Panie Jezu, Stróża,3.12.2017.
Mija kolejny tydzień, już dzisiaj rozpoczyna się adwent. Moje dziewczynki przygotowały lampiony, z którymi będą chodzić na roraty. Adwent jest wyjątkowym czasem przeżywanym w Kościele, czasem oczekiwania i przygotowania do przeżycia Bożego Narodzenia. Chrystus, który narodził się w Betlejem jest przedstawiany jako światło wschodzącego słońca, przychodzi jako ten, który może wyciągnąć człowieka z ciemności – kojarzonej z trwaniem w ciemności grzechu. „Wschodzące Słońce nas nawiedzi, by zajaśnieć tym, co w mroku i cieniu śmierci mieszkają„(Łk 1,78-79). Dlatego przychodzimy rano, aby trzymając w ręku lampion stawać się świadkami światła Chrystusa, które nosimy w sercu. Roraty są Mszą Św. celebrowaną ku czci Najświętszej Maryi Panny. Tradycyjnie była to Msza sprawowana o poranku i w wielu parafiach dalej tak jest. Obecnie zdarza się często, że Roraty są przenoszone na wieczór, albo późne popołudnie. Nazwa pochodzi od łacińskich słów pieśni często śpiewanej na ich początku – Rorate caeli desuper – „Spuśćcie rosę, niebiosa„. Eucharystia rozpoczyna się przy zgaszonych światłach – zapalają się one dopiero podczas uroczystego hymnu „Chwała na wysokości Bogu„. Jest to jeden z nielicznych przypadków w roku liturgicznym, kiedy hymn ten śpiewa się każdego dnia. W czasie Rorat razem z Maryją przeżywamy czas oczekiwania na przyjście Chrystusa. Dlatego czytania liturgiczne, głoszone kazania mają nas do tego przygotować. Symbolika światła jest w chrześcijaństwie bardzo bogata. Na Roratach zapala się dodatkową świecę – roratkę, która symbolizuje obecność czuwającej Maryi. Uczestnicy Rorat (szczególnie dzieci) mają zapalone świece lub lampiony, które nawiązują do czuwającej Maryi. Ci, którzy w codziennym zabieganiu znajdują czas na udział w Roratach, dają piękne świadectwo,że w tej codzienności, można zawsze znaleźć czas dla Pana Boga. Cofnę się teraz parę wieków wstecz nadmieniając, że król Zygmunt I Stary i jego córka Anna, starali się o to, aby w kaplicy królewskiej na Wawelu Roraty odprawiane były nie tylko w czasie Adwentu, ale przez cały rok raz na tydzień. Na ten cel przeznaczyli pewne fundusze i w 1545 roku utworzono, przy Kaplicy Zygmuntowskiej Wniebowzięcia Najświętszej Maryi, specjalną kapelę śpiewaczą „rorantystów”.
Ojciec Święty Franciszek zwracając się dzisiaj do wiernych na modlitwie Anioł Pański podkreślił, że „rozpoczęty adwent wymaga postawy czujności i uwagi, bo w ten sposób można dostrzec cierpienie i potrzeby innych oraz sprzeciwić się „obojętności i okrucieństwu” świata. Osoba, która jest uważna, „we wrzawie świata” nie ulega powierzchowności i nie jest roztargniona, ale żyje troszcząc się o innych. Uważna osoba zwraca się też do świata, starając się sprzeciwić obojętności i okrucieństwu, jakie są w nim obecne i raduje się skarbami piękna, które także istnieją i których trzeba strzec. To jest spojrzenie pełne zrozumienia, by dostrzec zarówno nieszczęścia i ubóstwo jednostek oraz społeczeństwa, jak i bogactwo ukryte w drobiazgach każdego dnia, tam, gdzie Pan wskazał nam miejsce. Osoba czujna i uważna nie ulega zniechęceniu, brakowi nadziei, rozczarowaniu, a jednocześnie odrzuca próżność, jaka rozlewa się na świecie”.
