Panie Jezu, Stróża, 6.04.2017
Wczoraj byłam z moją najmłodszą córką Anią na eliminacjach międzyszkolnych Miejsko-Gminnego Konkursu Recytatorskiego o Myślenicki Laur Recytacji 2017r. w kategorii „Wywiedzione ze Słowa”. W tej kategorii uczeń wybiera dowolną formę prezentacji jakiegoś utworu literackiego lub jego fragmentu (np. teatr jednego wiersza, łączenie słowa mówionego ze śpiewem, z dźwiękiem, z ruchem czy z rekwizytem). Moja Ania przedstawiała wiersz Jana Brzechwy pt: „Żuraw i czapla”. Zrobiłyśmy dwie kukiełki tytułowych ptaków (wyszły całkiem ładne) i udało się jej na tyle ciekawie zaprezentować ten wiersz, że komisja konkursowa zakwalifikowała ją do przesłuchań finałowych, które odbędą się za dwa tygodnie. Do tych finałowych przesłuchań zakwalifikowali się także dwaj moi bratankowie z Myślenic, tylko w kategorii „Turniej recytatorski”. Pomogło im w tym zapewne ich „doświadczenie aktorskie”, bo już od kilku lat grają w przedstawieniach Myślenickiego Teatru. Zawsze bardzo lubiłam bawić się z moimi dziećmi w teatrzyki. Trzeba było nas widzieć jak przedstawiałyśmy „Pinokia” i połknął nas wieloryb.
Zaraz po skończeniu studiów pracowałam w Stowarzyszeniu Oświatowym „Zamek Królewski na Wawelu” jako przewodniczka. Szczególnie lubiłam oprowadzać wycieczki szkolne i indywidualnych turystów po Katedrze Wawelskiej. Pośrodku świątyni znajduje się barokowa konfesja św. Stanisława, w której złożono najpierw relikwie św. Floriana, a później w 1254r. szczątki św. Stanisława ze Szczepanowa – biskupa krakowskiego i męczennika – głównego patrona Polski. Obecnie znajduje się tam XVII –wieczna trumna zrobiona ze srebra. Ozdobiona jest medalionami z życia św. Stanisława. Jest tam między innymi scena bitwy pod Grunwaldem, ponieważ uważano, że św. Stanisław przyczynił się do tej wygranej. Konfesja ta zwana jest Ołtarzem Ojczyzny, ponieważ tu przez wieki królowie składali wojenne trofea. To tutaj król Władysław Jagiełło zawiesił chorągwie krzyżackie zdobyte pod Grunwaldem w 1410 roku. Ostatnią chorągiew złożył tu Jan III Sobieski po zwycięstwie nad Turkami pod Wiedniem w 1683 roku. Wspominam o tym dlatego, ponieważ chciałam dzisiaj opisać patrona mojego taty, którym był właśnie św. Stanisław ze Szczepanowa. Oprócz niego, opiszę także życie św. Stanisława Kostki.
Święty Stanisław ze Szczepanowa urodził się prawdopodobnie około 1030 r. Miał pochodzić z rodu Turzynów, mieszkających we wsi Raba i Szczepanów koło Bochni w ziemi krakowskiej. Wioska Szczepanów miała być własnością jego rodziny. Swoje pierwsze studia Stanisław odbył zapewne w domu rodzinnym, potem być może w Tyńcu w klasztorze benedyktyńskim. Nie jest wykluczone, że dalsze studia odbywał zgodnie z ówczesnym zwyczajem za granicą. Święcenia kapłańskie otrzymał ok. roku 1060, a 10 lat później został biskupem. O samej działalności duszpasterskiej Stanisława wiemy niewiele. Dał się poznać jako pasterz gorliwy, ale i bezkompromisowy. Pewnym jest, że w swojej rodzinnej wiosce wystawił drewniany kościół pod wezwaniem św. Marii Magdaleny, który dotrwał do XVIII wieku. Na pierwszym miejscu jednak największą zasługą Stanisława było to, że dzięki poparciu króla Bolesława Śmiałego, który go protegował na stolicę krakowską, udał się do papieża Grzegorza VII wyjednać wskrzeszenie metropolii gnieźnieńskiej. W ten sposób raz na zawsze ustały automatycznie pretensje metropolii magdeburskiej do zwierzchnictwa nad diecezjami polskimi. W centrum zainteresowania kronikarzy znalazł się przede wszystkim fakt zatargu Stanisława z królem Bolesławem Śmiałym, który zadecydował o chwale pierwszego, a