List do Jezusa – Św. Krzysztof (21)

with Brak komentarzy

Panie Jezu, Stróża, 24. 07. 2017

Wczoraj byłam z mężem i siostrą Majką na Mszy Św. w Centrum Jana Pawła II „Nie lękajcie się”. We Mszy Świętej uczestniczyli pielgrzymi z Libanu, którzy przywieźli i przekazali sanktuarium relikwie I stopnia Św. Charbela. O tym Świętym pisałam niedawno list, dlatego bardzo ucieszyłam się, że będę tam mogła być, tym bardziej, że w nabożeństwie uczestniczył Raymond Nader, inżynier, dyrektor libańskiej telewizji katolickiej, który podzielił się z wiernymi swoim świadectwem. Wspominałam w liście, że za jego pośrednictwem Św. Charbel przekazuje światu orędzia wzywające do modlitwy, pokuty i miłości bliźniego. Orędziom zawsze towarzyszy chwilowe pojawienie się znaku – odciśniętej dłoni na ramieniu Raymonda Nadera. Fakt ten został badany naukowo. Wszystkie przesłania, które otrzymał Nader od Św. Charbela są spisane w książce pt. „Orędzia z Nieba”. Oto fragment z tej książki: „Ludzie sieją pola ostów, które na razie są miękkie i łaskoczą ich stopy, lecz kiedy wyrosną i stwardnieją pokaleczą i zranią nogi kolejnych pokoleń”. Wybrałam ten fragment, gdyż nawiązuje do wczorajszej Ewangelii: Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł(…)” (Mt 13, 24 – 25)

Relikwie Św. Charbela są już w Krakowie w kościele Św. Krzyża. Przywiózł je trzy lata temu proboszcz parafii, który udał się na pielgrzymkę do Libanu. Nabożeństwo do Św. Charbela w tym kościele  odbywa się każdego 30 dnia miesiąca. Rozpoczyna się różańcem i czytaniem próśb i podziękowań, które można składać do koszyka przed ołtarzem, a także wcześniej telefonicznie lub mailowo na adres parafii. Później sprawowana jest Msza Św., którą wieńczy błogosławieństwo olejem Św. Charbela. Po nabożeństwie wszystkie prośby są zbierane i zawożone do Libanu, podczas pielgrzymki, która co roku organizowana jest z parafii Świętego Krzyża. W kościele wierni mogą otrzymać również olej Św. Charbela. Podobne nabożeństwa będą odbywać się co miesiąc, tylko 28 dnia miesiąca w Centrum Jana Pawła II. Wierni pielgrzymują do Św. Charbela, aby prosić o łaski dla siebie i swoich bliskich. Najwięcej jest próśb o uzdrowienia, ale też wiele podziękowań. Wierni przedstawiają wiele świadectw, że otrzymują łaski. Ja też udałam się wczoraj z prośbą. Modliłam się  wstawiennictwo i opiekę podczas operacji kręgosłupa, która czeka mnie w tym tygodniu.

Jutro w kościele katolickim jest wspomnienie Św. Krzysztofa, dlatego tym razem przybliżę moim czytelnikom jego żywot.

