Panie Jezu, Stróża, 4.06.2017
Dzisiaj wróciłam do domu z moją najstarszą córką Natalką i z rodzicami mojego męża z kilkudniowej pielgrzymki do Lourdes (czyt. Lurd). Miejscowość ta położona jest w południowo-zachodniej Francji, u podnóża Pirenejów, nad rzeką Gave. Miasto liczy obecnie około 15 tys. mieszkańców. Lourdes to największy we Francji i jeden z największych na świecie ośrodek kultu maryjnego, odwiedzany rocznie przez 6 mln osób z całego świata. To tutaj przy Grocie Massabielle objawiła się Matka Boża czternastoletniej Bernadce. Zanim opiszę historię objawień, to wcześniej jeszcze wyjaśnię, skąd wzięła się nazwa tej miejscowości. Otóż do dzisiaj nad miastem góruje piękny zamek położony na skalnym urwisku, który strzeże wejścia do dolin pirenejskich. Legenda związana z fortecą mówi o tym, że w 788 roku Karol Wielki na czele swojej armii oblegał warownię, która była w posiadaniu Saracenów pod wodzą Mirata. Pomimo ataków i szturmów armii oraz głodowi panującemu w twierdzy, zamek nie poddawał się. Pewnego dnia na błękitnym niebie pojawił się orzeł. Przelatując ponad broniącymi się w forcie, upuścił trzymanego w dziobie wielkiego pstrąga. Mirat, dowódca Saracenów, przesłał rybę dla Karola Wielkiego, dając mu do zrozumienia, że obrońcy mają jeszcze pod dostatkiem wyżywienia. Podczas gdy Karol Wielki począł myśleć o zaprzestaniu oblężenia, towarzyszący mu biskup podjął rozmowy z oblężonymi. Zaproponował on Miratowi, aby nie poddał się Karolowi Wielkiemu, tylko Królowej Niebios. Propozycja została przyjęta i Maur, który złożył broń u stóp Czarnej Dziewicy z Puy, został ochrzczony. W dniu swego chrztu przyjął on imię Lorus, z czasem przeniesione na miasto, które później przekształciło się w Lourdes. W herbie miasta znajduje się miedzy innymi czarny orzeł trzymający w złotym dziobie srebrnego pstrąga. A oto historia Świętej Bernadety i objawień Matki Bożej, które rozsławiły tą małą miejscowość:
W połowie XIX wieku Lourdes liczyło około 4 tys. mieszkańców. Małe, spokojne miasteczko żyło własnym życiem na uboczu, z dala od światowych nowinek. Wśród mieszkańców byli notariusze, adwokaci, oficerowie, nauczyciele, a także drobni rzemieślnicy oraz przede wszystkim prości robotnicy wyuczeni w jakimś zawodzie. W krajobraz miasteczka wrośnięte były liczne młyny, wznoszące się wzdłuż rzeki Gave i nad brzegami strumienia Lapacca. W jednym z miejscowych młynów mieszkali i pracowali rodzice Bernadety – małżonkowie Luiza Casterot i Franciszek Soubirous. W tym młynie 7 stycznia 1844 roku przyszła na świat Bernadeta jako najstarsza z rodzeństwa, a dwa dni po urodzeniu otrzymała chrzest. W listopadzie, gdy Bernadeta miała 10 miesięcy, jej mama spodziewająca się drugiego dziecka – doznała poważnego oparzenia klatki piersiowej. Nie mogąc karmić małej musiała znaleźć dla niej mamkę. Znalazła ją w sąsiedniej miejscowości, u której mała Bernadka przebywała półtora roku. Tymczasem w kwietniu 1845 roku dotknęło małżonków Soubirous kolejne bolesne doświadczenie – śmierć ich dwumiesięcznego synka Janka. Z czasem aż pięcioro ich dzieci, z dziewięciorga umarło