Wrocław, 12.02.2017
Jezu Przyjacielu, mojej duszy
Witaj mój ukochany, mój Mistrzu i Nauczycielu w Tobie mam upodobanie, Ciebie pragnę szukać. Błogosławieni szukający Boga, dzisiaj usłyszałam te słowa, w refrenie psalmu podczas Eucharystii. Jezu pozwalasz się odnajdywać w znakach, obrazach w głębi mojego serca, mówisz do mnie przez słowa z Biblii, przez słowo z Bożej Krówki, przez słowa, które kierowałeś do św. Siostry Faustyny, do błogosławionej Kunegundy, przez słowo ks. Diakona Teodora, w czasie spotkań w małej grupce, w mojej Wspólnocie Benedictus. Wszędzie gdzie tylko spojrzę Ty tam jesteś. Jesteś w ludziach, których spotykam. Posyłasz mnie abym łowiła ludzi , abym była misjonarką i apostołem Twojego miłosierdzia. Jest to dla mnie zaskakujące ,że dotrzymujesz obietnicy, mówisz do mnie: szukajcie Mnie a znajdziecie. Co jest dla mnie zaskakujące i zdumiewające, że dajesz się odnaleźć, potwierdzasz Swoją obecność w moim sercu, pokojem , radością i rozkoszą płynącą z Twojego prowadzenia. Rozszerzasz moje granice, o które Cię proszę w modlitwie: Obyś skutecznie mi błogosławił i rozszerzył granice moje, a ręka Twoja była ze mną, i obyś zachował mnie od złego, a utrapienie moje się skończyło! 1 Krn4, 9-10. Rozszerzasz do granic, coraz większych , dla mnie niepojętych, mówisz wystarczy ci Mojej łaski. Nie dawno odkryłam, że imię Anna z hebrajskiego znaczy Łaska. Dziękuję Jezu za moich rodziców, którzy dali mi to imię. Mam wielką przychylność z Twojej strony, przychylność korzystania z Twoich dóbr dla budowania mojej wiary i budowania wiary w innych. Pragnę nieustannie przybliżać się do Ciebie mój Nauczycielu, piękności moja. Odkrywam w każdej chwili, że w moim sercu rozgrywa się wielka walka duchowa. Posyłasz do mnie Ducha Świętego z natchnieniami, czasami trudno jest się zebrać do działania, wróg czyha abym natychmiast się wycofywała. Uzdalniaj mnie do tego abym była posłuszna Twojej woli.
Dziękuję Jezu za wczorajszy dzień, do którego przygotowałeś mnie przez kilka dni wcześniej, dziękuję, że zwyciężyłam Twoją mocą, Twoją łaską, Twoją miłością do mnie, Twoim Słowem, Twoimi zapewnieniami i obietnicą płynącą ze wskazówek, które pomagasz mi odczytać. Znasz i przenikasz najgłębsze tajniki i pragnienia mojego serca. Jest mi tak ciężko sprostać Twojemu Słowu. Tak dużo jest jeszcze mnie i mojej woli w mojej duszy.
Dziękuję za Madzię, którą postawiłeś na mojej drodze właśnie w mojej wspólnocie, która walczy obecnie z chorobą nowotworową. Obserwując Madzię widzę Ciebie, cichego i pokornego, biorącego cierpienie na swoje ramiona. Proszę pomóż jej podźwignąć się z tej choroby. Potrzebuje zwyciężać Twoją mocą, mocą, którą daje wiara. Proszę o cud uzdrowienia jej duszy i ciała.
