List do Jezusa – Św. Aleksander (10)

with Brak komentarzy

Panie Jezu, Stróża, 4.05.2017

Szybko minął „majowy weekend” i znowu tempo życia nabiera rozpędu. Pojechałam na kilka dni do mojej mamy. Dziewczynki spędziły te dni ze swoimi trzema kuzynkami, które również przyjechały do babci. Pogoda nas nie rozpieszczała, ale jeden dzień był bardzo słoneczny, dzień na który od dawna czekałyśmy, bo chciałyśmy zrobić w plenerze zdjęcia do konkursu bibliotecznego – „Czytam z …”. Wyszły bardzo ładne i dziewczynki nie mogły się zdecydować, które wybrać.  Pani bibliotekarce również się spodobały i  zasugerowała, żeby dały po dwa, podobnie jak inne dzieci. Dzisiaj postanowiłam opisać patrona mojego starszego o rok brata Aleksandra. W związku z małą różnicą wieku zawsze byliśmy ze sobą bardzo mocno zżyci. W dzieciństwie razem bawiliśmy się na piaskownicy, bo trzy starsze siostry miały już inne zainteresowania. Pamiętam dużą wywrotkę, którą rodzice kupili bratu i którą chętnie bawiliśmy się razem. W domu nie mieliśmy dużo zabawek, nie pamiętam, abym miała jakąś  lalkę lub misia kupioną tylko dla mnie. Mieliśmy za to bardzo dużo pomysłów w  wymyślaniu zabaw, czy tworzeniu własnych zabawek. Ja z siostrami wycinałam na przykład laleczki papierowe i dla nich wspólnie „szyłyśmy” ubranka, robiłyśmy mebelki. Brat rysował mapy i zaznaczał na nich przeróżne obiekty geograficzne. Prawie wszystko z bratem robiliśmy razem. Chodziliśmy do tego samego liceum w Nowym Targu, razem trenowaliśmy lekkoatletykę w klubie sportowym „Gorce”. Pobijaliśmy rekordy szkoły w różnych konkurencjach lekkoatletycznych – podobno niektóre z nich do tej pory, po 26 latach nadal należą do nas. Brat  już w liceum przebiegł maraton. Miał trochę przerwy w bieganiu, ale znów biega – w zeszłą niedzielę wystartował w maratonie krakowskim i ukończył go z niezłym wynikiem. Jeszcze w liceum, gdy brat osiągnął wiek poborowy, musiał wypełnić ankietę psychologiczną. Wybierano w tym celu losowo kilku chłopaków z rocznika, ale brat żartował, że na pewno go wybrali dlatego, ponieważ napisał, że ma pięć sióstr.  Po liceum razem studiowaliśmy na jednym roku geografię. Ja co prawda miałam zamiar studiować na Akademii Wychowania Fizycznego, ale okazało się, że moja wada wzroku dyskwalifikuje mnie,  jeżeli chodzi o wybór tych studiów.  Tak więc razem studiowaliśmy i mieszkaliśmy w Krakowie. Często nas pytano, czy jesteśmy małżeństwem, czy rodzeństwem ze względu na takie samo nazwisko. Rysowanie map w dzieciństwie okazało się bardzo pomocne, bo brat pomagał komu tylko mógł w zaliczeniu z kartografii, gdzie różnego rodzaju mapki musieliśmy rysować wręcz z aptekarską dokładnością. Na jakiś czas nasze drogi rozeszły się, bo brat wyjechał na kilka lat do Stanów Zjednoczonych. Obecnie mieszkamy bardzo blisko siebie, zaledwie kilka kilometrów dzieli nasze domy. Alek, bo tak do niego się zwracamy, ma dwóch synów w tym samym wieku, co moje dwie młodsze córki. Razem z mamą chłopaków, czyli moją szwagierką tworzą wspaniałą rodzinę. Obydwoje bardzo dbają o  wszechstronny rozwój swoich synów, poświęcają bardzo dużo czasu na rozwijanie ich licznych zainteresowań – matematycznych, aktorskich, muzycznych czy sportowych. Dzisiaj opiszę trzech świętych noszących właśnie imię Aleksander.

