List do Jezusa – Św. Rita (12)

with Brak komentarzy

Panie Jezu, Stróża, 16.05.2017

Dziękuję Ci, że przyszedłeś do mojej najmłodszej córki Ani i mojego bratanka Szymona w ostatnią niedzielę po raz pierwszy w Komunii Świętej. Dziękuję, że również w tym samym dniu moja najstarsza córka Natalia otrzymała moc Ducha Świętego w Sakramencie Bierzmowania  i w ten sposób jeszcze mocniej została zobowiązana do szerzenia wiary słowem i uczynkiem oraz do jej bronienia . Nazwa „bierzmowanie” powstała od łacińskiego słowa firmare „umacniać” i dodatkowo skojarzonego ze staropolskim wyrazem „bierzmo”, co oznaczało belkę podtrzymującą drewniany pułap domu, strop. Bierzmowanie (łac. confirmatio) jest to zatem podtrzymywanie, umacnianie wiary. Ten tak ważny dla naszej rodziny dzień uświetniła dodatkowo przepiękna słoneczna pogoda, której ostatnio nam bardzo brakowało. Szczególnie z tej pogody cieszyły się dzieci, które większość dnia bawiły się na świeżym powietrzu. W przyszłą niedzielę natomiast jedziemy do Ostrowska – mojej rodzinnej miejscowości, gdzie Sakrament Bierzmowania przyjmie moja siostrzenica Julka. Gdy zaczęłam pisać ten list i już wiedziałam o kim będę pisać, dowiedziałam się, że Julka przyjmie na bierzmowaniu  imię Rita. Wybrałam dzisiaj tą Świętą, ponieważ teraz 22 maja wypada jej wspomnienie w kościele katolickim. Historię  Św. Rity poznałam już dawno z przepięknego filmu o jej życiu, który zrobił na mnie duże wrażenie. Gdy dokładnie rok temu rozpoznano u mnie chorobę nowotworową, to często pytano mnie, czy modlę się do Św. Rity, ponieważ jest świętą, która chętnie pomaga w sprawach trudnych i beznadziejnych. Będąc w szpitalu na przetaczaniu krwi, dostałam nawet od pacjentki (pani Stasi, o której kiedyś już wspominałam) poświęcony obrazek Św. Rity wraz z modlitwą przywieziony z Włoch. Może to dzięki jej wstawiennictwu nie musiałam już więcej przetaczać krwi, a minęło już 9 miesięcy od tego czasu. Mój szpik kostny znów zaczął pracować pełną parą, bo mam dobre wyniki krwi. Dziękuję Ci  Św. Rito, wspomagaj mnie nieustannie, a skoro należysz do najbardziej popularnych Świętych na świecie, przedstawię czytelnikom moich listów Twoją historię, by również mogli Cię prosić o pomoc  w najróżniejszych sprawach.

