Edyta – Panie daj mi cierpliwość (19)

with Brak komentarzy

Wrocław, 09.07.2017

Jezu, przyjacielu mojej duszy,

Będę Cię sławił, <Panie>, z całego mego serca, <bo usłyszałeś słowa ust moich>: będę śpiewał Ci wobec aniołów. Oddam Ci pokłon ku Twemu świętemu przybytkowi. I będę dziękował Twemu imieniu za łaskę Twoją i wierność, bo wywyższyłeś ponad wszystko Twoje imię i obietnicę. Kiedym Cię wzywał, wysłuchałeś mnie, pomnożyłeś siłę mej duszy….Gdy chodzę wśród utrapienia, Ty zapewniasz mi życie, wbrew gniewowi mych wrogów; wyciągasz swą rękę, Twoja prawica mnie wybawia. Pan za mnie [wszystkiego] dokona. Panie, na wieki trwa Twoja łaska, nie porzucaj dzieła rąk Twoich! (Ps138,1-3.7-8)

Jezu, pragnę Cię przywitać słowami dziękczynienia z psalmu, który dzisiaj rano przeczytałam z osobistego notatnika- prezentu urodzinowego, który napisała mama śp. Madzi, do swojej córeczki, kiedy pielgrzymowała do Ciebie, tu na ziemi. Otrzymałam notatnik, jak wiele innych rzeczy osobistych, które służyły Madzi do pogłębiania wiary. Otrzymałam plik pocztówek, które Madzia zbierała. Są różne. To nie pierwsze, pocztówki, które mi podarowałeś. W ubiegłym roku, jak już kiedyś wspominałam na strychu mojego rodzinnego domu, wśród ogromnego bałaganu, znalazłam pudełko z pocztówkami, które w mojej młodości również kupowałam. Wtedy widoki z tych pocztówek i przesłania mnie wzmacniały. Teraz kiedy wyciągam pocztówkę z pudełka od Madzi, to tak jakbym dostawała pocztówkę z nieba. Wczorajsza ze słonecznikami bardzo mnie ucieszyła. Rano byłam Mszy Świętej w jej intencji. Wracając do domu zaczął padać deszcz. Po drodze wstąpiłam do sklepu, aby schować się przed deszczem i kupić mąkę, ponieważ chciałam piec chleb. Kupiłam jeszcze wiązankę słoneczników, którą podarowałam mojej Matuli Gaździnie Podhala. Zrobiłam zdjęcie Figurki Matki Bożej wraz ze słonecznikami. Postanowiłam to zdjęcie wraz z modlitwą wysłać na dzień dobry do moich znajomych. Prosząc, aby Królowa opromieniała każdego Jezusem, pragnęłam za pośrednictwem naszej Matki wysłać promyczek radości i nadziei na rozpoczynającą się sobotę. Sięgnęłam do pudełka z pocztówkami od Magdy i dostałam pocztówkę z pięknymi słonecznikami z najlepszymi życzeniami. Zdziwiłam się, a równocześnie miałam wielką radość w sercu.

 Myślami wracam do piątku, za który serdecznie dziękuję. Tego dnia dyżur w szpitalu miałam mieć od 11:00. Rano zostałam zawezwana do pomocy, ponieważ był krach z powodu małej ilości pielęgniarek. Podjęłam wezwanie. Jakże się zdziwiłam, kiedy na korytarzu szpitalnym spotkałam człowieka, o którym pisałam wieczorem, za którego się również modliłam. Gdy go zobaczyłam wiedziałam, że jest to Twoje prowadzenie. Porozmawialiśmy chwileczkę, życząc sobie miłego dnia, pobiegłam na stanowisko mojej pracy, gdzie wir pracy pochłonął mnie do 12- tej. Spojrzałam na zegarek. Biegnąc do szpitalnej kaplicy by pozdrowić Maryję na Anioł Pański, powiedziałam koleżance, że teraz jest moje pięć minut. Nie były moje. Dokładnie w tym czasie potrzebowała pomocy siostra zakonna, która zasłabła. W czasie udzielenia pomocy, modliłam się za siostrę, która nie chciała powiedzieć lekarzowi swojego imienia. Gdy zaproponowałam, że się za nią pomodlę, wtedy powiedziała swoje imię. Przyjęła propozycję modlitwy. Uśmiechnęła się, powiedziała, że jestem aniołem, uśmiechnęłam się do niej na te słowa. Jezu to było Twoje pięć minut. Jeszcze raz przekonałam się, że każda chwila mojego życia należy do Ciebie. Jeszcze jedno, siostra na piersi miała wizerunek Maryi Niepokalanej, ten od Cudownego Medalika. Wczoraj w sobotę odczuwałam prowadzenie Maryi. Wpadła mi w ręce „Mała książeczka o Maryi” Christine Barrely. Przeczytałam wzmiankę o dzieciach Maryi Niepokalanej. O Najświętsza Maryjo Panno, Kwiecie, który wyrosłeś bez kolców módl się za nami.

