Renatko – ufaj córko. (40)

with Brak komentarzy

                                                                                                                                                            Wrocław 14.09.2018r.

Witaj Jezu, Przyjacielu mojej duszy,

To był ciekawy i bardzo pracowity tydzień w Twojej winnicy. Dzisiaj jest piątek, przede mą weekend, na który już się cieszę. Nie zapowiada się, że odpocznę, ale zmienię otoczenie i jestem ciekawa co mi przyniesie. Z doświadczenia tego tygodnia widzę, że na niewiele zdały się moje plany. Tylko może jakiś zarys ogólny, ale o plan szczegółowy zadbałeś Jezu sam.

Jezus obrócił się i widząc ją rzekł „Ufaj córko!” twoja wiara cię ocaliła i od tej chwili kobieta była zdrowa. (Mt9,22). To Słowo, które przesłała mi Wiola, potwierdziły wybór książki, którą ostatnio zaczęłam „Ufaj synu!”. Muszę przyznać, że masz poczucie humoru. We wtorek, w czasie rozmowy telefonicznej z siostrą Elą powiedziałam jej, że jutro są urodziny mojego teścia, ale nie wybieram się, ponieważ doba musiałaby mieć pięćdziesiąt pięć godzin, abym pojechała osobiście z życzeniami. Dodałam, że cały dzień mam wstępnie zaplanowany.  Rano pomyślałam, że na pewno nie pojadę. Tego dnia poruszałam się po mieście rowerem. Nie wzięłam żadnego prezentu, nawet w domu nic nie miałam słodkiego. W ciągu dnia nosiłam się z zamiarem złożenia życzeń przez telefon, jednak w pracy nie znalazłam ani jednej chwili, bo ciągle byłam zajęta. Ponieważ tego dnia współpraca mojego oddziału chemioterapii, w którym  pracuję ze szpitalną apteką, zupełnie się nie układała, postanowiłam pójść z kawą, by zawrzeć pokój, co też uczyniłam. Po moim powrocie,  w krótkim czasie został przywieziony na wózku chory w ciężkim stanie, by odebrać tabletki, które przygotowuje apteka. Chciałam skrócić czas oczekiwania pacjenta, zadzwoniłam więc do apteki, przedstawiłam się jako AMBASADOR pacjenta i poprosiłam o szybkie przygotowanie leków. Magister był bardzo uprzejmy i przychylił się do mojej prośby. Potem od innej osoby dostałam bardzo duże opakowanie czekoladek i tu pojawiła się myśl, że może jednak pojadę do teścia z życzeniami. W szatni miałam jeszcze słoik miodu z prywatnej pasieki syna mojej koleżanki. Zdobyłam kolorowe opakowanie i prezent był gotowy. Tylko jeszcze chodziło o czas. Zwolniłam się parę minut u przełożonej pielęgniarek i ruszyłam w drogę. Po drodze spotkałam moją dentystkę, do której też miałam zadzwonić, już nie musiałam, omówiłyśmy w przybliżeniu termin wizyty. Pani doktor uśmiechnęła się, że gdybyśmy się umawiały, to nigdy tak idealnie byśmy się nie spotkały.

Już po kilkunastu minutach byłam w domu u teścia, wypiłam pyszną kawę, zjadłam ciastko, które –  uwaga – nazywało się AMBASADOR. W życzliwej atmosferze porozmawialiśmy w trójkę. Była też  moja szwagierka. To tylko jeden mały fragment, a było ich więcej. Może jeszcze wspomnę, że dzisiaj była u nas na oddziale Renatka –  nasza nowa koleżanka, która przed kilkoma miesiącami dołączyła do naszego zespołu pielęgniarek. Zmieniła pracę, przyszła do nas i w tym czasie została rozpoznana u niej choroba nowotworowa. Zmieniła pracę i pewno nawet przez myśl jej nie przyszło, dlaczego to zrobiła. Jezu, obserwując wszystko co dla niej już zrobiłeś, pełna ufności w Twoje wielkie miłosierdzie ufam, że jest w najlepszych rękach. Ufam, że jest ukryta w Twoim otwartym dla niej sercu – sercu pełnym miłości miłosiernej. Dziękuję, że mogłam być wczoraj z Renatką w Twoim SZPITALNYM GABINECIE, gdzie  przyjmujesz z najlepszą Pielęgniarką Maryją. To również mój ulubiony gabinet, a jest nim szpitalna Kaplica. Szkoda, że tak mało jest w niej pacjentów. Tam nie ma kolejki i tyle jest wolnych miejsc. Przyjmujesz za darmo i to też nikogo nie zachęca, a przecież Jesteś najlepszym lekarzem duszy i ciała.

