List do Jezusa – Św. Agata (32)

with Brak komentarzy

Panie Jezu, Stróża, 2.02.2018r.

Dzisiaj w Kościele obchodzone jest Święto Ofiarowania Pańskiego, które jest jednym z najstarszych świąt chrześcijańskich. Znane było już w IV wieku w Jerozolimie, natomiast w liturgii rzymskiej zadomowiło się w wieku VII. Przed 1969 rokiem na Zachodzie znane było jako Święto Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny. W Polsce od gromnic święconych tego dnia przyjęła się nazwa „Matki Boskiej Gromnicznej”.

W tym dniu czytana jest Ewangelia, która opisuje scenę ofiarowania Pana Jezusa w świątyni: „Gdy zaś nadszedł dzień poddania ich oczyszczeniu zgodnie z Prawem Mojżeszowym, zanieśli Go do Jerozolimy, aby był ofiarowany Panu, według tego, co jest napisane w Prawie Pańskim: Każde pierworodne dziecko płci męskiej będzie poświęcone Panu. Mieli również złożyć ofiarę zgodnie z tym, co jest powiedziane w Prawie Pańskim: parę synogarlic lub dwa gołąbki” (Łk 2, 22-23).

Gdy kobieta urodziła syna, przez czterdzieści dni była uważana za rytualnie nieczystą. Dopiero po upłynięciu tego czasu mogła wejść do świątyni. Ofiarowanie pierworodnego, nawiązywało do wyzwolenia Żydów z egipskiej niewoli i ocalenia ich przed ostatnią plagą. W fakcie, iż Niepokalana Maryja poddała się mojżeszowemu Prawu, dostrzega się przede wszystkim jej pokorę. Święto Matki Boskiej Gromnicznej w Polsce zawsze obchodzono bardzo uroczyście. Świece, które były święcone przed Mszą i z którymi szło się w procesji, nazywano gromnicami. Nazwa pochodzi od gromów, przed którymi strzec miały stawiane podczas burzy w oknach zapalone świece. Niektórzy widzieli tu też znaczenie symboliczne – Maryja czczona jest jako łamiąca strzały gniewu Bożego, który symbolizują gromy. Gromnicę zapala się również przy konającym, by miał przed oczami „światłość wiekuistą” oraz wzywał Maryję, patronkę dobrej śmierci.

Znane są liczne przysłowia ludowe związane  z tym świętem:

„Gromnica, zimy połowica”

„Gdy na Gromnicę z dachu ciecze, zima się jeszcze przewlecze”

„Gdy słońce świeci na Gromnicę, to przyjdą mrozy i śnieżyce”

„Gdy na Gromnicę roztaje, rzadkie będą urodzaje.”

Tym razem opiszę patronkę mojej bratowej Agaty. Pisałam już kiedyś o moim jedynym, starszym o rok bracie Aleksandrze – to właśnie jego żona. Poznali się na studiach. Podobnie jak ja studiowali geografię, tylko Agata była rok niżej. Pisałam też, że zawsze jakoś tak nam się układało z bratem, że wiele rzeczy robiliśmy razem. Nawet się okazało, że obydwoje znaleźliśmy swoje „połówki” w jednym mieście – oczywiście nie umawialiśmy się, to był czysty przypadek. Pamiętam jak wybraliśmy się w wakacje na rowerach z rodzinnej miejscowości do Myślenic (60 km) – ja do Gerarda, a Alek do Agaty. Obecnie mieszkamy zaledwie kilka kilometrów od siebie – na tyle blisko, że brat wpadnie mi czasem powiedzieć cześć podczas treningu, gdy biega lub jeździ na rowerze. Agata dba o wszechstronny rozwój ich chłopaków – Mateusza i Szymka – od teatru po szkołę muzyczną. Alek natomiast szlifuje z nimi matematykę (są już na wysokim poziomie wtajemniczenia) i dba o ich  rozwój fizyczny. Szymek jest dopiero w pierwszej klasie szkoły muzycznej, a już odniósł pierwszy sukces na ogólnopolskim konkursie pianistycznym zajmując drugie miejsce. Mateusz natomiast od kilku lat odnosi sukcesy w konkursach matematycznych. Szymek oczywiście też jest dobrym matematykiem, ale jest młodszy od Mateusza o trzy lata i startował w mniejszej liczbie konkursów. Miało być o bratowej i w sumie jest, bo to dzięki jej zaangażowaniu chłopaki są bardzo dopilnowani. Wiem co piszę, bo pracuję w szkole i widzę, że coraz więcej dzieci jest pozostawionych samym sobie. Niektóre dzieci mogłyby odnosić  o wiele większe sukcesy, gdyby rodzice poświęcili im trochę więcej czasu. Oczywiście moja bratowa nie jest jedyną Agatą, którą znam. W pracy mam dwie Agaty, które w tym miejscu serdecznie pozdrawiam. Polecam Twojej, Panie Jezu opiece wszystkie Agaty, które to czytają. Wkrótce będzie ich święto – 5 lutego – tak więc do życzeń imieninowych dołączam ten list jako mały prezent dla solenizantek.

