Panie Jezu, Stróża, 2.09.2017
Wspominałam niedawno, że moja chrześnica Martyna będzie brała ślub z Piotrem pod koniec sierpnia. Wybrali sobie piękną datę – 26 sierpnia – w Święto Matki Bożej Częstochowskiej, a sakramentalne tak powiedzieli sobie w kościele p.w. Św. Rafała Kalinowskiego, należącym do parafii Maki Bożej Częstochowskiej w Kluszkowcach na Podhalu. Stanowią piękną parę. Martyna jest córką mojej najstarszej siostry Majki. Piotra poznała na studiach na Akademii Górniczo – Hutniczej, gdzie obydwoje ukończyli w tym roku studia inżynierskie. W zaproszeniach na ślub zamieścili piękną sentencję: „Nie wystarczy pokochać, trzeba jeszcze umieć wziąć tę miłość w ręce i przenieść ją przez całe życie” (Augusto Bekannte). Już kiedyś, w jednym z listów zapożyczyłam sobie od nich ten cytat, bo bardzo mi się podoba. Błogosław Panie Jezu Martynie i Piotrowi na ich nowej drodze życia, pomóż im ich wzajemną miłość przenieść przez całe życie, aby ich małżeństwo było szczęśliwe i trwałe. Dzisiaj właśnie opiszę patronkę mojej siostrzenicy Martyny. Ponieważ o Świętych, którzy żyli w pierwszych wiekach zachowanych jest niewiele informacji, to tym razem wykorzystam w całości informacje o Świętej Martynie zamieszczone w „Żywotach Świętych Pańskich na wszystkie dnie roku”, a opracowane między innymi przez ks. Piotra Skargę:
„Święta Martyna, Patronka Rzymu, w wieku III żyjąca, pochodziła ze znakomitej i zamożnej rodziny. Wychowana troskliwie w wierze chrześcijańskiej, jeszcze w młodym wieku utraciła rodziców. Ślubowawszy dozgonną czystość, rozdała z miłości dla Chrystusa wielki swój majątek między ubogich, aby tem gotowszą być na męczeństwo, którego z świętem upragnieniem wyglądając, w owych czasach łatwo spodziewać się mogła. Jakoż cesarz Aleksander Sewerus, panujący od roku 222 do 235, postanowił wytępić Galilejczyków, jak chrześcijan nazywał. Nadzwyczajna piękność Martyny, wielkie jej znaczenie i wysoki ród tak ujęły monarchę, że chciał ją przybrać za małżonkę, jeśli bożkowi Apolinowi złoży ofiary. „Złożę ofiarę — odpowiedziała Martyna — ale niepokalanemu Bogu, aby ofiary bożka zniweczył.“ Cesarz fałszywie te słowa za przyzwolenie rozumiejąc, zarządził wielką uroczystość i wprowadził Martynę do świątyni Apolina. Wzrok wszystkich zwrócony był w oczekiwaniu na Martynę, która wzniósłszy oczy i ręce ku Niebu, zawołała głośno: „Panie i Boże najdobrotliwszy, wysłuchaj prośby mojej i zgruchoc tego niemego i niewidomego bałwana, aby cesarz i lud poznał, żeś Ty jest prawdziwym Bogiem i Tobie samemu należy się cześć i chwała.“ W tejże chwili powstało wielkie trzęsienie ziemi, większa część świątyni Apolina zawaliła się, a sam kolosalny posąg tego bożka upadłszy, pozabijał wszystkich kapłanów i wielu pogan wtedy tam obecnych. Cesarz takim obrotem rzeczy przywiedziony do wściekłości kazał Martynę bić po twarzy, siec rózgami i szczypcami odrywać jej ciało od kości. Oprawcy dokładali wszelkich starań, aby delikatną dziewicę sił pozbawić, lecz Anioł Boży ją krzepił, skąd też ona wśród najsroższych męczarni wychwalała Jezusa Chrystusa. Oprawcy widząc taką stałość, upadli przed nią na kolana i prosili, aby im odpuściła. Rzekła im Św. Martyna: „Jeśli wierzycie z całego serca w Pana naszego, Jezusa Chrystusa, który płacić będzie każdemu według uczynków jego, wiecznej zapłaty użyjecie. A jeśli nie chcecie, w męki straszliwe bez końca wpadniecie.