Panie Jezu, Stróża, 1. 11. 2017r.
Dzisiaj obchodzą swoje święto Wszyscy Święci. Zmobilizowało mnie to do napisania tego listu, bo zbierałam się do pisania jak przysłowiowa sójka wybierała się za morze. Dzisiaj w kościele śpiewaliśmy litanię do Wszystkich Świętych i tak miło mi się robiło, gdy organista wymieniał Świętego, którego opisywałam już w moich listach. Zwróciłam uwagę, że byli też wymienieni na początku wszyscy święci Aniołowie. Polecajmy się ich opiece i wstawiennictwu u Boga. Pamiętajmy o Świętych, a w szczególności o swoich patronach nie tylko w dniu ich święta. Myślę, że najlepszym prezentem, jaki możemy im ofiarować, to próba ich naśladowania w dążeniu do świętości. W tym dniu pamiętamy szczególnie o naszych bliskich zmarłych. Gdy jestem na cmentarzu, szczególnie na tym, gdzie spoczywa mój śp. tata, to zawsze przypominają mi się słowa ks. Jana Twardowskiego: „Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą…” . Dostałam w ostatnim czasie piękną książeczkę pt.: „Matko Afryki” od siostry Dolores, która przez 20 lat pracowała w Afryce jako misjonarka. We wstępie tej książeczki zamieściła piękny wiersz największej misjonarki świata Św. Matki Teresy z Kalkuty:
„Mimo wszystko”
Ludzie są często głupi, nielogiczni i dbają tylko o własny interes;
Przebaczaj im, mimo wszystko.
Jeśli jesteś życzliwy, ludzie oskarżą cię o egoizm i niskie pobudki;
Pozostań życzliwy, mimo wszystko.
Jeśli osiągniesz w życiu sukces, znajdziesz wielu fałszywych przyjaciół i wielu prawdziwych wrogów;
Staraj się osiągnąć sukces, mimo wszystko.
Jeśli jesteś szczery i otwarty, ludzie mogą to wykorzystać;
Bądź szczery i otwarty, mimo wszystko.
W jedną noc ktoś może zniszczyć to, co budowałeś przez lata;
Buduj, mimo wszystko.
Jeśli odnajdziesz pokój i szczęście, wielu będzie ci zazdrościć;
Bądź szczęśliwy, mimo wszystko.
O dobru, które czynisz dzisiaj, ludzie zapomną pewnie już jutro;
Czyń dobro, mimo wszystko.
Dawaj z siebie ile możesz, a często powiedzą ci, że to za mało;
Mimo to dawaj z siebie wszystko.
Widzisz, w ostatecznym rachunku,
liczy się tylko to, co działo się między tobą a Bogiem.
Między tobą a „nimi”, i tak nic nigdy nie było.
Całą książeczkę przeczytałam bardzo szybko, szczególnie wzruszały mnie opowieści o poświęceniu afrykańskich matek. Pozwolę sobie zacytować fragment: „ Stała gdzieś z boku niezauważona. Widać było, że bardzo się denerwowała, bo syn zdawał egzaminy. Prosiła Boga modląc się w ciszy, w międzyczasie sprzedawała swoje owoce. Widząc przejeżdżający samochód biegła z pomarańczami, ale już wracając, szeptała znowu do Boga, by syn zdał. Nasz targ z owocami jest czynny 24 godziny. Teraz noce są zimniejsze, ale kobiety zawinięte w kocach siedzą, czekając na przejeżdżający autobus, czy samochody pełne ludzi, którzy zechcą kupić świeże owoce. Nasza sprzedawczyni siedzi tam prawie dzień i noc. Kiedy widzi ludzi krzyczy: „Banany tanie i dobre, wielkie pomarańcze”, a kiedy zostaje sama, choć na chwilę, to słychać głos modlitwy: „Zdrowaś Maryjo, bądź przy nim, moim synu, tak jak byłaś przy Twoim jedynym, bądź przy nim, proszę by zdał ten egzamin, proszę.” Każdy wie, że mało sypia, ale to nie jest ważne, bo pieniądze dla syna potrzebne. Miłość do syna – tylko to się liczy.
