Panie Jezu, Stróża 8.03.2017
Piszę do Ciebie drugi list, podbudowana tym, że podobał się czytelnikom mój pierwszy list. Skoro podobał się im, to na pewno także Tobie, bo Ty Panie Jezu mieszkasz w nas, a ja staram się otaczać takimi ludźmi, w których wyczuwam Ciebie. Wczoraj pełniłam wzorowo funkcję pierwszego listonosza w Diakonii Ewangelizacyjnej mojej siostry Ani „Listonosz dla Jezusa”, czułam się wręcz jak pracownica poczty – wysłałam jeden list nawet do Japonii do mojej kochanej siostrzenicy Madzi. Przebywa tam od kilku miesięcy i najbardziej brakuje jej tam Panie Jezu Ciebie w innych ludziach, w ludziach , z którymi pracuje. Wiem, że Ty też jesteś w Japonii i ona też o tym wie, ale gdy mieszkasz w sercach ludzi z najbliższego otoczenia, to wszystko wydaje się łatwiejsze. Prowadź ją Panie Jezu dalej właściwą drogą, po której i Ty kroczysz. Wiem, że Madzia na niej jest, szczególnie po jesiennej pielgrzymce do Ziemi Świętej, która zrobiła na niej wielkie wrażenie. Może też mnie kiedyś zaprosisz do miejsca Twoich narodzin i Twojego ziemskiego życia, a ja w pełni sił będę mogła z tego zaproszenia skorzystać. Otrzymałam wiele wiadomości zwrotnych od bliskich, którzy przeczytali ten list. Muszę przyznać, że bardzo mnie to podbudowało, nie zniechęciło do dalszego pisania i co tu ukrywać, mile połechtało moje ego – nie mam go wcale za wysokiego. Przypomina mi się śmieszne określenie kogoś zadufanego w sobie, że ma tak wysokie ego, że gdyby na niego się wdrapał i skoczył, to by się zabił (miało być też trochę na wesoło). Nawiązując do wcześniejszego listu, że też Byś chętnie się pośmiał, opowiem Ci ciekawą anegdotkę, która daje trochę do myślenia.
Spotykają się dwaj sąsiedzi. Jeden mówi do drugiego:
– Słyszałem, że uciekł Ci koń – co za nieszczęście Cię spotkało!
– Szczęście, czy nieszczęście, kto to wie – odpowiedział gospodarz.
Po dwóch dniach koń wrócił do gospodarza, przyprowadzając ze sobą piękną klacz.
Po miesiącu spotykają się znowu i okazało się, że syn gospodarza złamał dwie nogi spadając z konia swego ojca. Sąsiad znowu mu współczuje:
– Co za wielkie nieszczęście Cię spotkało!
– Szczęście, czy nieszczęście, kto to wie – odpowiedział znów gospodarz.
W tym czasie wybuchła wojna i młodych mężczyzn powoływali do wojska. Syn właściciela konia uniknął pójścia ze złamanymi nogami na wojnę. Niestety syn sąsiada dostał powołanie i już z tej wojny nie wrócił. I kogo spotkało nieszczęście – gospodarza, czy sąsiada?…..
Czym dla każdego z nas jest szczęście? Pomagałam w ubiegłym tygodniu napisać króciutkie wypracowanie na ten temat mojej dwunastoletniej córce Małgosi. Wydaje się takie proste, niby każdy wie, kiedy jest szczęśliwy, a ubrać to w słowa to już co innego. Gdy sięgniemy do różnych encyklopedii, to też nam wiele nie pomogą, bo autorzy rozpatrują szczęście na różne sposoby. Możemy go rozpatrywać jako stan obiektywny, oznaczający wyjątkowo sprzyjające wydarzenia, wtedy jest równoznaczne z pomyślnością i powodzeniem w różnych sprawach. Dla jednych będzie to szczęśliwy traf w totolotku, dla innych szczęśliwy powrót z wakacji, a dla jeszcze innych szczęśliwy powrót do zdrowia. Życzymy często innym: „Szczęśliwego Nowego Roku” a każdy, kto to słyszy inaczej go sobie wyobraża, bo szczęście to także nasze odczucia subiektywne, ale nie ulega wątpliwości, że chodzi o odczucia pozytywne.
Panie Jezu spraw, by w każdym, kto czyta ten list wygrało szczęście z nieszczęściem lub jak kto woli, tak po prostu, to co na początku wydawało się nieszczęściem, to z perspektywy upływającego czasu, niech okaże się szczęściem. Znane są przypadki, że ktoś rozpaczał, bo spóźnił się na samolot. Rozpatruje to w kategoriach nieszczęścia (zepsuty urlop, stracone pieniądze za bilety …), a później okazuje się, że ten samolot się rozbił. Czy można powiedzieć, że w tym dniu spotkało go nieszczęście? Najpierw mówisz: „Panie Boże dlaczego pozwoliłeś mi się spóźnić?!” Za dwie godziny już wiesz i możesz powiedzieć: „Panie Boże dziękuję Ci, że pozwoliłeś mi się spóźnić!”
