List do Jezusa – Św. Jan (31)

with Brak komentarzy

Panie Jezu, Stróża, 17.01.2018r

Od wczoraj zostałam w domu, bo niestety moje młodsze dziewczynki pochorowały się, podobnie jak większość dzieci w ich szkole. Miały za sobą „ciężki” tydzień, pełen prób przed występami w finałowych przesłuchaniach Międzynarodowego Konkursu Kolęd i Pastorałek w Będzinie. Na szczęście infekcje dopadły je dopiero po konkursie. Moja Gosia i Ania występowały dwa razy, najpierw z zespołem wokalno – instrumentalnym „Bemole & Bell Canto” z ich szkoły, a później z zespołem wokalnym „Cantata” ze szkoły muzycznej. W obydwu kategoriach zespoły te zajęły pierwsze miejsce. Oczywiście musiałam się pochwalić, chociaż wiem, że sukces zawdzięczają swoim nauczycielkom, które je przygotowywały do tego konkursu.

Dzisiaj szybciutko przejdę do opisania Świętych. Tym razem przypomnę historię dwóch Św. Janów znanych z Ewangelii, chociaż Świętych o tym imieniu jest bardzo wielu.

Św. Jan Chrzciciel urodził się jako syn kapłana Zachariasza i Elżbiety. Jego narodzenie i szczególne posłannictwo zwiastował Zachariaszowi archanioł Gabriel, kiedy Zachariasz jako kapłan okadzał ołtarz w świątyni. Przyszedł na świat sześć miesięcy przed narodzeniem Jezusa, prawdopodobnie w Ain Karim leżącym w Judei, ok. 7 km na zachód od Jerozolimy. Przy obrzezaniu otrzymał imię Jan, zgodnie z poleceniem anioła. Poprzez swoją matkę, Elżbietę, Jan był krewnym Jezusa.  Po wczesnej śmierci rodziców będących już w wieku podeszłym, Jan pędził żywot pustelnika. Kiedy miał już lat 30, wolno mu było według prawa występować publicznie i nauczać. Podjął to dzieło nad Jordanem, nad brodem w pobliżu Jerycha. Swoje nauczenie rozpoczął w piętnastym roku panowania cesarza Tyberiusza, czyli w 30 r. naszej ery według chronologii, którą się zwykło podawać. Jako herold Mesjasza Jan podkreślał z naciskiem, że nie wystarczy przynależność do potomstwa Abrahama, ale trzeba czynić owoce pokuty, trzeba wewnętrznego przeobrażenia. Na znak skruchy i gotowości zmiany życia udzielał chrztu pokuty. Garnęła się do niego „Jerozolima i cała Judea, i wszelka kraina wokół Jordanu” (Mt 3, 5; Mk 1, 5). Zaczęto nawet go pytać, czy przypadkiem on sam nie jest zapowiadanym Mesjaszem. Jan stanowczo rozwiewał wątpliwości twierdząc, że „Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie: ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów” (Mt 3, 11). Na prośbę Chrystusa, który przybył nad Jordan, Jan udzielił Mu chrztu. Potem niejeden raz widział Chrystusa nad Jordanem i świadczył o Nim wobec tłumu: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata” (J 1, 29. 36). Na działalność Jana szybko zwrócili uwagę starsi ludu. Bali się jednak jawnie przeciwko niemu występować, woleli raczej zająć stanowisko wyczekujące. Osobą Jana zainteresował się także władca Galilei, Herod II Antypas, syn Heroda I Wielkiego, który nakazał wymordować dzieci w Betlejem. Można się domyślać, że Herod wezwał Jana do swojego zamku, Macherontu. Gorzko jednak pożałował swojej ciekawości. Jan bowiem skorzystał z tej okazji, aby rzucić mu prosto w oczy: „Nie wolno ci mieć żony twego brata” (Mk 6, 18). Rozgniewany król, który ku ogólnemu oburzeniu

