List do Jezusa – Św. Małorzata (9)

with Brak komentarzy

Panie Jezu, Stróża, 27.04.2017

Wszyscy moi najbliżsi z utęsknieniem czekają na nadchodzący „majowy weekend”. Będzie parę dni wolnego, można będzie trochę zwolnić tempo w wypełnianiu codziennych obowiązków. Wolne to zawdzięczamy obchodom świąt majowych. 1 maja obchodzimy Święto Pracy. Wprowadzono je, by upamiętnić strajk robotników w Chicago w 1886 r. Protest ten był częścią ogólnokrajowej kampanii na rzecz wprowadzenia 8-godzinnego dnia pracy. Robotnicy protestowali też przeciwko niskim płacom i bardzo złym warunkom pracy. Za czasów PRL było to jedno z najważniejszych świąt. Majowy dzień był hucznie obchodzony, na ulicach odbywały się liczne obchody i manifestacje. Po 1989 roku znaczenie pierwszomajowego święta zmalało, ale wciąż jest obchodzone. 1 maja 1955 roku papież Pius XII proklamował ten dzień Świętem Józefa rzemieślnika, nadając w ten sposób religijne znaczenie temu świeckiemu świętu. Odtąd dzień 1 maja jest radosnym świętem, akcentującym szczególną godność i znaczenie pracy. 2 maja to Święto Flagi Rzeczypospolitej,  skupiające uwagę na symbolach państwowości polskiej, a w szczególności na Fladze RP. Jest to święto stosunkowo młode, bo obchodzone w Polsce dopiero od 2004 r. Dzień Flagi Rzeczypospolitej ma na celu propagować wiedzę o polskiej tożsamości oraz symbolach narodowych. Ustanowienie 2 maja dniem flagi państwowej ma swoje podłoże historyczne. Właśnie tego dnia żołnierze polscy z 1 Dywizji Kościuszkowskiej zawiesili biało-czerwoną flagę na kolumnie zwycięstwa w Tiergarten w Berlinie. Zdobywając miasto przyczynili się do zakończenia działań wojennych w Europie w czasie II wojny światowej. 3 maja obchodzimy Święto Konstytucji. Zostało wprowadzone na pamiątkę uchwalenia przez Sejm Wielki Konstytucji 3 Maja w 1791 r. Co ciekawe, od 1946 roku aż do roku 1990, świętowanie tego dnia było zakazane przez władze. 2 maja obywatele musieli zdejmować flagi, tak aby 3 maja nie było ich widać. Pierwsze uroczyste obchody święta 3 maja odbyły się w Warszawie na Placu Zamkowym w 1990 roku. Konstytucja 3 Maja z 1791 roku była jedną z najważniejszych ustaw w Polsce. Była ona drugą konstytucją w świecie – po Konstytucji Stanów Zjednoczonych. Autorami Konstytucji 3 Maja byli  między innymi król Stanisław August Poniatowski, Ignacy Potocki, Hugo Kołłątaj, Stanisław Staszic i Stanisław Małachowski. Twórcy Konstytucji 3 Maja określili ją jako „ostatnią wolę i testament gasnącej Ojczyzny”. W Kościele katolickim obchodzimy w tym dniu święto głównej patronki Polski – Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski. Maj jest miesiącem szczególnie poświęconym czci Matki Bożej. Słynne „majówki” – nabożeństwa, odprawiane wieczorami w kościołach, przy grotach, kapliczkach i przydrożnych figurach, na stałe wpisały się w krajobraz Polski. Jego centralną częścią jest Litania Loretańska. Początków tego nabożeństwa należy szukać w pieśniach sławiących Maryję Pannę znanych na Wschodzie już w V w. Na Zachodzie poświęcenie majowego miesiąca Matce Bożej pojawiło się dopiero na przełomie XIII i XIV w., dzięki hiszpańskiemu królowi Alfonsowi X. Zachęcał on, by wieczorami gromadzić się na wspólnej modlitwie przed figurami Bożej Rodzicielki. Nabożeństwo majowe bardzo szybko stało się popularne w całej chrześcijańskiej Europie. W wielu żywotach świętych oraz kronikach zakonnych można wyczytać o majowym kulcie Maryi Panny. Dobrym przykładem jest Św. Filip Nereusz, który gromadził dzieci przy figurze Matki Bożej, zachęcał do modlitwy i do składania u jej stóp kwiatów. Wielkim propagatorem tej formy czci Matki Bożej był jezuita, o. Muzzarelli, który w 1787 r. wydał specjalną broszurkę, którą rozesłał do wszystkich włoskich biskupów. Rozpowszechnił je również w Paryżu, towarzysząc papieżowi Piusowi VII podczas koronacji Napoleona Bonaparte. To właśnie Pius VII obdarzył nabożeństwo majowe pierwszymi odpustami. W 1859 r. Pius IX, zatwierdził obowiązującą do naszych czasów formę nabożeństwa, składającego się z Litanii Loretańskiej, nauki kapłana oraz uroczystego błogosławieństwa Najświętszym Sakramentem. W połowie XIX w. „majówki” odprawiane  były już w wielu polskich miastach. Litania Loretańska, która jest główną częścią nabożeństw majowych, powstała prawdopodobnie już w XII w. we Francji. Zebrane wezwania sławiące Maryję Pannę zatwierdził 11 czerwca 1587 r. papież Sykstus V. Swoją nazwę zawdzięcza włoskiej miejscowości Loreto, gdzie była niezwykle popularna. Ponieważ często modlący się dodawali do niej własne wezwania, w 1631 r. Święta Kongregacja Obrzędów zakazała dokonywania w tekście samowolnych zmian. W Polsce jest o jedno wezwanie więcej. W okresie międzywojennym, po zatwierdzeniu przez Stolicę Apostolską uroczystości Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski, za zgodą papieża Piusa XI, do Litanii dołączono wezwanie „Królowo Polski”. Dzisiaj opiszę kilka świętych o imieniu Małgorzata. Jest ich bardzo dużo, wybrałam więc aż cztery święte, a zacznę od tej, która żyła najwcześniej.

