Irenko nie jesteś sama (14)

with Brak komentarzy

Wrocław, 11.06.2017

Jezu, Przyjacielu mojej duszy,

Witaj, ukochany Panie, tego sobotniego poranka, kiedy w ciszy mojego domu mogę usiąść z Tobą i wypić kawę. Kawę pachnącą kardamonem z odrobiną gorzkiej czekolady i imbiru. Jezu bądź uwielbiony w ciszy tego poranka, gdzie po całotygodniowym pędzie mogę się zatrzymać, mogę usiąść i powrócić myślami do niektórych wydarzeń z ostatniego tygodnia, które bardzo zapadły w moim sercu. Jestem teraz myślami w mojej kaplicy szpitalnej, gdzie spotkałam Irenkę i dziękuję, że to wczoraj pokierowałeś nasze drogi, tak abyśmy się z Tobą spotkały w ciszy szpitalnej kaplicy. Irenko nie jesteś sama w tych, kolejnych doświadczeniach twojego życia. Powierz Panu swoją drogę i zaufaj mu, a On będzie działał (Ps37,5). Dziękuję, Jezu, za każde Słowo skierowane do mnie. Jestem przekonana, że słowa te są skierowane do każdego, czytającego ten list. Dziękuję, Jezu że pozwalasz mi się odnajdywać, w każdym miejscu do którego mnie posyłasz, a na dodatek wielokrotnie potwierdzasz słowa, którymi do mnie mówisz, co daje mi pewność, że nie są to słowa przypadkowe, na chybił trafił, ale jeżeli je powtarzasz w bliskiej odległości to są słowa, które muszę rozważyć w moim sercu i je zachować tak jak rozważała je Twoja Matka, nie wiedząc co one przyniosą. Rozważała i zachowywała je, w swoim sercu, aby wypełniła się wola Ojca Niebieskiego. Słowo Twoje Panie jest ostrzejsze niż miecz obusieczny, przenika głębokości naszego serca, aby przyjęte wydało plon w odpowiednim czasie, w czasie w którym dojrzeją najwłaściwsze owoce, aby ukazała się Twoja chwała, Twoja potęga i moc. Słowami, które przepełniły moje serce, to słowo: chleb i sól. Są to dwa słowa, które dają życie i są niezbędne dla naszego wzrostu i rozwoju. To dzisiaj jest wspomnienie zakonnika św. Alberta człowieka miłości i dawania się drugiemu.

Ledwo otworzyłam oczy, zauważyłam zieloną karteczkę ze słowami: Ja zaś pokładam ufność w Tobie, Panie, mówię: Ty jesteś moim Bogiem. W Twoim ręku są moje losy: wyrwij mnie
z ręki mych wrogów i prześladowców! Niech zajaśnieje Twoje oblicze nad Twym sługą:
wybaw mnie w swej łaskawości! (Ps31.15-17)

Jezu powierzam Tobie dzisiejszy dzień i każdy następny dzień, który dla mnie przygotowałeś, moje życie i moje losy. Tak trudno mi jest Tobie zaufać, szczególnie wtedy gdy nie jestem na fali szczęścia, dobrobytu, zdrowia. Gdy fale trudnych chwil mnie przerażają, wiem, że nie jestem sama, czuję Twoją obecność, w tych trudnych doświadczeniach, widzę jak mnie umacniasz, jak wydobywasz mnie spod ciężaru życia, życia byle jakiego, byle do przodu. Uczysz mnie życia, tego prawdziwego w radościach i smutkach, trudach i przeciwnościach. Uczysz mnie życia nie na fali dobrobytu, powierzchowności, uczysz mnie prawdziwego życia. Życia, w którym kolejne doświadczenia wydają się jeszcze trudniejsze, ale doświadczona obecnością i miłością Ciebie w moim życiu, ufam, że z kolejnych prób wyjdę jeszcze bardziej oczyszczona. Jezu jesteś solą, która trawi, oczyszcza, daje życie i to życie w obfitości Twoich łask. Oczyszcza moje oczy bym widziała, Twoje działanie w codzienności mojego życia.