tragicznym końcu drugiego. Trzeba bowiem przyznać, że Bolesław Śmiały, zwany również Szczodrym, należał do postaci wybitnych. Popierał gorliwie reformy Grzegorza VII. Po zawierusze pogańskiej odbudował wiele kościołów i klasztorów. Sprowadzał chętnie nowych duchownych do kraju. Koronował się na króla i przywrócił Polsce suwerenną powagę. Król był prawie zawsze w kraju nieobecny, gdyż nieustannie brał udział w zbrojnych wyprawach. Wincenty Kadłubek (kronikarz i biskup krakowski) pisze, że te wyprawy były powodem, że w kraju szerzył się rozbój i wiarołomstwo żon, a przez to rozbicie małżeństw i zamęt. Kiedy podczas ostatniej wyprawy na Ruś rycerze błagali króla, aby powracał do kraju, ten w najlepsze całymi tygodniami się bawił. Wtedy rycerze zaczęli go potajemnie opuszczać. Kiedy Bolesław wrócił do kraju, zaczął się okrutnie na nich mścić. Fakt targnięcia się na św. Stanisława w kościele, w czasie odprawiania Mszy Świętej, świadczy najlepiej o tym, jak nieopanowany był jego tyrański charakter. Kiedy król szalał, aby złamać opór, Stanisław jako jedyny miał odwagę upomnieć króla. Kiedy zaś ten nic sobie z upomnienia nie czynił i dalej szalał, biskup rzucił na niego klątwę, czyli wyłączył króla ze społeczności Kościoła, a przez to zwolnił od posłuszeństwa poddanych. Ze strony Stanisława był to akt niezwykłej odwagi pasterza, ujmującego się za swoją owczarnią, chociaż zdawał sobie sprawę z konsekwencji, jakie mogą go za to spotkać. Autorytet Stanisława musiał być w Polsce ogromny, skoro według podania nawet najbliżsi stronnicy króla Bolesława nie śmieli targnąć się na jego życie. Król miał to uczynić sam. 11 kwietnia 1079 roku Bolesław Śmiały udał się na Skałkę i w czasie Mszy Świętej zabił biskupa uderzeniem w głowę. Potem kazał poćwiartować jego ciało. Ówczesnym zwyczajem bowiem ciało skazańca niszczono. Duchowni ze czcią pochowali je w kościele św. Michała na Skałce. Fakt ten jest dowodem czci, jakiej wtedy męczennik zażywał. Na wiadomość o dokonanym w tak ohydny sposób mordzie na biskupie, przy ołtarzu, w czasie sprawowania Najświętszej Ofiary, cały naród stanął przeciwko królowi. Opuszczony przez wszystkich, musiał udać się na banicję. Bolesław Śmiały usiłował jeszcze szukać dla siebie poparcia na Węgrzech u św. Władysława. Ten mu jednak odmówił. Zmarł tamże zapewne w 1081 roku. Istnieje podanie, że dwa ostatnie lata król spędził na ostrej pokucie w klasztorze benedyktyńskim w Osjaku, gdzie też miał być pochowany. W 1088 roku dokonano przeniesienia relikwii św. Stanisława do katedry krakowskiej. Wincenty Kadłubek przytacza legendę, że ciała strzegły orły, wspomina też o cudownym zrośnięciu się porąbanych części ciała. Uroczystość odbyła się dnia 8 maja 1254 roku. Stąd liturgiczny obchód ku czci Stanisława w Polsce przypada właśnie na 8 maja (w Kościele powszechnym na 11 kwietnia – dzień męczeńskiej śmierci). Św. Stanisław jest głównym patronem Polski obok NMP Królowej Polski i św. Wojciecha, biskupa i męczennika. Św. Jan Paweł II nazwał go „patronem chrześcijańskiego ładu moralnego”. W ciągu wieków przywoływano legendę o zrośnięciu się rozsieczonego ciała św. Stanisława. Kult Świętego odegrał w XIII i XIV wieku ważną rolę historyczną jako czynnik kształtowania się myśli o zjednoczeniu Polski. Wierzono, że w ten sam sposób – jak ciało św. Stanisława – połączy się i zjednoczy podzielone wówczas na księstwa dzielnicowe Królestwo Polskie. W ikonografii św. Stanisław przedstawiany jest w stroju pontyfikalnym z pastorałem. Jego atrybutami są: miecz i palma męczeńska. Bywa ukazywany z orłem – godłem Polski.