Dzisiaj wybrałam do mojego listu Świętego Jakuba. Skąd taki wybór? Otóż poznałam niedawno pewną dziewczynę, która skontaktowała się ze mną po przeczytaniu jednego z moich listów. To ona pierwsza odkryła, że wiele nas łączy. Też ma na imię Elżbieta, jesteśmy w podobnym wieku, obie zmagamy się z chorobą nowotworową, jesteśmy nauczycielkami, a nasi mężowie są nauczycielami. Nasze najstarsze córki mają takie same imiona, a my w każdej rozmowie znajdujemy jakieś podobieństwa. Zaproponowałam jej, żeby wybrała następnego świętego, którego mam opisać. Wybór padł na Św. Jakuba, bo jej syn zastanawia się nad wyborem patrona do bierzmowania. Spełniam zatem jej życzenie i dedykuję jej ten list. Panie Jezu dodaj jej sił do walki z chorobą, która już bardzo wyniszczyła jej organizm. Spraw, by jeszcze długo mogła się cieszyć przebywaniem z rodziną i bliskimi jej sercu. Wierzę, że jeszcze wszystko się ułoży i będziemy się mogły kiedyś spotkać i lepiej poznać.
Wśród apostołów było dwóch Jakubów. Dla odróżnienia nazywani są Większym i Mniejszym albo też Starszym i Młodszym. Prawdopodobnie nie chodziło w tym wypadku o ich wiek, ale o kolejność przystępowania do grona Apostołów. Rozróżnienie to wprowadził już Św. Marek. Imię Jakub pochodzi z hebrajskiego „aqeb”, oznaczającego „chronić” – a zatem znaczy „niech Jahwe chroni”. Etymologia ludowa tłumaczy to imię jako „pięta„. Według Księgi Rodzaju, kiedy Jakub, wnuk Abrahama, rodził się jako bliźniak Ezawa, miał go trzymać za piętę (Rdz 25, 26).Św. Jakub Większy jest tym, który jest wymieniany w spisie Apostołów wcześniej – był powołany przez Jezusa, razem ze swym bratem Janem, jako jeden z Jego pierwszych uczniów. Jakub i jego brat Jan byli synami Zebedeusza. Byli rybakami i mieszkali nad jeziorem Tyberiadzkim. Ewangelie nie wymieniają bliżej miejscowości. Być może pochodzili z Betsaidy, podobnie jak święci Piotr, Andrzej i Filip, gdyż spotykamy ich razem przy połowach. Św. Łukasz zdaje się to wprost narzucać, kiedy pisze, że Jan i Jakub „byli wspólnikami Szymona – Piotra”. Matką Jana i Jakuba była Salome, która należała do najwierniejszych towarzyszek wędrówek Chrystusa Pana. Jakub został zapewne powołany do grona uczniów Chrystusa już nad rzeką Jordan. Tam bowiem spotykamy jego brata, Jana. Po raz drugi jednak Pan Jezus wezwał go w czasie połowu ryb. Wspomina o tym św. Łukasz, dodając nowy szczegół – że było to po pierwszym cudownym połowie ryb. Jakub należał do uprzywilejowanych uczniów Pana Jezusa, którzy byli świadkami wskrzeszenia córki Jaira, przemienienia na górze Tabor oraz modlitwy w Ogrójcu. Żywe usposobienie Jakuba i Jana sprawiło, że Jezus nazwał ich „synami gromu”. Chcieli bowiem, aby piorun spadł na pewne miasto w Samarii, które nie chciało przyjąć Pana Jezusa z Jego uczniami. Jakub był wśród uczniów, którzy pytali Pana Jezusa na osobności, kiedy będzie koniec świata. Wreszcie był on świadkiem drugiego, także cudownego połowu ryb, kiedy Chrystus ustanowił Piotra głową i pasterzem swojej owczarni. Po Zmartwychwstaniu