Syn zdał egzaminy, pojechał do wielkiego miasta, poznał inne życie, które go bardzo wciągnęło, egzaminy już nie były ważne, ale matka dalej na swoim targu biegała za każdym autobusem, by sprzedać kilka owoców, bo syn na studiach i egzaminy go czekają, ale będzie miał kiedyś lepsze życie – i on i matka. Więc dniem i nocą sprzedawała owoce, a w miedzy czasie słychać było głos modlitwy: „Zdrowaś Maryjo, bądź z moim synem, tak jak byłaś z Twoim jedynym”. Syn jednak zapomniał o swojej matce, modlitwie i o egzaminach, bo pojawiali się ciekawsi ludzie oraz miejsca i czuł się wolny, a pieniądze zawsze były za sprzedane owoce zatroskanej matki. Pewnego dnia zabrakło sił, by żyć wolnością, bo matka za mało pieniędzy posłała. Wtedy ludzie odeszli i w mieście zabrakło dla niego miejsca, a na egzaminy było już za późno. Jedynie powroty są zawsze możliwe. Wrócił do domu osłabiony, bo chory, a matka z radości została w domu, by syna przywitać, ale wcześnie rano wróciła na swój targ, by sprzedawać banany, bo syn wrócił, więc trzeba lepsze jedzenie kupić. Od rana biegała za każdym kupcem, a w chwilach powrotu słychać było szepty modlitwy: „Zdrowaś Maryjo, bądź przy nim teraz kiedy wrócił, Matko wszystkich ludzkich powrotów, Matko nowych początków, Matko wszystkich synów, bądź z moim synem tak jak byłaś z Twoim i traktuj go tak, jak Twojego jedynego.” Serce matki nie pyta o przeszłość, jest obecne zawsze, kiedy wszyscy odchodzą. Serce matki to jedyne miejsce, na całym świecie, gdzie zawsze jest się oczekiwanym, niezależnie od zdanych, czy niezdanych egzaminów, bo miłość nie pyta o sukcesy czy medale, ale „ jest cierpliwa, łaskawa, nie szuka poklasku, wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma”. Maryjo ucz nas właśnie takiej miłości.”
Dzisiaj przedstawię czytelnikom dwie święte o imieniu Jadwiga. 15 października Kościół wspominał Św. Jadwigę Śląską, dlatego od niej zacznę.
Jadwiga Śląska urodziła się między 1174 a 1180 rokiem na zamku w Bawarii jako córka hrabiego Bertolda VI i Agnieszki Wettyńskiej. Miała czterech braci i trzy siostry. Jedną wydano za Filipa, króla Francji, drugą za Andrzeja, króla Węgier, a trzecia wstąpiła do klasztoru. Jadwiga otrzymała staranne wychowanie najpierw w rodzinnym zamku, potem zaś w klasztorze benedyktynek w Kitzingen nad Menem. Do programu ówczesnych szkół klasztornych należała nauka łaciny, Pisma Świętego, dzieł Ojców Kościoła i żywotów świętych, a także haftu i malowania, muzyki i pielęgnowania chorych. W roku 1190 Jadwiga została wysłana do Wrocławia na dwór księcia Bolesława Wysokiego, gdyż została upatrzona na żonę dla jego syna, Henryka. Miała wtedy prawdopodobnie zaledwie 12 lat. Data ślubu nie jest bliżej znana. Henryk Brodaty 8 listopada 1202 r. został panem całego księstwa. Rychło też udało mu się do dzielnicy śląskiej dołączyć dzielnicę senioratu, czyli krakowską, a także znaczną część Wielkopolski. Dlatego figuruje on w spisie władców Polski. Henryk i Jadwiga stanowili wzorowe małżeństwo. Mieli siedmioro dzieci: Bolesława , Konrada, Henryka, Agnieszkę, Gertrudę, Zofię i najmłodsze, nieznane z imienia dziecko, które prawdopodobnie wkrótce zmarło (według niektórych źródeł był to syn Władysław). Krótko żyło kilkoro dzieci Jadwigi, a w okres pełnej dojrzałości weszli tylko Henryk i Gertruda. Ostatnich 28 lat pożycia małżeńskiego małżonkowie przeżyli wstrzemięźliwie, związani ślubem czystości zawartym uroczyście w 1209 roku przed biskupem wrocławskim Wawrzyńcem. Jadwiga miała w chwili składania tego ślubu około 33 lat, a Henryk Brodaty ok. 43 (na pamiątkę tego wydarzenia Henryk zaczął nosić tonsurę mniszą i zapuścił brodę, której nie zgolił aż do śmierci). Na dworze wrocławskim powszechne były