Święty Stanisław Kostka urodził się 28 grudnia 1550 r. w Rostkowie na Mazowszu. Był synem Jana i Małgorzaty z Kryskich. Krewni rodziny zajmowali eksponowane stanowiska w ówczesnej Polsce. Miał trzech braci i dwie siostry. Pierwsze nauki Stanisław pobierał w domu rodzinnym. W wieku 14 lat razem ze swoim bratem Pawłem, został wysłany do szkół jezuickich w Wiedniu. Kostkowie przybyli do Wiednia w dzień po śmierci cesarza Ferdynanda, to znaczy 24 lipca 1564 r. Wiedeńska szkoła jezuitów cieszyła się wówczas zasłużoną sławą. Stanisław władał płynnie językiem łacińskim i niemieckim, rozumiał również język grecki. Wolny czas spędzał na lekturze i modlitwie. Ponieważ w ciągu dnia nie mógł poświęcić kontemplacji wiele czasu, oddawał się jej w nocy. Zadawał sobie także pokuty i biczował się. Taki tryb życia nie mógł się podobać kolegom, wychowawcy i bratu. Uważali to za rzecz niemoralną, a Stanisława za „dziwaka”. W grudniu 1565 r. ciężko zachorował. Według własnej relacji, był pewien śmierci, a nie mógł otrzymać Komunii Świętej, gdyż właściciel domu nie chciał wpuścić kapłana katolickiego. Wówczas sama św. Barbara, patronka dobrej śmierci, do której się zwrócił, w towarzystwie dwóch aniołów nawiedziła jego pokój i przyniosła mu Wiatyk. W tej samej chorobie zjawiła mu się Najświętsza Maryja Panna z Dzieciątkiem, które złożyła mu na ręce. Od Niej też doznał cudu uzdrowienia i usłyszał polecenie, aby wstąpił do Towarzystwa Jezusowego. Jezuici jednak nie mieli zwyczaju przyjmować kandydatów bez zezwolenia rodziców, a na to Stanisław nie mógł liczyć. Zdobył się więc na heroiczny czyn – zorganizował ucieczkę, do której się starannie przygotował. Było to 10 sierpnia 1567 r. Za poradą swojego spowiednika, o. Franciszka Antonio, który był wtajemniczony w jego plany, Stanisław udał się nie wprost do Rzymu, gdzie byłby łatwo pochwycony w drodze, ale do Augsburga, stamtąd podążył dalej do Dylingi, gdzie jezuici mieli swoje kolegium. Tam Stanisław został przyjęty na próbę. Po pewnym czasie skierowano go wraz z dwoma młodymi zakonnikami do Rzymu z listem polecającym. Droga była długa i uciążliwa. Stanisław z towarzyszami odbywał ją przeważnie pieszo. Dotarli tam 28 października 1567 r. Został przyjęty do nowicjatu, który znajdował się przy kościele św. Andrzeja. Było z nim wtedy około 40 nowicjuszów, w tym czterech Polaków. Rozkład zajęć nowicjatu był prosty: modlitwy, praca umysłowa i fizyczna, posługi w domu i w szpitalach, konferencje mistrza nowicjatu i przyjezdnych gości, dyskusje na tematy życia wewnętrznego i kościelnego. Ojciec Stanisława postanowił jednak za wszelką cenę go stamtąd wydostać. Wykorzystał w tym celu wszystkie możliwości. Do Stanisława wysłał list, pełen wymówek i gróźb. Za poradą przełożonych Stanisław odpisał ojcu, że ten powinien raczej dziękować Bogu, że wybrał jego syna na swoją służbę. W lutym 1568 r. Stanisław przeniósł się z kolegium jezuitów do domu św. Andrzeja na Kwirynale, w którym pozostał do śmierci. Swoim wzorowym życiem, duchową dojrzałością i rozmodleniem budował całe otoczenie. W pierwszych miesiącach 1568 r. Stanisław złożył śluby zakonne. Miał wtedy zaledwie 18 lat. W prostocie serca w uroczystość św. Wawrzyńca (10 sierpnia) napisał list do Matki Bożej i schował go na swojej piersi. Przyjmując tego dnia Komunię Świętą, prosił św. Wawrzyńca, aby uprosił