Święta Małgorzata Antiocheńska miała być według podania córką pogańskiego kapłana. Urodziła się pod koniec III wieku w stolicy rzymskiej prowincji, w Antiochii Pizydyjskiej. Po przedwczesnej śmierci matki została oddana pod opiekę piastunce, która była chrześcijanką. Ta doprowadziła ją do poznania nauki Pana Jezusa i do chrztu. W tym właśnie czasie wybuchło prześladowanie za panowania cesarza Dioklecjana. Małgorzata była bardzo piękna i bogata. Miał się w niej zakochać namiestnik rzymski, który chciał ją pojąć za żonę. Małgorzata jednak stanowczo odmówiła, twierdząc, że ma już Oblubieńca – Jezusa Chrystusa. Namiestnik kazał aresztować ją i usiłował obietnicami i groźbami skłonić do odstępstwa. Kiedy te zawiodły, nakazał zastosować wobec niej wyszukane tortury: szarpano jej ciało hakami i palono ją ogniem. Następnie wrzucono do więzienia, grożąc jej jeszcze większymi mękami. Wtedy też miał się jej pojawić szatan w postaci smoka i ją zaatakować. Odpędziła go jednak znakiem krzyża świętego. Kiedy nadal obstawała przy wyznawaniu wiary, została ścięta 20 lipca 304 roku. Bohaterska śmierć dziewicy nadała rozgłos jej imieniu. Św. Małgorzata Antiocheńska wraz ze Św. Katarzyną Aleksandryjską, Św. Dorotą i św. Barbarą to cztery najważniejsze dziewice i męczennice. Święta należy również do grona Czternastu Świętych Wspomożycieli, których wstawiennictwo u Boga jest w każdej potrzebie szczególnie skuteczne. Pierwszy zapis o kulcie tej świętej na ziemiach polskich pochodzi z XII wieku, ale rozkwit kultu przypada na wiek XV. Św. Małgorzata miała uratować w XV wieku Tucholę, pokazując się na murach w czasie oblężenia przez Krzyżaków. Od tego momentu kult świętej był bardzo żywy – wzniesiono kościół, postawiono na rynku figurę, a wizerunek męczenniczki znalazł się w herbie miasta. Postać Św. Małgorzaty znajduje się także w herbach m.in.: Nowego Sącza, Ożarowa, Przysuchy i Tomaszowa Mazowieckiego. Pierwsze gruszki nazywano na Pomorzu od imienia świętej „małgorzatkami”. Jest patronką dobrej śmierci, bezpiecznego porodu, kobiet i pielęgniarek. Wzywana w obronie przed chorobami nerek, bezpłodnością i jako ucieczka przed demonami. Ikonografia zwykła przedstawiać Św. Małgorzatę ze smokiem lub z krzyżem w ręku, którym miała odpędzić szatana, a także z palmą i lilią. Jej wspomnienie  przypada 20 lipca.