Wielu powiada: Któż nam ukaże szczęście? Wznieś ponad nami, o Panie, światłość Twojego oblicza! Wlałeś w moje serce więcej radości niż w czasie obfitego plonu pszenicy i młodego wina. Gdy się położę, zasypiam spokojnie, bo Ty sam jeden, Panie, pozwalasz mi mieszkać bezpiecznie. (Ps4,7-9)

Rano, mówiłeś do mnie słowami z książeczki Ewangelia na każdy dzień:

Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym. Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił. Niech pozostaną w twym sercu te słowa, które ja ci dziś nakazuję. Wpoisz je twoim synom, będziesz o nich mówił przebywając w domu, w czasie podróży, kładąc się spać i wstając ze snu. Przywiążesz je do twojej ręki jako znak. Niech one ci będą ozdobą przed oczami ( Ptw6,4-8). Prawo Pana doskonałe – krzepi ducha; świadectwo Pana niezawodne – poucza prostaczka; nakazy Pana słuszne – radują serce; przykazanie Pana jaśnieje i oświeca oczy (Ps19,8-9). Niech Pan będzie ucieczką dla uciśnionego, ucieczką w czasach utrapienia. Ufają Tobie znający Twe imię, bo nie opuszczasz, Panie, tych, co Cię szukają. (Ps9,10-11)

Kiedy rano otworzyłam Pismo Święte by je rozważać, drugi raz powtórzyłeś te słowa: Słuchaj Izraelu…., i te same słowa skierowałeś do nie w ubiegłą sobotę na lodowisku w Nowym Targu, na spotkaniu Jezus na Lodowisku. Spotkaniu, na które mnie zaprosiłeś. Nie wiedziałam jaki, będzie temat, ale Ty Jezu wiesz w jakim miejscu jestem i zaprosiłeś mnie by tam dokonywać przemiany mojego serca. Spotkanie dotyczyło mojego życia, dotyczyło mojego sakramentalnego małżeństwa. Małżeństwa, które jest teraz pogrążone w ciemności, zgniliźnie, beznadziei, obojętności, po prostu umarło. Było to spotkanie z moją ukochaną Matką Ludźmierską, Gaździną Podhala, która kolejny raz wskazywała mi Jezusa mówiąc : Uczyń wszystko co powie Ci Jezus. Tematem przewodnim było wesele w Kanie Galilejskiej. Rzeczywiście czułam się tam zaproszona by usłyszeć wiele słów prawdy o mnie samej. Jestem przekonana, że te słowa już pracują we mnie. Usłyszałam słowa, że za winę rozpadu małżeństwa ponoszą odpowiedzialność oboje małżonkowie po połowie nie zależnie, kto był oprawcą. Przyznaję się do winy, to były moje decyzje, moje wybory dokonywane najczęściej bez Ciebie, nie zapraszałam Ciebie do mojego serca, nie prosiłam o pomoc. Zawierając małżeństwo, nie umiałam kochać siebie, byłam niedojrzała do miłości i teraz widzę z perspektywy tych lat, że za mało kochałam męża. On potrzebował mojej pomocy. Nie znałam jego rodziców przed zawarciem małżeństwa. Nie mogłam wiedzieć jak bardzo jest zraniony swoim dzieciństwem, nigdy nie rozmawialiśmy o jego rodzinie, relacji między siostrą, rodzicami. Już na starcie był poraniony tak dalece, że gdy przyszło się zmierzyć ze swoją miłością, gdy przyszło okazywać tę miłość rany otwierały się. Ja miałam swój bagaż, o którym wspominałam już wiele razy, chociaż miałam wnosić miłość w nasze życie to, wybudowałam wielki mur obronny do, którego mój mąż z biegiem czasu nie miał dostępu. Wybudowałam mur bezpieczeństwa, do którego nie ma dostępu teraz. Wydawało mi się, że padłam ofiarą mojego męża. Ale tak naprawdę on mnie potrzebował, był bardzo poraniony. Pracowałam nad tym murem latami. Im bardziej uzależnienie mojego męża wzrastało, tym bardziej uzależniałam się i wpadałam w pułapkę zła. Dostąpiłam tak wielu zranień ze strony mojego męża, byłam z nim na dnie obdarcia mnie z godności żony i kobiety. To nie była jedna chwila, to nie był jeden rok, to były lata, milczenia, ponieważ nie umiałam rozmawiać, brałam przykład z niego i milczałam. Nie umiałam wyznaczyć granic, których mąż nie mógłby przekroczyć, był w stanie wymusić na mnie wiele rzeczy, co jeszcze bardziej mnie raniło. Koło zamachowe wysoce wyselekcjonowanych egoistów nabierało pędu aż, pękło i każdy z nas żyje osobno. Osobno ale razem pod jednym dachem, w milczeniu obok siebie. Jezu pomimo tak szczelnie wybudowanego muru wokół mojego serca znalazłeś szczeliny, przez które wlałeś do mojego serca miłość. Jezu podałeś mi rękę, wydobyłeś z bagna, z dna zagłady. Jesteś ze mną i się o mnie troszczysz, przemieniasz mnie nieustannie, przemieniasz wodę w wino. Odzyskałam godność ukochanej córeczki Tatusia i teraz mam pragnienie aby odzyskać mojego męża. Jesteśmy związani sakramentem małżeńskim, jesteśmy przeznaczeni dla siebie. Wierzę, że Ty masz plan, na nasze małżeństwo. Ja nie zmienię mojego męża, ale mogę zmieniać siebie. Przebaczyłam mu, potrafię się modlić za niego. Odzyskałam radość życia i chciałabym się z nią podzielić. Na lodowisku otrzymałam te same słowa zapewniające mnie o Twojej miłości i potędze, te same, które otrzymałam w Kanie w czasie mojej pielgrzymki do Ziemi Świętej, które otrzymałam po odnowieniu naszego ślubowania, małżeńskiego

Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości. Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak, jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który przenika serca, zna zamiar Ducha, [wie], że przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą. Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra, z tymi, którzy są powołani według [Jego] zamiaru. Albowiem tych, których od wieków poznał, tych też przeznaczył na to, by się stali na wzór obrazu Jego Syna, aby On był pierworodnym między wielu braćmi. Tych zaś, których przeznaczył, tych też powołał, a których powołał – tych też usprawiedliwił, a których usprawiedliwił – tych też obdarzył chwałą. Cóż więc na to powiemy? Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?…. Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? Utrapienie, ucisk czy prześladowanie, głód czy nagość, niebezpieczeństwo czy miecz….. Ale we wszystkim tym odnosimy pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował. I jestem pewien, że ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani Zwierzchności, ani rzeczy teraźniejsze, ani przyszłe, ani Moce, ani co wysokie, ani co głębokie, ani jakiekolwiek inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym. (Rz8,26-31.35-38). To te same słowa Jezu skierowałeś do mnie w Kanie na lodowisku, to nie może być przypadek. Nie ma przypadków jest Duch Święty. Po powrocie do domu rodzinnego zobaczyłam na ręce mojej chrześnicy bransoletkę z napisem ? Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam?

 W Boże Ciało mówiłeś: Pamiętaj na wszystkie drogi, którymi cię prowadził Pan, Bóg twój, przez te czterdzieści lat na pustyni, aby cię utrapić, wypróbować i poznać, co jest w twym sercu; czy strzeżesz Jego nakazu, czy też nie. Utrapił cię, dał ci odczuć głód, żywił cię manną, której nie znałeś ani ty, ani twoi przodkowie, bo chciał ci dać poznać, że nie samym tylko chlebem żyje człowiek, ale człowiek żyje wszystkim, co pochodzi z ust Pana. (Pwt8,2-3)