oddalił swoją żonę, biorąc za własną – żonę brata Filipa – Herodiadę, nakazał Jana aresztować. W dniu swoich urodzin król wydał ucztę, w czasie której, pijany, pod przysięgą zobowiązał się dać córce Herodiady – Salome, wszystko, czegokolwiek zażąda. Ta po naradzeniu się z matką zażądała głowy Jana. Herod nakazał katowi wykonać wyrok śmierci na Janie i jego głowę przynieść na misie dla Salome (Mt 14, 1-12). Jan miał wtedy trzydzieści kilka lat. Jezus wystawił Janowi świadectwo, jakiego żaden człowiek z Jego ust nie otrzymał: „Coście wyszli oglądać na pustyni? (…) Proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Zaprawdę powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela” (Mt 11, 7-11; Łk 7, 24-27). Jan Chrzciciel jako jedyny wśród Świętych Pańskich cieszy się takim przywilejem, iż obchodzi się jako uroczystość dzień jego narodzin (24 czerwca). U wszystkich innych Świętych obchodzimy jako święto dzień ich śmierci – czyli dzień ich narodzin dla nieba. Ponadto w kalendarzu liturgicznym znajduje się także wspomnienie męczeńskiej śmierci Św. Jana Chrzciciela, obchodzone 29 sierpnia. W Janie Chrzcicielu uderza jego świętość, życie pełne ascezy i pokuty, siła charakteru, bezkompromisowość. Był pierwszym świętym czczonym w całym Kościele. Jemu dedykowana jest bazylika rzymska Św. Jana na Lateranie, będąca katedrą papieża. Św. Jan Chrzciciel jest patronem między innymi Austrii, Francji, Holandii, Malty, Niemiec, Węgier oraz archidiecezji warszawskiej i wrocławskiej; jest patronem wielu zakonów, m. in. joannitów (Kawalerów Maltańskich), mnichów, dziewic, pasterzy, kowali, krawców, kuśnierzy, rymarzy; abstynentów, niezamężnych matek, skazanych na śmierć. Jest orędownikiem podczas gradobicia i w epilepsji. W ikonografii Św. Jan przedstawiany jest jako dziecko, młodzieniec lub mąż ascetyczny, ubrany w skórę zwierzęcą albo płaszcz z sierści wielbłąda. Jego atrybutami są: Baranek Boży,  głowa na misie, krzyż. W tradycji wschodniej, zwłaszcza w ikonach, ukazywany jest jako zwiastun ze skrzydłami.