przedwcześnie. Mając sześć lat Bernadka poważnie zachorowała: rozpoznano u niej początki astmy. Do ich domu zaczęła się wkradać bieda – zapotrzebowanie na mąkę wprawdzie nie malało, lecz konkurencja rosła. Tradycyjne młyny przegrywały w wyścigu z tymi zmechanizowanymi. Dochody malały i na domiar złego Franciszek uległ wypadkowi – wskutek zranienia kamiennym odłamkiem, który odprysnął od młyńskiego koła – stracił oko. Brakowało pieniędzy na opłacenie czynszu i w 1854 roku nastąpiła nieunikniona eksmisja. Franciszek szukał choćby tymczasowego zatrudnienia, żeby zarobić na utrzymanie czwórki dzieci. Mimo, że żona podejmowała się również różnych dorywczych prac, kolejne niepowodzenia doprowadziły rodzinę na skraj nędzy. Latem 1855 roku wybuchła epidemia cholery, którą zaraziła się dziesięcioletnia Bernadka. Mimo, że w końcu choroba ustąpiła, na skutek powikłań nasiliły się objawy astmy, z której nie wyleczyła się już do końca życia. Rok później głód zaczął zaglądać im w oczy i wtedy Bernadka zamieszkała u matki chrzestnej, pomagając w gospodarstwie w zamian za kąt do spania i wyżywienie. Rodzice z dziećmi zamieszkali w małym mieszkanku, które było kiedyś celą w starym więzieniu, a zostało wyłączone z użytku ze wzglądu na złe warunki sanitarne. Na początku 1857 roku Franciszek Soubirous traci pracę i niedługo po tym fakcie zostaje aresztowany i oskarżony o kradzież dwóch worków mąki z piekarni. Podejrzenie padło na niego tylko dlatego, że był biedny. Chociaż ostatecznie podejrzenia okazały się niesłuszne, zepsuły jednak reputację rodziny. Czy w tamtym czasie, w czyjejkolwiek głowie zaświtałaby myśl, że pewnego lutowego ranka właśnie stąd, z tego najnędzniejszego miejsca w miasteczku, Bernadeta wyjdzie z desperacką nadzieją znalezienia paru gałązek na opał i że właśnie wtedy ta dziewczyna zostanie zaproszona na spotkanie z Królową Nieba i Ziemi? Bóg wybiera, podobnie jak w przypadku Betlejem, to co nędzne i liche w oczach świata. Bóg ukazuje, że w Jego Sercu jest miejsce dla każdego. W mglisty, zimowy poranek, 11 lutego 1858 roku, Bernadeta staje nad brzegiem rzeki Gave i chce przejść na drugi brzeg poszukać choć paru gałązek. Koleżanka i siostra Bernadety przeszły przez potok boso, więc i ona pochyliła się, by zdjąć buty i również jak najszybciej pokonać zimną przeszkodę. Wtedy też poczuła silny, dziwny powiew wiatru, jednocześnie zaś usłyszała szum podobny do dźwięków nadchodzącej burzy. Obejrzała się za siebie, za pierwszym razem jednak nic nie zobaczyła. Po chwili dźwięk powtórzył się i tym razem, kiedy się obróciła zauważyła drżący w dziwny sposób krzak dzikiej róży, który rósł tuż przy Grocie Massabielskiej. Zobaczyła dziwne światło, a w jego obłoku dostrzegła postać kobiecą. „Piękna Pani”– tak powiedziała o niej Bernadeta, nie znając jej tożsamości. Postać odziana była w białą szatę z białym welonem, w pasie miała przewiązaną niebieską szarfę, a na butach widniały żółto-złote róże w kolorze niemal identycznym z kolorem różańca, który miała zawieszony na ramieniu. Panienka zatrzymała się przy krzaku róży i uśmiechnęła się do Bernadety patrząc na