List do Jezusa – Św. Barbara (13)

with Brak komentarzy

Panie Jezu, Stróża, 26.05.2017

Dzisiaj obchodzimy Dzień Matki. Jest to taki dzień w roku, o którym większość z nas pamięta. Składamy swoim mamom życzenia, dajemy prezenty, przytulamy się, dziękujemy, że są z nami. Wielu z nas idzie na cmentarz: składa kwiaty, modli się nad grobem swojej mamy, wspomina piękne chwile spędzone razem. Jeżeli ktoś z nas nie może osobiście się spotkać ze swoją mamą, a ktoś inny nie może w tym dniu pojechać na cmentarz, to po prostu pamięta o swojej mamie, bo jest to osoba, która według mnie miała i ma największy wpływ na to jacy jesteśmy, niezależnie od tego jakie mieliśmy lub mamy ze sobą relacje. Ja dzisiaj również po prostu zadzwonię do mojej mamy z życzeniami, a dla mnie moje dziewczynki jak co roku pewnie coś przygotują na to święto.

W ostatnim liście pisałam o Św. Ricie i okazało się, że wiele osób w jej święto modliło się w mojej intencji. Dostałam nawet kilka poświęconych róż z różnych kościołów, w których znajdują się jej relikwie. Dziękuję Wam wszystkim serdecznie za modlitwę. Jedną z róż dostałam od mojej przyjaciółki Basi i pomyślałam wtedy, że tym razem napiszę o Świętej Barbarze, dedykując jej ten list. To imię zawsze mi się bardzo podobało, nawet chciałam tak nazwać najstarszą córkę, bo urodziła się na początku grudnia, ale pewne okoliczności sprawiły, że zostaliśmy przy imieniu Natalia. O jej patronce już wkrótce napiszę, bo nie może się doczekać. Przy pisaniu tego listu będę myślami z wszystkimi Basiami, które znam, a poznałam ich w swoim życiu bardzo dużo. Obecnie utrzymuję najlepszy kontakt z Basiami z mojej pracy i w tym miejscu serdecznie je pozdrawiam i proszę Cię Panie Jezu, abyś miał je zawsze w swojej opiece (Basię od pluszowych misiów, Basię od złotej nutki, Basię od pięknych obrazów). Niestety kilka Barbar, które postawiłeś Panie Jezu na mojej drodze już odeszło na spotkanie z Tobą w Niebie. Jestem przekonana, że tam są, bo wszystkie były wyjątkowe i kierowały się w swoim życiu dobrem, którym dzieliły się z innymi. One już pewnie poznały swoją patronkę, a Wam ja przedstawię jej historię:

Święta Barbara – nie wiemy dokładnie ani kiedy, ani w jakich okolicznościach  poniosła śmierć. Przypuszcza się, że zapewne ok. roku 305, kiedy nasilenie prześladowań za panowania cesarza Maksymiana Galeriusza (305-311) było największe. Późniejszy jej żywot jest utkany legendą. Według niej była córką bogatego poganina Dioskura z Heliopolis ( z Egiptu). Była jedynaczką, długo oczekiwaną przez rodziców. Odznaczała się ponoć niezwykłą urodą i wielkimi zdolnościami – była wykształcona i inteligentna; o jej rękę miało ubiegać się wielu znakomitych młodzieńców, lecz Barbara wszystkich odprawiała z kwitkiem. Ojciec wysłał ją na naukę do Nikomedii (obecnie Turcja – niektóre źródła podają, że stamtąd pochodziła). Tam zetknęła się z chrześcijaństwem. Prowadziła korespondencję z wielkim filozofem i pisarzem Orygenesem z Aleksandrii. Pod jego wpływem przyjęła chrzest i złożyła ślub czystości. Ojciec dowiedziawszy się o tym, pragnąc wydać ją za mąż i złamać opór dziewczyny, uwięził ją w wieży, którą sam wybudował. Jej zdecydowana postawa wywołała w nim wielki gniew. Przez pewien czas Barbara była głodzona i straszona, żeby wyrzekła się wiary. Kiedy to nie poskutkowało, ojciec zaprowadził ją do sędziego i oskarżył. Sędzia rozkazał najpierw Barbarę ubiczować, jednak chłosta wydała się jej jakby muskaniem pawich piór. W nocy miał ją odwiedzić anioł, zaleczyć jej rany i udzielić Komunii Św. Potem sędzia kazał Barbarę bić maczugami, przypalać pochodniami, a wreszcie obciąć jej piersi. Chciał ją w takim stanie pognać ulicami miasta, ale wtedy zjawił się anioł i okrył jej ciało białą szatą. Wreszcie sędzia zrozumiał, że torturami niczego nie osiągnie. Wydał więc wyrok, by ściąć Barbarę mieczem. Wykonawcą tego wyroku miał się stać ojciec Barbary, Dioskur. Podobno ledwie odłożył miecz, zginął rażony piorunem. Barbara poniosła męczeńską śmierć w Nikomedii  ok. 305 roku. Być może tak nietypowa śmierć, zadana ręką własnego ojca, rozsławiła cześć Św. Barbary na Wschodzie i na Zachodzie. Żywoty jej ukazały się w języku greckim, syryjskim, koptyjskim, ormiańskim, chaldejskim, a w wiekach średnich we wszystkich językach europejskich. W wieku VI cesarz Justynian sprowadził relikwie Św. Barbary do Konstantynopola. Stąd część relikwii zabrali Wenecjanie w 1202 roku do swojego miasta, by przekazać je z kolei pobliskiemu Torcello, gdzie znajdują się w kościele Św. Jana Ewangelisty. Również w Polsce kult Św. Barbary był zawsze bardzo żywy. Już w modlitewniku Gertrudy, córki Mieszka II (XI w.), wspominana jest pod datą 4 grudnia. Pierwszy kościół ku jej czci wystawiono w 1262 r. w Bożygniewie koło Środy Śląskiej. Poza Polską Św. Barbara jest darzona wielką czcią także w Czechach, Saksonii, Lotaryngii, południowym Tyrolu, a także w Zagłębiu Ruhry. W Nadrenii uważana jest za towarzyszkę Św. Mikołaja – warto wiedzieć, że w wielu miejscach to właśnie ona obdarowuje dzieci prezentami. Jako patronkę dobrej śmierci czcili Św. Barbarę przede wszystkim ci, którzy na śmierć nagłą i niespodziewaną są najbardziej narażeni: górnicy, hutnicy, marynarze, rybacy, żołnierze, kamieniarze, więźniowie itp. Polecali się jej wszyscy, którzy chcieli sobie uprosić u Pana Boga śmierć szczęśliwą. W Polsce istniało nawet bractwo Św. Barbary, patronki dobrej śmierci. Należał do niego Św. Stanisław Kostka. Nie zawiódł się. Kiedy znalazł się w śmiertelnej chorobie na łożu boleści, a właściciel wynajętego przez Kostków domu nie chciał jako zaciekły luteranin wpuścić kapłana z Wiatykiem, wtedy zjawiła mu się Św. Barbara i przyniosła Komunię Świętą. Był zwyczaj wzywania Św. Barbary podczas burzy (według tradycji jej ojciec Dioskur został porażony piorunem). Znane są liczne przysłowia związane z jej świętem (4 grudnia): „Gdy Św. Barbara po wodzie, to Boże Narodzenie po lodzie (i odwrotnie)” lub „Gdy w Barbarę pada, zima ostra się zapowiada.” W  tym dniu w wielu regionach Polski młode dziewczyny wkładały gałązki bzu lub wiśni do dzbanka z wodą. Gdy zakwitły na Boże Narodzenie, oznaczało to szybkie i szczęśliwe zamążpójście. Św. Barbara jest ponadto patronką archidiecezji katowickiej; architektów, cieśli, dzwonników, kowali, ludwisarzy, murarzy, szczotkarzy, tkaczy, wytwórców sztucznych ogni, żołnierzy. Jest jedną z Czternastu Świętych Wspomożycieli. My Polacy kojarzymy Św. Barbarę głównie jako patronkę górników, którzy swoje święto obchodzą właśnie 4 grudnia i nazywają go potocznie „Barbórką.” W wielu kopalniach znajdują się kaplice pod jej wezwaniem lub obrazy z jej wizerunkiem, gdzie górnicy zapalali świece i modlili się przed pracą. Dlaczego to właśnie Św. Barbara została patronką górników? Otóż tradycja głosi, że gdy ojciec Barbary dowiedział się, że jego córka została chrześcijanką, porwał się na nią z mieczem. Dziewczyna zdołała wydostać się z wieży i pobiegła ku pobliskim skałom. Uciekając, modliła się gorąco o ratunek. Bóg wysłuchał jej prośby. Wśród skał Barbara natrafiła na podziemną pieczarę, w której znalazła schronienie. Dlatego dziś pomaga tym, którzy pracują pod ziemią. Na Śląsku znane jest powiedzenie: „Gdy górnik pracuje w nocy, to mu święta Barbórka stoi przy pomocy”. W ikonografii Św. Barbara przedstawiana jest w długiej, pofałdowanej tunice i w płaszczu, z koroną na głowie, niekiedy w czepku. W ręku trzyma kielich i Hostię. Według legendy tuż przed śmiercią anioł przyniósł jej Komunię Św. Czasami ukazywana jest z wieżą, w której była więziona (wieża ma zwykle trzy okienka, które miały przypominać Barbarze prawdę o Trójcy Świętej), oraz z mieczem, od którego zginęła. Atrybuty: anioł z gałązką palmową, dwa miecze u jej stóp, kielich, księga, lew u stóp, miecz, monstrancja, pawie lub strusie pióro.