Święty Krzysztof – jest jednym z tych świętych, o których niewiele wiemy, większość informacji czerpiemy z podań i legend. Z pewnością był on jednak postacią historyczną. Wiadomo, że pochodził z Azji Mniejszej, prawdopodobnie z prowincji rzymskiej Licji – dzisiejsza Turcja – gdzie poniósł śmierć męczeńską za panowania cesarza Decjusza, około 250 roku. Z powodu braku szczegółowych informacji o Św. Krzysztofie, średniowiecze na podstawie imienia „niosący Chrystusa” stworzyło popularną legendę o tym świętym. Według niej pierwotne imię Krzysztofa miało brzmieć Reprobus (z greckiego Odrażający), gdyż miał on mieć głowę podobną do psa. Wyróżniał się za to niezwykłą siłą. Postanowił więc oddać się w służbę najpotężniejszemu na ziemi panu. Służył najpierw królowi swojej krainy. Kiedy przekonał się, że król ten bardzo boi się szatana, wstąpił w jego służbę. Pewnego dnia spostrzegł, że szatan boi się imienia Chrystusa. To wzbudziło w nim ciekawość, kim jest ten Chrystus, którego boi się szatan. Opuścił więc służbę u szatana i poszedł w służbę Chrystusa. Zapoznał się z nauką chrześcijańską i przyjął chrzest. Za pokutę i dla zadośćuczynienia, że służył szatanowi, postanowił zamieszkać nad Jordanem, w miejscu, gdzie woda była płytsza, by przenosić na swoich potężnych barkach pielgrzymów, idących ze Wschodu do Ziemi Świętej. Pewnej nocy usłyszał głos Dziecka, które prosiło go o przeniesienie na drugi brzeg. Kiedy je wziął na ramiona, poczuł ogromny ciężar, który go przytłaczał – zdawało mu się, że zapadnie się w ziemię. Zawołał: „Kim jesteś, Dziecię?” Otrzymał odpowiedź: „Jam jest Jezus, twój Zbawiciel. Dźwigając Mnie, dźwigasz cały świat”. Ten właśnie fragment legendy stał się natchnieniem dla niezliczonej liczby malowideł i rzeźb Św. Krzysztofa. Tradycja miała Reprobusowi nadać tytuł „Krzysztofa”, czyli „nosiciela Chrystusa” (gr. Christoforos). Pan Jezus po przyjęciu przez Krzysztofa chrztu miał mu przywrócić wygląd ludzki, ale także miał mu wtedy przepowiedzieć rychłą śmierć męczeńską. Inna legenda opowiada, jak Krzysztof został pojmany i wtrącony do więzienia przez swojego króla, okrutnego prześladowcę chrześcijan. Działo się to około 250 roku, za panowania cesarza Decjusza. Trudno było go wydać na męki, ponieważ z powodu niezwykłej siły Krzysztofa, żołnierze bali się go. Wielu żołnierzy, widząc dzielną postawę Krzysztofa na mękach, nawróciło się. Inni nawrócili się widząc, jak wypuszczane w jego kierunku strzały zatrzymują się w powietrzu lub odbijają się od jego ciała. Krzysztof był przez cały dzień zasypywany strzałami, które jednak nie zabiły go. Kiedy wreszcie wyczerpany padł na ziemię, władca polecił go ściąć. Kult Św. Krzysztofa rozprzestrzenił się drogą bizantyjską w kierunku południowych Włoch, Sycylii, Rawenny. W VI wieku dotarł do Hiszpanii. Od XVI wieku świętego czczono również w krajach zamorskich. Zaliczano go do grona Czternastu Wspomożycieli. Jego relikwie miały np. znaleźć się w jedenastym stuleciu na chorwackiej wyspie Rab, gdzie umieszczone w murach obronnych miały ocalić przed Saracenami. Św. Krzysztof jest patronem Ameryki i Wilna, a także kierowców i wszelkich zawodów związanych z transportem – a więc przewoźników, flisaków, pielgrzymów, turystów, marynarzy i tragarzy. Za swojego orędownika uznają go także farbiarzei introligatorzy. Jest też wzywany w śmiertelnych niebezpieczeństwach. Od 1934 r. rozpowszechnił się zwyczaj święcenia samochodów i motocykli przed nowym sezonem turystycznym lub właśnie w dzień Św. Krzysztofa czyli 25 lipca. Nie ma co ukrywać, że człowiek nie wyobraża sobie już dzisiaj życia bez samochodu. Liczba samochodów rośnie, na drogach robi się coraz bardziej niebezpiecznie. Co roku na naszych drogach ginie w wypadkach samochodowych około trzy tysiące osób, a sprawcami wypadków nadal często są osoby nietrzeźwe. Pierwszą ofiarą ruchu samochodowego był pieszy potrącony przez samochód w Nowym Jorku w 1895 r. W ikonografii Święty przedstawiany jest jako młodzieniec, najczęściej jednak jako olbrzym przechodzący przez rzekę, na barkach niesie Dzieciątko Jezus, w ręku trzyma maczugę, czasami kwitnącą; także jako potężny mężczyzna z głową lwa lub psa. Jego atrybuty to m.in.: dziecko królujące na globie, palma męczeńska, ryba, sakwa na chleb, wiosła.

