List do Jezusa – Św. Elżbieta (1)

with Brak komentarzy

 Panie Jezu,                                                                                                                                              Stróża, 6.03.2017

Postanowiłam wziąć przykład z mojej siostry Ani i pisać listy do Ciebie. Może nie będą tak piękne, wzruszające i przepełnione duchowością, ale przecież każdy z nas jest inny. Będę czerpać mądrość życiową od starszej siostry, bo z tą mądrością się nie rodzimy, ją musimy sami posiąść przez swoje i innych doświadczenia w życiu. Naszym wspólnym doświadczeniem z siostrą jest choroba nowotworowa. Ania pierwsza się z nią zmierzyła i od początku mojej choroby była i jest obecnie moim wielkim wsparciem, za co jej będę zawsze dziękować. Będę pisać do Ciebie Panie Jezu tak często, na ile starczy mi sił,  ale chciałabym, aby te listy trafiały do Ciebie nie tylko raz, gdy je napiszę, ale wielokrotnie, gdy będą je czytać różni ludzie, niekoniecznie tylko moi najbliżsi. W tych listach chciałabym opowiadać nie tylko o sobie, o moich odczuciach, ale także pragnęłabym wspominać ludzi, których postawiłeś na mojej drodze, a którzy mieli lub nadal mają wpływ na to, jaka jestem, co robię, jak mnie postrzegają inni. W każdym z moich listów chciałabym przypomnieć postać świętego lub świętych noszących takie samo imię (często będących patronem) moich najbliższych, przyjaciół, koleżanek i kolegów i kogo sobie tylko przypomnę z przeszłości. Mam ich dużo, więc będę potrzebowała czasu, siły i wytrwałości – o co Cię proszę Panie Jezu i myślę, że mi pomożesz, jeśli spodobają Ci się moje listy. Nie wiem jeszcze w jakiej kolejności będę pisać o tych świętych i do nich się modlić o wspieranie mnie i ich imienników tu na ziemi. Nie będzie to kolejność alfabetyczna, ani hierarchia ważności, bo w tym wypadku o tym nie może być mowy. Może pomożesz mi Panie Jezu i pierwsze imię świętego, które nasuniesz mi na myśl przy końcu listu, opiszę w następnym liście. Panie Jezu niech to będzie moje małe podziękowanie za dotychczasowe łaski, które otrzymałam i otrzymuję od Ciebie. W książce pt.: „Niemoc chrześcijan – dlaczego?”,  której autorem jest ks. prof.dr Tomislav Ivancić przeczytałam wiele ciekawych zdań dotyczących choroby i uzdrawiania ciała i duszy. Autor pisze, że jeżeli będziemy mówili sobie, że jesteśmy zdrowi, to tak będziemy się czuli. Dzisiaj myślę sobie, że nie mam raka i tak zamierzam się czuć. Namawia nas również, by nie wierzyć w chorobę, tylko w zdrowie. Wtedy nasz duch wzywa nasze ciało, naszą psychikę do walki przeciwko chorobie. Czyż nie jest tak, że czujemy się o wiele gorzej, bardziej chorzy, gdy już nam tę chorobę zdiagnozują. Niektórzy starzy ludzie żartują, że nie chodzą do lekarza, żeby im nie wykryli jakiejś choroby. Wielokrotnie słyszymy, że każdy ma jakąś chorobę, tylko nie każdy jeszcze o niej wie. Pisanie do Ciebie będzie dla mnie niezłym zabiegiem terapeutycznym. Panie Jezu Ty poznałeś, co to znaczy być człowiekiem, nie tylko Bogiem. Przekonujemy się o tym szczególnie w Wielkim Poście, gdy przypominamy sobie Twoje cierpienie, smutek, ból i w końcu śmierć na krzyżu. Ale ludzie chcą się też cieszyć, śmiać i bawić się. I ja zamierzam dostarczyć Tobie Panie Jezu i czytającym te listy trochę radości, optymizmu i uśmiechu. Autor cytowanej już przeze mnie książki pisze, by traktować Jezusa jak przyjaciela, więc czemu nie opowiedzieć mu fajnego dowcipu, by mógł się pośmiać? Ksiądz profesor namawia nas, abyśmy traktowali Cię nie tylko jako Boga, ale również człowieka. Jesteś przecież postacią historyczną – Jezusem z Nazaretu. Ja teraz opowiem Ci Jezu jedną anegdotkę, której bohaterem będziesz Ty sam, ale myślę, że tak jak ja umiesz się śmiać również z siebie.

Święty Piotr pilnował bram do nieba, aby wchodziły do niego tylko dusze, które zasłużyły, albo wystarczająco długo przebywały w czyśćcu. Przychodzisz Ty Jezu i ciągle spotykasz dusze, które za wcześnie trafiły do nieba. Podchodzisz do Piotra i mówisz mu, że słabo pilnuje bram nieba. Św. Piotr odpowiada, że on dobrze pilnuje głównej bramy, ale Twoja Matka wpuszcza ich bocznym wejściem.