 Św. Agata zwana Sycylijską jest jedną z najbardziej czczonych w chrześcijaństwie świętych. Wiadomości o niej mamy przede wszystkim w aktach jej męczeństwa. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa istniał bowiem zwyczaj, że sporządzano akta męczenników; większość z nich nie doczekała do naszych czasów. Akta męczeństwa Agaty pochodzą dopiero z V wieku.Według opisu męczeństwa Agata urodziła się w Katanii na Sycylii ok. 235 r. Po przyjęciu chrztu postanowiła poświęcić się Chrystusowi i żyć w dziewictwie. Jej wyjątkowa uroda zwróciła uwagę Kwincjana, namiestnika Sycylii. Zaproponował jej małżeństwo. Agata odmówiła, wzbudzając w odrzuconym senatorze nienawiść i pragnienie zemsty. Trwały wówczas prześladowania chrześcijan, zarządzone przez cesarza Decjusza. Kwincjan aresztował Agatę. Próbował ją zniesławić przez pozbawienie jej dziewiczej niewinności, dlatego oddał ją pod opiekę pewnej rozpustnej kobiety, imieniem Afrodyssa. Kiedy te zabiegi spełzły na niczym, namiestnik skazał Agatę na tortury, podczas których odcięto jej piersi. W tym czasie miasto nawiedziło trzęsienie ziemi, w którym zginęło wielu pogan. Przerażony namiestnik nakazał zaprzestać mąk, gdyż dostrzegł w tym karę Bożą. Ostatecznie Agata poniosła śmierć, rzucona na rozżarzone węgle, 5 lutego 251 r. Jej ciało chrześcijanie złożyli w bezpiecznym miejscu poza miastem. Papież Symmachus (+ 514) wystawił ku jej czci w Rzymie przy Via Aurelia okazałą bazylikę. Kolejną świątynię w Rzymie poświęcił jej Św. Grzegorz Wielki w roku 593. Wreszcie papież Grzegorz II (+ 731) przy bazylice Św. Chryzogona na Zatybrzu wystawił ku jej czci trzeci rzymski kościół. Dowodzi to wielkiej czci, jaką otaczano ją w owych czasach. Obecnie ciało Agaty znajduje się w katedrze w Katanii. Wielkiej czci doznają jej relikwie, m.in. welon, dzięki któremu, jak niesie podanie, Katania niejeden raz miała doznać ocalenia. W rok po jej śmierci na Sycylii wybuchł wulkan Etna. Katanii zagrażała lawa. Wówczas mieszkańcy miasta położyli naprzeciwko sunącej masy welon należący do Św. Agaty, a wtedy rozżarzony potok lawy zatrzymał się. Od tego czasu welon ten czczony jest w Katanii jako cudowna relikwia. W dzień Św. Agaty w niektórych okolicach poświęca się pieczywo, sól i wodę, które mają chronić ludność od pożarów i piorunów. Poświęcone kawałki chleba wrzucano do ognia, by wiatr odwrócił pożar w kierunku przeciwnym. W dniu jej pamięci karmiono bydło poświęconą solą i chlebem, by je uchronić od zarazy. Moja mama opowiadała mi, że poświęcony w tym dniu chleb rzucali do wody podczas wysokiego stanu wody w rzece, aby Św. Agata uchroniła ich od powodzi.