Św. Rita była córką włoskich wieśniaków – Antoniego Lotti i jego żony Amaty –  niezbyt zamożnych, ale bardzo szanowanych. Ojciec był lokalnym negocjatorem, który między innymi pomagał rozwiązywać konflikty sąsiedzkie – w tamtych czasach nazywany „sędzią pokoju”. Mieszkali w gminie Cascia, położonej na górzystym terenie Umbrii (środkowe Włochy). Rodzice długo modlili się o dziecko i byli już w podeszłym wieku, kiedy przyszła na świat ich córeczka około 1380 r.  Na chrzcie otrzymała imię Margarita (Rita jest jego zdrobnieniem). Według starej tradycji poczęcie dziecka miał zapowiedzieć Amacie anioł. Kilka dni po narodzinach Rity miało miejsce niezwykłe zdarzenie. Na twarzy leżącej w kołysce dziewczynki usiadły pszczoły. Przez chwilę spacerowały po niej, raz po raz wchodząc do ust dzieciny. Nie uczyniły jej jednak żadnej krzywdy. Dziewczynka rosła otoczona miłością matki i ojca. Była niezwykle pobożnym dzieckiem, bardzo lubiła się modlić. Wcześnie znalazła sobie kierownika duchowego. Został nim żyjący w jednej z okolicznych grot mnich. Kontakt z mieszkającymi w pobliskiej Cascii augustianami i augustiankami zaowocował zafascynowaniem Rity duchowością zakonu. Nic dziwnego, że w końcu zapragnęła wstąpić do klasztoru. Niestety, na drodze do spełnienia tego zamiaru stanęła decyzja rodziców, którzy uznali, że ich córka winna wyjść za mąż. Rita przyjęła wolę rodziców z pokorą. Nie było problemu z wydaniem za mąż ładnej, skromnej i cnotliwej panny. Wybór Antoniego i Amaty padł na Paolo Manciniego. Państwo młodzi ślubowali sobie miłość i wierność aż do śmierci. Niestety, krótko po ślubie Rita przekonała się, że pod atrakcyjną powierzchownością męża kryje się człowiek trudny we współżyciu. Jego gwałtowny charakter, skłonność do zwady, szorstkość obyczajów były nieraz przyczyną łez małżonki. Trosk przysparzała jej także obojętność religijna Paola. Mimo to ich małżeństwo uchodziło za zgodne. Niewątpliwie całą zasługę za to należy przypisać pobożnej żonie, znoszącej wybryki męża z samozaparciem i pokorą. Zanim zmieniła go swą miłością, trzeba było kilku lat, wielu modlitw, łez i pokut. Niedługo po ślubie do trosk małżeńskich doszły trudy macierzyństwa. Na świat przyszli dwaj synowie: Giacomo Antonio i Paolo Mario. Szybko okazało się, że chłopcy odziedziczyli charakter po ojcu. Jak on byli krewcy i ambitni. Niełatwo było nad nimi zapanować. Ale zanim osiągnęli pełnoletniość, mąż Rity wdał się w kolejne spory klanowe i polityczne. Zginął w zasadzce zastawionej na niego w pobliżu rodzinnego młyna (ruiny młyna znajdują się tam po dziś dzień). Do bólu, jaki odczuwała Rita w związku z utratą męża, wkrótce miała dołączyć troska o los synów. Obaj zadeklarowali, że postąpią zgodnie z wymaganiami popularnego wówczas w tych okolicach „prawa” do zemsty. Na nic zdały się błagania matki dowodzącej, że pogański zwyczaj wendety sprzeciwia się nauce Kościoła –  nastoletni bliźniacy trwali w swoim postanowieniu.  Rita wiedziała, co to oznacza. Po dokonaniu zbrodni synom groziła nie tylko kara za tego typu przestępstwa wymierzana przez sądy państwowe – pomsty mogła na własną rękę dochodzić także rodzina ofiary. Przede wszystkim jednak popełnienie grzechu śmiertelnego wepchnęłoby jej ukochanych synów w objęcia szatana. Rita żarliwie prosiła więc Boga, by zachował jej synów od popełnienia zbrodni. Jakże ciężko było kochającej matce modlić się, by Wszechmogący raczej zabrał jej dzieci z tego świata, niż by mieli popełnić grzech śmiertelny. Jej prośba została wysłuchana, synowie nie tylko wyrzekli się zemsty, ale