Święta Barbaro, która dochowałaś wierności Bogu aż do śmierci, wstawiaj się u Niego nie tylko za swoimi imienniczkami, ale za wszystkimi czytelnikami tego listu, aby bronił nas od wszelkich niebezpieczeństw i w godzinę śmierci umocnił nas Sakramentem Ciała i Krwi Swojego Syna.

Barbara to imię pochodzenia greckiego, od słowa barbaros (cudzoziemski, nie grecki, obcy).

Napiszę teraz skąd się wzięło określenie Czternastu Świętych Wspomożycieli. Wyobraźmy sobie, że przenosimy się w czasie i przestrzeni. Jesteśmy ponad 500 km na zachód od Wrocławia na terenie opactwa cystersów w miejscowości Langheim w południowej części Niemiec, we Frankonii. Jest rok 1446. Pasterzowi Hermannowi Leichowi trzykrotnie ukazuje się Dzieciątko Jezus na łące. Dzieciątko otoczone jest przez czternaścioro innych dzieci w biało-czerwonych szatach z czerwonymi krzyżami
w sercach. Dzieciątko Jezus przedstawiło pasterzowi swoich Towarzyszy – Czternastu Świętych Wspomożycieli w potrzebie i poprosiło o wybudowanie kościoła im poświęconego w miejscu objawień. Jezus potwierdził, że wstawiennictwo u Boga Świętych Wspomożycieli jest wyjątkowo skuteczne i polecił modlącym się, aby zawierzali im swoje troski i trudności, potrzeby i choroby. Pasterz Hermann opowiadał o swoich widzeniach w domu, w wiosce oraz o. Bernardowi – opatowi klasztoru cystersów. Czasy były trudne, epidemie i morowe powietrze przetaczały się w średniowieczu przez Europę, ludzie byli biedni. Opat Bernard odpowiedział na prośbę Dzieciątka Jezus i zdecydował o wybudowaniu kaplicy w miejscu objawień. Rozumiał też, że ludzie poszukują opieki i poczucia bezpieczeństwa wobec zagrożeń życia codziennego. Kult Czternastu Wspomożycieli szybko rozwijał się w Langheim  i przekraczając granicę południowych Niemiec, zawędrował do Czech i na Śląsk za przyczyną cystersów. Na Śląsku w 1633 roku wydano, a w 1693 wznowiono specjalny modlitewnik pod tytułem „Pomoc w potrzebie, czyli życie Jezusa, Maryi i Józefa wraz ze śmiercią i cudownym oddziaływaniem Czternastu Wspomożycieli”.  Większość z Czternastu Świętych Wspomożycieli żyła na przełomie III i IV wieku za panowania cesarza Dioklecjana, w czasach krwawych prześladowań chrześcijan i poniosła męczeńską śmierć. To święci wspólni dla Kościoła wschodniego i zachodniego. Do Czternastu Wspomożycieli zalicza się znanych nam wszystkim Świętych: Krzysztofa, Barbarę, Katarzynę, Małgorzatę i Jerzego. Mniej znani to: Achacy, Błażej, Cyriak, Dionizy, Erazm, Eustachy, Idzi, Pantaleon czy Wit. W zależności od związanych z nimi opowieści, Święci stawali się patronami różnych spraw. Dobrze nam znany jest Św. Krzysztof, którego imię oznacza „niosący Chrystusa”. Jest on patronem przewoźników, kierowców oraz wszystkich wędrowców. Święty Wit, który uzdrowił chorego na padaczkę syna Dioklecjana, stał się patronem chorych na epilepsję, a do świętego Idziego modliły się bezpłodne pary. Za jego wstawiennictwem urodził się Bolesław Krzywousty, a jego rodzice, Władysław Herman i Judyta Czeska, ufundowali później u stóp Wawelu kościół pod jego wezwaniem. Większość katolików, którym jest udzielane błogosławieństwo Św. Błażeja dwoma skrzyżowanym świecami nie wie, że ów Święty stał się patronem od bólu gardła, gdyż uzdrowił w cudowny sposób chłopca duszącego się połkniętą ością. Święta Katarzyna Aleksandryjska przekonała do wiary chrześcijańskiej pięćdziesięciu uczonych, których zadaniem było wykazanie, że się myli. Została patronką wielu zawodów, a szczególnie uczonych. Jest uznawana za najpotężniejszą wśród wspomożycieli. Wspólne wspomnienie obchodzone jest lokalnie 8 lipca lub 8 sierpnia, a poszczególni święci mają swoje dni w kalendarzu liturgicznym. Kościoły pod wezwaniem Czternastu Wspomożycieli znajdują się w Polsce w Lubawce, Trzebnicy a ołtarze lub obrazy np. w Krzeszowie, Nysie, Kłodzku, Oleśnie Śląskim. Kult Czternastu Świętych Wspomożycieli upadł po sekularyzacji zakonu cystersów w 1810 roku, gdy majątek zgromadzenia przeszedł na własność rządu pruskiego. W Niemczech na miejscu objawień stoi zbudowana w XVIII wieku bazylika Czternastu Świętych Wspomożycieli. Zaliczana jest do pereł architektury rokokowej. Miejscowość nosi obecnie nazwę Vierzehnheiligen czyli dosłownie Czternastu Świętych. Do bazyliki wierni pielgrzymują z prośbami do Świętych patronów tego kościoła. Przybywają też, aby oddać cześć Dzieciątku Jezus, jedynemu Wspomożycielowi otoczonemu swoimi Świętymi. Bazyliką i pielgrzymami opiekują się ojcowie franciszkanie. Warto zwracać się do Czternastu Świętych Wspomożycieli w trudnych sytuacjach życiowych, zwłaszcza w chorobach, gdyż ich wstawiennictwo u Boga uznano za wyjątkowo skuteczne. A oto Święci Wspomożyciele:

  • Św. Krzysztof – patron nagłej śmierci
  • Św. Katarzyna z Aleksandrii – patronka od bólu gardła i głowy
  • Św. Barbara – pomocna w godzinie śmierci i utrapienia
  • Św. Jerzy – patron rycerzy, chroniący zwierzęta przed chorobami
  • Św. Błażej – patron od nagłej śmierci i bólu gardła
  • Św. Cyriak – chroniący od opętania
  • Św. Małgorzata z Antiochii Pizydyjskiej – chroniąca od bólów porodowych
  • Św. Dionizy – chroniący od bólów głowy
  • Św. Wit – od chorych na epilepsję
  • Św. Idzi – patron trudnej spowiedzi
  • Św. Pantaleon – chroniący od strasznych chorób
  • Św. Achacy – patron od chorób
  • Św. Eustachy – patron ludzi w potrzebie
  • Św. Erazm – patron ludzi doznających wielkich bólów fizycznych

Pora na ewangeliczną kropelkę: „Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził.  A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują;  tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.  Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią?  I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?  Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.”(Mt 5,43-48) Stali czytelnicy moich listów już wiedzą, że często wracam do książeczki pt.: „Mój psycholog nazywa się Jezus”. Tym razem w rozdziale zatytułowanym „Miłość”, autor kolejny raz zachęca, byśmy poszukali w Twoich słowach Panie Jezu wskazówek jak mamy postępować na co dzień w naszym życiu, by miedzy innymi osiągnąć pogodę ducha. Jezus nie zmusza nigdy człowieka, by reagował w konkretny sposób – wszystko musi być wolnym wyborem. Odpowiadając na zachowania innych, mamy trzy opcje. Odpłacić złem za dobro – okrucieństwo bez żadnego usprawiedliwienia. Odpłacić dobrem za dobro i złem za zło- „prawo odwetu”. Odpłacić dobrem za zło – absolutna miłość przeciwstawiona całej reszcie. W pierwszym przypadku, który jest przypadkiem grzesznika, wyrządza się krzywdę. W drugim, który jest sprawiedliwością cywilną, nakłada się limit na zło. W trzecim przypadku, który jest przypadkiem Jezusa, szuka się eliminacji zła. Miłosierdzie Stwórcy, który przebacza, musi stać się naszym miłosierdziem – naszym  przebaczeniem innym. W historii stosunków między Bogiem a ludzkością jest fragment Biblii, który tłumaczy, że nie zawsze tak było. W Starym Testamencie antyteza „kochać – nienawidzić” była podstawą zachowań. Jest napisane: „oko za oko – ząb za ząb” i „będziesz nienawidził nieprzyjaciół.” Z Nowym Przymierzem, z przybyciem Mesjasza reguły się zmieniły: wszystko to, co chcielibyśmy otrzymać od innych, musimy sami najpierw z siebie dać innym. Bardzo ważne jest wyjaśnienie, że kochać nieprzyjaciela nie oznacza podnieść ręce do góry w geście kapitulacji i poddać mu się, ale wyciągnąć ręce, odpowiadając dobrem na zło. Jest to bardzo jasna różnica, ponieważ to jest sposób, aby narzucić własne wartości, a nie wycofywać się, pozostawiając wolne miejsce temu, który nie uznaje naszych wartości. Jezus był poniżany, prześladowany, a w końcu ukrzyżowany. Nigdy nie odwoływał się do przemocy, choć mógłby obrócić  w popiół swoich nieprzyjaciół, gdyby tylko chciał. Jak mógłby żądać od nas czegoś zupełnie odwrotnego. Często jest tak, że jeżeli już zdobędziemy siły, by zaproponować skłóconej osobie zgodę, to okazuje się, że ona pragnęła tego samego, ale nie miała na tyle odwagi, by zrobić ten pierwszy krok w stronę pojednania. Naprawdę trudno jest wybaczyć zło, ale tego wymaga od nas Jezus, a nie byle kto. Należy zrobić wszystko, żeby bardzo ciepło wymówić „tak”.