Stare zwyczaje nakazywały każdego ranka patrzeć na wizerunki Św. Krzysztofa, gdyż to miało zapewnić szczęście na cały dzień, według innych tradycji patrzenie na Krzysztofa miało sprawić, że nie umrze się bez sakramentów. Przejawem kultu było też umieszczanie na fasadach domów, a nawet w bramach miejskich, wizerunków przedstawiających Św. Krzysztofa – kamienice takie zwano wówczas „Krzysztoforami” np. znana kamienica „Pod Krzysztofory” w Krakowie. Umieszczano „Krzysztofki” w przydrożnych kapliczkach, w pobliżu dworców autobusowych i nad rzekami.

Święty Krzysztof Magallanes Jara urodził się w 1869 r. w Meksyku, w rodzinie rolników: Rafaela Magallanes i Klary Jara. W młodości był pasterzem. W wieku 19 lat wstąpił do seminarium duchownego. Po przyjęciu święceń (w roku 1899) został proboszczem parafii w Totatiche (Meksyk). Podjął tam dzieło budowy szkół, drukarni prasy, centrów katechizacji dla dzieci i dorosłych. Zorganizował także budowę elektrowni. Przygotowywał okolicznych rolników do podjęcia współpracy z mieszkańcami miast. Dla Indian Huichol założył misję w Azqueltán. Słynął z nabożeństwa do Matki Bożej. Kiedy antychrześcijański rząd Meksyku nakazał likwidację wszystkich seminariów duchownych, Krzysztof otworzył własne seminarium. Zostało ono jednak wkrótce wykryte i zamknięte. Magallanes nie zniechęcił się – otwierał kolejne seminaria. Gdy ta metoda okazała się nieskuteczna, zorganizował prywatne zajęcia dla kandydatów do kapłaństwa. Fałszywie oskarżony o sprzyjanie siłom rewolucyjnym rebelii Cristero, został aresztowany 21 maja 1927 roku podczas podróży do jednego z gospodarstw, gdzie miał odprawić Eucharystię. Rozdał swój ostatni majątek wykonawcom wydanego na niego wyroku, udzielił im rozgrzeszenia, a następnie, bez żadnego procesu, został zastrzelony 25 maja 1927 r. Do ostatniej chwili umacniał rozstrzelanego razem z nim wikariusza: „Bądź spokojny synu, to tylko chwila, a potem niebo.” Beatyfikował go w 1992 r. Św. Jan Paweł II. Osiem lat później, 21 maja 2000 r., dokonał on też jego kanonizacji. Początek XX w. to czas prześladowania Kościoła w Meksyku. Kapłani, którzy decydowali się na pracę na tych terenach, świadomi byli nieuchronnej śmierci. Mimo to nie brakło misjonarzy. W latach dwudziestych XX w. na terenie Meksyku zginęło 25 wspominanych dzisiaj świętych – kapłanów i osób świeckich. Żaden z nich nie miał wytoczonego procesu, żaden nie mógł się bronić. Łączyła ich szczególne umiłowanie Eucharystii, nabożeństwo do Maryi oraz posługa biednym. W Internecie można zobaczyć przepiękny, wzruszający film pt.: „Cristiada”, opowiadający historię chrześcijan w Meksyku w tamtym czasie.