Św. Jan, Apostoł i Ewangelista był synem Zebedeusza i Salome, młodszym bratem Jakuba Starszego. Początkowo Jan był uczniem Jana Chrzciciela, ale potem razem ze Św. Andrzejem poszedł za Jezusem. Jan pracował jako rybak. O jego zamożności świadczy to, że miał własną łódź i sieci. Niektórzy sądzą, że dostarczał ryby na stół arcykapłana. Ewangelia odnotowuje obecność Jana podczas Przemienienia na Górze Tabor, przy wskrzeszeniu córki Jaira oraz w czasie konania i aresztowania Jezusa w Ogrodzie Oliwnym. Kiedy Jan wyraził zgorszenie, że ktoś obcy ma odwagę wyrzucać z ludzi złe duchy w imię Jezusa (sądził bowiem, że jest to wyłączny przywilej Chrystusa i Jego uczniów), otrzymał od Pana Jezusa odpowiedź: „Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami” (Mk 9, 37-38). Pewnego dnia do Pana Jezusa przybyła matka Jana i Jakuba z prośbą, aby jej synowie zasiadali w Jego królestwie na pierwszych miejscach, po Jego prawej i lewej stronie. Pan Jezus wiedział, że matka nie uczyniła tego sama z siebie, ale na prośbę synów. Dlatego nie do niej wprost, ale do nich się odezwał: „Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?” Kiedy zaś ci odpowiedzieli: „Możemy”, otrzymali odpowiedź: „Kielich mój pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej czy lewej, ale dostanie się ono tym, dla których mój Ojciec je przygotował” (Mt 20, 21-28; Mk 10, 41-52). Szczegół ten zdradza to, że nawet tak świątobliwy Jan nie całkiem bezinteresownie przystąpił do Pana Jezusa w charakterze Jego ucznia. Przekonany, że wskrzesi On doczesne królestwo Izraela na wzór i co najmniej w granicach królestwa Dawida, marzył, by w tym królestwie mieć wpływowy urząd, być jednym z pierwszych ministrów u Jego boku. Samemu jednak wstydząc się o to prosić, wysłał do Jezusa swoją matkę. Potem zrozumie, że chodzi o królestwo Boże, duchowe, o zbawienie ludzi – i odda się tej wielkiej sprawie aż do ostatniej godziny życia. Warto tu tylko uzupełnić, że według relacji Marka to oni sami: Jan i Jakub zwrócili się do Chrystusa z tą dziwną prośbą, nie wyręczając się przy tym matką. Chrystus nadał Janowi i Jakubowi, jego bratu, drugie imię – „Synowie gromu” (Łk 9, 51-56). Jan zostaje wyznaczony razem ze Św. Piotrem, aby przygotowali Paschę wielkanocną. Podczas Ostatniej Wieczerzy Jan spoczywał na piersi Zbawiciela. Tylko on pozostał do końca wierny Panu Jezusowi – wytrwał pod krzyżem. Dlatego Chrystus z krzyża powierza mu swoją Matkę, a Jej – Jana jako przybranego syna. Po zmartwychwstaniu Chrystusa Jan przybywa razem ze Św. Piotrem do grobu, gdzie „ujrzał i uwierzył” (J 20, 8), że Chrystus żyje. W Dziejach Apostolskich Jan występuje jako nieodłączny na początku towarzysz Św. Piotra. Obaj idą do świątyni żydowskiej na modlitwę i dokonują u jej wejścia cudu uzdrowienia paralityka (Dz 3, 1 – 4, 21). Jan z Piotrem został delegowany przez Apostołów dla udzielenia Ducha Świętego w Samarii (Dz 8, 14-17). We dwóch przemawiali do ludu, zostali pojmani i wtrąceni do więzienia (Dz 4, 1-24). Jan przebywał przez wiele lat w Jerozolimie, potem prawdopodobnie w Samarii, a następnie w Efezie. To tam napisał Ewangelię i trzy listy apostolskie. Wynika z nich, że jako starzec kierował niektórymi gminami chrześcijańskimi w Małej Azji. Jan głosił Ewangelię albo w samej Ziemi Świętej, albo w jej pobliżu, a to ze względu na Matkę Bożą, nad którą Chrystus powierzył mu opiekę. Po wybuchu powstania żydowskiego Jan schronił się zapewne w Zajordanii, gdzie przebywał do końca wojny, tj. do roku 70 (zburzenie Jerozolimy). Stamtąd udał się do Małej Azji, gdzie pozostał aż do zesłania go na wyspę Patmos przez cesarza Domicjana. Po śmierci cesarza Apostoł wrócił do Efezu, by tu za panowania Trajana zakończyć życie jako prawie stuletni starzec.  Utrwaliło się podanie, że Domicjan usiłował najpierw w Rzymie otruć Św. Jana. Kielich pękł i wino się rozlało w chwili, gdy Apostoł nad nim uczynił znak krzyża świętego. Wtedy cesarz kazał go męczyć we wrzącym oleju, ale Święty wyszedł z niego odmłodzony. Jan miał mieć ucznia, którego w sposób szczególniejszy miłował i z którym łączył wielkie nadzieje. Ten wszakże wszedł w złe towarzystwo i został nawet hersztem zbójców. Apostoł tak długo go szukał, aż go odnalazł i nawrócił. Euzebiusz z Cezarei pisze, że Jan nosił diadem kapłana, że organizował gminy i ustanawiał nad nimi biskupów, a w Efezie miał wskrzesić zmarłego. Swoją Ewangelię napisał Jan prawdopodobnie po roku 70, kiedy powrócił do Efezu. Jako naoczny świadek nauk Pana Jezusa i wydarzeń z Nim związanych nie powtarza tego, co już napisali wcześniej Ewangeliści, uzupełnia wypadki szczegółami bliższymi i faktami przez nich opuszczonymi. Nigdzie wprawdzie nie podaje swojego podpisu wprost, ale podaje go pośrednio, kiedy pisze na wstępie: „I oglądaliśmy Jego chwałę” (J 1, 14), zaś w swoim pierwszym liście napisze jeszcze dobitniej: To wam oznajmiamy, co było od początku, cośmy usłyszeli o Słowie życia, co ujrzeliśmy własnymi oczami, na co patrzyliśmy i czego dotykały nasze ręce”. Pierwszymi adresatami Ewangelii św. Jana byli chrześcijanie z Małej Azji. Znali oni dobrze Jana, nie musiał się więc im przedstawiać. W owych czasach rozpowszechniały się pierwsze herezje gnostyckie. Dlatego Ewangelia Św. Jana nie ma charakteru katechetycznego, jak poprzednie, a raczej historyczno-teologiczny. Jan wykazuje, że Jezus jest postacią historyczną, że jest prawdziwie Synem Bożym. Tradycja za symbol słusznie nadała mu orła, gdyż głębią i polotem przewyższył wszystkich Ewangelistów. Według podania, cesarz Nerwa  miał uwolnić Św. Jana z wygnania. Apostoł wrócił do Efezu, gdzie zmarł niebawem ok. 98 roku. Jako więc jedyny z Apostołów zmarł śmiercią naturalną. Św. Grzegorz z Tours (+ 594) wspomina o cudach, jakie działy się przy tym grobie. Badania archeologiczne, przeprowadzone w 1936 roku, potwierdziły istnienie tego grobu. Dzisiaj z wielkiej metropolii, jaką niegdyś był Efez, pozostały jedynie ruiny, a na nich powstała mała wioska turecka. Św. Jan jest patronem Albanii i Azji Mniejszej; ponadto aptekarzy, bednarzy, zawodów związanych z pisaniem i przepisywaniem: introligatorów, kopistów, kreślarzy, litografów, papierników, pisarzy oraz owczarzy, płatnerzy, skrybów, ślusarzy, teologów, uprawiających winorośl oraz wdów. Kult Św. Jana Apostoła w Kościele był zawsze bardzo żywy. Najwspanialszą świątynię wystawiono mu w Rzymie. Jest nią bazylika na Lateranie pod wezwaniem świętych Jana Chrzciciela i Jana Apostoła. Zwana jest również bazyliką Zbawiciela – matką wszystkich kościołów chrześcijaństwa, gdyż jako pierwsza była uroczyście konsekrowana przez papieża Św. Sylwestra I (+ 335) i dotąd jest katedrą papieską W ikonografii Św. Jan przedstawiany jest jako stary Apostoł, czasami jako młodzieniec w tunice i płaszczu, rzadko jako rybak. Najczęściej występuje w scenach będących ilustracjami tekstów Pisma Św.: jest jedną z centralnych postaci podczas Ostatniej Wieczerzy, Jan pod krzyżem obok Maryi, Jan podczas Zaśnięcia NMP. Jego atrybutami są: gołębica, kielich z Hostią, kielich zatrutego wina z wężem,  kocioł z oliwą, księga, orzeł, siedem apokaliptycznych plag.