“ Lecz oni krzyknęli: „Wierzymy.“ Dowiedziawszy się o tym wypadku cesarz, kazał dziewicę wtrącić do więzienia, owych zaś ośmiu nawróconych oprawców wziąć na męki, a kiedy się okazali stałymi, polecił im głowy poucinać. Nazajutrz przywołał cesarz znowu Martynę przed siebie: „Oszustko! — zawołał — zobaczymy, jak długo twe sztuki czarnoksięskie wyprawiać będziesz. Czy chcesz ofiarę złożyć bogom, czy dłużej trzymać jeszcze z owym czarownikiem Chrystusem?“ „Nie bluźnij memu Bogu! — zawołała Martyna — jeśli masz dla mnie męki, nie obawiam się ich, Bóg bowiem doda mi siły!“ Kazał ją tedy cesarz straszliwie bić, rozszarpywać ciało, członki wykręcać, lecz nic nie zdołało Martynie odebrać odwagi, a z jej straszliwych ran cudowna woń się wydobywała. Nie wiedząc co począć, rozporządził cesarz zamknąć ją do więzienia. Jakże się jednak zdziwił, gdy nazajutrz ujrzał Martynę cudownie z ran uleczoną, a dozorcy opowiadali, iż w nocy widzieli w jej celi blask nadzwyczajny i słyszeli głosy modlących się i śpiewających. W szalonym gniewie rozkazał cesarz zaprowadzić ją do amfiteatru i rzucić lwu na pożarcie, sam chcąc temu widowisku być przytomnym. Wypuszczono lwa, ale ten najprzód legł u stóp Świętej, a następnie zerwawszy się, przeskoczył szranki, i wielu widzów zagryzł. Przypisywał cesarz cud ten czarom i zdawało mu się, że siła czarodziejska Martyny w pięknych jej włosach spoczywa, przeto kazał ją ostrzyc, a potem zamknąć w świątyni Jowisza, w której jeszcze dwanaście innych bałwanów cześć odbierało. W następnych dniach chodził Aleksander Sewerus wraz z kapłanami i ludem w pobliżu świątyni, nigdy doń nie wchodząc, gdyż słyszał dziwne głosy męskie. Wszyscy byli przekonani, iż to Jowisz z bogami rozmawia, na co Martyna z uśmiechem odpowiedziała, że musiał się przed Chrystusem tłumaczyć, czemu nie ratował owych innych dwunastu bogów, i że go Chrystus za karę oddał czartom, którzy go rozszarpali. Szyderstwo to strasznie rozgniewało cesarza, przeto kazał Martynę polać gorącym tłuszczem, a potem wrzucić w ogień. Nagle jednak deszcz rzęsisty zalał płomienie, a cesarz nie wiedząc od gniewu co począć, kazał ją ściąć. Wyrok spełniono i Martyna długie poniósłszy męczeństwo, przy którem miłosierdzie Boskie dla upamiętania niewiernych tak wiele i takich uderzających cudów dokonało, poszła do Nieba dnia 30 stycznia roku Pańskiego 226. Błogosławione jej ciało przez dni kilka z rozkazu cesarza, na publicznym placu porzucone, zostało wystawione na obelgi pogan. Lecz dwa ogromnej wielkości orły, nagle przy niem pojawiające się, nikomu do niego przystąpić nie dały, póki je chrześcijanie tajemnie nie pogrzebali. Dziś na miejscu tem wznosi się wspaniały kościół, jej czci poświęcony. Boże, który między różnymi Twojej wszechmocności cudami, i płeć słabszą zwycięstwem męczeństwa obdarzasz; daj miłościwie, abyśmy błogosławionej Martyny, Dziewicy i Męczenniczki Twojej, przejścia do wieczności pamiątkę z czcią należną obchodząc, za jej przykładem do Ciebie zdążyli. Przez Pana naszego Jezusa Chrystusa, który króluje w Niebie i na ziemi. Amen.”