Na każdym etapie mojego życia spotykałam na swojej drodze Krzysztofów, począwszy od przedszkola, a skończywszy obecnie w pracy. Wszystkich wspominam z wielką życzliwością. Błogosław im Panie Jezu w codziennym życiu, a Ty Św. Krzysztofie ochraniaj ich nie tylko na drodze. Wspominałam w pierwszym liście o moim ulubionym zwrocie: „Jezu troszcz się Ty”. Skąd się wziął ten zwrot? Otóż ponad rok temu, na kilka dni przed moją pierwszą operacją odwiedziła mnie moja siostra Ania. Jadąc do mnie z Wrocławia wstąpiła po drodze do Sanktuarium Miłosierdzia w Łagiewnikach i przywiozła mi  stamtąd obrazek z dołączonym „Aktem oddania się przeciw niepokojom i zmartwieniom”. Jest to akt zawierzenia zwany modlitwą: „Jezu, Ty się tym zajmij”. Został podyktowany włoskiemu księdzu Dolindo Ruotolo w ubiegłym wieku, w czasie prywatnego objawienia. Przetłumaczone z języka włoskiego słowa: „Gesu, pensaci Tu”, czyli „Jezu, Ty się tym zajmij” w pierwszym tłumaczeniu jakie dostałam od siostry brzmiały: „Jezu troszcz się Ty”. Podobnie jest z całym aktem zawierzenia – różne tłumaczenia trochę się różnią, ale sens zdań pozostaje taki sam. Zanim zacytuję ten akt zawierzenia, aby każdy z Was mógł oddać Panu Jezusowi swoje zmartwienia, niepokoje czy codzienne troski, opiszę krótko ks. Dolindo Ruotolo. Kapłan ten żył w Neapolu w latach 1882 -1970, należał do Trzeciego Zakonu Św. Franciszka, był bardzo oddany osobom ubogim i cierpiącym. Odznaczał się radosnym, neapolitańskim usposobieniem i wielką pokorą. Ksiądz Dolindo był, podobnie jak ojciec Pio stygmatykiem. Ojciec Pio znał ks. Dolindo i jego pobożność. Przybywających z okolic Neapolu pielgrzymów odsyłał do świątobliwego kapłana, mówiąc: „Dlaczego przyjeżdżacie do mnie? Macie przecież w Neapolu Świętego. Jedźcie do niego”. Ksiądz Dolindo traktował osoby ubogie i chore z niezwykłą czułością – całował je i przytulał. Sam od najmłodszych lat wiedział czym jest cierpienie. Począwszy od karcenia przez surowego ojca, poprzez fizyczne dolegliwości (ostatnie dziesięć lat był sparaliżowany), aż po cierpienia duchowe. Sam mówił: „świętość to dobro nabyte przez depozyt łez”. Mimo wielu bolesnych doświadczeń był człowiekiem niezwykle pogodnym, a „jego serce przepełniała radość powodowana odczuwaniem obecności Maryi, świętych i Anioła Stróża”. Nie odmawiał nigdy pomocy potrzebującym. Za życia, kiedy przychodzili do niego najubożsi, których nie stać było na lekarza, wystawiał im recepty, podpisując się „Doktor Cretinito Sciosciammocca” (Doktor Głupia Packa na Muchy). Wszystkim potrzebującym pomocy przykazał, by po jego śmierci we wszelkich potrzebach przychodzili i stukali w jego grób, a on będzie się za nimi wstawiał. Mało znane jest proroctwo odnoszące się do Polski, które ks. Dolindo usłyszał od Maryi 2 lipca 1965 r: „Maryja do duszy: Świat idzie ku zatracie, ale Polska, jak w czasach Sobieskiego, dzięki pobożności do Mojego serca, będzie dzisiaj jak tamci w liczbie 20 tysięcy, którzy uratowali Europę i świat przed turecką tyranią. Polska uwolni świat od najstraszliwszej tyranii komunistycznej. Pojawi się nowy Jan, który w heroicznym marszu rozerwie kajdany i pokona granice narzucone przez komunistyczną tyranię. Pamiętaj o tym. Błogosławię Polskę. Błogosławię Ciebie. Błogosławcie mnie…” Kiedy na Stolicę Piotrową wybrano Polaka – Karola Wojtyłę – który przyjął imię Jan Paweł II, proroctwo usłyszane przez ks. Dolindo zaczęło się spełniać. Wszyscy dobrze wiemy, jak potoczyły się dalej losy ustroju komunistycznego w Polsce. Ksiądz Dolindo jest autorem „Komentarzy do Pisma Świętego” napisanych pod natchnieniem Ducha Świętego. Zajmują one 33 tomy, jeszcze nie są przetłumaczone na język polski. Akt zawierzenia, o którym piszę jest zamieszczony w jego autobiografii zatytułowanej: „Nazwałem się Dolindo, to znaczy boleść”. Słowa zawarte w tym akcie podyktował mu Pan Jezus w czasie medytacji i mistycznego uniesienia w 1940 roku, gdy kapłan miał 58 lat. Sługa Boży ks. Dolindo Ruotolo zmarł w opinii świętości 30 lat później, mając 88 lat. Trwa jego proces beatyfikacyjny.