Święty Aleksander I  jest świętym czczonym zarówno w Kościele katolickim, jak i prawosławnym. Urodził się w Rzymie, był pierwszym papieżem wybranym, a nie wskazanym przez testament. Władał diecezją rzymską prawdopodobnie w latach ok. 107 – 116 za panowania cesarza Trajana. Ówczesny Rzym uznawany był za najwspanialszą metropolię antycznego świata, choć imperium uwikłane było w liczne konflikty militarne w różnych prowincjach. Z reliefu słynnej, wysokiej na 30 metrów kolumny Trajana, wiemy, iż władca ów toczył na terenach dzisiejszej Rumunii wojny z Dakami. Na wschodzie udało się mu utworzyć nową rzymską prowincję – Arabię. W Judei zaś trwało powstanie żydowskie, które przeszło do historii jako tak zwana wojna Kwietusa. Informacje biograficzne, jakie można o Aleksandrze znaleźć są nieliczne i szczątkowe. Uznaje się go dziś często za tego, który miał do kanonu Mszy Świętej wprowadzić tekst rozpoczynający się od słów: „On to w dzień przed męką za zbawienie nasze i całego świata, to jest dzisiaj, wziął chleb w swoje święte i czcigodne ręce (…)” Dla nas, współczesnych, tekst ten świadczy o ponadczasowym charakterze Misterium Paschalnego – wtedy to bowiem, w liturgii pojawia się ów fragment. I to „dzisiaj” brzmi w Wieczerzy Wielkiego Czwartku bardzo mocno i wymownie. To jedyny taki dzień w roku, kiedy podkreślamy, że wszystko, co robimy dzieje się teraz. Z innych rzeczy przypisywanych papieżowi Aleksandrowi I wymienić warto fakt, iż to właśnie on jako pierwszy miał ponoć wprowadzić obowiązek ściągania nakryć głów przez mężczyzn, gdy wchodzą do świątyni, czy też rozpropagować zwyczaj błogosławienia domów pierwszych chrześcijan wodą święconą. A oto historia męczeństwa świętego papieża zachowana w żywotach. Otóż za panowania Hadriana, biskup Rzymu Aleksander nawrócił na chrześcijaństwo kilka znaczniejszych person w Wiecznym Mieście, w tym prefekta Hermesa. Nie spodobało się to cesarzowi, więc posłał namiestnika Seleucji Aureliana, aby zrobił porządek z zuchwałym papieżem, który ośmiela się odwodzić osoby publiczne od tradycyjnego rzymskiego kultu. Tenże nakazał trybunowi wojskowemu – Kwirynowi, odpowiedzialnemu za więzienia w Rzymie, uwięzić Aleksandra i Hermesa. Zostali osadzeni w osobnych celach w różnych częściach więzienia. Kwiryn zaciekawiony wiarą, dla której Hermes jest gotów zrzec się urzędu, a do tego narazić na męki i śmierć, zaczął wypytywać go o naukę ukrzyżowanego Chrystusa. On jednak odpowiedział mu, żeby udał się do Aleksandra, który jest kapłanem Chrystusowym i do niego należy wykład tajemnic wiary. Wówczas trybun zażądał od Hermesa rzeczy, która zdawała mu się niemożliwa, mianowicie powiedział, że jeżeli znajdzie obu mężów razem w celi jednego z nich, to gotów jest przyjąć wiarę chrześcijan. Święty papież, gdy o tym usłyszał, zanosił gorące modły do Boga, aby raczył w ten sposób pozyskać duszę poganina. Po jakimś czasie pojawiło się u niego małe dziecię z pochodnią – był to anioł, który przyszedł, aby uwolnić sługę Bożego z więzów i zaprowadzić do celi Hermesa. Zdumiał się bardzo Kwiryn, gdy ich zobaczył razem, ale zażądał jeszcze jednego dowodu. Powiedział, że ma chorą córkę, noszącą śmiertelny wrzód na szyi i że jeżeli ją uleczą, to na pewno przyjmie wiarę Chrystusową. Zamknął obu mężów w jednej celi i odszedł. Aleksander po raz drugi przedostał się w cudowny sposób do swej celi, pomimo czuwających straży. Gdy go tam ujrzał trybun powracający ze swą córką Balbiną, padł mu do stóp i błagał o litość, aby nie spadł na niego gniew Boga najwyższego. Tym razem Aleksander postawił warunek