nią ze spokojem. Dziewczynka nie wiedząc kim jest owa postać, sięgnęła do kieszeni po różaniec i zaczęła go odmawiać. O tym spotkaniu opowiada w ten sposób: „Kiedy Ją zobaczyłam, przetarłam oczy sądząc, że mi się przewidziało. Zaraz też włożyłam rękę do kieszonki i znalazłam swój różaniec. Chciałam przeżegnać się, ale nie mogłam unieść opadającej ręki. Dopiero kiedy Pani uczyniła znak krzyża, wtedy i ja drżącą ręką spróbowałam i udało się. Równocześnie zaczęłam odmawiać różaniec. Także Pani przesuwała ziarenka różańca, ale nie poruszała wargami. Kiedy skończyłam odmawianie, widzenie ustało natychmiast”. Bernadeta zafascynowana tym wydarzeniem, ale i wciąż nie pewna tego co widziała, postanowiła jeszcze kilka razy przyjść pod grotę, by poobserwować, czy nie wydarzy się znów coś dziwnego. I wydarzyło się, nie raz, a w sumie osiemnaście razy. Tyle bowiem spotkań z Matką Boską miała dziewczynka. Zaczęły się one 11 lutego 1858 roku, a zakończyły 16 lipca 1858 roku. Każde z nich zawierało istotne przesłanie. Już przy drugim wydarzeniu przed grotą towarzyszyli Bernadce wierni z miejscowej parafii, którzy po Mszy Świętej postanowili za nią udać się do tego niezwykłego miejsca. Tego dnia Maryja również ukazała się dziewczynce. Zgodnie z zaleceniami miejscowego księdza, kiedy tylko postać pojawiła się, Bernadeta poczęła chlapać ją wodą święconą. Im więcej tej wody chlapała, tym postać wydawała się bardziej szczęśliwa. Zebrani parafianie będący świadkami wydarzenia, choć nie widzieli Maryi, widzieli w jakiej ekstazie znajdowała się dziewczynka. W tym stanie była jednocześnie tak ciężka, że młynarz z Savy, obecny przy grocie nie był w stanie jej udźwignąć. Podczas trzeciego spotkania Maryja po raz pierwszy przemówiła do dziewczynki: „Tego co mam do powiedzenia, nie potrzeba pisać. Czy możecie wyświadczyć mi łaskę i przychodzić tutaj przez 15 dni?” Te słowa z całą pewnością były skierowane do towarzyszących dziewczynce dwóch dam, które wzięły ze sobą pióro i kałamarz, by spisać świadectwo o objawieniu. Nie były to jednak jedyne słowa, tego dnia dziewczynka usłyszała również niezwykle ważną dla siebie wiadomość: „Nie obiecuję Ci szczęścia na tym świecie, lecz w innym”. Tego dnia Maryja nauczyła też Bernadetę modlitwy, której treści nigdy nie było nikomu dane poznać, a którą to modlitwę Bernadeta powtarzała każdego dnia swojego życia, aż do śmierci. W dniach 19 i 20 lutego tej prostej dziewczynie w modlitwie różańcowej towarzyszy już więcej osób, a co najważniejsze jest z nią rodzina, matka, ciotka i kilka innych osób z wioski. W tych dniach Bernadeta zabrała ze sobą do groty świecę, której płomień rozświetlał wizje. Od tego czasu wędrowanie do groty ze świecą stało się nieodłącznym elementem pielgrzymki. W trakcie odmawiania modlitw razem z Maryją dziewczyna wpadała w stan ekstazy, kiedy to nie było z nią najmniejszego kontaktu, pogrążona była w nadzwyczajnym uniesieniu. Kolejne dni przynosiły coraz to większą liczbę pielgrzymów zmierzających do groty w celu upewnienia się, czy objawienia są prawdą. Część z tych osób udawała się po to, by wymodlić dla siebie łaski od Matki Boskiej. Dnia 21 lutego w niedzielę Wielkiego Postu przy objawieniu obecnych było około 100 osób. Następnego dnia dziewczynka nie spotkała się z Maryją, gdyż zatrzymał ją miejscowy komisarz celem przesłuchania na okoliczność tych niejasnych dla władz wydarzeń. Kiedy więc udała się ona do groty późnym popołudniem niczego już nie zaobserwowała. 