Papież Urban w XVII wieku ogłosił hymn ku jej czci i powierzył Rzym opiece Św. Martyny.
Imię Martyna to żeńska forma łacińskiego imienia Martius (Marcin) i oznacza: ta, która jest związana z rzymskim bogiem wojny, Marsem.
Młodej parze, ale także wszystkim małżonkom zadedykuję „Hymn do miłości” z Pierwszego Listu Św. Pawła do Koryntian (1 Kor 13, 1-13), który często czyta się nowożeńcom podczas Mszy Świętej, na której zawierają związek małżeński:
„Gdybym mówił językami ludzi i aniołów, a miłości bym nie miał,
stałbym się jak miedź brzęcząca albo cymbał brzmiący.
Gdybym też miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice, i posiadał wszelką wiedzę,
i wszelką [możliwą] wiarę, tak iżbym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym.
I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.
Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą,
albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie.
Po części bowiem tylko poznajemy, i po części prorokujemy.
Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe.
Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko.
Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce.
Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz.
Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany.
Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość.”
Ponieważ Martyna i Piotr wybrali sobie na swoją uroczystość dzień, w którym obchodzimy Święto Matki Bożej Częstochowskiej zamieszczę poniżej historię obrazu Czarnej Madonny, który znajduje się w najważniejszym i najbardziej uczęszczanym polskim sanktuarium maryjnym na Jasnej Górze w Kaplicy Matki Bożej pod opieką Ojców Paulinów. Historia ta jest pełna tajemnic. Współcześni historycy nie potrafią określić autora dzieła, ani daty powstania obrazu, a wielu z nich twierdzi, że jest to wczesnośredniowieczna ikona bałkańska. Natomiast tradycja i zachowane pisma wyraźnie przekazują, że autorem cudownego obrazu był Św. Łukasz ewangelista, a obraz został namalowany na stole, przy którym jadała Święta Rodzina. Napis umieszczony z tyłu malowidła głosi: ,,MENSA MARIANA POTISSIMA DOMUS NAZARAEAE SVPELLEX”, co oznacza ,,Stół Maryjny, najprzedniejszy przedmiot Domu w Nazarecie”. Z dalszej historii dowiadujemy się, że gdy w latach 66–67 rzymskie wojska najechały na Jerozolimę, chrześcijanie uciekli do miasteczka Pella. Ikona Bogurodzicy wraz z innymi relikwiami została na ten czas schowana w jaskini. Gdy w 326 roku Jerozolimę odwiedzała cesarzowa Helena otrzymała obraz w darze od wiernych i zawiozła go do Konstantynopolu, tam w cesarskiej kaplicy miał pozostawać przez następne pięć wieków. W XII wieku ikona z wielkimi honorami została przewieziona na Ruś. Na obrazie Matka Boska przedstawiana jest jako „przewodniczka wskazująca na Chrystusa”, jako „Ta, która prowadzi”. Znamienny dla tego typu obrazów jest fakt, że Najświętsza Panna trzyma Dzieciątko na lewej ręce, a prawą ręką wskazuje na Pana Jezusa, który zajmuje wyprostowaną pozycję siedzącą i posiada proporcje właściwe dorosłemu człowiekowi — jest jakby zarazem dzieckiem, jak i osobą dorosłą. Jezus w lewej ręce trzyma Księgę, a prawą ręką wskazuje na Maryję, której nas powierza. To wskazanie na Matkę Boską i Jej rolę może być przez nas odczytane jako wyraźny znak, że do Zbawienia nie wystarczy samo Pismo, jakby tego chcieli protestanci. A zatem przesłanie świętego obrazu jest bardzo bliskie nauce „przez