Niechby każda pozytywna emocja przedłużyła w nas życie o kilka minut, to warto do Ciebie pisać i z Tobą rozmawiać. Pora przestać wołać tylko do Ciebie: „ proszę, proszę, daj, uzdrawiaj….”- wołajmy teraz: „dziękuję za wszystko, co dla mnie robisz, za każde tchnienie, ciesz się ze mną, przytulaj mnie…” Moim ulubionym zwrotem do Ciebie są słowa: „troszcz się Ty”- ale historię tego zwrotu opowiem w innym liście.

Pora przejść do świętych. Panie Jezu, Ty znasz wszystkich świętych, ale pisząc o nich będę przypominała o nich czytającym te listy. Jako pierwsze wybrałam imię ELŻBIETA, ale nie wynika to z egoizmu, czy z pychy, że to moja imienniczka. Myślę, że chciałeś, żebym od niego zaczęła, kiedy wczoraj wpadłam na ten pomysł. Zaczęłam szukać informacji o świętych Elżbietach, gdy moja córka Natalia powiedziała mi, że wybrała to imię do sakramentu bierzmowania, do którego przystąpi w maju. Muszę przyznać, że zrobiła mi wielką radość, wybierając to imię. Błogosław jej Panie Jezu w życiu teraz i w przyszłości. Za moją patronkę miałam zawsze Świętą Elżbietę – kuzynkę Maryi, ale poznałam wczoraj i dzisiaj jeszcze dwie inne święte, których życie chciałam krótko przypomnieć.

Święta Elżbieta – postać biblijna z Nowego Testamentu. Żyła za czasów władcy Judei, Heroda. Pochodziła z rodu Aarona, była krewną Maryi – matki Jezusa, a jej mężem był kapłan Zachariasz. Oboje żyli jako dobrzy i sprawiedliwi ludzie, przestrzegając przykazań Bożych. Nie mieli potomka, ponieważ Elżbieta była bezpłodna. Pewnego dnia, gdy Zachariasz pełnił służbę kapłańską, ukazał mu się Anioł Pański i obwieścił, że jego żona urodzi syna, któremu nadadzą imię Jan, i który będzie wielką postacią w historii Kościoła. Zachariasz nie uwierzywszy w proroctwo Gabriela, został przez niego pozbawiony mowy. Elżbieta i Zachariasz byli już w podeszłym wieku, gdy kobieta urodziła swego pierworodnego. Bliscy oraz sąsiedzi radowali się z ich szczęścia, ale dziwili się ich decyzji o imieniu dla dziecka, ponieważ w rodzie Elżbiety nie było żadnego Jana. Gdy dziecko otrzymało imię wskazane przez Anioła, język Zachariasza znów przemówił, chwaląc Pana, a ludzie przekonali się, że będzie to dziecko, nad którym czuwać będzie ręka Boga. Jan otrzymał zadanie i łaskę oczyszczania ludzi od grzechów poprzez udzielanie chrztu. Sam Jezus został przez niego ochrzczony w rzece Jordan. Brzemienność Elżbiety – przedstawiona w kontekście zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie – miała być dowodem, „że dla Boga nie ma nic niemożliwego”. Kiedy Elżbieta była już w szóstym miesiącu ciąży, odwiedziła ją jej kuzynka, Maryja. Elżbieta za natchnieniem Ducha Świętego poznała w niej Matkę Boga i powitała ją słowami: „Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony owoc żywota Twojego”. Maryja pozostała przy Elżbiecie aż do jej rozwiązania. Św. Elżbieta jest patronką matek, żon i położnych.

Święta Elżbieta Węgierska urodziła się w 1207 roku w Bratysławie lub na zamku w Saraspotah jako trzecie dziecko Andrzeja II (króla Węgier) i Gertrudy (siostry św. Jadwigi Śląskiej) Wyszła za mąż mając  14 lat za Ludwika IV.  Urodziła troje dzieci: Hermana, Zofię i Gertrudę. Została wdową mając 20 lat, gdy jej mąż zmarł podczas wyprawy krzyżowej we Włoszech. Zgodnie z frankońskim prawem spadkowym opuściła z dziećmi zamek w Wartburgu i zamieszkała najpierw w pobliskim Eisenach, a następnie w Marburgu, gdzie ufundowała szpital, w którym sama chętnie usługiwała. Oddała się wychowaniu dzieci, modlitwie, uczynkom pokuty i miłosierdzia. W 1228 roku Elżbieta złożyła ślub wyrzeczenia się świata i przyjęła jako jedna z pierwszych habit tercjarki św.  Franciszka. Ostatnie lata spędziła w skrajnym ubóstwie, oddając się bez reszty chorym i biednym. Zmarła w nocy z 16 na 17 listopada 1231 roku. Sława jej świętości była tak wielka, że na jej grób zaczęły przychodzić  pielgrzymki, gdzie działo się wiele cudów uzdrowienia. Po czterech latach papież Grzegorz IX ogłosił uroczyście Elżbietę świętą. Jest patronką elżbietanek (zgromadzenia założonego w Nysie w 1842 roku), elżbietanek cieszyńskich (założonych w XVI w. w Akwizgranie) oraz Franciszkańskiego Zakonu Świeckich. Jest także Patronką Niemiec i Węgier. Jej imię przyjęło jako swoją nazwę kilka zgromadzeń zakonnych i dzieł katolickich. Jest patronką ubogich i patronką dzieł miłosierdzia. W ikonografii  św. Elżbieta przedstawiana jest w stroju królewskim, albo z naręczem róż w fartuchu. Powstała bowiem legenda, że mąż zakazał jej rozdawać ubogim pieniądze i chleb. Gdy pewnego czasu przyłapał ją na wynoszeniu bułek w fartuchu i kazał jej pokazać co niesie, zobaczył róże, mimo, że była to zima. Jej atrybutami  są także kilka monet i różaniec.