zwyczaje i język polski. Jadwiga umiała się do nich dostosować, nauczyła się języka i posługiwała się nim. Jej dwór słynął z karności i dobrych obyczajów, gdyż księżna dbała o dobór osób. Macierzyńską troską otaczała służbę dworu. Wyposażyła wiele kościołów w szaty liturgiczne haftowane ręką jej i jej dwórek. Księżna bardzo troszczyła się o to, aby urzędnicy w jej dobrach nie uciskali poddanych kmieci. Obniżyła im czynsze, przewodniczyła sądom, darowała grzywny karne, a w razie klęsk nakazywała mimo protestów zarządców rozdawać ziarno, mięso, sól itp. Zorganizowała także szpitalik dworski. W czasie objazdów księstwa osobiście odwiedzała chorych i wspierała hojnie ubogich. Jadwiga popierała także szkołę katedralną we Wrocławiu i wspierała ubogich zdolnych chłopców, którzy chcieli się uczyć. Starała się także łagodzić dolę więźniów, posyłając im żywność, świece i odzież. Bywało, że zamieniała karę śmierci czy długiego więzienia na prace przy budowie kościołów lub klasztorów. Jej mąż chętnie na to przystawał. W swoim życiu Jadwiga dość mocno doświadczyła tajemnicy Krzyża. Przeżyła śmierć męża i prawie wszystkich dzieci. Jej ukochany syn, Henryk Pobożny, zginął jako wódz wojska chrześcijańskiego w walce z Tatarami pod Legnicą w 1241 r. Narzeczony jej córki Gertrudy, Otto von Wittelsbach, stał się mordercą króla niemieckiego Filipa, w następstwie czego zamek rodzinny Andechs zrównano z ziemią, a Ottona utopiono w Dunaju. Po tych strasznych wydarzeniach Gertruda nie chciała wychodzić za mąż za kogo innego. Siostra Jadwigi, również Gertruda, królowa węgierska, została skrytobójczo zamordowana; druga siostra, królowa francuska, Agnieszka, ściągnęła na rodzinę hańbę małżeństwem, którego nie uznał papież (ponieważ poprzedni związek Filipa II Augusta nie został unieważniony). Mąż Jadwigi, książę Henryk, w 1229 r. dostał się do niewoli Konrada Mazowieckiego; Jadwiga pieszo i boso poszła z Wrocławia do Czerska i rzuciła się do nóg Konradowi – dopiero wówczas wyżebrała uwolnienie męża, pod warunkiem jednak, że ten zrezygnuje z pretensji do Krakowa. W końcu jeszcze spadł na Henryka grom klątwy za przywłaszczenie sobie dóbr kościelnych i książę umarł obłożony klątwą. Po śmierci męża, Jadwiga zdała rządy żonie Henryka Pobożnego, Annie i zamknęła się w klasztorze sióstr cysterek w Trzebnicy, który sama wcześniej ufundowała. Zasłynęła z pobożności i czynów miłosierdzia. Wyczerpana surowym życiem mniszki, zmarła 14 października 1243 r., mając ponad 60 lat. Zaraz po jej śmierci do jej grobu w Trzebnicy zaczęły napływać liczne pielgrzymki. Jej kanonizacji dokonał papież Klemens IV 26 marca 1267 r. Ku czci św. Jadwigi powstała w 1848 r. we Wrocławiu rodzina zakonna – siostry jadwiżanki. Św. Jadwiga Śląska czczona jest jako patronka Polski, Śląska, archidiecezji wrocławskiej i diecezji w Gorlitz; miast: Andechs, Berlina, Krakowa, Trzebnicy i Wrocławia, a ponadto Europy, uchodźców oraz pojednania i pokoju. W ikonografii Św. Jadwiga przedstawiana jest jako młoda mężatka w długiej sukni lub w książęcym płaszczu z diademem na głowie, czasami w habicie cysterskim. Jej atrybutami są: but w ręce, krzyż, księga, figurka Matki Bożej, makieta kościoła w dłoniach, różaniec. Według podań Jadwiga była osobą posiadającą cechę wielkiej skromności. Cechę tę ilustruje legenda, według której Jadwiga, aby nie odróżniać się od reszty swego ludu oraz w imię pokory i skromności, chodziła boso. Irytowało to bardzo jej męża, wymógł więc na spowiedniku, aby ten nakazał jej noszenie butów. Duchowny podarował swej penitentce parę butów i poprosił, aby zawsze je nosiła. Księżna, będąc posłuszną swojemu spowiednikowi, podarowane buty nosiła ze sobą, ale przywieszone na sznurku.