Maryję do Jezusa”. Matka Boska wskazuje na swojego Syna, ale Syn wskazuje na swoją Matkę. To Ona jest drogą do Jezusa, Ona jest Naszą Przewodniczką i Pośredniczką. Stara legenda głosi, że kiedy Św. Wojciech w 966 roku szedł przez Kraków i Częstochowę do Gniezna, zatrzymał się u stóp góry zwanej dziś Jasną i zaśpiewał hymn ,,Bogurodzico Dziewico”. Wtedy doznał wizji Najświętszej Panienki błogosławiącej narodowi polskiemu i przepowiedział temu miejscu sławę wielkich cudów i łask. Legenda głosi też, że słysząc śpiew misjonarza zbiegło się mnóstwo wężów, które chciały go zaatakować, ale Św. Wojciech zrobił nad nimi znak krzyża świętego, a węże skamieniały. Do dzisiejszego dnia lud pokazuje w wapiennikach wykopanych pod Jasną Górą skamieniałe węże. Nie wiemy dokładnie, w jaki sposób obraz znalazł się w Częstochowie, a źródła wskazują na dwie wersje. Według pierwszej z nich, około roku 1384 roku książę Władysław Opolczyk, który został namiestnikiem ziem Rusi Kijowskiej, wiózł obraz do Opola, ale w pobliżu Częstochowy konie nagle zatrzymały się i nie chciały ruszyć z miejsca. We śnie książę otrzymał polecenie, by przewożony obraz umieścić w pobliskim klasztorze. w ten sposób Jasna Góra stała się miejscem kultu Matki Boskiej. Jednak jest też druga tradycja przypisująca Królowej Jadwidze zasługi w sprowadzeniu Świętego Obrazu do Polski. Królowa miała otrzymać obraz od swojej Matki królowej Elżbiety Bośniaczki, a ta od swojej teściowej Elżbiety Łokietkówny. W 1393 roku królowa Jadwiga wraz z małżonkiem Władysławem wystawiła dokument fundacyjny dla klasztoru jasnogórskiego, który uprawomocnił fundację dokonaną przez Władysława Opolczyka. W 1430 roku na jasnogórski klasztor napadła banda zbójców. Zrabowali naczynia liturgiczne i klasztorne skarby, a także obdarli z kosztowności i sprofanowali cudowny obraz. Tak o tym wydarzeniu pisał Jan Długosz: „Sam nawet obraz Najchwalebniejszej Pani naszej odarli z złota i klejnotów, którymi go ludzie pobożni przyozdobili. Niezaspokojeni łupem, oblicze obrazu mieczem na wylot przebili, a deskę, do której wizerunek przylegał, połamali, tak iż zdawało się, że to nie Polacy, ale Czesi kacerze dopuścili się czynów tak srogich i bezbożnych”. W obronie świętego miejsca zginęło wtedy męczeńską śmiercią dwunastu zakonników. Ich relikwie znajdują się w kaplicy przylegającej do prawej nawy Bazyliki. Tradycja mówi, że gdy rabusie chcieli wywieść obraz z Częstochowy, konie stanęły i nie chciały dalej jechać. Wtedy rozwścieczeni złoczyńcy zrzucili obraz, który pękł na trzy części, ale Najświętsze oblicza Jezusa i Maryi pozostały nienaruszone. Widząc to bandyci dwukrotnie uderzyli mieczem w oblicze Maryi. W tym momencie pojawił się znak z Nieba i świętokradcy ponieśli śmierć, a reszta bandytów uciekła w popłochu. Gdy powracający do klasztoru mnisi znaleźli zbezczeszczony obraz upadli na kolana i przepraszali Najświętszą Panienkę. Wtedy obok nich wytrysnęło źródełko, a Paulini użyli tej wody do obmycia obrazu z błota. Jasnogórskie kroniki odnotowały wiele przypadków cudownych uzdrowień wśród osób, które korzystały z tej wody. W XVII wieku powstał w tym miejscu kościół pod wezwaniem Św. Barbary z domem dla nowicjuszy i rozbudowano kaplicę, w której mieści się cudowne źródło. Obraz został poddany renowacji, a niektóre źródła podają, że aby zachować pamięć o tym smutnym wydarzeniu, pozostawiono blizny na twarzy Matki Bożej. Z innych źródeł