W ostatnim tygodniu ułożyłam kolejne Twoje puzzle, które utworzyły obraz i kolejny raz doświadczyłam Twojego prowadzenia i Twojej bliskości. Dziękuję Jezu za spacery z moim psem , kiedy kolejny raz posłałeś natchnienie, abym poszła następnego dnia z moim listem do pań, które leżały na Sali z Madzią. Pomyślałam dlaczego nie, dawno tego nie robiłam. Następnego dnia postanowiłam, że odwiedzę te chore, jeżeli jest taka Twoja wola. Do tej pory rozdawałam te listy chorym w szpitalu, głównie w Oddziale Dziennym Chemioterapii, a czasami w szpitalnej kaplicy. Dajesz mi tę łaskę, że prawie codziennie na Anioł Pański mogę w niej spotkać się z Tobą i naszą Matką. Dziękuję Jezu za te kilka minut przebywania z Tobą, w czasie mojej przerwy w pracy. Tak bardzo jest mi bliska ta kaplica, z której usłyszałam słowa pieśni, kilka minut po rozpoznaniu raka:” Nich łaska Twoja zawsze na sprzyja módl się za nami Zdrowaś Maryjo.” To błogosławieństwo spoczęło na mnie, czuję się taka otulona Twoją miłością. To jest szczególne miejsce spotkania Ciebie, sam na sam i wsłuchanie się w Twój głos. Pierwszy raz poszłam na inny oddział, gdzie kilkanaście lat wcześniej rozpoczęłam pracę w szpitalu onkologicznym. To właśnie w tym oddziale spotkałam się z chorym onkologicznie. To zdumiewające, że powróciłam , nie jako pielęgniarka ciała, ale jako pielęgniarka duszy. Ułożyłam sobie swój plan, wzięłam trzy listy, dwa dla pań leżących, które wcześniej poznałam będąc u Madzi. Kolejny raz przekonałam się, że Ty rozdajesz karty i Ty mnie prowadzisz. Dałam list pani, o której pomyślałam na spacerze, pomodliłam się o uzdrowienie, chwilę porozmawiałyśmy . Zauważyłam, że nie ma tam drugiej pani , a na tym miejscu leżała inna na płasko, miała zamknięte oczy, pomyślałam, że ma złamany kręgosłup. Przez chwilę nie chciałam podejść, coś mnie powstrzymało, lecz nie dałam za wygraną, cichutko podeszłam, a chora otworzyła oczy i powiedziała: To dla mnie przyszłaś, czekałam na ciebie, ciarki przeszły mi po plecach. Uśmiechnęłam się, nie wiedziałam co powiedzieć. Powiedziała, że cztery lata temu była pod moją opieką, kiedy była leczona chemioterapią. Zapytałam jak ma na imię i czy mogę się za nią pomodlić, co uczyniłam. Łzy wzruszenia w tym momencie, kiedy było jej ciężko oznaczały, że przyszłam dla niej. Zapytałam , czy mogę otrzeć jej łezkę i to zrobiłam. To była Jezu Twoja łza w jej cierpieniu i Twoja nadzieja na uzdrowienie. W czwartek wieczorem na spacerze z psem pomyślałam, że w sobotę jest Światowy Dzień Chorego i że powinnam pójść ze Słowem i moim listem do innych chorych na inne oddziały, do chorych leczonych w moim szpitalu, w którym pracuję. Natychmiast odrzuciłam tę myśl, pomyślałam, że będzie to obciach, jak spotkam moje koleżanki pielęgniarki, czy lekarzy. Im bardziej oddalałam te myśli, tym pragnienie mojego serca było większe, aby tam pójść. Po powrocie do domu musiałam zacząć działać, w domu nie miałam mojego listu do chorych, pozostał mi jeden dzień piątek do przygotowania się. W piątek po pracy pojechałam do księgarni przy naszej Katedrze, kupiłam dwie duże paczki Bożych Krówek, ze słowem świętych, a dla tych, którzy z różnych przyczyn nie mogą jeść słodyczy, kupiłam 50 zakładek do książki, również ze Słowem z Biblii. Potem pojechałam do zaprzyjaźnionego punktu drukowania listów i poprosiłam o wydrukowanie 100 sztuk. Jezu Ty dbasz o mój portfel, więc kolejny raz zapłaciłam o wiele mniej niż na oficjalnym cenniku usług. Dziękuję Jezu, że mogłam pobyć tam przez chwilę i poznać żonę właściciela. To są Twoi ludzie, którzy mają swój udział w mojej Ewangelizacji, w moim łowieniu ryb. Dziękuję, że mogłam poczęstować ich krówką i spędzić kilka chwil na wesoło. Błogosław im pracy i życiu osobistym.