 W piątek przypomniałam sobie, kiedy widziałam się z Irenkę, ze kiedyś podarowała mi medaliki, które miałam rozdać. Nie zrobiłam tego schowałam je tak, że zapomniałam gdzie. W ubiegłym tygodniu je znalazłam i znowu gdzieś je przełożyłam i znowu nie wiedziałam gdzie. Wspominam o tym, ponieważ dzisiaj je znalazłam. Wczoraj, bardzo późno dowiedziałam się, że w dzisiejszą niedzielę, do grona dzieci Bożych dołącza Maksymilian, synek młodych ludzi z mojej wspólnoty. Trochę się martwiłam bo nie miałam prezentu i nic mi nie przychodziło do głowy. Rano koleżanka, z którą czuwałam w Ziemi Świętej przy Twoim Grobie i na Golgocie, przysłała mi nagranie. Włączyłam je na chwileczkę, bo już musiałam wychodzić na Eucharystię. Padły słowa, które są słowami o. Dolindo Jezu Ty się tym zajmij. Powtórzyłam je, poprosiłam Ducha Świętego o Słowo dla Maksymiliana. W kościele zauważyłam, że w mojej małej torebce są Cudowne Medaliki, może nie ze srebra, czy złota, pomyślałam, że to co mam to dam małemu Maksymilianowi. To nie jest zwykły medalik, to jest Cudowny Medalik. Przecież to św. Maksymilian Maria Kolbe rozpowszechniał kult Maryi Niepokalanej. O Maryjo bez zmazy pierworodnej poczęta módl się za nami, którzy się do Ciebie uciekamy. Ochraniaj nas płaszczem Twojej miłości, szczególnie małego Maksymiliana i wypraszaj nam u Swojego Syna potrzebne łaski w drodze do świętości.

 Jeszcze jedno w czwartek przeczytałam myśl Jamesa Matthewa Barrie.” Narzekałam, że nie mam butów, dopóki nie spotkam człowieka, który nie miał stóp”. W piątek zobaczyłam też w moim szpitalu, w moim oddziale, gdzie pracuje, człowieka na wózku, bez nogi, a dzisiaj dostałam wiadomość ze zdjęciem człowieka bez nóg i rąk, w objęciach małego dziecka z sentencją. „Miałem wybór: być zły na Boga, za to czego nie mam, aby być wdzięcznym za to, co mam”, Nick Vujicic. To słowa do mnie. Mam słabość do butów, odkryłam, że moje haluksy i moja szeroka stopa, utrudniają mi, kupowanie butów. Dotarło teraz do mnie, że dobrze, że tak jest, bo moja próżność byłaby jeszcze większa, wraz z ilością butów, które mogłabym mieć gdyby nie te defekty. Dziękuję, Jezu za takie urocze moje nogi, które mnie noszą, chodzę, biegam i skaczę. To jest cudowne, że to z czego jestem niezadowolona, jest dla mojego dobra. Kiedyś miałam obsesję na punkcie mojego olbrzymiego biustu. Tak wielkiego, że musiałam się garbić i chować go pod luźnymi bluzkami. Ciągle marudziłam, były ciężkie, nie miały jędrności. Kupienie odpowiedniego biustonosza graniczyło z cudem. Teraz Jezu, kocham moje piersi. Musiałam zachorować aby je pokochać. Teraz jedna jest o wiele mniejsza od drugiej, ale są moje. Mogę z przymrużeniem oka robić sobie zdjęcia z profilu, z mały lub dużym biustem. Dziękuję, że mnie uwolniłeś od moich kompleksów, wreszcie pokochałam siebie.