23 lutego Bernadeta poznaje treść trzech tajemniczych sekretów, o których nie wolno jej nikomu mówić, są to wiadomości przeznaczone dla niej samej i dla nikogo innego. Przed grotą zebrało się tego dnia już 150 osób, w tym przedstawiciele miejscowej inteligencji, środowisk lekarskich i liczni sceptycy, którzy uważają całą historię za oszustwo nastolatki. Dnia 24 lutego objawienia nabierają innego charakteru, kiedy Maryja prosi Bernadetę, by ta na kolanach weszła do groty i ucałowała ziemię w ramach pokuty za grzeszników. Powiedziała wtedy: „Pokuta. Módlcie się do Boga o nawrócenie grzeszników.” 25 luty obfituje w nowe, ciekawe wydarzenia, które mają ogromne znaczenie dla przyszłości objawień. Najświętsza Panienka wskazuje dziewczynce miejsce, w którym ma ona wykopać dołek do źródełka z wodą, mówiąc do niej: „Idź do źródła, napij się i obmyj.” Woda ta stała się dziś źródłem nadziei i pocieszenia dla chorych, cierpiących i grzeszników, jest symbolem zwycięstwa Boga i Jego Łaski dla ludzkości. Wiele jest dowodów na cudowne uzdrowienia dzięki tajemniczemu źródełku, którego woda w zasadzie ma skład chemiczny zupełnie naturalny, nie różniący się niczym od zwykłej wody. Jak słusznie więc się wskazuje – to nie woda uzdrawia w tym miejscu ludzi, a ich wiara w tym miejscu jest jakby silniejsza i wiara ich leczy. Kolejne dni to modlitwy w ekstazie, za nawrócenie grzeszników. Jednak 1 marca ma miejsce następne ważne wydarzenie, pierwsze cudowne uzdrowienie uznane przez Komisję Biskupią i opisywane jako tzw. „Przypadek Latapie”. Podczas objawienia w grocie prosta kobieta z wioski o nazwie Lubajac – niejaka Latapie – obmyła swe dłonie w świętym źródełku. Od czasu wypadku nie mogła poruszać dłonią, a dwa palce miała skrzywione. Po obmyciu dłoni wodą ze źródła sprawność w ręce całkowicie wróciła i odzyskały one normalną elastyczność. Od tej pory rzesze chorych zmierzały każdego dnia do groty w Massabielle, by obmyć swe ciało w błogosławionej wodzie. Dziś w to miejsce zmierzają tysiące pielgrzymów, by zaznać ukojenia, uzdrowienia dla duszy i ciała. W samym środku groty ustawiono ołtarz, zaś w głębi po lewej stronie widać wytryskujące ze skały źródełko. Z jednej strony groty zainstalowany został specjalny wodociąg, który doprowadza wodę ze źródła do kranów. Z tych kranów pielgrzymi pobierają wodę do różnych rozmiarów butelek i tę wodę piją, a większość z nich zawozi ją swoim bliskim lub przyjaciołom. Jeszcze inni czekają w kolejkach, by móc obmyć swe ciała w łaźniach, które również znajdują się w pobliżu źródła. Jak widać siła wiary w boską moc jest w tym miejscu ogromna – i trzeba pamiętać, że to właśnie ta siła wiary daje ludziom zdrowie, szczęście i radość życia. Podczas trzynastego objawienia