Podpiszę się dzisiaj wcześniej, a sam akt zawierzenia praktycznie w całości przedstawię poniżej, na oddzielnej stronie, może ktoś z Was zechce go sobie wydrukować, by mieć go „pod ręką” lub podarować bliskiej osobie, która szuka pocieszenia w modlitwie. Same słowa: „Jezu, Ty się tym zajmij”, są aktem strzelistym. Można je powtarzać podobnie jak znane każdemu z nas wezwanie: „Jezu ufam Tobie”, w różnych sytuacjach i o różnych porach dnia, przed czekającymi nas trudnymi decyzjami. Ja podczas każdej operacji zawierzałam swoje życie Jezusowi i tak też mam zamiar zrobić w tym tygodniu na stole operacyjnym. Mam nadzieję Panie Jezu, że po dzisiejszym liście wiele osób zwróci się do Ciebie z prośbą, byś Ty zajął się ich sprawami i że będą to tak mocne zawierzenia, że zajmując się nimi, będziesz czynił Panie Jezu prawdziwe cuda, o co Cię serdecznie proszę i z góry dziękuję.

                                                                                                                                                            Ela

Jezus mówi do każdego z nas: „Dlaczego zamartwiacie się i niepokoicie? Zostawcie Mnie troskę o wasze sprawy, a wszystko się uspokoi. Zaprawdę mówię wam, że każdy akt prawdziwego, głębokiego i całkowitego zawierzenia Mnie wywołuje pożądany przez was efekt i rozwiązuje trudne sytuacje. Zawierzenie Mnie nie oznacza zadręczania się, wzburzenia, rozpaczania, a później kierowania do Mnie modlitwy pełnej niepokoju, bym nadążał za wami; zawierzenie to jest zamiana niepokoju na modlitwę. Zawierzenie oznacza spokojne zamknięcie oczu duszy, odwrócenie myśli od udręki i oddanie się Mnie tak, bym jedynie Ja działał, mówiąc Mi: »Jezu, Ty się tym zajmij«. Sprzeczne z zawierzeniem jest martwienie się, zamęt, wola rozmyślania o konsekwencjach zdarzenia. Podobne jest to do zamieszania spowodowanego przez dzieci domagające się, aby mama myślała o ich potrzebach, gdy tymczasem one chcą się tym zająć same, utrudniając swymi pomysłami i kaprysami jej pracę. Zamknijcie oczy i pozwólcie Mi pracować, zamknijcie oczy i myślcie o obecnej chwili, odwracając myśli od przyszłości, jak od pokusy. Oprzyjcie się na Mnie, wierząc w moją dobroć, a poprzysięgam wam na moją miłość, że kiedy z takim nastawieniem mówicie: »Ty się tym zajmij«, Ja w pełni to uczynię, pocieszę was, uwolnię i poprowadzę. A kiedy muszę was wprowadzić w życie inne od tego, jakie Wy widzielibyście dla siebie, uczę was, noszę w moich ramionach, sprawiam, że jesteście jak dzieci uśpione w matczynych objęciach. To, co was niepokoi i powoduje ogromne cierpienie, to wasze rozumowanie, wasze myślenie po swojemu, wasze myśli i wola, by za wszelką cenę samemu zaradzić temu, co was trapi. Czegóż nie dokonuję, gdy dusza, tak w potrzebach duchowych jak i materialnych, zwraca się do Mnie, mówiąc: »Ty się tym zajmij«, zamyka oczy i uspokaja się! Dostajecie niewiele łask, kiedy męczycie się i dręczycie się, aby je otrzymać; otrzymujecie ich bardzo dużo, kiedy modlitwa jest pełnym zawierzeniem Mnie. W cierpieniu prosicie, żebym działał, ale tak jak wy pragniecie… Zwracacie się do Mnie, ale chcecie, bym to Ja dostosował się do was. Nie bądźcie