Oto ja Służebnica Pańska niech mi się stanie według słowa Twego. Jezu pragną Cię pytać nieustannie. Jaka jest Twoja wola? Dzisiaj mówisz w Ewangelii: Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście a Ja was pokrzepię.(Mt 11,28)

 Przyjdzie wszyscy bez względu, jaki masz ciężar, bez względu, w którym miejscu jesteś. Przyjdźcie wszyscy: kulawi, bez nóg, bez rąk, chorzy na raka, z dużymi problemami, ci którym się wydaje dzisiejszy dzień, dniem beznadziejnym, oszukani, głodni, spragnieni. Wszyscy bez względu na swój stan zdrowia, przyjedź na wózku, może przyniesie cię ktoś na noszach. Wszyscy nie ważne ile masz lat, nie ważne jaki zawód wykonujesz, czy jesteś biedny czy bogaty. Mówi: Jezus dzisiaj przyjdź Ja będę cię umacniał. Mogłam być wściekła na Boga, ale doświadczenie Boga w kryzysie choroby, pomogło mi odkryć siebie i otworzyć się na Twoje prowadzenie. Moim zadaniem jest rozsiewać ziarno miłości, modlitwy, nadziei, ziarno Słowa Bożego. Mam zadanie świadczyć o Tobie Jezu swoją postawą tu i teraz, w miejscu które mi wyznaczyłeś. Byłam kiedyś na rekolekcjach z ks.Michałem Olszewskim. Był to czas zaraz po operacji usunięcia guzka piersi jeszcze przed dalszym leczeniem. Kupiłam sobie książką księdza „Być jak Hiob” dostałam autograf z błogosławieństwem. Przetoczę króciutki fragment:”…. Bóg w doświadczeniu kryzysu pragnie nas uzdrowić, uwolnić obdarowywać. Bóg zawsze chce dokonywać uzdrowienia. Kiedy jesteśmy jak Hiob, gdy patrzymy nieustannie na Boga i ten kryzys trud cierpienia, chcemy przejść z Panem Bogiem. To Bóg wtedy pragnie dokonywać wielkich znaków i przede wszystkim chce nas uzdrawiać. Bóg chce docierać do naszego serca, chce uzdrawiać pamięć o grzechach, chce uzdrowić rany, które nam grzech zadał, ale Bóg chce również uzdrawiać fizycznie nasze ciał i umysł. Bóg pragnie uzdrowić cię dzisiaj łaską uzdrowienia…..”. Jeżeli jest ci ciężko, może jesteś w rozpaczy, opuszczony, znękany, zdruzgotany, doświadczasz kryzysu choroby, możesz sięgnąć po tę książkę. Bóg nigdy nas nie opuszcza. Posyła nam pomoc z nieba. Posyła swoich aniołów, świętych i Matkę Bożą. Musimy tylko Mu zaufać a zobaczymy cuda w naszym życiu.

Nie będą już łaknąć ni pragnąć, i nie porazi ich wiatr upalny ni słońce, bo ich poprowadzi Ten, co się lituje nad nimi, i zaprowadzi ich do tryskających zdrojów. (Iz41,10)

Gdy się położę, zasypiam spokojnie, bo Ty sam jeden, Panie, pozwalasz mi mieszkać bezpiecznie. (Ps4,9)

Jaka modlitwa, taka doskonałość, jaka modlitwa taki cały dzień. św, Albert Chmielowski.

 Rozmawiałam dzisiaj z Edytką. Potem przysłała mi smsa:” Dziękuje, że kiedyś tylko przyszłaś mnie dźgnąć wielką igłą, a teraz jesteś lekiem dla ciała i jeszcze plastrem dla duszy, ciekawe gdzie schowałaś skrzydła….. „ Edytko, dziękuje za dobre słowo, które mnie buduje i dodaje skrzydeł. Ty jesteś moimi skrzydłami. Dziękuję.

Szczęśliwa bądź, kiedy cię poprawiam, nie odrzucaj nagan Wszechmogącego (Hi 5,17). Mówię ci abyś była sprawiedliwą, abyś kochała, abyś ćwiczyła się w wierności i uczyła pokornego obcowania ze Mną. (Mi6,8). Błogosławiona jesteś, która potrafisz oprzeć się pokusie, gdy zostajesz poddana próbie. Otrzymasz wieniec zwycięstwa obiecany przez Mnie, tym, którzy Mnie miłują(Jk1,12). Umiłowana, budując sama siebie na fundamencie twojej najświętszej wiary w Duchu Świętym się módl (Jud1,20). Śmiało możesz powiedzieć Pan jest wspomożycielem moim, nie ulęknę się bo cóż może uczynić mi człowiek (Hbr13,6). Sam idę przed Tobą, Jestem z Tobą, nie opuszczę cię i nie porzucę. Nie lękaj się i nie drżyj!!! (Pwt31,8).

 Kocham Cię Jezu Ania

Zostaw Komentarz