także wybaczyli zabójcom ojca. Niestety, uczynili to dopiero na łożu śmierci. Padli bowiem ofiarą epidemii dżumy. W ten sposób, młoda jeszcze Rita, rok po tragicznej śmierci męża, utraciła ukochanych synów. Po śmierci swoich najbliższych Rita powróciła do dawnych planów wstąpienia do klasztoru. Niestety, ksieni odmówiła przyjęcia jej. Autor ­najstarszej biografii świętej jako przyczynę odmowy podaje przepisy wewnętrzne klasztoru, które miały zabraniać przyjmowania do nowicjatu wdów. Należy się jednak domyślać, że prawdziwa przyczyna była inna. Władze klasztoru obawiały się, że mord popełniony na mężu Rity, może mieć następstwa, które wpłyną negatywnie na życie klasztoru, zakłócą pożądany spokój. We wspólnocie mogły się bowiem znaleźć przedstawicielki skonfliktowanych dokonaną zbrodnią rodów.  Przed Ritą stanęło więc trudne zadanie, musiała nie tylko pogodzić krewnych swojego męża z rodziną morderców, ale jeszcze zawartą zgodę umocnić deklaracjami na piśmie. Wiele wysiłku kosztowało przyszłą świętą, by pokonać urazy i wzajemne uprzedzenia obu stron umocnione wielowiekową tradycją wendety. Serce Rity wypełnione zostało cierpieniem, które jeszcze zwiększały natrętne i uporczywe żądania rodziny męża, by wyjawiła nazwiska jego zabójców i umożliwiła zemstę. Rita przez trzy lata pokutowała i modliła się samotnie, najchętniej na szczycie wysokiego wzgórza – Scoglio, nieopodal rodzinnej wioski. Prosiła Boga o cud pojednania rodzin i o to, by mogła zrealizować marzenie swego dzieciństwa: wstąpić do klasztoru. Tak też się stało. Doczekała dnia, w którym rodzina męża przebaczyła publicznie zabójcom i to zamknęło sprawę morderstwa. W 1417 r. udręczona wdowa przywdziała strój zakonny. Warto na marginesie wspomnieć piękne podanie, które zasługę przyjęcia Rity do klasztoru w Cascii przypisuje interwencji trzech świętych: Jana Chrzciciela, Augustyna i Mikołaja z Tolentino, którzy w cudowny sposób mieli wprowadzić Ritę do zamkniętego na noc klasztoru.  Początkowo nowa zakonnica miała pewne problemy z przystosowaniem się do obowiązku pełnego posłuszeństwa przełożonym, ale szybko przezwyciężyła miłość własną. Biografowie Rity przekazali nam historię swoistej próby pokory, jakiej poddała ją przełożona. Święta zobowiązana była regularnie podlewać jedną z roślin znajdujących się na terenie klasztoru. Nie byłoby w tym nic szczególnego, gdyby nie fakt, że roślina była zupełnie wyschnięta. Jakież było więc zdumienie wszystkich, gdy pewnego dnia krzak puścił zielone pędy. Umiłowanie Chrystusa i Kościoła, jakim niewątpliwie odznaczała się Rita od młodych lat, przekształciło się za murami klasztoru w bliskość duchową z Bogiem. Przyszła Święta w sposób szczególny umiłowała kontemplację Chrystusa Cierpiącego. Za rozważaniami Męki Pańskiej szła chęć naśladowania Mistrza w cierpieniu. Oddawała się praktykom pokutnym, często pościła, nosiła włosiennicę, biczowała się. Słynna była także pomoc, jaką niosła ubogim i cierpiącym. Widząc to wielkie oddanie pokrzywdzonym przez los, ksieni powierzyła Ricie funkcję pielęgniarki niosącej pomoc chorym i ubogim z miasteczka. To wtedy zaczęto ją nazywać „aniołem miłości”. Intensywne życie duchowe i oddanie Bogu przygotowały Ritę do doznań mistycznych. . Kiedy pewnego dnia kaznodzieja miał kazanie o męce Pańskiej, prosiła gorąco Jezusa, by dał jej zakosztować męki chociaż jednego ciernia, który ranił Jego przenajświętszą głowę. Została wysłuchana. W czasie modlitwy poczuła nagle w głowie silne ukłucie. Na tym miejscu wytworzyła się bolesna rana, która zadawała jej nieznośne cierpienia przez 15 lat, był to stygmat, który Rita miała nosić aż do śmierci.  