Panie Jezu pomóż czytelnikom tego listu odnaleźć swoje szczęście, by umieli być szczęśliwi mimo wszystko. A Wy moi najbliżsi cieszcie się z drobnych rzeczy. Bądźcie mili dla ludzi w swoim otoczeniu – w rodzinie, w sąsiedztwie, w pracy. Kilka miłych słów i trochę uśmiechu dużo nie kosztuje. Kilka lat temu, podczas spowiedzi świętej, ksiądz powiedział mi, że bije ode mnie pozytywna energia, że to jest dar od Boga i żebym tym darem nie przestawała się dzielić z innymi. Staram się to czynić w życiu i teraz Panie Jezu pomóż mi tę pozytywną energię i uśmiech przekazać czytającym ten list. Bądźcie szczęśliwi i dzielcie się tym szczęściem z innymi.
Dzisiaj przypomnę postać Świętej Anny, którą znamy z Biblii. Święta Anna i Święty Joachim byli rodzicami Najświętszej Maryi Panny. Anna pochodziła z rodziny kapłańskiej, wywodzącej się z Betlejem. Według starego podania św. Anna urodziła się w Judei, gdzie w Betlejem był jej rodzinny dom. Jej rodzice – Natan i Maria byli potomkami królewskiego rodu Dawida. Nie posiadali ziemskich dostatków, lecz bogaci byli w cnoty i dobre uczynki. Anna otrzymała od swoich rodziców staranne wychowanie, pogłębione przez służbę w świątyni jerozolimskiej. Swojego męża Joachima poślubiła, gdy miała 24 lata. Joachim także pochodził z pokolenia Dawidowego. Wychowywał się w zamożnej i znakomitej rodzinie w Nazarecie. Joachim i Anna uważali swoje małżeństwo jako związek święty, przez Boga złączony. Anna była wzorem i przykładem życia dla wszystkich małżonek. Choć byli małżonkami szczęśliwymi, Pan Bóg ciężko doświadczył ich brakiem potomstwa. Przez dwadzieścia lat małżeństwa nie doczekali się ani synów, ani córek. W kulturze żydowskiej brak dziecka był uważany za hańbę i karę Bożą. Pewnego dnia Anna udała się do ogrodu, by tam opłakiwać swoje życie. Kiedy podniosła oczy ku niebu i zobaczyła gniazdo wróbli na drzewie laurowym, wypowiedziała błagalną modlitwę do Boga: „Panie, Boże wszechmogący, który obdarzyłeś potomstwem wszystkie stworzenia, zwierzęta dzikie i domowe, gady, ryby, ptaki i wszystko to cieszy się ze swego potomstwa, dlaczego mnie jedną odsunąłeś od daru Twojej łaskawości? Ty wiesz, Panie, że do początku małżeństwa złożyłam ślub, iż jeżeli dasz mi syna lub córkę ofiaruję je Tobie w Twym świętym przybytku”. Wtedy ukazał się Anioł, który zapowiedział narodzenie dziecka. Małżonkowie ogromnie ucieszyli się z tej radosnej nowiny. Mając 45 lat, Anna urodziła dziewczynkę, której zgodnie ze zwyczajem żydowskim w piętnastym dniu nadano imię. Gdy Maryja podrosła, Anna wypełniła ślubowanie. Udała się z mężem Joachimem i córką Maryją do Jerozolimy, wprowadzili córkę do świątyni i poświęcili ją na służbę Boga. Maryja służąc w świątyni wzrastała w łasce i miłości Bożej i pozostała tam aż do dwunastego roku życia, prześcigając wszystkie inne dziewczęta swoją pobożnością, znajomością Boskiego prawa, w pokorze, w czystości i w każdej cnocie. W czternastym roku życia została poślubiona Józefowi. Według niektórych przekazów legendarnych, krótko potem zmarł Joachim. Anna zaś żyła z Maryją i Józefem w Nazarecie i dożyła 80 lat. Gdy zbliżał się jej koniec, Jezus, Maryja i Józef nie odstępowali od jej łoża. Gdy przyszła godzina śmierci pożegnała się z najbliższymi, poleciła Bogu ducha swego i zasnęła w Panu przy błogosławieństwie Jezusa i przy modlitwie Maryi i Józefa. Ciało jej pochowano blisko ciała św. Joachima w Dolinie Jozafata.