Święta Jadwiga Królowa – była trzecią i najmłodszą po Katarzynie i Marii córką króla Węgier i Polski, Ludwika Andegaweńskiego i Elżbiety – księżniczki bośniackiej. Urodziła się prawdopodobnie 18 lutego 1374 roku. Rodzice planowali dla Jadwigi małżeństwo z Wilhelmem Habsburgiem. Dzieci połączono warunkowym ślubem (1378), by go dopełnić w ich wieku dojrzałym. W chwili zawarcia ślubu warunkowego Jadwiga miała zaledwie 4 lata. W nadziei na przyszły ślub wysłano Jadwigę do Wiednia. W tym jednak roku zmarła najstarsza córka Ludwika Węgierskiego, Katarzyna. W tej sytuacji odwołano Jadwigę na Węgry. Po śmierci Ludwika Węgierskiego (1382) Węgrzy ogłosili królową siostrę Jadwigi, Marię. Natomiast Polacy zaprosili na swój tron Jadwigę. W wieku 10 lat została koronowana 16 października 1384 r. W związku z zaistniałą sytuacją polityczną, a także wobec dalekosiężnych planów polskich rozważano możliwość unii Polski z Litwą. Stała się ona faktem dzięki małżeństwu królowej Jadwigi z Władysławem Jagiełłą, wielkim księciem Litwy. Ceremonia zaślubin, poprzedzona chrztem Jagiełły, odbyła się w katedrze królewskiej 18 lutego 1386 r. Tam również 4 marca odbyła się koronacja Jagiełły na króla polskiego. Jagiełło miał wówczas 35 lat, Jadwiga – 12. Rok później panowie polscy zdołali przekonać Jadwigę, by stanęła na czele wojsk i na nowo przyłączyła Ruś do granic Polski. Starosta węgierski oddał Ruś bez oporu. Jan Długosz oddaje Jadwidze najwyższe pochwały. Gdy była małoletnia, pozwoliła, by rządzili za nią wytrawni i całą duszą oddani polskiej racji stanu doradcy. Kiedy wraz z Jagiełłą współrządziła krajem, miała na celu jedynie dobro narodu polskiego. Z Krzyżakami wiodła ożywioną korespondencję, m.in. interpelowała w sprawie ich zbrojnych wypraw na Litwę. Doprowadziła do zgody między Władysławem Jagiełłą a jego rywalem, Witoldem. Serca poddanych pozyskała sobie jednak przede wszystkim niezwykłą dobrocią. Kiedy żołnierze królewscy spustoszyli wieśniakom pola, urządzając sobie na nich lekkomyślnie polowanie, zażądała od męża ukarania winnych i wynagrodzenia wyrządzonych szkód. Przy budowie kościoła Najświętszej Maryi Panny „na Piasku” w Krakowie, istniejącego do dziś, sama doglądała robót. Pewnego dnia jej czujne oko dojrzało kamieniarza, który był smutny. Kiedy zapytała, co mu jest, dowiedziała się, że ten ma w domu ciężko chorą żonę i boi się, że go zostawi samego z drobnymi dziećmi. Królowa, nie namyślając się, wyrwała ze swego bucika złotą klamerkę, obsadzoną drogimi kamieniami, i oddała ją robotnikowi, by opłacił lekarza. Nie zauważyła wówczas, że bosą stopę położyła na kamieniu oblanym wapnem. Odbity ślad wdzięczny kamieniarz obkuł dokoła i wraz z kamieniem wmurował w zewnętrzną ścianę świątyni. Do dzisiaj można ją oglądać. Bardzo wiele kościołów chlubi się, że je fundowała, odnawiała i uposażyła Jadwiga. Do najpilniejszych trosk Jadwigi należało odnowienie Akademii Krakowskiej. Założył ją Kazimierz Wielki w 1364 roku, jednak za rządów Ludwika Węgierskiego Akademia podupadła. Jadwiga oddała wszystkie swoje klejnoty na jej odnowienie. Wystarała się także u Stolicy Apostolskiej o zezwolenie na jej dalsze prowadzenie i rozbudowę. Akademię otwarto po jej śmierci w 1400 roku. Jagiełło bardzo pragnął mieć potomka, który zapewniłby ciągłość jego rodu na tronie polskim. Kiedy więc Jadwiga została matką, na dworze królewskim zapanowała wielka radość. Niestety, trwała krótko, bo zakończyła się podwójną tragedią: śmiercią dziecka i matki. Zmarła 17 lipca 1399 roku, w wieku 25 lat, okrywając naród polski żałobą. Opłakiwaną przez wszystkich królową pochowano w podziemiach katedry krakowskiej na Wawelu. Obecnie jej szczątki są pochowane w artystycznym sarkofagu z białego marmuru w katedrze wawelskiej, w której zobaczyć też możemy krzyż, nazywany także „krzyżem Jadwigi”, gdyż przed nim królowa miała się często modlić. Od razu po śmierci Jadwigę uważano za świętą, chociaż lud często mylił ją ze Św. Jadwigą Śląską. Kanonizacji Jadwigi dokonał Św. Jan Paweł II – na krakowskich Błoniach, 8 czerwca 1997 r., w obecności ponad miliona ludzi. Była to pierwsza w dziejach kanonizacja na ziemi polskiej. W ikonografii Św. Jadwiga przedstawiana jest w stroju królewskim. Jej atrybutem są buciki. Wspominana jest 8 czerwca, w rocznicę jej kanonizacji.