Aby jednak uniknąć sensacji, Rita prosiła Chrystusa, by rana była ukryta, nadal jednak sprawiając cierpienia. Rana, mimo starań medyków nie zasychała. Wydzielała się z niej nieprzyjemna woń.  Tylko raz rana zabliźniła się. Było to w roku 1450, gdy papież Mikołaj V ogłosił Rok Święty. Rita zapragnęła wówczas pójść z grupą sióstr do Rzymu, by wziąć udział w uroczystościach jubileuszowych. Jednak ksieni nie chciała puścić w trudną drogę siostry z krwawiącą raną. Rita prosiła więc Boga o pomoc. Wkrótce krwawienie ustało, choć związany ze stygmatem ból nie ustąpił. Po powrocie do klasztoru wszystko wróciło do poprzedniego stanu. Sława świątobliwej zakonnicy z Cascii rosła. Wierni przychodzili do niej z prośbami o modlitwę wstawienniczą, która tak często była skuteczna. Z biegiem lat umęczona Rita słabła i gasła. 22 maja 1457 r. na wieżach kościelnych Cascii odezwały się dzwony. Uruchomiła je moc Boża. Właśnie w tym czasie św. Rita przekroczyła próg śmierci. Zaraz po tym rana na czole zabliźniła się, a przykry zapach, który jej towarzyszył zamienił się w woń róży. Kult świętej Rity rozpoczął się wraz z jej śmiercią. Cuda nie przestały się mnożyć: uzdrowienia i nawrócenia. O jednym z pierwszych doniósł wiejski stolarz. Nie mógł już wykonywać zawodu z powodu paraliżu i deformacji ręki. Przyzywał więc wstawiennictwa Św. Rity wystawionej na śmiertelnym łożu. Obiecał, że jeśli odzyska władzę w ręce, wykona dla niej trumnę. Ledwie skończył modlitwę, stwierdził, że ręka odzyskała swobodę ruchów i rzeczywiście on wykonał trumnę, w której złożono ciało. Po trzech dniach od śmierci Św. Rity liczba cudów stale wzrastała. Czas mijał i trzeba było pochować zmarłą. Jednak jej ciało pozostawało nienaruszone i nadal wydzielało piękny zapach. Postanowiono więc zachować je w kaplicy, pod ołtarzem. I tak nigdy nie złożono go w ziemi. Prawie dwa wieki później na stolicy Piotrowej zasiadł Urban VIII. Jedna z jego siostrzenic zainteresowana życiem i sławą Rity, przekonana o jej świętości udała się do Rzymu przedstawić tę sprawę do szczegółowego zbadania. Papież powołał komisję. Mając przed sobą niezniszczone od 170 lat ciało, wydzielające nadal piękny zapach i po zbadaniu akt stwierdzających liczne cuda, przypisywane wstawiennictwu Rity, papież Urban VIII podpisał dekret o beatyfikacji w roku 1628. Kanonizował ją papież Leon XIII 24 maja 1900 roku, nazywając ja „drogocenną perłą Umbrii” i wyznaczając jej święto na dzień 22 maja.  Sarkofag z jej nienaruszonym ciałem znajduje się w sanktuarium w Cascii. Sława świętości zaczęła ściągać tam wielu pielgrzymów. Przy grobie Rity działy się nadzwyczajne rzeczy, które napełniły sławą tamtejszy klasztor. Kiedy po kilku latach wybuchł w kościele gwałtowny pożar, mimo że spalił się cały kościół, cyprysowa trumna z ciałem Rity pozostała nietknięta. Św. Rita jest patronką w sprawach trudnych i beznadziejnych, osób chorych, rannych, poniżanych, problemów małżeńskich i matek.  