i zażądał od Kwiryna, aby przyprowadził wszystkich uwięzionych chrześcijan. Gdy trybun to uczynił, Święty polecił, aby zdjąć obręcz żelazną krępującą jego szyję, a nałożyć ją na szyję dziewczynki. To uczyniono, a gdy Balbina została sama, ukazał jej się anioł pod postacią owego dziecięcia z pochodnią i polecił, aby zachowała dziewictwo, by pozyskać na wieki Oblubieńca, który przelał za nią najświętszą Krew swoją. Wówczas córka nawróconego poganina została uleczona. Wkrótce miała zasłynąć męczeńską śmiercią jako Święta Balbina Rzymska. Kwiryn – który później również przelał krew dla Chrystusa i doczekał się kanonizacji – chciał wypuścić papieża i kapłanów, których przyprowadził. Aleksander zażądał jednak, aby wypuścił wszystkich więźniów. Przełożony więzienia zgromadził ich w jednym miejscu, ale powiedział do Świętego: „Wy, chrześcijanie, jesteście niewinni, a to są złoczyńcy ponoszący karę za swe nieprawe uczynki”. Wówczas święty papież wygłosił piękną mowę, w której streścił historię życia Zbawiciela i przekonał więźniów, iż Chrystus cierpiał i umarł właśnie za takich jak oni grzeszników. Nawrócili się wszyscy, a gdy Kwiryn chciał wypuścić ich na wolność, dobrowolnie postanowili zostać, twierdząc, iż jeżeli Chrystus za nich cierpiał takie męki niewinnie, to oni osadzeni za swe występki chcą cierpieć dla Chrystusa. Dowiedział się o wszystkim namiestnik Aurelian i ukarał śmiercią trybuna Kwiryna i innych więźniów, a na końcu wezwał świętego Aleksandra. Najwyższy Pasterz odważnie potwierdził, iż przekonał urzędnika rzymskiego i wszystkich więźniów do wiary  w Jezusa Chrystusa. Gdy go o tą wiarę wypytywał Aurelian, a Święty widział, iż z zuchwałości pyta, a nie znalazł w jego sercu pokory do wysłuchania Bożych tajemnic, odparł, iż mu nie na to Chrystus Pan je powierzył, aby psom rzucał. Oburzył się rzymski urzędnik, że go duchowny do psa porównał, a on odrzekł, że lepiej by mu było być psem, bo psa, gdy umrze, nie czeka ogień wieczny, a człowiek za swe zbrodnie będzie cierpiał nieustające męki w piekle, jeśli nie nawróci się przed śmiercią. Wówczas okrutny namiestnik nakazał umęczyć odważnego papieża – ścięto go mieczem, po czym pochowano przy leżącej na północ od Rzymu Via Nomentana. Pokutę za tę zbrodnię podjęła żona Aureliana – Seweryna, która była chrześcijanką i uprosiła u następnego papieża Sykstusa, aby w miejscu, gdzie został pochowany Święty Aleksander odprawiała się codziennie Msza Święta. Istnieją przekazy, zgodnie z którymi około roku 834 jego szczątki miały zostać przeniesione do niemieckiej Fryzyngi – miejscowości uchodzącej za kolebkę bawarskiego chrześcijaństwa, z którą znowu silnie związany jest  papież Benedykt XVI. To właśnie we Fryzyndze Joseph Ratzinger przyjął święcenia kapłańskie, następnie zaś był w tym mieście wykładowcą akademickim, jak również pełnił tam godność biskupa. Także w herbie papieskim Benedykta XVI odnaleźć możemy elementy pochodzące z godła tej miejscowości – świadczącą o uniwersalizmie Kościoła ukoronowaną głowę Etiopczyka, zapożyczoną z godła biskupów Monachium i Fryzyngi oraz niedźwiedzia z bagażami na grzbiecie, występującego w herbie miasta. Niedźwiedź ów, zgodnie z bawarskimi podaniami ludowymi, miał w Alpach rozszarpać muła świętego Korbiniana – pierwszego biskupa Fryzyngi – który zmierzał wówczas do Rzymu. Święty nakazał więc niedźwiedziowi wziąć na grzbiet bagaże, które wcześniej niósł muł i w taki oto osobliwy sposób, wyruszył wspólnie z drapieżnikiem w dalszą drogę do Wiecznego Miasta. Świętego Aleksandra I – papieża – Kościół wspomina 3 maja.