Chrystusa Jakub miał nadal głosić Ewangelię, aż w końcu na rozkaz Heroda Agryppy I został ścięty w Jerozolimie ok. 44 r. Jakuba stracono bez procesu – zapewne po to, aby nie przypominać ludowi procesu Chrystusa i nie narazić się na jakieś nieprzewidziane reakcje. Było to więc posunięcie taktyczne. Dlatego także zapewne nie kamieniowano Św. Jakuba, ale ścięto go w więzieniu. Euzebiusz z Cezarei, pierwszy historyk Kościoła (w. IV), pisze, że Św. Jakub ucałował swojego kata, czym tak dalece go wzruszył, że sam kat także wyznał Chrystusa i za to sam natychmiast poniósł śmierć męczeńską. Jakub był pierwszym wśród Apostołów, a drugim po Św. Szczepanie, męczennikiem Kościoła.W średniowieczu powstała legenda, że Św. Jakub udał się zaraz po Zesłaniu Ducha Świętego do Hiszpanii. Do dziś Św. Jakub jest pierwszym patronem Hiszpanii i Portugalii. Według tradycji, w VII wieku relikwie Św. Jakuba miały zostać sprowadzone z Jerozolimy do Compostelli w Hiszpanii. Nazwa Compostella ma się wywodzić od łacińskich słów Campus stellae (Pole gwiazdy), bowiem relikwie Świętego, przywiezione najpierw do miasta Iria, zaginęły – dopiero w IX w. miał je odnaleźć biskup, prowadzony cudowną gwiazdą. Hiszpańska nazwa Santiago znaczy zaś po polsku „Święty Jakub”. Te dwie nazwy łączy się w jedno, stąd nazwa miasta brzmi dziś Santiago de Compostella. Do dziś znajduje się tam grób Św. Jakuba. W wiekach średnich po Ziemi Świętej i Rzymie było to trzecie sanktuarium chrześcijaństwa. W katedrze genueńskiej oglądać można artystyczny relikwiarz ręki Św. Jakuba, wystawiany na pokaz podczas rzadkich okazji. Święty jest patronem Hiszpanii i Portugalii; ponadto m. in. zakonów rycerskich walczących z islamem, czapników, hospicjów, szpitali, kapeluszników, pielgrzymów, sierot. W ikonografii Św. Jakub przedstawiany jest jako starzec o silnej budowie ciała w długiej tunice i w płaszczu lub jako pielgrzym w miękkim kapeluszu z szerokim rondem. Jego atrybutami są: bukłak, kij pielgrzyma, księga, miecz, muszla, torba, turban turecki, zwój. Kościół wspomina go 25 lipca.
Święty Jakub Mniejszy był podobno synem Kleofasa i Marii, siostry Najświętszej Maryi Panny. Jezus wybrał go na jednego z Dwunastu Apostołów. Cieszył się w Jerozolimie głęboką czcią i nosił przydomek „Sprawiedliwy” lub był nazywany „bratem Pana”. W roku 62 został skazany na śmierć przez arcykapłana Annasza, później zrzucono go z murów świątyni, a następnie został dobity przez jakiegoś włókniarza. Różne źródła nazywają go także pierwszym biskupem Jerozolimy. Jego relikwie bardzo wcześnie dotarły do Rzymu, gdzie Jakubowi Młodszemu i Filipowi poświęcono kościół Świętych Dwunastu Apostołów. Wspominamy go 6 maja.
Nie znam zbyt wielu Jakubów. W rodzinie imię to nosi bratanek mojego męża. Ma piętnaście lat i w tym roku szkolnym kończy gimnazjum. W szkole, w której uczę, imię to jest dosyć częste wśród uczniów. Prośmy Świętych Jakubów Apostołów, by upraszali u Boga wiele łask dla wszystkich czytających ten list, a szczególnie dla ich imienników.