Św. Agata jest patronką Sycylii, miasta Katanii oraz ludwisarzy. Wzywana przez kobiety karmiące oraz w chorobach piersi. W ikonografii Św. Agata przedstawiana jest w długiej sukni, z kleszczami, którymi ją szarpano. Atrybutami są: chleb, dom w płomieniach, korona w rękach, kość słoniowa – symbol czystości i niewinności oraz siły moralnej, palma męczeńska, obcięte piersi na misie, pochodnia, płonąca świeca – symbol Chrystusa.

Imię Agata pochodzi od greckiego słowa agathe (dobra, szlachetna, wspaniała, ciepła, o wielkim sercu) lub agathos (dobrze urodzony, szlachetny).

Ponieważ zbliża się 11 lutego, w którym obchodzony jest Światowy Dzień Chorego ustanowiony przez Św. Jana Pawła II, list ten chciałam dedykować również wszystkim chorym.

Papież wyznaczył na obchody tego Dnia wspomnienie objawienia Matki Bożej w Lourdes, które przypada 11 lutego. Ogólnoświatowe obchody tego Dnia odbywają się co roku w jednym z sanktuariów maryjnych na świecie. Po raz pierwszy Dzień Chorego obchodzono w 1993 r., a główne uroczystości odbyły się wtedy w Lourdes i – częściowo – w Rzymie. W kolejnym roku miejscem centralnych obchodów była Jasna Góra, a następnie: Jamusukro (Wybrzeże Kości Słoniowej, 1995), Guadalupe (Meksyk, 1996), Fatima (1997), Loreto (1998), Harissa (Liban, 1999), Rzym (2000, połączone z Jubileuszem Chorych), Sydney (2001), narodowe sanktuarium katolików indyjskich w Vailankamy (2002), Lourdes (2004), Jaunde w Kamerunie (2005), Adelajda w Australii (2006) i Seul w Korei Południowej (2007). W 2008 r., z racji 150. rocznicy objawień w Lourdes, Światowy Dzień Chorego obchodzono ponownie (jak w 1993 i 2004 r.) – w Lourdes. W tym roku obchody Światowego Dnia Chorych odbywają się po raz dwudziesty szósty. Ich temat został zaczerpnięty z Ewangelii Św. Jana: „Oto syn Twój (…) Oto Matka twoja”. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie” (J 19, 26-27).

Celem obchodów tego święta jest objęcie modlitwą wszystkich cierpiących, zarówno duchowo, jak i fizycznie, i zwrócenie uwagi świata na ich potrzeby. Sprawom ludzi chorych Św. Jan Paweł II, sam doświadczający licznych chorób, poświęcił wiele miejsca w swoim nauczaniu. Często spotykał się z chorymi i niepełnosprawnymi, tak w Rzymie, jak i w czasie podróży apostolskich. Chorych prosił już na samym początku pontyfikatu o wsparcie modlitewne.

Życzę wszystkim chorym, którzy ten list czytają, aby mieli dużo siły, cierpliwości i wiary w lepsze jutro, aby umieli cieszyć się każdym dniem, każdą chwilą bez bólu – czy to fizycznego, czy to psychicznego. Niech ten list będzie dla wszystkich cierpiących zastrzykiem nadziei, tak bardzo potrzebnej w walce z chorobą. Dla Was przytoczę teraz fragment książki Reginy Brett: „Bóg nigdy nie mruga”, o której niedawno wspominałam. Tym razem będzie to urywek lekcji 16: „Życie jest za krótkie, żeby się nad sobą użalać. Zajmij się życiem, albo zajmij się umieraniem”.