Jadwiga to imię pochodzenia starogermańskiego. Prawdopodobnie jest to odmiana imienia Hadwig – od słów: hadu (walka) i wig (bój). Oznacza więc waleczną kobietę, zwyciężającą w boju.
Osobiście znam dwie Jadwigi, z jedną chodziłam do tej samej klasy w szkole podstawowej, a z drugą pracuję obecnie. Dziękuję Ci Panie Jezu, że postawiłeś je na mojej drodze. Błogosław im i wszystkim czytelnikom tego listu w codziennym życiu, a ich patronki niech będą dla nas wzorem do naśladowania, szczególnie w niesieniu innym pomocy.
Na koniec zamieszczę wspomnienie Łucji z ostatniego już październikowego objawienia w Fatimie:
„13 października 1917. Wyszliśmy z domu bardzo wcześnie, bo liczyliśmy się z opóźnieniem w drodze. Ludzie przyszli masami. Deszcz padał ulewny. Moja matka w obawie, że jest to ostatni dzień mojego życia, z sercem rozdartym z powodu niepewności tego, co mogło się stać, chciała mi towarzyszyć. Na drodze sceny jak w poprzednim miesiącu, ale liczniejsze i bardziej wzruszające. Nawet błoto nie przeszkadzało tym ludziom, aby klękać w postawie pokornej i błagalnej.
Gdyśmy przybyli do Cova da Iria koło skalnego dębu, pod wpływem wewnętrznego natchnienia prosiłam ludzi o zamknięcie parasoli, aby móc odmówić różaniec. Niedługo potem zobaczyliśmy odblask światła, a następnie Naszą Panią nad dębem skalnym.
– „Czego Pani sobie ode mnie życzy?”
– „Chcę ci powiedzieć, żeby zbudowano tu na moją cześć kaplicę. Jestem Matką Boską Różańcową. Trzeba w dalszym ciągu codziennie odmawiać różaniec. Wojna się skończy i żołnierze powrócą wkrótce do domu”.
– „Ja miałam Panią prosić o wiele rzeczy: czy zechciałaby Pani uzdrowić kilku chorych i nawrócić kilku grzeszników i wiele więcej”.
– „Jednych tak, innych nie. Muszą się poprawić i niech proszą o przebaczenie swoich grzechów”.
I ze smutnym wyrazem twarzy dodała:
– „Niech ludzie już dłużej nie obrażają Boga grzechami, już i tak został bardzo obrażony”.
Znowu rozchyliła szeroko ręce promieniejące w blasku słonecznym. Gdy się unosiła, Jej własny blask odbijał się od słońca. Kiedy Nasza Pani znikła w nieskończonej odległości firmamentu, zobaczyliśmy po stronie słońca Św. Józefa z Dzieciątkiem Jezus i Naszą Dobrą Panią ubraną w bieli, w płaszczu niebieskim. Zdawało się, że Św. Józef z Dzieciątkiem błogosławi świat ruchami ręki na kształt krzyża. Krótko potem ta wizja znikła i zobaczyliśmy Pana Jezusa z Matką Najświętszą. Miałam wrażenie, że jest to Matka Boska Bolesna. Pan Jezus wydawał się błogosławić świat w ten sposób jak Św. Józef. Znikło i to widzenie i zdaje się, że jeszcze widziałam Matkę Boską Karmelitańską. Pierwsza ze scen symbolizowała tajemnice radosne różańca, druga bolesne, a ostatnia tajemnice chwalebne.”
Październik już się skończył, ale modlitwa różańcowa może nam towarzyszyć każdego dnia, szczególnie, gdy napotykamy na swej drodze jakieś przeszkody i trudności. Zakończę ten list słowami kard. Stefana Wyszyńskiego: ,,Różaniec to łańcuch bezpieczeństwa na stromej skale szczytów górskich. Nie wolno się zatrzymywać na żadnej tajemnicy. Trzeba iść dalej. Bo pełnia życia jest u szczytu…”
Ela
Zostaw Komentarz