 Kiedy przyszła pierwsza próba właśnie w dzień Bożego Ciała, byłeś ze mną. Byłeś kiedy rano walczyłam, biłam się z myślami jak przeżyć ten cudowny dzień. Byłeś, kiedy miałam poprosić mojego męża o pomoc w jednej sprawie i iść z Tobą w procesji, czy pojechać do mojej siostry i poprosić mojego szwagra o pomoc, ale wtedy nie starczyło by mi czasu dla Ciebie. Właśnie w tej decydującej chwili podjęcia ostatecznej decyzji, otrzymałam sms od Marioli ze słowami Psalmu. Wznoszę swe oczy ku górom: Skądże nadejdzie mi pomoc? Pomoc mi przyjdzie od Pana, co stworzył niebo i ziemię. On nie pozwoli zachwiać się twej nodze ani się zdrzemnie Ten, który cię strzeże. Oto nie zdrzemnie się ani nie zaśnie Ten, który czuwa nad Izraelem. Pan cię strzeże, Pan twoim cieniem przy twym boku prawym. Za dnia nie porazi cię słońce, ni księżyc wśród nocy. Pan cię uchroni od zła wszelkiego: czuwa nad twoim życiem. Pan będzie strzegł twego wyjścia i przyjścia teraz i po wszystkie czasy. ( Ps121). W tym samym momencie w ręce trzymałam karteczkę ze słowami. Córo moja nie lękaj się niczego, Jam zawsze z tobą, wszyscy przeciwnicy o tyle zaszkodzić ci mogą, o ile Ja na to pozwolę. Ty mi jesteś mieszkaniem i stałym odpocznieniem Moim, dla Ciebie powstrzymam rękę karzącą dla Ciebie błogosławię ziemi. (Dz432).

 Pomyślałam, że jest to właśnie ten moment aby przełamać się i poprosić mojego męża o pomoc. Tak też zrobiłam. Pomoc zawsze przychodzi od Ciebie, ale potrzebujesz też naszej zgody i naszego wysiłku. Ufność zwyciężyła, zaufałam, jeden mój ruch, Ty dokonałeś reszty. Dziękuję, że mogłam przejść z Tobą ulicami Wrocławia, we wspólnej procesji upamiętniającej wydarzenie Kongresu Eucharystycznego sprzed dwudziestu lat. Tego dnia wieczorem, mogłam Cię uwielbiać na koncercie uwielbienia : W niebo głosy. Koncercie w sercu Wrocławia. Tytuł książki: „Bóg w wielkim mieście”, którą miałam w ręku trzy dni wcześniej w osiedlowym sklepie, był dla mnie proroctwem. Jezu byłeś pośród nas w Przenajświętszym Sakramencie, w wielkim mieście we Wrocławiu, w centrum miasta i błogosławiłeś wszystkim, którym była dana łaska, wychwalania i uwielbiania Ciebie jedynego naszego Pana i Zbawiciela.

 Dzisiaj chciałabym przetoczyć słowa, mojej ulubionej sentencji, słowa św. Alberta który mówił: Powinno się być dobrym jak chleb, powinno się być jak chleb, który dla wszystkich leży na stole, z którego każdy może kęs dla siebie ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny.

Napisałam z rana te słowa smsem do mojej siostry Eli. To sentencja z mojego obrazka w pokoju gościnnym. Na zdjęciu jest różowo kwitnący zielony groszek, który rósł na naszym polu w rodzinnych stronach, pośród owsa. Zdjęcie przypomina mi naszą wspólną pracę w polu, z rodzicami. Pracę, która nas łączyła w jeden chleb, którym mogliśmy się dzielić. Moja rodzina była i jest otwarta na drugiego człowieka. Dziękuję Jezu, że teraz to dostrzegam, że praca łączy, że trud poniesiony w jakimkolwiek działaniu przynosi radość, pozwala odczuć smaki życia, pozwala dzielić się doświadczeniem Boga, doświadczeniem bliskości człowieka, w zwykłych czynnościach i obowiązkach do których jesteśmy powołani.