Święty Aleksander z Aleksandrii urodził się w 250 r. Był biskupem Aleksandrii egipskiej. Największą zasługą Aleksandra było to, że jako pierwszy rozpoznał błędy Ariusza i z całą stanowczością je zwalczał. Gdyby biskupi Kościoła na Wschodzie poszli jego śladem, herezja Ariusza nie wyrządziłaby Kościołowi Chrystusowemu tyle krzywdy, zaoszczędziłaby mu wielu ran. Ariusz pochodził z Cyrenajki (Afryka), ale kształcił się w Aleksandrii. Tam też został wyświęcony na kapłana. Kiedy Ariusz zaczął publicznie głosić swoją błędną naukę, że Pan Jezus nie jest Synem Bożym naturalnym, ale tylko z adopcji, Aleksander zwołał synod, na którym nauka Ariusza została potępiona. Naukę tę potępił również pierwszy sobór powszechny, zebrany w Nicei w roku 325. Cesarz skazał Ariusza na wygnanie, a jego pisma jako heretyckie nakazał spalić.  Aleksander wyróżnił się nie tylko jako żarliwy obrońca czystości wiary, ale również jako doskonały administrator i duszpasterz. Wystawił w Aleksandrii największy kościół ku czci św. Teonasa. Do mnichów, żyjących w wielkich koloniach w Egipcie, posyłał kapłanów. Zwołał synod biskupów Egiptu i Libii . Zostawił także 70 listów do różnych hierarchów, które stanowią cenne źródło dokumentalne dla poznania ówczesnych dziejów. Wśród nich jest list do cesarza Konstantyna I Wielkiego z prośbą o inicjatywę zwołania soboru powszechnego, co się też stało w 325 roku. Na tym soborze w Nicei w imieniu Aleksandra przemawiał diakon Kościoła aleksandryjskiego, Św. Atanazy, wykazując błędy Ariusza, które zostały potępione. Atanazy właśnie po Aleksandrze objął stolicę biskupią w tym mieście. Aleksander pożegnał ziemię dla nieba 18 kwietnia 326 roku. W ikonografii przedstawiany jest z rylcem w dłoni. Wspominany jest 26 lutego.

