przebaczyłam mojej teściowej wszystkie przewinienia, których się dopuściła względem mnie. Już dawno przebaczyłam mężowi i nie chowam w sercu urazy. Zostawiłam przed rokiem mały liścik w opakowaniu po zniczu. Przechował się idealnie. Dołączyłam Jezu drugi list i proszę abyś znalazł adresata. Po powrocie przesłałam ten list również mojej szwagierce. Podzieliłam się dzisiejszym dniem z siostrą Elą. Napisała: Wszystko co robisz jest święte, bo pochodzi od Boga, a ty tę miłość kierujesz na innych słowa biskupa Stanisława Dziwisza. Jestem szczęśliwa, że mogę dawać siebie innym. Nic, nie musisz mówić nic, odpocznij we mnie czuj się bezpiecznie. Dziękuje, idę odpocząć, odpocząć adorując Ciebie Jezu.
Odpocznij i ty. Zwolnij, znajdź miejsce, w którym poczujesz się dobrze, nie koniecznie musisz pójść na adorację. Możesz po prostu pójść do parku, usiąść na ławce, wsłuchać się w śpiew ptaków. Jezus będzie tam z Tobą. Zaufaj Jezusowi.
Kocham Cię Jezu Ania
Zostaw Komentarz