Dzisiaj również przytoczę fragmenty książeczki pt.; „Matko Afryki” siostry Dolores tym razem z rozdziału: „ Matko dobrych słów”:
„Afrykańczyk wierzy, że kiedy mówi dobrze o ludziach, to jakby ściągał błogosławieństwo z nieba dla siebie i innych. Rzeczywistość jest jednak czasem okrutna. W naszych wioskach można w namacalny sposób przeżyć i zobaczyć, ile krzywdy i zranień rodzą złe słowa, złe życzenia skierowane do innych, obgadywanie. Głównym powodem takich zachowań jest zazdrość. Prawie wszyscy ludzie w wiosce żyją podobnie. W wyniku ciężkiej pracy dorabiają się drewnianego domku, kawałka ogródka i kilku kur. Jednak, jeśli ktoś ma szczęście i jest zdolniejszy lub otrzyma pozwolenie na studia bezpłatne w wielkim mieście, wtedy zaczyna się problem. Jeśli ludzie żyją podobnie nie różniąc się od innych, nikt nie czuje się zagrożony, ale gdy pojawiają się różnice, wtedy wkracza zazdrość i staje się wielkim problemem. Z tego właśnie powodu ludzie zaczynają się uciekać do magii, czarów i w efekcie zabija się niewinnego człowieka. Rzeczywistość ukazywała mi wiele razy, że ludzi, którym się powiodło, nagle spotykało nieszczęście. W Afryce ludzie często mówią, że zazdrość zabija. My tłumaczymy ludziom, że Bóg jest większy od zła, że nie można się bać stworzonych w naszych umysłach demonów. Afrykańczyk boi się i w głębi serca wierzy, że złe moce mogą zabić i zniszczyć nas, bo wielu już tego doświadczyło. Prawie każdego dnia przychodzi na naszą misję Constanse, młoda kobieta, która bardzo dobrze mówi po angielsku, co tutaj nie jest powszechne, bo w sumie mało ludzi używa tego języka. Otoczenie trochę się z niej śmieje, bo dziwnie się zachowuje. Jako młoda kobieta była bardzo zdolna. Biedni rodzice bardzo się cieszyli, bo rząd docenił jej zdolności i wysłał na studia do Durbanu. Jednak sąsiedzi nie mogli tego znieść. Nagle Constance wróciła do domu chora psychicznie, nie skończyła studiów, nie ma żadnego zawodu, stała się pośmiewiskiem dla wielu. Teraz dobrzy sąsiedzi mogą spokojnie spać i zawsze trochę chleba podrzucą z „dobrego serca” dla chorej kobiety. Ludzie w wiosce mówią, że to siła zazdrości, złych życzeń w ludzkich sercach, złych słów wypowiedzianych przez nich. Tego przeświadczenia nikt nie odbierze prostym ludziom. Dwa tygodnie temu zginął nagle w wypadku samochodowym młody, dobry lekarz. Miał 27 lat, chciał pomóc, spieszył się i nagle zginął tragicznie. Tyle razy jechał po tej samej drodze, ojciec był dumny z syna, ale na krótko. Miał kiedyś problemy z pracownikami, dziś pracownicy są zadowoleni, że nareszcie szef też cierpi. Zło czasem bywa silniejsze niż my sami… Dobre słowa uzdrawiają, a złe zabijają. Zło dobrem zwyciężać, tak mówią pastorzy w swoich kazaniach. Jednak, by to stało się rzeczywistością, potrzebny jest Bóg. Dobre słowa świat zmieniają i słońce mocniej świeci. Ludzie w Afryce myślą, że wszelkie dobro pochodzi od Matki, która swoimi dobrymi oczami dodaje sił do życia. Matko DOBRYCH SŁÓW, zmieniaj Afrykę i nasze serca, bo od nich zależy przyszłość i dobro każdego człowieka. Dobre słowa Boga na ziemię sprowadzają.”
Trochę trwało pisanie tego listu i dzisiaj jest już trzecia niedziela adwentu zwana „niedzielą radości”. W kościele na kazaniu ksiądz zacytował piękną „Modlitwę optymisty”, którą zakończę dzisiejszy list, życząc wszystkim jego czytelnikom dużo radości i optymizmu na co dzień.
„Boże, dziękuję Ci za:
- bałagan, który muszę posprzątać po imprezie, bo to oznacza, że mam przyjaciół,
- podatki, które muszę zapłacić, ponieważ to oznacza, że jestem zatrudniony,
- trawnik, który muszę skosić, okna, które trzeba umyć, bo to oznacza, że mam dom,
- ubranie, które jest troszeczkę ciasne, ponieważ to oznacza, że mam co jeść,
- cień, który patrzy, kiedy pracuję, bo to oznacza, że jestem na słońcu,
- ciągłe narzekanie na rząd, ponieważ to oznacza, że mamy wolność słowa,
- duży rachunek za ogrzewanie, bo to oznacza, że jest mi ciepło,
- panią, która siedzi za mną w kościele i drażni swoim śpiewem, ponieważ to oznacza, że słyszę,
- stosy rzeczy do prania i prasowania, bo to oznacza, że moi ukochani są blisko,
- budzik, który odzywa się każdego ranka, ponieważ to oznacza, że żyję,
- zmęczenie i obolałe mięśnie pod koniec dnia, bo to oznacza, że byłem aktywny.”
Ela
Zostaw Komentarz