Święty Aleksander – biskup, męczennik z Komany. Żył około 300 roku. W żywotach świętych znaleźć można głównie historię jego wyboru na biskupa. Gdy w Komanie, w Azji Mniejszej, miano przystąpić do wyboru nowego biskupa, udano się z prośbą do Świętego Grzegorza cudotwórcy, biskupa w Nowej Cezarei, aby im odpowiedniego męża pomógł wybrać. Przyjechał Grzegorz i objął przewodnictwo w zgromadzeniu, które zadecydować miało o wyborze biskupa. Jedni chcieli tego, drudzy owego; jeden był bogatym, drugi pochodził z rodziny wielkopańskiej, trzeci miał rodziców
i krewnych na wysokich dostojeństwach. Gdy  Św. Grzegorz zauważył, że każdy z kandydatów pieniędzmi, podarunkami i obietnicami jednał sobie zwolenników, którzy na zgromadzeniu za nim głosowali, Św. Grzegorz pouczał ich, że na godność biskupią nie wypada wybierać ludzi bogatych albo wysoko urodzonych, ale ludzi zdolnych i pobożnych, choćby byli z niższego stanu. Rozgoryczeni naganiacze bogaczy krzyknęli: — „skoro nie chcesz naszych kandydatów, to wyświęć nam na biskupa węglarza Aleksandra”. Parsknęło całe zgromadzenie śmiechem. Naganiacze byli pewni, że szyderstwem osłabili wrażenie słów cudotwórcy z Cezarei. Nie dał się on jednak zbić z tropu i kazał przyprowadzić sobie owego węglarza z lasów, gdyż uważał tę szyderczą uwagę za natchnienie z Nieba. Na życzenie stawiono Aleksandra przed biskupem. Był on odziany w łachmany, twarz i ręce miał pomazane. Na widok ten wszyscy znowu śmiać się zaczęli. Św. Grzegorz zaś, który zaraz poznał, że w człowieku tym jest coś osobliwego, wziął go na stronę i  wypytywał go o dotychczasowe życie, zaklinając, by szczerą prawdę powiedział. Wtedy Aleksander wyznał, że pochodzi ze znamienitego rodu, że cały swój wielki majątek rozdał ubogim, a sam z miłości dla Chrystusa zajął się pracą, która daje mu wyżywienie. „Jestem jeszcze młody –  mówił Aleksander — a jak mi mówią, podobno jestem bardzo przystojny w pięknym ubraniu. Ale właśnie moja młodość i moja uroda zdawały mi się być dla mej duszy niebezpiecznymi i dlatego wyrzekłem się świata. Schroniwszy się w lasy, żyję jako węglarz.“ Słysząc to, Św. Grzegorz ani chwili nie wątpił, że ten, a nie kto inny przeznaczony jest od Boga na biskupa, zwłaszcza, że w rzekomym węglarzu podczas rozmowy odkrył wielkie zdolności umysłu. Kazał go więc oczyścić, ubrać przystojnie i wprowadzić na zgromadzenie. Wszyscy zebrani spojrzeli na siebie, nie mogąc sobie tej przemiany wytłumaczyć, ale się jeszcze więcej zdziwili, kiedy biskup opowiedział im historię Aleksandra. Uznając w tym wszyscy wyrok Boży, padli na kolana, dziękując za wskazówkę, widzieli bowiem, że będą mieli biskupa danego od Boga. Jednogłośnie więc obrano Aleksandra biskupem Komańskim. Wahał się Aleksander przyjąć tak ważny obowiązek, ale uznawszy w tym palec Boży, poddał się woli Ojca. Potem Św. Grzegorz wyświęcił Aleksandra na biskupa. Nowo wyświęcony biskup miał przemówić do zgromadzenia. I znowu wszyscy się zdziwili, bo Aleksander okazał dużą znajomość teologii i był świetnym mówcą.  Słowa jego płynęły z takim namaszczeniem, jakby nie od dzisiaj dopiero, ale od dawna już zasiadał na stolicy biskupiej. Później nikt wyboru nie żałował, bo Aleksander umiał godnie swój święty urząd piastować. Kiedy za cesarza Decjusza wybuchło prześladowanie  chrześcijan, uwięziono Aleksandra, męczono i wreszcie spalono na stosie. Wspominany jest podobnie jak Św. Aleksander z Aleksandrii 26 lutego.

Imię Aleksander pochodzi od greckiego słowa aleksandros, składającego się z dwóch członów: alekso (bronię się, odpieram atak) i andros (mężczyzna, mąż). Imię to oznacza: obrońca ludzi, troszczący się o mężów lub odpierający wrogów.