Matka Boska wypowie słowa: „Powiedz kapłanom, by wybudowali tu kaplicę i by przychodzili w procesji.” To przesłanie zaniosła Bernadeta proboszczowi miejscowej parafii, który w tej sytuacji znalazł się w niełatwym położeniu, gdyż biskupstwo nie życzyło sobie nagłaśniania sprawy, zabroniło procesji, które każdego dnia coraz liczniejsze zmierzały pod grotę. Jednak wysłuchał on dziewczyny i nakazał jej, by przy kolejnym spotkaniu z Panią zapytała Ją o tożsamość. Bernadeta posłuchała proboszcza, jednak Panienka spoglądała tylko na nią z uśmiechem i nie odpowiedziała na zadane pytanie. Proboszcz był niepocieszony. Oświadczył, iż w miejscu objawień powstanie ogromna kaplica pod warunkiem, że postać wyjawi swe imię i spowoduje, że zakwitnie krzak dzikiej róży, rosnący koło groty. Kolejne dni nie przynoszą żadnych nowych wiadomości, zupełnie jakby na przekór żądaniom proboszcza. Niektórzy uznają, że koniec objawień jest potwierdzeniem oszustwa. Jednak Bernadeta nie przestała przychodzić pod grotę i szesnaste objawienie ma miejsce w Wielki Czwartek 25 marca. A jego przesłanie brzmi: „Jestem Niepokalane Poczęcie.” W tych oto słowach Maryja wyjawia swoją tożsamość, dając ludziom dowód na boski charakter nadprzyrodzonych zjawisk. Co ciekawe dziewczynka usłyszawszy te słowa, wypowiedziane w lokalnym dialekcie, nie zrozumiała co one oznaczają. Wówczas używało się potocznie określenia „bez grzechu poczęta”, a „niepokalane poczęcie” jako określenie było dziewczynce zupełnie obce. Dla proboszcza był to kolejny dowód na autentyczność objawień. Objawienie siedemnaste – przedostatnie miało miejsce 7 kwietnia. Wtedy też miał miejsce tzw. „cud świecy”. Bernadeta weszła do groty na kolanach i trzymając w ręku świecę modliła się około godziny w stanie ekstazy. Podczas modlitwy jej dłoń jakby kierowana inną siłą znalazła się nad samym płomieniem świecy i tak pozostawała przez jakieś 15 minut. Po wyjściu ze stanu ekstazy na dłoni dziewczyny nie było najmniejszego śladu poparzenia. Świadkiem tego zdarzenia był pewien sceptycznie nastawiony do sprawy lekarz, który obserwując to zjawisko nie mógł uwierzyć własnym oczom. Wówczas stwierdził, że zjawisko musiało mieć charakter nadprzyrodzony. Pora na ostatnie – osiemnaste objawienie. Był 16 lipca 1858, dzień w którym obchodzone jest święto Matki Boskiej z Góry Karmel. Tego dnia wejście do groty zostało zabarykadowane przez władze, nikt z rządzących nie życzył sobie dalszego zamieszania związanego z objawieniami. Bernadeta jednak czując ogromną potrzebę pójścia do groty, udała się tam i przyklęknęła w tłumie przed barykadami, gdzie zaczęła jak zawsze odmawiać różaniec. O tym spotkaniu mówi tymi słowami: „Nie widziałam ani bariery, ani rzeki. Wydawało mi się, że jestem w grocie, nie dalej niż poprzednio. Widziałam tylko Świętą Dziewicę”. Tego dnia Bernadeta usłyszała od Maryi, by prosić Boga o nawrócenie grzeszników. Zatem prośby Maryi skupiają się wokół słów: pokuta, modlitwa o nawrócenie, miłosierdzie, kaplica, wiara i zawsze podkreślane – odmawianie różańca – jedynego, najpewniejszego wedle jej słów ratunku dla ludzkości.