Napisałam dzisiaj do mojej siostry Eli: Hej, dzisiaj jest wspomnienie św. Alberta, w roku poświęconym Jego życiu. Proszę Cię św. Albercie przez Twoje wstawiennictwo u naszego Ojca w niebie, o zdrowie dla Eli i potrzebne łaski dla jej uświęcenia. Dziękuję, że jest taką kromką chleba, którą ciągle rozmnażasz w dawaniu się innym. Jezu bądź uwielbiony w Eli i jej rodzinie. Widzę jak pochylasz się nad moją siostrą Elą, jak rozkwita miłość Eli do Ciebie. Doświadczyłeś nas chorobą nowotworową, aby nas zbliżyć do siebie, abyśmy się rozumiały bez słów. Zacisnąłeś więzy siostrzanej miłości. Nauczyłeś nas dzielić się Tobą z innymi, pisząc listy. Ela upodobała sobie wstawiennictwo Świętych, pragnąc przybliżać nam ich życie. Pokazuje, że każdy z nas może zostać świętym. Nasze doświadczenie cierpienia w chorobie buduje nas nawzajem, buduje nasze rodziny, buduje tych do, których nas posyłasz. Pisząc do niej miałam przekonanie, że będzie pisała i św. Albercie. Ucieszyłam się gdy napisała smsa treści:” …. Ja w tym tygodniu właśnie piszę o św. Albercie ….” Jezu, jak pięknie świeci moja siostra światłem Świętych, których opisuje. W poniedziałek, jak już wspominałam, miałam w ręku książkę: „Bóg w wielkim mieście”, nie kupiłam jej. Zerkając do książki, utkwiły mi słowa: Wy jesteście solą dla ziemi. Lecz jeśli sól utraci swój smak, czymże ją posolić? Na nic się już nie przyda, chyba na wyrzucenie i podeptanie przez ludzi. Wy jesteście światłem świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie. ( Mt 5,13-16)

Następnego dnia, we wtorek było kolejne potwierdzenie, Twoich słów, tym razem słowa te skierowane były do wszystkich ludzi na całym świecie, w czytaniu z dnia. Moja radość, a równocześnie zadanie dla mnie ucznia Jezusa. Jesteś solą tej ziemi. Jesteś światłem dla świata. Jesteś małą kruszynką soli, który żyje tu i teraz, aby nadać smak tej ziemi. W piątek dostała się w moje ręce książka: „Wy jesteście solą, a nie zupą”, co jest dla mnie potwierdzeniem, miłości i ważności Boga do każdego człowieka. Jeżeli żyjesz upodabniając się do Jezusa, jesteś solą, bo On pierwszy oczyścił i wyzwolił świat spod władzy szatana. Teraz ja i teraz ty możemy być solą ziemi tu i teraz, bo właśnie Bóg nas do tego powołuje. Możemy razem budować lepszy świat, sprzeciwiać się złu, które przenika świat. Możemy posolić zupę współczesnego świata, zupę nijakości, zupę bez smaku, którą nam się podaje gotową na talerzu, bez wysiłku, byle by pochłaniać i karmić się tym światem, światem uciech i przepychu, światem egoizmu, smakiem zupy, który wcześniej czy później da o sobie znać. Da o sobie znać nie tylko chorobą ciała, ale przede wszystkim chorobą duszy. Możemy ją posolić, nic nie kosztującym uśmiechem, opanowaniem, serdecznością, radością, ludzką życzliwością, niesieniem trudu naszego doświadczenia choroby czy cierpienia. Jesteś solą tej ziemi. Razem możemy więcej. Nie zadawalaj się byle czym. Zaproś Jezusa do swojego serca, a On będzie działał. Potrzebuje nas jako narzędzi do zbawienia świata. Potrzebuje soli, która nada smak zupie dzisiejszego świata.

Kocham Cię Jezu Ania

Zostaw Komentarz