jak chorzy, którzy proszą lekarza o kurację, ale sami mu ją podpowiadają. Nie postępujcie tak, lecz módlcie się, jak was nauczyłem w modlitwie »Ojcze nasz«: Święć się Imię Twoje, to znaczy bądź uwielbiony w tej mojej potrzebie; Przyjdź Królestwo Twoje, to znaczy niech wszystko przyczynia się do chwały Królestwa Twego w nas i w świecie; Bądź wola Twoja jako w niebie tak i na ziemi, to znaczy Ty decyduj w tej potrzebie, uczyń to, co Tobie wydaje się lepsze dla naszego życia doczesnego i wiecznego. Jeżeli naprawdę powiecie Mi: »Bądź wola Twoja«, co jest równoznaczne z powiedzeniem: »Ty się tym zajmij«, Ja wkroczę z całą moją wszechmocą i rozwiążę najtrudniejsze sytuacje. Gdy zobaczysz, że twoja dolegliwość zwiększa się zamiast się zmniejszać, nie martw się, zamknij oczy i z ufnością powiedz Mi: »Bądź wola Twoja, Ty się tym zajmij!«. Mówię ci, że zajmę się tym, że wdam się w tę sprawę jak lekarz, a nawet, jeśli będzie trzeba, uczynię cud. Widzisz, że sprawa ulega pogorszeniu? Nie trać ducha! Zamknij oczy i mów: »Ty się tym zajmij«. Mówię ci, że zajmę się tym i że nie ma skuteczniejszego lekarstwa nad moją interwencję miłości. Zajmę się tym jedynie wtedy, kiedy zamkniesz oczy. Nie możecie spać, wszystko chcecie oceniać, wszystkiego dociec, o wszystkim myśleć i w ten sposób zawierzacie siłom ludzkim albo – gorzej – ufacie tylko interwencji człowieka. A to właśnie stoi na przeszkodzie moim słowom i memu przybyciu. Och! Jakże pragnę tego waszego zawierzenia, by móc wam wyświadczyć dobrodziejstwa i jakże smucę się, widząc was wzburzonymi. Szatan właśnie do tego zmierza: aby was podburzyć, by ukryć was przed moim działaniem i rzucić na pastwę tylko ludzkich poczynań. Przeto ufajcie tylko Mnie, oprzyjcie się na Mnie, zawierzcie Mnie we wszystkim. Czynię cuda proporcjonalnie do waszego zawierzenia Mnie, a nie proporcjonalnie do waszych trosk. Kiedy znajdujecie się w całkowitym ubóstwie, wylewam na was skarby moich łask. Jeżeli macie swoje zasoby, nawet niewielkie lub staracie się je posiąść, pozostajecie w naturalnym obszarze, a zatem podążacie za naturalnym biegiem rzeczy, któremu często przeszkadza szatan. Żaden człowiek rozumujący tylko według logiki ludzkiej nie czynił cudów. Lecz na sposób Boski działa ten, kto zawierza Bogu. Kiedy widzisz, że sprawy się komplikują, powiedz z zamkniętymi oczami duszy: »Jezu, Ty się tym zajmij!«. Postępuj tak we wszystkich twoich potrzebach. Postępujcie tak wszyscy, a zobaczycie wielkie, nieustanne i ciche cuda. To wam poprzysięgam na moją Miłość! Módlcie się zawsze w postawie zawierzenia, a będziecie mieli dzięki temu wielki pokój i owoce nawet wtedy, kiedy udzielę wam łaski złożenia ofiary wynagrodzenia i miłości, która pociągnie za sobą cierpienie. Wydaje to ci się niemożliwe? Zamknij oczy i powiedz z całej duszy: »Jezu, Ty się tym zajmij!«. Nie lękaj się, ja się zatroszczę. A ty błogosławić będziesz Imię Moje, nie dbając o siebie samego. Twoje modlitwy nie mają takiej wagi, jak ten akt pełnego ufności oddania się Mnie; zapamiętaj to sobie dobrze. Nie ma skuteczniejszej Nowenny od tej: «Och Jezu, zawierzam się Tobie, Ty się tym zajmij»(…)”

Zostaw Komentarz