Wróciłam do domu szczęśliwa, że wszystko poszło gładko. A tu znowu walka, jeżeli pójdziesz stracisz wiele, po co ci to , daj sobie spokój, należy się tobie odpoczynek po całym tygodniu pracy, w domu bałagan, może posprzątaj i wiele innych wymówek. Rano kiedy modliłam się powiedziałeś do mnie, w czytaniu z dnia: I polecił ludowi usiąść na ziemi. A wziąwszy siedem chlebów, odmówił dziękczynienie, połamał i dawał uczniom, aby je rozdzielali. I rozdali tłumowi. Mieli też kilka rybek. I nad tymi odmówił błogosławieństwo i polecił je rozdać. Mk8, 6-7 Ja miałam krówki , Słowo Boże i moje świadectwo. Słowa polecił je rozdać zabrzmiały mocno w moich uszach , polecił mnie, Swojemu uczniowi. Podjęłam wyzwanie, aby pójść do szpitala. Otworzyłam moją krówkę były tam słowa św. Jana XXIII: „Można być świętym z pastorałem w ręku, ale tak samo dobrze można nim zostać, mając w ręku miotłę” Poszłam na Eucharystię by spotkać się z Tobą i by złożyć na Ołtarzu Pańskim moją siostrę Elę, Madzię z naszej wspólnoty i wszystkich chorych do których miałam dzisiaj pójść. Ofiarowałam ich trud walki z chorobą. W czytaniu Ewangelii padły kolejny raz słowa, że Maryja idzie do Elżbiety, kiedy padają te słowa to wiem , że moja siostra Ela jest pod szczególną opieką naszej Matki w walce z rakiem.
Jezu, zatroszczyłeś się o mnie w szpitalu od pierwszej minuty. Zmieniłam moje ubranie na niebieski mundurek, z niebieskim listem i niebieskimi krówkami poszłam na Oddział Chemioterapii Stacjonarnej, by tam mieć moją bazę do pracy, ponieważ mój oddział w sobotę jest zamknięty. Tam spotkałam cztery pielęgniarki, moje koleżanki, z którymi pracowałem kilkanaście lat wcześniej i dwie, które bardziej znałam z widzenia. Powiedziałam im o moich zamiarach względem pacjentów, poczęstowałam je krówkami, jedna z nich się popłakała, tak bardzo poruszyło ją słowo. Mogłam liczyć na ich gościnność, bo przecież z tego wszystkiego nie wzięłam nic do picia, ani jedzenia. Rozpoczęłam pracę w winnicy Pana i poszłam do chorych. Na drugiej sali przyszedłeś mi z pomocą. Ja pielęgniarka duchowa i ksiądz kapelan z Komunią Świętą. Poczułam, że Jesteś w moim sercu , naocznie byłeś w postaci małej Hostii. Dziękuję, za błogosławieństwo z rąk kapłana, którego mogłam uściskać. To były objęcia Twoje Jezu. Wiedziałam, że Jesteś ze mną, co dodało mi skrzydeł. Dziękuję, Jezu za każdego chorego, za prowadzenie, obecność Ducha Świętego w rozmowie, w modlitwie, we współczuciu, w empatii, w każdym uśmiechu do chorego. Odczułam, jak bardzo byłam potrzebna chorym, swoją obecnością, tym razem nie musiałam zadawać im bólu fizycznego związanego z leczeniem , ale mogłam zanieść Ciebie do ich serc. Mogłam też poznać prawie każdego z imienia, podać mu rękę, uścisnąć ją. Mogłam też spotkać się z ich najbliższymi, rodziną. Odwiedziłam chorych na chirurgii, świeżo po zabiegach, ginekologii, radioterapii, chemioterpii. Listów nie wystarczyło dla wszystkich. Na radioterapii są sale z wieloma łóżkami, kiedy zostały mi ostatnie trzy listy, przed drzwiami zawahałam się czy wchodzić, bo pomyślałam, że mam tylko trzy i będzie głupio komuś nie dać. Znowu mnie zaskoczyłeś. Na sali ośmio, czy dziesięcio łóżkowej było trzech chorych, reszta łóżek była pustych. To było bardzo wymowne, że dokładnie to byli ci chorzy, do których mnie posłałeś. Na ostatniej sali bardzo rozbolał mnie kręgosłup. Po kilkugodzinnej pracy, pragnęłam pójść do mojej