Jest opiekunką wielu dzieł charytatywnych i bractw. W Polsce kult Św. Rity jest bardzo żywy w wielu miejscowościach, ale szczególnym jego miejscem jest klasztor sióstr augustianek w Krakowie, gdzie w kościele p.w. Św. Katarzyny Aleksandryjskiej przechowywane są relikwie Św. Rity. Każdego 22 dnia miesiąca odbywa się tutaj Msza Św. i nabożeństwo, podczas którego wierni przychodzą z różami, by Jej dziękować i prosić Ją o wstawiennictwo w różnych intencjach, ale 22 maja odprawiana jest uroczysta Msza Święta odpustowa w rocznicę śmierci Świętej. W ikonografii  przedstawiana jest w stroju zakonnym – w czarnym habicie i w białym welonie, z cierniem na czole. Jej atrybutami są: dwoje dzieci, krucyfiks, cierń, figa, pszczoły, róża. Ze Świętą od spraw beznadziejnych kojarzona jest najczęściej opowieść o ogrodzie różanym, który Rita uprawiała zarówno jako młoda wiejska dziewczyna, jak i później za murami klasztoru. Kilka miesięcy przed śmiercią poprosiła jedną z sióstr, żeby przyniosła jej z ogrodu kwiat róży. Był styczeń, więc można domyślać się z jaką niechęcią siostra poszła do ogrodu. Jednak ku zaskoczeniu zakonnic wróciła z różą. Kult Św. Rity jest bogaty w przesłania i symbole, ale dwa są najbardziej wyraźne. Kolec z korony cierniowej symbolizuje ludzkie życie pełne cierpienia i bólu, zaś kwitnącą róża jest symbolem nadziei na przezwyciężenie trudności. Urodziła się w średniowieczu, ale dorobiła się niedawno nawet profilu na Facebooku. Ludzie nie ograniczają się we wpisywaniu próśb i podziękowań. Nastolatek prosi, by rodzice znowu byli tacy jak dawniej; studentka, żeby udało jej się zdać egzamin z mikrobiologii; absolwenci wyższych uczelni modlą się do Św. Rity o dobrą pracę; kobieta zdradzona prosi, żeby miała siłę wybaczyć i żyć dalej; jedna matka prosi o uzdrowienie córki z anoreksji, druga dziękuje, że Św. Rita wyprosiła polepszenie stanu zdrowia dla chorego na autyzm syna. Są tacy, którzy proszą w sprawach finansowych, bo mają kłopot ze spłatą kredytu lub otrzymaniem go. Spora grupa młodych ludzi prosi też o dobrą żonę czy dobrego męża. Różnorodność jest wręcz zadziwiająca. Bóg uczynił Ją patronką cierpiących aż do granic wytrzymałości, tych, których życie zdaje się być przegrane, stracone. Pomaga w kryzysach rodzinnych, godzi skłóconych. Do niej uciekają się coraz częściej chorzy na raka i inne poważne choroby. Wielu ludziom naprawdę pomaga. Jeśli masz drogi czytelniku jakieś zmartwienie to proś Świętą Ritę, aby wstawiała się w Niebie w Twojej intencji:

„Święta Rito, Patronko spraw trudnych, Orędowniczko w sytuacjach beznadziejnych, cudna gwiazdo świętego Kościoła naszego, zwierciadło cierpliwości, pogromicielko szatanów, lekarko chorych, pociecho strapionych, wzorze prawdziwej świętości, ukochana Oblubienico Chrystusa Pana naznaczona cierniem z korony Ukrzyżowanego. Z głębi serca czczę Ciebie i zarazem błagam módl się za mną, o uległość woli Bożej we wszystkich przeciwnościach mojego życia. Przybądź mi z pomocą, o święta Rito i spraw, abym doznał/a skutków Twej opieki, by modlitwy moje u tronu Bożego stały się skuteczne. Wyproś mi wzmocnienie wiary, nadziei i miłości, szczerego i dziecięcego nabożeństwa do Matki Bożej oraz łaskę… (wymienić ją). Spraw, abym zwyciężywszy wszelkie przeszkody i pokusy, mógł(mogła) dojść kiedyś do nieba i tam Ci dziękować i wiecznie cieszyć się towarzystwem Ojca, Syna i Ducha Świętego. Amen.”

Rita to imię żeńskie, które stanowi skróconą formę imienia Margarita, czyli Małgorzata. Pochodzi zatem z języka greckiego (gr. „margarites” – „perła, kwiat”). W naszym kraju forma skrócona – Rita – występuje rzadko jako samodzielne imię. Wspominałam już w innym liście, że mam córkę Małgorzatę, chociaż nie pomyślałam, że Rita to skrócona forma tego imienia. Proszę Cię zatem Św. Rito bądź patronką nie tylko mojej siostrzenicy Julki, która wybrała Twoje imię w Sakramencie Bierzmowania, ale również mojej córki Małgosi –  otocz je swoją matczyną opieką na co dzień i strzeż je od niewłaściwych wyborów teraz i w przyszłości, by kroczyły właściwą i szczęśliwą drogą w życiu.