O Świętej Annie nie znajdziemy wiele informacji w księgach Pisma Świętego. Mówią o niej pisma apokryficzne, pochodzące z początków chrześcijaństwa. Żywot Świętej Anny pozwoliłam sobie przybliżyć Wam cytując praktycznie w całości informacje zawarte na stronie internetowej Sanktuarium Św. Anny z Góry Św. Anny, którym opiekują się Franciszkanie. Góra Św. Anny położona jest na terenie województwa opolskiego, około 35 km na południowy wschód od Opola. Jest to najwyższe wzniesienie Wyżyny Śląskiej. Jest wyjątkowym miejscem, nie tylko jako miejsce święte, do którego pielgrzymuje tysiące wiernych z całego kraju i zagranicy, ale jest to też wygasły wulkan sprzed milionów lat i miejsce bohaterskich walk Powstańców Śląskich. Od 2004 roku Góra Św. Anny została uznana za pomnik historii i tym samym znalazła się na liście najcenniejszych obiektów i zabytków w Polsce.
Święta Anna jest patronką kobiet rodzących, matek, położnic, wdów, ubogich robotnic, górników w kopalni złota, żeglarzy, powroźników, młynarzy. Atrybuty Świętej to palec na ustach, lilia, księga.
W ikonografii Anna przedstawiana jest często w scenach obrazujących życie Maryi. Ukazywana jest jako starsza kobieta z welonem okrywającym głowę. Często wykorzystywanym motywem jest św. Anna ucząca czytać swą córkę. Od wieku XIV pojawił się nowy motyw ikonograficzny – tzw. Anna Samotrzecia – ukazujący Annę z Maryją i Dzieciątkiem Jezus. Wyraz samotrzeć nie istnieje w obecnej polszczyźnie – jest to archaiczne określenie „sami/same we trzech/trzy/troje”. Znanym obrazem o takim tytule jest obraz namalowany na początku XVI w. przez Leonarda da Vinci. Tytuł oznacza, że na jednym obrazie zostały przedstawione trzy pokolenia: święta Anna, jej córka – Maryja dziewica i wnuk – dzieciątko Jezus. W sanktuarium na Górze Św. Anny znajduje się cudowna figurka przedstawiająca w taki sam sposób Św. Annę – na jednej rzeźbie z drzewa lipowego Św. Anna trzyma w ramionach swoją córkę Maryję i wnuka- Pana Jezusa.
Anna to imię żeńskie pochodzące z języka hebrajskiego od słowa channah (wdzięk, łaska).
W moim życiu ciągle stawiasz na drodze Anny. Mam mamę chrzestną Anię, mam siostrę Anię, mam córeczkę Anię, babcia moich dzieci (teściowa) to także Ania. W zeszłym roku zmarła siostra mojej mamy – ciocia Ania (niech odpoczywa w pokoju). W dalszej rodzinie i w pracy też mam liczne Anie. Dziękuję Wam, że jesteście Anie kochane. Skoro Anna to znaczy łaska, mogę więc zinterpretować to sobie, że doświadczam wiele łask w codziennym życiu, za co jestem Ci Panie Jezu wdzięczna. Dziękuję mojej mamie chrzestnej Ani, że była też moją wspaniałą przedszkolanką i już w wieku przedszkolnym miała duży wpływ na mój rozwój. Dziękuję mojej siostrze Ani za wspieranie w chorobie i w poszukiwaniu Ciebie Jezu. Córeczce Ani dziękuję, że jest taka cudowna pod każdym względem (tu mogę nie być obiektywna jako mama). Dziękuję mamie mojego męża, że wychowała takiego wspaniałego człowieka i dziękuję jej za pomoc w wychowywaniu moich trzech córek. Moim Aniom z pracy dziękuję za każde wsparcie i uśmiech, a każda z nich wie, za co mogę jeszcze jej dziękować. Święta Anno wstawiaj się w Niebie za wszystkimi Annami, by były szczęśliwe w swoich rodzinach i umiały przenosić to szczęście dalej. Dużo dzisiaj dziękuję, ale tak miało być, jak napisałam w pierwszym liście – nie tylko prosimy (prosić trzeba) ale i dziękujemy. Panie Jezu naucz dziękować wszystkich czytających ten list. Niech dziękują za każdy drobny przejaw dobroci w ich życiu – za pożyczoną złotówkę, czy cebulę od sąsiadki, za pomoc w kuchni czy pomoc przy wsiadaniu do autobusu. I chodzi mi nie tylko o słowo dziękuję, ale prawdziwą wdzięczność. Jeśli ją ktoś odczuwa od drugiej osoby, której pomógł, to chce chętnie pomagać dalej i dalej. Więc kończąc ten list proszę Was kochani pamiętajcie o wdzięczności, ale też pomagajcie innym i nie zawsze czekajcie, aż Was o tę pomoc poproszą. W dwóch listach opisywałam święte, które są patronkami miedzy innymi matek. Na ten temat napiszę w następnym liście – opiszę patronkę mojej mamy. Ty Panie Jezu i niektórzy czytelnicy już wiedzą, o jakiej patronce będzie mowa, a niektórzy dowiedzą się już z następnego listu.
Ela
Zostaw Komentarz