Święta Małgorzata Węgierska urodziła się 27 stycznia 1242 r. w twierdzy Klis. Była ósmym dzieckiem króla Węgier Beli IV i Marii Laskaris. Pochodziła z rodziny Arpadów, z której wywodzili się także: Św. Stefan (+ 1038), jego syn Św. Emeryk (+ 1031) i Św. Władysław (+ 1095). Jej rodzonymi siostrami były: Św. Kinga (+ 1292) i bł. Jolenta (+ 1298), a ciotkami – Św. Elżbieta z Turyngii (+ 1231) i bł. Salomea (+ 1268). Jej dziadek po kądzieli był cesarzem bizantyjskim. Jeszcze przed swoim narodzeniem została przez rodziców ofiarowana Bogu za ocalenie ojczyzny od najazdu Tatarów. W wieku około czterech lat powierzona została opiece mniszek Zakonu Kaznodziejskiego (dominikanek) w Veszprem. Gdy chciano ją później zwolnić ze zobowiązań, aby mogła wyjść za mąż, odmówiła. Rodzina usiłowała ją bowiem za wszelką cenę wydobyć z zakonu i wydać za księcia kaliskiego, Bolesława Pobożnego, następnie za Ottokara II, króla czeskiego, wreszcie za króla Neapolu, Karola Andegaweńskiego. Wszystkie te ponętne propozycje stanowczo odrzuciła. Co więcej, w obecności prymasa Węgier i innych dostojników państwa uroczyście potwierdziła stanowczą wolę pozostania w zakonie, korony ziemskie oddając za koronę niebieską. Kiedy miała 10 lat, przeniosła się do klasztoru dominikanek na wyspie Lepri na Dunaju jako internistka, a niebawem jako zakonnica. Chociaż pochodziła z tak znakomitej rodziny, Małgorzata nie wstydziła się prac fizycznych i służebnych. Budowała wszystkich umiłowaniem ubóstwa, rezygnując chętnie nawet z rzeczy najpotrzebniejszych, czyniąc to z miłości do Chrystusa. Pan Bóg wyróżnił ją darem kontemplacji, wizji  i charyzmatem proroczym. W wieku dwunastu lat, w Budzie, w klasztorze zbudowanym dla niej przez króla, złożyła śluby zakonne. Doszła do godnej podziwu gorliwości i bez reszty oddała się Chrystusowi Ukrzyżowanemu. Prowadziła życie surowe, wypełnione dziełami miłosierdzia. Z wielkim oddaniem opiekowała się chorymi. Płonęła ogromną miłością do tajemnicy Eucharystii oraz męki Odkupiciela. Wyróżniała się również nabożeństwem do Ducha Świętego i Najświętszej Maryi Panny. Zmarła 18 stycznia 1270 roku w wieku 28 lat. Wyspę Lepri nazwano wyspą Św. Małgorzaty i tak do dzisiaj się ona nazywa. Proces beatyfikacyjny wymienia ok. 300 niezwykłych łask, otrzymanych za wstawiennictwem Małgorzaty. W poczet świętych włączył ją Pius XII 19 listopada 1943 roku. W ikonografii przedstawia się Św. Małgorzatę w habicie dominikańskim, z królewską koroną złożoną u jej stóp, z lilią i księgą w ręce. Atrybutem jej są także stygmaty. Kościół wspomina ją 18 stycznia.