Imię Jan jest pochodzenia hebrajskiego i oznacza tyle, co  „Bóg jest łaskawy”. Okazuje się, że imię to od kilku lat jest jednym z najczęściej nadawanych imion dla chłopców w Polsce. W mojej rodzinie żeński odpowiednik tego imienia  czyli Janina nosi moja starsza o 5 lat siostra. Jest mamą czwórki dzieci: Filipa, Julki, Emilki i Joasi. Często w swoim życiu miała pod przysłowiową „górkę”, ale zawsze  wszystko dobrze się kończyło. Panie Jezu daj jej dużo sił w pokonywaniu codziennych trudności, wspieraj ją w wychowywaniu dzieci, szczególnie najmłodszych córeczek, które mają zaledwie osiem i siedem lat. Ośmioletnia Emilka to moja chrześnica, w tym roku przystąpi do pierwszej Komunii Świętej.  Z  Jasią, bo tak mówimy do naszej siostry, miałam zawsze dobre relacje. Jak byliśmy mali, to pamiętam, że często opiekowała się mną i bratem. Później, jak dwie najstarsze siostry mieszkały w internatach, to ona uczyła mnie między innymi gotować, sprzątać, bo mama niestety musiała pracować na dwóch etatach. Jak leżałam w szpitalu w liceum po wycięciu wyrostka robaczkowego, to ona codziennie po pracy przychodziła i siedziała przy moim łóżku. Mam jeszcze jedną Janinę w rodzinie. To moja kuzynka, która jest siostrą zakonną. Jest ode mnie dużo starsza, wcześnie wyjechała z rodzinnej miejscowości i nigdy jakoś nie było mi dane jej lepiej poznać. Jeśli chodzi o Janów w rodzinie, to młodszy Janek, jest bratankiem  mojego męża. Studiuje na drugim roku, na Akademii Ekonomicznej. Starszy Jan, to tata mojego męża czyli dziadek moich dzieci, a mój teść. Od wielu lat jest etatowym opiekunem wnuków, a rodzina dba, aby mu nie brakowało pracy. Najmłodszy, jedenasty wnuk Teoś ma dopiero roczek i co prawda nie mieszka w Polsce, ale co jakiś czas przyjeżdża z mamą na dłużej z Norwegii. Trzynaście lat temu, jak rodziłam moją Gosię, ja leżałam w jednym szpitalu, a dziadek Janek w drugim, po zawale serca. Panie Jezu daj mu dużo sił i zdrowia, by jeszcze długo wspierał nas  w kryzysowych sytuacjach, gdy jeden telefon wystarczy i dziadek już przyjeżdża na ratunek.