Przy opisie wyboru Świętego Aleksandra na biskupa Komany w „Żywotach Świętych Pańskich na wszystkie dni roku” możemy od razu przeczytać naukę moralną płynącą z tej historii. Autorzy, a wśród nich między innymi ksiądz Piotr Skarga piszą, że świat, czyli ludzie sądzą innych zwykle z pozorów, patrzą na pochodzenie, znaczenie, skarby i inne zewnętrzne zalety. Bóg natomiast na to nie zważa, ocenia tylko serce człowieka. Gdyby pochodzenie i bogactwo miało mieć takie znaczenie przed Bogiem jak przed światem, to Chrystus nie obrałby niskiego stanu, aby nas pouczyć, że na szali sprawiedliwości Bożej takie rzeczy nic nie ważą. Czyż apostołowie także nie pochodzili z biednego stanu rybackiego? Poganie gardzili ubogimi, jako przeklętymi przez ich bożków. Nie rozmawiali z nimi, nie dawali im jałmużny, a obok nędzarza umierającego z głodu na ulicy każdy przechodził obojętnie. Inna była i jest nauka Chrystusa – w ubogich mamy Jego samego widzieć, gdyż powiedział: Zaprawdę, powiadam wam: Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci Moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mat.25, 40). Chrześcijanie pojęli naukę Chrystusa. W pierwszych wiekach gorącej wiary wielu bogatych porozdawało cały swój majątek między ubogich, tak jak to uczynił ów święty biskup Aleksander. Pierwsi chrześcijanie mawiali do pogan: „Wy nam wymawiacie, żeśmy ubodzy; ubóstwo zasługuje na chwałę. Zresztą podróżny bezpieczniejszy jest w drodze bez trzosa, aniżeli z nim. Gdybyśmy chcieli bogactw, dałby nam je Pan; ale my prosimy tylko o pomoc do cnotliwego życia. Bogacze są niewolnikami swych skarbów, myśmy wolni, ponieważ przy naszym ubóstwie żyjemy cnotliwie”. Nie zazdrośćmy więc nikomu pochodzenia, bogactw, stanu itd., ale i nie gardźmy tymi, którzy stoją od nas niżej. Pozory łudzą; częstokroć pod łachmanami bije najszlachetniejsze serce, podczas kiedy pod złocistymi szatami ukrywa się nieraz występek i zbrodnia. Starajmy się być ostrożnymi w sądzeniu bliźnich naszych, nie dajmy się omamić zewnętrznymi pozorami, lecz patrzmy na wewnętrzną wartość. Popieranie osób i stosunków z powodów, które by nie znalazły przed Bogiem usprawiedliwienia, a z drugiej strony niesprawiedliwe poniżanie innych bliźnich, sprzeciwia się nauce i przykazaniom Jezusa Chrystusa. Dlatego też apostoł Jakub tak pięknie nas napomina: Bracia moi, niech wiara wasza w Pana naszego Jezusa Chrystusa uwielbionego nie ma względu na osoby. (…) Jeżeli zaś kierujecie się względem na osobę, popełniacie grzech, i Prawo potępi was jako przestępców” (Jak.2, 1,…9).  Możemy też w tych żywotach przeczytać modlitwę do Świętego Aleksandra, do której się dołączam, prosząc go o wstawiennictwo w Niebie nie tylko za jego imienników, ale także za wszystkich czytających ten list: „Święty Aleksandrze, biskupie i męczenniku, wstaw się u Boga za nami i uproś nam tę łaskę, abyśmy zachowali wstrzemięźliwość w jedzeniu
i piciu, skromność w ubraniu i mieszkaniu, a nie przywiązując swego serca do ziemskich dostatków, abyśmy starali się o dobra niebieskie. Amen”

                                                                                                                              Ela

Zostaw Komentarz