Święta Małgorzata z Kortony przyszła na świat w roku 1247. Była córką Laviano, ubogiego ziemianina z toskańskiej wioski we Włoszech. W siódmym roku życia straciła matkę, a ojciec ożenił się po raz drugi. Osierocona Małgorzata wiele wycierpiała ze strony macochy.  Wyróżniała się niezwykłą urodą, toteż nie brakowało młodych, którzy ubiegali się o jej rękę. Wśród jej wielbicieli znalazł się bogaty szlachcic Arseniusz, który zaprosił młodą, niedoświadczoną dziewczynę na swój dwór i wiódł z nią rozpustne życie ku zgorszeniu całej okolicy. Z tego związku urodził się syn. Nadszedł jednak tragiczny dzień. Jej ukochany został skrytobójczo zamordowany, a Małgorzata przypadkowo znalazła jego ciało, odgrzebane przez psa. To było punktem zwrotnym w życiu Małgorzaty. Postanowiła zmienić swoje życie. Wraz z synem najpierw powróciła do domu rodzinnego, jednakże tu nie została przyjęta przez ojca i macochę. Udała się do Kortony, gdzie wstąpiła do Trzeciego Zakonu Franciszkańskiego. Żyła odtąd w ścisłym ubóstwie. Utrzymywała się z jałmużny. Opiekowała się chorymi, ubogimi i bezdomnymi. Dla naprawienia zgorszenia, jakie dotąd czyniła, przykładem swojego życia nawoływała do pokuty. Małgorzata czynne życie łączyła z życiem modlitwy. Przebywała jako rekluza (żyła w zamknięciu) najpierw przy kościele św. Franciszka, potem św. Bazylego. Przyczyniła się do pojednania dwóch zwaśnionych rodów: Gwelfów i Gibelinów. Odznaczała się wielkim nabożeństwem do Najświętszego Sakramentu (od 1288 r. miała pozwolenie na codzienną Komunię Św., co w tamtych czasach należało do rzadkości i było niezwykłym przywilejem), a także do Męki Pańskiej, Najświętszego Serca Jezusa i Imienia Jezus.  Nazywano Małgorzatę „seraficką Marią Magdaleną”, a także obok Św. Franciszka z Asyżu i Św. Klary — „trzecią świetlaną pochodnią” Zakonu Franciszkańskiego. Pan Bóg obdarzył ją darem wysokiej kontemplacji, a nawet ekstaz i proroctw. Została obdarzona stygmatami. Wyniszczona przedwcześnie pokutą, zmarła 22 lutego 1297 roku, mając 50 lat. Papież Benedykt XIII wyniósł ją do chwały świętych w 1728r. W Kortonie, w kościele wzniesionym ku jej czci,  w ołtarzu głównym znajduje się bogata urna ze szkłem, w której dotąd odbierają żywą cześć  jej  relikwie. Ciało świętej Pan Bóg ozdobił wspaniałym cudem – mianowicie do dziś pozostaje ono w stanie nienaruszonym. Nie jest to jedyny taki przypadek wśród świętych. Jest patronką osób pokutujących, miasta Kortony i tejże diecezji. Liturgiczny obchód ku czci Św. Małgorzaty wyznaczono na dzień 22 lutego. W ikonografii przedstawia się Św. Małgorzatę w bogatej sukni albo w brązowym habicie franciszkańskim, w białej chuście lub welonie na głowie. Jej indywidualnym atrybutem jest pies (który miał znaleźć jej kochanka). Jako pokutnica jest ukazywana z tradycyjnymi atrybutami: krzyżem, czaszką i włosiennicą.