Pora na dzisiejsza kropelkę ewangeliczną: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą. Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? Albo jak możesz powiedzieć swemu bratu: «Pozwól, że wyjmę drzazgę z twojego oka», gdy ty sam masz w oku belkę? Obłudniku! Wyjmij najpierw belkę z własnego oka, a wtedy przejrzysz i będziesz mógł wyjąć drzazgę z oka twojego brata” (Mt 7,1-5). Wrócę w tym miejscu znowu do mojej ulubionej książeczki: „Mój psycholog nazywa się Jezus”, tym razem do rozdziału pt: „Osąd”. Autor Carlo Nesti pisze, że w instynkcie każdego z nas jest widzieć „drzazgi” w oczach innych, a nie zdawać sobie sprawy z „belki” tkwiącej w naszym oku. To tak jakby myśleć, że „trawa sąsiada jest bardziej zielona od naszej”. To właśnie instynkt sprawia, że balansujemy pomiędzy dwoma stanowiskami – krytyki i zazdrości – bez połowicznych rozwiązań. Prawdziwym błędem jest malowanie w jednym kolorze tego, który stoi przed nami: białym lub czarnym, widzenie go jako tylko sympatycznego lub tylko antypatycznego. Natomiast we wnętrzu każdej osoby istnieje świat, ze wszystkimi odcieniami i kolorami, które tworzą osobowość. Tych kolorów jest wiele, są różne, często pełne kontrastów. Doświadczanie negatywnych uczuć do innej osoby w codziennym życiu oznacza również przywiązywanie do niej zbyt wielkiej wagi. Osoba ta staje się w rzeczywistości panem nas samych. Także na poziomie praktycznym i egoistycznym niechęć niesie ze sobą tylko złe samopoczucie i nie pomaga nam być zrównoważonymi. Istnieje mechanizm psychologiczny, który w momencie spotkania kogoś, może spowodować wiele szkód. Podstawą jest pierwsze wrażenie. Jeżeli jest to sympatia, to od tej pory będziemy się starali zauważyć w tej osobie dobre strony, a nie złe. Jest to poziom znajomości powierzchowny i niebezpieczny. Z kolei im bardziej swoim zachowaniem pokazujemy dystans do osoby, którą mamy przed sobą, tym bardziej ona przyjmuje  postawę podobną do naszej. Jeżeli nie potrafimy się powstrzymać od osądzania bliźniego, musimy się głęboko nad tym zastanowić. Próbujmy szukać zarówno zalet jak i wad. A gdy przestaniemy patrzeć jednostronnie, wówczas mamy szansę na zmianę zdania, mając świadomość, że czarno – biała interpretacja nie jest nigdy ani korzystna, ani rzeczywista. Życzę wszystkim czytelnikom tego listu, aby widzieli w innych zarówno ich dobre strony, jak i ich braki i nie oceniali pochopnie spotykanych na swej drodze ludzi, ale doceniali ich charaktery ze wszystkimi kolorami. Dostałam kiedyś śliczny obrazek, na którym był napis, by nie zapominać o tym, że Bóg zawsze stawia na naszej drodze ludzi z jakiegoś powodu. Może mnie i moje listy też Bóg postawił na Twojej czytelniku drodze nieprzypadkowo, ale w jakimś konkretnym celu. Za wstawiennictwem świętej Rity błagajmy Boga, abyśmy zawsze ufali Bożej Opatrzności i wobec przeciwności losu nigdy się nie zniechęcali. Prośmy Świętą Ritę, by miłość stała się siłą napędową naszego życia i byśmy szczególnie darzyli miłością ludzi, których Panie Jezu postawiłeś na naszej drodze.

                                                                                                                                                                     Ela

Zostaw Komentarz