Święta  Elżbieta Catez z Dijon nazywana też Elżbietą od Trójcy Przenajświętszej – Jan Paweł II nazwał ją „pewnym i bezpiecznym przewodnikiem, który ukazuje nam, w imię Tajemnicy Trójcy, drogę zbawienia”. Elżbieta zostaje z nami na tej drodze jako starsza, kochająca siostra. Życie Elżbiety, którą kanonizował papież  Franciszek 16 października 2016 roku, wydaje się bardzo odległe od naszej codzienności. Urodzona w 1880 roku w małej miejscowości pod francuskim Dijon, bardzo szybko odkryła swoją więź z Bogiem i w wieku zaledwie 14 lat złożyła prywatne śluby czystości. Jej marzenia o wstąpieniu do zakonu, hamowane nieco przez matkę, spełniły się, gdy skończyła 21 lat. Za murami Karmelu odnalazła swoje szczęście w modlitwie kontemplacyjnej.. Po kilku latach ciężko zachorowała. Ostatnie miesiące spędziła w cierpieniach. Swoje dwudziestosześcioletnie życie poświęciła Ukochanemu Mistrzowi. Znana także przez to, że przez lata spędzone w Karmelu dawała przepiękne lekcje życia zamknięte w pełni ciepła i miłości listach do młodszej siostry Małgorzaty. Tych lekcji było wiele, ale jedna lekcja Św. Elżbiety spodobała mi się najbardziej – lekcja dziecięcej ufności, która zapewnia wewnętrzny spokój i niezależne od życiowych zawirowań szczęście. Za przykład ufności święta stawia swej siostrze jej własne córki, które w ramionach mamy zapominają  o wszystkich smutkach i problemach. Wiedzą, że są bezpieczne. Tak jak i my powinniśmy się czuć bezpieczni w ramionach Ojca i w ramionach Twoich Jezu.

Elżbieta to imię pochodzenia starohebrajskiego, od słowa elzeba lub eliszeba (Bóg jest moją przysięgą lub moją doskonałością).

Ja spotkałam na swojej drodze wiele Elżbiet. Nie będę ich wymieniać z nazwiska, jeśli to czytają, to wiedzą, że to chodzi o nie. Szczególnie dużo Elżbiet spotkałam w dorosłym życiu, w samej pracy mam kilka imienniczek. Każda z nich jest wyjątkowa i każda całkowicie inna, pewna siebie indywidualistka, ale w pozytywnym znaczeniu. Panie Jezu, Ty wiesz, jakie są relacje między nami, proszę Cię błogosław im w codziennym życiu. Święte Elżbiety, które opisałam wstawiajcie się u Jezusa aby prowadził je drogą dobra, by podobnie jak Wy umiały się dzielić nie tylko dobrami materialnymi, ale i dobrym słowem, by miały siły spełniać swoje życiowe role i powołania, jakie wybrały. Wstawiajcie się u Ojca w niebie, aby  kierował także  życiem każdego, kto przeczyta ten list, a szczególnie  życiem każdej Elżbiety, która go przeczyta. Módlcie się do swoich patronek nie tylko w sprawach trudnych, ale i błahych – dowiedziałam się ostatnio, że święci bardzo to lubią. W następnym liście poświęcę uwagę imieniu ANNA w podziękowaniu mojej siostrze za dotychczasową pomoc w poszukiwaniu Ciebie Panie Jezu, to ona wczoraj mianowała mnie pierwszym listonoszem w swojej Diakonii Ewangelizacyjnej „Listonosz dla Jezusa”, gdy spytałam, czy mogę dalej posyłać jej listy. Na pomysł napisania tego listu wpadłam dopiero wczoraj wieczorem, więc myślę, że będzie to dla niej miła niespodzianka, tym bardziej, że będzie pierwszą czytelniczką tego listu, po Tobie Jezu.

                                                                                                           Elżbieta, następnym razem podpiszę się Ela

Podąrzaj admin:

Ostatnie wpisy

Zostaw Komentarz