Święta Małgorzata Maria Alacoque urodziła się 22 lipca 1647 r. w Burgundii (Francja). Kiedy Małgorzata miała zaledwie 4 lata, złożyła ślub dozgonnej czystości. Jej ojciec był notariuszem i sędzią. Zmarł, gdy Małgorzata miała 8 lat. Oddano ją wtedy do kolegium klarysek w Charolles. Ciężka choroba zmusiła ją jednak do powrotu do domu. Oddana z kolei na wychowanie do apodyktycznego wuja i gderliwych ciotek, wiele od nich wycierpiała. Choroba trwała cztery długie lata. Dziewczynka dojrzała w niej duchowo. Pragnęła gorąco poświęcić się służbie Bożej. Marzenie jej spełniło się dopiero kiedy miała 24 lata. Wstąpiła wtedy do Sióstr Nawiedzenia (wizytek).  Małgorzata była mistyczką – od 21 grudnia 1674 r. przez ponad półtora roku Pan Jezus w wielu objawieniach przedstawiał jej swe Serce, kochające ludzi i spragnione ich miłości. Chrystus żądał od Małgorzaty, by często przystępowała do Komunii Świętej, ale przede wszystkim w pierwsze piątki miesiąca. Dostała polecenie, aby ustanowiono święto czczące Jego Najświętsze Serce oraz przystępowano przez 9 miesięcy do pierwszopiątkowej Komunii Św.. Długo nie wierzono w prawdziwość jej objawień. Małgorzata zmarła 17 października 1690 r. mając 43 lata. Kanonizował ją Benedykt XV w 1920r. Jest nazywana „Świętą od Serca Jezusowego”. Formalnie święto, jako uroczystość liturgiczna Najświętszego Serca Jezusowego zostało ustanowione przez papieża Klemensa XIII w 1765 roku. Uroczystość ta przypada w pierwszy piątek po oktawie Bożego Ciała. Pan Jezus podczas objawień Świętej Małgorzacie złożył 12 obietnic tym, którzy będą czcili Jego Najświętsze Serce. Szczególnie ważna jest obietnica dwunasta, zwana Wielką. Jezus zapowiada w niej największą łaskę, jakiej człowiek może dostąpić na ziemi – śmierć w stanie łaski uświęcającej. Jej warunkiem jest godne przyjmowanie Komunii Św. przez dziewięć kolejnych pierwszych piątków miesiąca. Wielka Obietnica jest niezwykła, jest dowodem wielkiego miłosierdzia Pana Jezusa. Znana jest sentencja: „Kto dziewięć piątków odprawi jak trzeba, nie umrze w grzechach, lecz pójdzie do nieba”. W ikonografii Św. Małgorzata Maria przedstawiana jest w czarnym habicie wizytek, w rękach trzyma przebite serce. Kościół wspomina ją 14 października.

Małgorzata jest to imię pochodzenia greckiego, od słowa margarites (perła).