dowiadujemy się jednak, że pierwotnie chciano te blizny zamalować, ale pomimo trzykrotnego nakładania farb, cięcia pozostały. Cudów związanych z obrazem jest tak wiele, że nie sposób ich wszystkich opisać. Niewątpliwie za jedną z największych interwencji naszej Częstochowskiej Pani można uznać obronę kraju przed potopem Szwedów. Gdy w 1655 roku w przeciągu kilku miesięcy król Szwedzki Karol Gustaw doprowadził do podboju Rzeczypospolitej, jedynym miejscem które nie zostało zdobyte przez szwedzkich generałów był klasztor Paulinów na Jasnej Górze. Obrona Jasnej Góry miała dla Polaków ogromne znaczenie.1 kwietnia 1656 roku król Jan Kazimierz złożył uroczyste ślubowanie w katedrze lwowskiej, poddał kraj pod władzę Matki Boskiej. Specjalny akt prawny ogłosił wybór Marii Panny Królową i opiekunką Polski. Królowa Polski nie zawiodła również oddziału konfederatów barskich, którzy bronili się na Jasnej Górze od 10 września 1770 roku do 1772 roku. Sukcesem stało się odparcie szturmu kilkukrotnie przeważających wojsk rosyjskich, a żołnierze umieszczali wizerunek Matki Boskiej Częstochowskiej na swoich sztandarach. W świątyni częstochowskiego klasztoru można znaleźć księgę, w której poświadczonych jest wiele cudów dokonanych przed Świętym Obrazem. Paulini zwykle nie powoływali specjalnej komisji, która miałaby zatwierdzać cud. Komisja taka została jednak powołana pod koniec XVIII wieku na prośbę ojca Tekli Bobrowskiej, która będąc obłożnie chora i leżąc na noszach, po przywiezieniu do kaplicy nagle wstała. Cud ten został oficjalnie zatwierdzony przez kurię krakowską. Cudowny Obraz doczekał się uroczystej koronacji, za sprawą papieża Klemensa XI 8 września 1717 roku, który powiedział: ,,Ukoronowaliśmy arcycudowny obraz Bogarodzicy z Jasnej Góry w Częstochowie”. W tym tygodniu mija dokładnie trzysta lat od tego wydarzenia. Cudowne wydarzenia trwają do dziś dnia, a wiele z tych łask przypada rodzinom. Przykładem może być tu historia małżeństwa, które przez pięć lat leczyło się z bezpłodności. Ich babcia widząc ten dramat ofiarowała pielgrzymkę oraz kolczyki, które były najcenniejszą pamiątką po jej matce. w 2012 roku małżeństwo doczekało się córki Zuzi. Takich przykładów jest znacznie więcej i nie bez powodu Matka Boska nazywana jest Królową Rodzin. Jasna Góra słynie też z niezwykłych nawróceń osób, które przed odwiedzeniem sanktuarium były ateistami, a wychodzili z niego jako osoby głęboko wierzące.
Na koniec zamieszczę Akt osobistego oddania się Matce Bożej, aby każdy czytelnik tego listu mógł osobiście zawierzyć Jej swoje życie. Życzę wszystkim, aby odczuwali na co dzień obecność Maryi, nie tylko w chwilach trudnych, ale przede wszystkim w chwilach szczęścia i radości. Oby tych radosnych chwil było jak najwięcej.
Ela
Matko Boża, Niepokalana Maryjo!
Tobie poświęcam ciało i duszę moją, wszystkie modlitwy i prace,
Radości i cierpienia, wszystko czym jestem i co posiadam.
Ochotnym sercem oddaję się Tobie w niewolę miłości.
Pozostawiam Ci zupełną swobodę posługiwania się mną dla zbawienia ludzi
i ku pomocy Kościołowi Świętemu, którego jesteś Matką.
Chcę odtąd czynić wszystko z Tobą, przez Ciebie i dla Ciebie.
Wiem, że własnymi siłami niczego nie dokonam.
Ty zaś wszystko możesz, co jest wolą Twego Syna i zawsze zwyciężasz.
Spraw więc, Wspomożycielko Wiernych, by moja rodzina, parafia i cała Ojczyzna
była rzeczywistym królestwem Twego Syna i Twoim.
Amen.
Zostaw Komentarz