Ponieważ obchodzimy w maju Dzień Matki, musimy pamiętać o najwspanialszej z matek czyli o Twojej Matce Panie Jezu. Pisałam o niej więcej w liście o Św. Marii, ale chciałam jeszcze napisać, co o Niej, jako Matce Nadziei powiedział niedawno papież Franciszek podczas audiencji ogólnej w Watykanie 10 maja 2017r. na Placu Św. Piotra. Papież wskazał, że uczy nas Ona cnoty oczekiwania, także wówczas, gdy wszystko zdaje się bezsensowne. Papież zauważył, że Maryja od pierwszych chwil pojawienia się na kartach Ewangelii jawi się nam jako jedna z wielu matek naszego świata, odważnych aż do ostateczności, gdy chodzi o przyjęcie w swoim łonie historii nowego rodzącego się człowieka. Jej „tak” w chwili zwiastowania było pierwszym z wielu aktów posłuszeństwa, które będą towarzyszyły jej na drodze macierzyństwa. Jest kobietą milczącą, która często nie rozumie tego wszystkiego, co dzieje się wokół niej, ale która rozważa każde słowo i każde wydarzenie w swym sercu. Ojciec Święty zauważył, że Maryja nie jest kobietą, która ulega przygnębieniu w obliczu niepewności życia, nie jest kobietą, która gwałtownie protestuje, która pomstuje na losy życia, często objawiające wrogie oblicze. „Jest natomiast kobietą, która słucha, która akceptuje życie takim, jakim się nam daje, z jego dniami szczęśliwymi, ale także z jego tragediami, których nigdy nie chcielibyśmy napotkać. Aż po ostateczną noc Maryi, kiedy Jej Syn został przybity do drzewa krzyża. Papież Franciszek podkreślił obecność Maryi pod krzyżem mówiąc: „Matki nie zdradzają, a w tej chwili, u stóp krzyża, nikt z nas nie może powiedzieć, co było bardziej okrutną męką: czy cierpienie niewinnego człowieka, który umiera na krzyżu czy też cierpienie matki towarzyszącej ostatnim chwilom życia swego Syna.”  Była też ona w pierwszej wspólnocie Kościoła zgromadzonej w Wieczerniku jako Matka Nadziei. Była w pierwszym Kościele ogarniętym światłem Zmartwychwstania, ale również wstrząsami pierwszych kroków, jakie musiał podejmować w świecie. „Dlatego wszyscy ją kochamy jako Matkę. Nie jesteśmy sierotami, mamy w Niebie Matkę, to Święta Matka Boża. Uczy nas bowiem cnoty oczekiwania, także wówczas, gdy wszystko zdaje się bezsensowne, Ona zawsze ufająca w tajemnicę Boga, nawet wówczas gdy zdaje się być On przysłonięty z powodu zła świata. W chwilach trudnych oby Maryja, Matka którą Jezus podarował nam wszystkim zawsze wspierała nasze kroki! Oby zawsze mówiła nam do serca: wstań, spójrz naprzód, spójrz na perspektywę – bo jest Ona Matką Nadziei!”

                                                                                                                                                 Ela

Zostaw Komentarz