Mam dwunastoletnią córkę Małgorzatę. Jest uczennicą piątej klasy szkoły podstawowej oraz czwartej klasy szkoły muzycznej I stopnia. Uczy się grać na gitarze, ale oprócz zdolności muzycznych, ma jeszcze zdolności plastyczne. Bardzo ładnie rysuje i maluje. To głównie ona u nas w domu robi przeróżne ozdoby świąteczne, czy to na Boże Narodzenie, czy na Wielkanoc. Jest też bardzo pomocna w kuchni. Jak miała się urodzić, to do samego końca nie mogliśmy się zdecydować, jak jej dać na imię. Była już siódmą dziewczynką w najbliższej rodzinie, a nie chcieliśmy, aby się powtarzało jakieś imię dwa razy. Na samym końcu mieliśmy do wyboru dwa imiona: Dominika i Małgorzata. To ostatnie wzięłam pod uwagę, gdy zerknęłam do kalendarza, aby zobaczyć kto obchodzi imieniny 22 lutego, bo na ten dzień miałam wyznaczoną przewidywaną datę porodu. Imię Małgorzata bardzo mi się spodobało i w rezultacie, gdy lekarz zapytał jak jej damy na imię, ja wybrałam to właściwe. W pracy u męża jest kilka Małgorzat, każda z nich jest wielką indywidualistką (zresztą u mnie w pracy podobnie). Żartowały sobie z niego, pytając go, czy oby na pewno dobrze się zastanowił dając takie imię własnej córce. Trochę tych Małgorzat spotkałam na swojej drodze i faktycznie cechuje je silna osobowość, ale każda z nich jest zupełnie inna. Dziękuję Wam za to, że jesteście i mnie wspieracie. Święte Małgorzaty wypraszajcie u Boga wiele łask dla nich i dla czytelników moich listów. Zastanawiałam się kiedyś, czy pisząc te listy o świętych i dając je czytać innym dobrze robię. Od razu znalazłam słowa papieża Benedykta XVI, który tak mówił: „Jakże piękne i pełne pociechy jest świętych obcowanie! Jest to rzeczywistość, która nadaje inny wymiar całemu naszemu życiu. Nigdy nie jesteśmy sami! Należymy do duchowego «towarzystwa», w którym panuje głęboka solidarność: dobro każdego przynosi korzyść wszystkim i odwrotnie, wspólne szczęście promieniuje na jednostki. Każdy powinien mieć jakiegoś Świętego, z którym pozostawałby w bardzo zażyłej relacji, aby odczuwać jego bliskość przez modlitwę i wstawiennictwo, ale także, aby go naśladować. Chciałbym zaprosić was, abyście bardziej poznawali Świętych, rozpoczynając od tego, którego imię nosicie, czytając ich życiorysy i pisma. Bądźcie pewni, że staną się oni dobrymi przewodnikami, abyście jeszcze bardziej kochali Pana oraz będą cenną pomocą dla wzrostu ludzkiego i chrześcijańskiego.”

Na koniec dodam jeszcze jedną kroplę ewangeliczną: Zapytał kiedyś uczony w Prawie Jezusa: «Nauczycielu, które przykazanie w prawie jest największe?» On odpowiedział: «Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie podobne do niego to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego»” (Mt 22,35-39). Znowu streszczę krótko rozważania autora książeczki: „Mój psycholog nazywa się Jezus”. W chwili, gdy Panie Jezu żądasz od nas miłości bliźniego, odwołujesz się do oczywistej potrzeby: miłości do siebie samego. Często niedoceniając siebie, nie znajdujemy siły, by dawać innym. Wszystko kręci się wokół samooceny. Panie Jezu, Ty chcesz, abyśmy kochali samego siebie, a więc, abyśmy byli zadowoleni z siebie. Zdrowa samoocena, w połowie drogi pomiędzy niedocenianiem przez tego, który ma małe mniemanie o sobie, a przecenieniem przez tego, który ma wygórowane zdanie o sobie, potwierdza, że nie można być doskonałym. Musimy spróbować dowartościować cnoty i panować nad słabościami w taki sposób, aby osiągnąć stan równowagi. Jeżeli pomylimy się, spróbujmy być obiektywnymi sędziami sytuacji, bez potrzeby zadawania ciosów. Opisujmy swój błąd w określonych okolicznościach. Niedopuszczalne jest mówienie: „Jestem do niczego”. Poprawny jest wniosek: „W tej chwili i tylko w tej chwili byłem do niczego.” Jeżeli posiadamy krytyczną  mądrość, to możemy się uwolnić z niewoli oceniania przez innych. Upadać jest rzeczą normalną, ponieważ podstawą jest upaść i zaraz się podnieść, być gotowym do dalszej drogi. Błąd służy do tego, żeby go więcej nie popełniać. Często oceniamy się za nisko, marzymy, by być idealnymi, wyznaczając sobie nierealne cele, które mogą doprowadzać nas do wyniszczających frustracji. Żaden lekarz nie każe się nam źle czuć ze samym sobą, a tym bardziej Bóg, który jest obok nas i akceptuje nas ze wszystkimi naszymi wadami.

                                                                                                                                       Ela

 

Zostaw Komentarz