Bernadeta Soubirous podobnie jak większość posłańców Najświętszej Panienki była osobą prostą i niewykształconą. Dziewczynka nie uczęszczała nawet do szkoły, znała jedynie podstawy wiary, nie umiała czytać, ani pisać. Te okoliczności jako jedne z licznych przemawiają za wiarygodnością objawień z Lourdes. Dziewczyna bowiem nie posiadała wiedzy, na podstawie której mogłaby wymyślić całą tę historię. W roku 1862, czyli cztery lata później ogłoszono dekret o prawdziwości objawień i rozpoczęto budowę kaplicy, o którą prosiła Matka Boska. W tym samym roku Bernadeta zapadła na obustronne zapalenie płuc. Wyzdrowiała, ale postanowiła wstąpić do zakonu. Chciała się po prostu ukryć, by ujść z oczu ciekawskich. Dzięki pośrednictwu biskupa Forcade z Nevers, wstąpiła tamże do sióstr „od miłości i nauczania chrześcijańskiego”. Pożegnała się więc z rodziną i z ukochaną Grotą Massabielską. Dopiero 22 września 1878 roku złożyła śluby wieczyste. Zmarła 16 kwietnia 1879 r., mając 35 lat. Kościół nie wyniósł Bernadety na ołtarze ze względu na głośne objawienia Maryi, ale ze względu na jej osobistą świętość. Wiele cierpiała z powodu astmy. Doświadczały ją bardzo siostry, gdyż znacznie różniła się od nich wykształceniem i prostymi obyczajami. Sławna w świecie – w klasztorze chciała być ostatnia i zwykła powtarzać: „O Jezu, daj mi swój krzyż… Skoro nie mogę przelać swojej krwi za grzeszników, chciałabym cierpieć dla ich zbawienia”. Jej ostatnie cztery lata życia naznaczone są wielkim cierpieniem. Na najwyższą pochwałę zasługuje to, że podczas gdy Lourdes i jej imię było na ustach całego świata, kiedy tysięczne tłumy codziennie nawiedzały to święte miejsce, sama Bernadeta żyła w ukryciu, nie dawała żadnych wywiadów, uważając po prostu, że jej misja się skończyła, a rozpoczęła swoją misję Matka Boża. Ciało Bernadety mimo upływu czasu pozostało nienaruszone. W 1925 roku papież Pius XI ogłosił Marię Bernadetę błogosławioną, a w roku 1933 zaliczył ją uroczyście w poczet świętych.
Bernadeta to imię pochodzenia staro-niemieckiego: Bern – niedźwiedź i hart – silny.
Maryja podczas objawień w Lourdes pokazała nam swoje miłosierdzie, swoją wielką, dobrotliwą Matczyną Miłość. Jej uśmiech kierowany do Bernadety był uśmiechem dla całej ludzkości, jej spojrzenie było przepełnione Matczyną troską. Ona pokazuje nam jak bardzo nas kocha, jak się o nas troszczy, jak wiele jest w stanie dla nas poświęcić. Nie wymaga w zamian wielkich wyrzeczeń, a jedynie stałej modlitwy, która dać ma nam siłę w walce z tym co złe. Pamiętajmy, że nic nie dzieje się bez przyczyny, a to co się dzieje ma zapewne jakiś cel. Jaki cel zatem mogą mieć objawienia Matki Boskiej? Zastanówcie się sami. Po co daje nam ona deskę ratunkową, która utrzyma nas na powierzchni? Po co wskazuje tę jedną prostą drogę, drogę przez modlitwę? Maryja wie, że nasza wiara została osłabiona przez tysiące lat, dlatego, jak Jezus niewiernemu Tomaszowi, tak Ona nam daje dowody na boskość życia i istnienia. WIARA CZYNI CUDA – nie zapominajmy o tym. Jeśli jeszcze to do kogoś nie dociera, to zamieszczę w tym miejscu fragment Ewangelii Św. Mateusza: „I oto niewiasta, która od dwunastu lat cierpiała wskutek upływu krwi, podeszła z tyłu i dotknęła frędzla Jego szaty wierzchniej, gdyż sobie mówiła: Jeśli tylko dotknę Jego szaty wierzchniej, wyzdrowieję. Jezus odwrócił się i zauważywszy ją rzekł: Odwagi córko, twoja wiara cię uzdrowiła. I od tejże godziny niewiasta owa była uzdrowiona.” (Mt. 9, 20 – 22) Ta historia daje nam najbardziej oczywiste i klarowne wyjaśnienie tego, co próbował nam podczas swojego nauczania przekazać Jezus Chrystus. Im silniejsza Nasza wiara w Boga, tym większe „cuda” zdziałać potrafi. Stąd bierze się też siła modlitwy. Kto modli się wierząc w moc samego Boga, nie pozwalając sobie na wątpliwości, ten uzyska Jego pomoc w każdej godzinie swego życia. Matko Najświętsza i Święta Bernadeto, proszę Was pokornie, uproście u Boga dla mnie i czytelników tego listu łaskę zdrowia duszy i ciała oraz pomóżcie nam znaleźć w tych objawieniach przesłanie dla siebie.
Ela
Zostaw Komentarz