kaplicy szpitalnej by podziękować Tobie za morze dobra i miłości, które wylałeś na chorych. Pomodliłam się, aby ból kręgosłupa odszedł, położyłam rękę na kręgosłupie, poczułam ciepło i ból ustąpił. Bądź uwielbiony Jezu w trosce, którą mi okazujesz. Mówiłeś do mnie, słowa, które zapisałam na jedynej zakładce do książki, która mi została: Dziękuję Aniu, że mi zaufałaś, że potrafisz dzielić się Mną z innymi, że czerpiesz z Mojego naczynia Miłosierdzia, w tobie mam upodobanie. Jesteś przedłużeniem moich rąk. Jesteś Mi potrzebna abym mógł leczyć ciało, ale przede wszystkim duszę. Jesteś moim listem poleconym do chorych, do których cię dzisiaj posłałem. Znasz potrzeby chorych jak moja Matka. To Ona pierwsza zauważyła potrzeby innych. Przez Jej wstawiennictwo dokonam cudu. A na odwrocie zakładki były słowa: W Tobie jest źródło życia (Ps36,10). Dziękuję, że mogę czerpać z Twojego Źródła Miłosierdzia i mogę rozlewać je na innych. Dziękuję moim koleżankom , że mnie tak ciepło przyjęły, nie zabrakło dla mnie wody ani jedzenia. Podzieliły się ze mną tym co miały, jeszcze chętniej podzieliłyśmy się wzajemnym świadectwem naszego codziennego dnia. Jezu udziel swojego błogosławieństwa Marii, Ani, Uli, Iwonce, Asi i Dorocie w ich życiu osobistym i zawodowym, prowadź je po prostych ścieżkach ich życia i daj im światło Twojego prowadzenia.
Wróciłam do domu, aby odpocząć. Jeszcze wykonałam telefon do mojej siostry Eli i Madzi, aby odczytać im słowo z krówek, które zostawiłam, specjalnie dla nich. Słowo dla mojej Eli: „Zaufajcie Wspomożycielce, a dopiero poznacie co to są cuda.”św. Jan Bosko. Ela bardzo się ucieszyła na te słowa. Słowo Maryja, kojarzy mi się z Elą i mam w pamięci obraz Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Kościele w Krakowie, do którego trafiłam w dniu operacji mojej siostry, dokładnie na Anioł Pański. Blask z Tego obrazu mam przed moimi oczami.
Madzia otrzymała słowa: „ Musicie być mocni. Drodzy bracia i siostry! Musicie być mocni tą mocą , którą daje wiara! Musicie być mocni mocą wiary” św. Jan Paweł II.
Wieczorem przeczytałam słowa Jezusa do św. Siostry Faustyny: Teraz wiem, że nie dla łask ani darów Mnie miłujesz, ale wola Moja droższa ci jest niż życie: dlatego łączę się z Tobą tak ściśle, jako z żadnym stworzeniem.”(Dz 707). To był błogosławiony dzień.
Zachęcam, każdego z Was abyście w swoim najbliższym otoczeniu, w miejscach, do których jesteście posłani, swoją postawą i słowem nieśli Dobrą Nowinę o Jezusie, który ŻYJE I KRÓLUJE! w naszych sercach. Kocha każdego z Was z osobna, kocha nieskończoną miłością. Pełnią miłości. Miłością płynącą z Krzyża. Tuli Was dzisiaj ……14, 15, 16, 17.02.2017…..2018, 2020 i każdego innego dnia, który jest dla Niego dniem zakochanych. Kiedy zdecydujesz się podać Mu swoją dłoń, On utuli Cię w Swoich ramionach, przytuli do Swojego serca. On jest w Tobie zakochany. On Ciebie kocha niezależnie od Twoich słabości, oddalenia się czy upadku. On zwyciężył śmierć, mocą przelanej krwi na Krzyżu. Im jesteś słabszy, tym bardziej Ciebie podźwiga i pragnie chwycić Ciebie za rękę. Odważ się dzisiaj podać Mu swoją dłoń i mocno chwycić Go za rękę . Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby [owce] miały życie i miały je w obfitości (J10, 10). W Nim jest życie, tu na ziemi, a w przyszłości w niebie. Właśnie dzisiaj, w dniu zakochanych, ZAUFAJ JEZUSOWI
Kocham Cię Jezu, Ania
Zostaw Komentarz