Zakończę dzisiaj podobnie jak ostatnio opowiadaniem i wierszem, których autor Bruno Ferraro chce nam przekazać, jak kruche jest życie i to nie koniecznie osób, które ciężko chorują. Żegnając się już dzisiaj z Wami, drodzy czytelnicy, proszę o chwilę zadumy i wyciągnięcie wniosków do postępowania w swojej rodzinie.

Pewnego dnia szatan postanowił powiększyć wartość swoich złych działań. Zgromadził naczelników departamentu i główny sztab dywizji piekielnej propagandy i reklamy, aby wymyślić nowe kampanie pokus i pułapek dla ludzi, a także nowe sposoby, by zniszczyć sens ich życia.

– Powiedz im, że Bóg nie istnieje – zaproponował jeden diabeł.

Szatan warknął: – Chciałbym coś mniej oczywistego!

– Powiedz im, że żadne z ich działań nie ma konsekwencji – powiedział inny.

Szatan pokiwał głową i rzekł: – Już sami tak myślą.

Trzeci zasugerował: – Powiedz im, że tak bardzo oddalili się od drogi prawa, że nigdy więcej nie uda im się na nią powrócić, gdyż ludzie nie potrafią się zmienić.

Szatan warknął: – Już tego próbowałem.

Najstarszy i najbardziej chytry z diabłów poprosił o głos:

– Niech po prostu wierzą, że mają jeszcze wiele, wiele czasu…

Szatan uśmiechnął się zadowolony: – To jest rzeczywiście dobry pomysł!

Gdybym wiedziała, że to ostatni raz, patrzyłabym na ciebie, jak zasypiasz. Okryłabym cię lepiej kołdrą, podziękowałabym Panu za twoje cenne życie. Patrzyłabym trochę, jak śpisz.

Gdybym wiedziała, że to ostatni raz, towarzyszyłabym ci aż do drzwi, gdy wychodzisz, pocałowałabym cię, uściskałabym cię i poprosiłabym, byś wrócił, abym jeszcze raz mogła cię pocałować.

Gdybym wiedziała, że to ostatni raz, słuchałabym twego głosu, zgasiłabym telewizor, odłożyłabym gazetę i poświęciłabym tobie całą uwagę. Zapamiętałabym dźwięk twego głosu i światło twoich oczu.

Gdybym wiedziała, że to ostatni raz, słuchałabym twego śpiewu, śpiewałabym razem z tobą i poprosiłabym cię, byś zaśpiewał jeszcze raz.

Gdybym wiedziała, że to ostatni raz jestem z tobą, nadawałabym wielką wartość tej chwili. Nie martwiłabym się o talerze, o podwórze, nawet o rachunki.

Gdybym wiedziała, że to ostatni raz, pragnęłabym być z tobą na zawsze.

Gdybym wiedziała, że to ostatni raz jesteśmy razem, chciałabym widzieć cię szczęśliwym. Ugotowałabym ci twoje ulubione potrawy, zagrałabym z tobą w twoją ulubioną grę. Wzięłabym jeden dzień wolnego, aby być z tobą. Nie dbałabym tak bardzo o uporządkowanie zabawek i pościelenie łóżek. Przypomniałabym ci, jak bardzo jesteś ważny dla mnie. Powiedziałabym ci, jak bardzo pragnę, byś poszedł do Raju. Powiedziałabym ci, byś był silny. Powiedziałabym, że cię kocham i śmiejąc się, dzielilibyśmy się naszymi ulubionymi wspomnieniami.

Gdybym wiedziała, że to ostatni raz, czytałabym razem z tobą Pismo Św. I pomodlilibyśmy się razem do Boga. Podziękowałabym Panu za to, że się spotkaliśmy i że opiekowałeś się nami w sposób tak wspaniały.

Gdybym wiedziała, że to ostatni raz jesteśmy razem, płakałabym , gdyż chciałabym spędzić więcej czasu z tobą.

Gdybym wiedziała, że to ostatni raz… Zupełnie nie wiem, kiedy nadejdzie ten ostatni raz. Pomóż mi, Panie, ukazać moją miłość wszystkim osobom, które miały wpływ na moje życie. To może być ostatni raz, gdy jesteśmy razem.”

                                                                                                                                                                      Ela      

Zostaw Komentarz