On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem,  lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej. Dlatego też Bóg Go nad wszystko wywyższył i darował Mu imię ponad wszelkie imię,  aby na imię Jezusa zgięło się każde kolano istot niebieskich i ziemskich i podziemnych. I aby wszelki język wyznał, że Jezus Chrystus jest PANEM – ku chwale Boga Ojca (Flp2,6-11).  Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne.  Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony (J3,16-17).

Dzisiaj jest Święto Podwyższenia Krzyża. Jezu tylko w krzyżu jest  nasze zbawienie, tylko w Tobie jest dusz naszych ukojenie. Dlatego stoję pod krzyżem i wołam do Ciebie. Jezusie synu Dawida ulituj się nade mną, wołam nie jeden raz, lecz sto i więcej, ulituj się nade mną, ulituj się nad Renatką, proszę Ciebie o łaskę zdrowia, o morze łask dla niej w tym doświadczeniu choroby. Dzisiaj jestem AMBASADOREM Renatki i przynoszę ją pod Twój święty Krzyż. Zanurzam ją w Przenajdroższej Twojej Krwi.  Proszę, aby dzisiaj zajaśniała moc Twojej Krwi, aby ta Krew z Twojego Miłosiernego serca chroniła ją od złego. Duchu Święty Pocieszycielu, przyjdź do jej serca z utuleniem, pokojem i miłością. Bądź uwielbiony w chorobie Renatki. Już teraz dziękuję za jej zdrowie i za to wszystko co dla niej robisz. Nie ma takiego bólu, którego nie można wypłakać (Nikołaj Gogol). Łzy to też krew, tylko
z duszy nie z ciała….. dlatego tak przejrzysta i biała.
Jezu i ja dzisiaj płakałam w czasie Eucharystii, płakałam – łzy same spływały ciurkiem. Dziękuję za dar łez, już nie raz przekonałam się, że one mnie bardzo oczyszczają i uspakajają. Nie jest to histeryczny płacz, lecz są to łzy, które spokojnie wypływając, dają mi wewnętrzny pokój. Już wiele razy dźwigałam różne krzyże: choroby, małżeństwa,  codzienności… Widziałam i widzę na własne oczy, że gdy przyjmuję krzyż, staje się on dla mnie błogosławieństwem. Miłość nie polega na odczuwaniu wielkich rzeczy, lecz na wielkim  ogołoceniu i cierpieniu dla Umiłowanego (Św. Jan od Krzyża).

Kilka lat temu dostałam od mojej siostrzenicy Martynki, karteczkę ze słowami św. o. Pio: Kiedy Jezus zobaczy cię upokorzonego aż do samej ziemi, to poda ci dłoń i sam pomyśli o podniesieniu cię do siebie. Z perspektywy tych lat odkrywam nieustannie, że to jest prawda i codziennie podejmuję  krzyż ćwicząc się w przeciwnościach, które upodabniają mnie Jezu do Ciebie. Nie toczymy bowiem walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw Zwierzchnościom, przeciw Władzom, przeciw rządcom świata tych ciemności, przeciw pierwiastkom duchowym zła na wyżynach niebieskich. (Ef6,12) Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. (Mt16,24) ….w nawróceniu i spokoju jest wasze ocalenie w ciszy i ufności leży wasza siła…(Iz30,15). Pełen ufności, odpoczniesz bezpiecznie strzeżony (Hi.11,18).

Renatko, wiem, że jest Ci teraz trudno, że się boisz, dlatego pomodliłam się o Słowo – proszę, rozważ je w swoim sercu: Radowali się z tego, że nastała cisza, i że On przywiódł ich do upragnionej przystani (Ps.107,30). Kto bowiem wszedł do Jego  odpoczynku, odpocznie po swych czynach jak Bóg po swoich (Hbr4,10).

 Kocham Cię Jezu, Ania

Zostaw Komentarz