 „Opowiem wam o mężczyźnie, który miał wszelkie powody, żeby się poddać. W 1976 roku Steve Barille chodził do ostatniej klasy szkoły średniej. Grał na pozycji biegacza w szkolnej drużynie futbolu amerykańskiego i łapacza w drużynie baseballowej. Pewnego dnia, a był to zwykły, przeciętny dzień jakich wiele, Steve postanowił wypróbować batut na sali gimnastycznej w szkole średniej w Mayfield. Miał 17 lat, kiedy zrobił swój ostatni krok. Wskoczył na batut i spróbował zrobić salto w tył. Przed przyjazdem karetki zdążył jeszcze zapytać swojego wuefistę:

– Czy można żyć ze złamanym karkiem?

Został sparaliżowany od szyi w dół. Stał się tetraplegikiem. Neurochirurg powiedział matce Steve´a:

– Nie życzyłbym tego największemu wrogowi.

 Przez wiele miesięcy Steve leżał podłączony do respiratora. Cały rok spędził w szpitalach. Ale jeszcze zanim go wypisano, zaczął pisać prace dyplomową z psychologii na John Carroll University.

Dwadzieścia lat później Steve przy pomocy rysika trzymanego w ustach wciskał klawisze komputera, żeby pokazać mi na ekranie swoją rozprawę doktorską. Kiedy przeczytałam tytuł, w oczach stanęły mi łzy: „Efekt badacza u niepełnosprawnego fizycznie egzaminatora podczas stosowania techniki plam atramentowych Holzmana do oceny osobowości”.

Steve napisał ją, chociaż nie był w stanie przewrócić ani jednej strony w książce, zrobić żadnych notatek ani nawet przetrzeć zmęczonych oczu. Dziś jest dr Barille z doktoratem z psychologii obronionym na Kent State University. Steve nazywa ten sukces zwycięstwem drużynowym. Mówi o zasługach swojej rodziny i przyjaciół:

– Nic nie jest niemożliwe, kiedy w grę wchodzi wola zbiorowości. Miałem stały dopływ nadziei – wyjaśnia – kiedy zaczynałem myśleć, że nie dam sobie rady, inni wybijali mi to z głowy.

Ów brodaty mężczyzna śmiga przez szpitalne lobby na fotelu odczytującym z ruchu głowy, w którą stronę i jak szybko ma jechać. Jego dłonie leżą przed nim na małych podpórkach, zastygłe w bezruchu. Nie może nawet unieść palca, żeby wcisnąć przycisk windy. Po prostu czeka, aż ktoś będzie przechodził.

Steve towarzyszy swoim pacjentom podczas fizjoterapii w ich walce o to, żeby znów zacząć chodzić. Niektórzy potrzebują pomocy w przezwyciężeniu lęku przed upadkiem. Innych trzeba wyciągnąć z depresji, bo już nigdy nie użyją jednej z rąk. Jego subtelność i łagodny głos, pocieszają tych, którzy mają za sobą udar, tętniaka, amputację kończyny lub uraz rdzenia kręgowego.

Jego pacjenci uczą się poruszać przy pomocy lasek, szyn i chodzików. Uczą się znów jeść widelcem, rzucać piłką, skręcać kierownicą – robić wszystko to, czego Steve nie zrobi już nigdy. A jednak z jego twarzy nie schodzi uśmiech. Steve poczytuje sobie za zaszczyt to, ze może im pomóc przystosować się emocjonalnie do nowego życia. Cieszy go ich każdy krok, mimo, że już sam nigdy nie będzie chodzić.

– Naprawdę kocham to co robię, To spełnienie marzeń – powiedział mi. – Żeby pomóc moim pacjentom, nie potrzeba wiele psychologii. Najważniejsze to zaszczepić w nich nadzieję.

Ze swojego wózka inwalidzkiego pomaga innym przezwyciężyć strach. Strach przed upadkiem, strach przed porażką, strach przed rozpaczą bez dna. Wystarczy, że pacjenci raz spojrzą na tego wolnego człowieka na wózku i już wiedzą, że czas zająć się życiem.”

 

Ela

 

Zostaw Komentarz