mu u Boga łaskę śmierci w Święto Wniebowzięcia. Prośba została wysłuchana. Wieczorem tego samego dnia poczuł się bardzo źle. 13 sierpnia gorączka nagle wzrosła i jego stan gwałtownie się pogorszył. Kiedy mu dano do ręki różaniec, ucałował go i wyszeptał: „To jest własność Najświętszej Matki”. Zapytany, czy nie ma jakiegoś niepokoju, odparł, że nie, bo ma ufność w miłosierdziu Bożym i zgadza się najzupełniej z wolą Bożą. Kiedy ktoś zbliżył się do niego, by zapytać, czy czegoś nie potrzebuje, odparł, że widzi Matkę Bożą z orszakiem świętych dziewic, które po niego przychodzą. Po północy 15 sierpnia 1568 r. przeszedł do wieczności. Jego kult zrodził się natychmiast i spontanicznie. Wieść o śmierci świętego Polaka rozeszła się szybko po Rzymie. W dwa lata po śmierci współbracia udali się do przełożonego domu nowicjatu, aby pozwolił im zabrać ze sobą relikwię głowy Stanisława. Kiedy otwarto grób, znaleziono ciało nienaruszone. Proces kanoniczny trwał jednak długo. W latach 1602-1604 Klemens VII zezwolił na kult. 18 lutego 1605 r. Paweł V zezwolił na wniesienie obrazu Stanisława do kościoła św. Andrzeja w Rzymie oraz na zawieszenie przed nim lampy i wotów; w 1606 r. ten sam papież uroczyście zatwierdził tytuł błogosławionego. Uroczystości beatyfikacyjne odbyły się najpierw w Rzymie w domu św. Andrzeja, a potem w Polsce. Był to pierwszy błogosławiony Towarzystwa Jezusowego. W roku 1674 tenże papież ogłosił bł. Stanisława jednym z głównych patronów Korony Polskiej i Wielkiego Księstwa Litwy. Dekret kanonizacyjny wydał Klemens XI w 1714 r. Jednak z powodu śmierci papieża obrzędu uroczystej kanonizacji dokonał dopiero Benedykt XIV 31 grudnia 1726 r. Jan XXIII uznał św. Stanisława szczególnym patronem młodzieży polskiej. Relikwie Świętego spoczywają w kościele św. Andrzeja na Kwirynale w Rzymie. Św. Stanisław Kostka jest patronem Polski (od 1671 r.), oręduje także za studentami i nowicjuszami jezuickimi, a także za polską młodzieżą. Św. Stanisławowi Kostce przypisuje się zwycięstwo Polski odniesione nad Turkami pod Chocimiem w 1621 r. Król Jan Kazimierz przypisywał orędownictwu Świętego zwycięstwo odniesione pod Beresteczkiem (1651). W ikonografii św. Stanisław Kostka przedstawiany jest w stroju jezuity. Jego atrybutami są: anioł podający mu Komunię, Dziecię Jezus na ręku, krucyfiks, laska pielgrzymia, lilia, Madonna, różaniec. Kościół wspomina go 18 września.
Stanisław to imię pochodzenia starosłowiańskiego, oznacza: ten, który jest sławą swego rodu lub sławny z racji posiadania pięknego stanu, czyli domu.
Mój tata był ostoją spokoju. Nie pamiętam, by chociaż raz podniósł głos zwracając się do mnie. O przysłowiowym „klapsie” też nie było mowy, chociaż w latach mojego dzieciństwa była to dosyć powszechna metoda wychowawcza. Ja także starałam się w dorosłym życiu, w moim własnym domu wszelkie konflikty rozwiązywać na spokojnie, bez awantur i podnoszenia głosu. Zapewniam wszystkich, że to o wiele lepsza metoda i przynosi szybkie rozwiązania. Ojcowie mają bardzo duży wpływ na wychowanie swoich córek, na to, jakie są w dorosłym życiu. Mój tata zawsze miał dla mnie czas, nauczył mnie czytać, pomagał mi w odrabianiu lekcji i często odpowiadał na moje dziecięce pytania, gdy wszystko chciałam wiedzieć o otaczającym mnie świecie. Przyjaciółka ze szkoły podstawowej powiedziała mi ostatnio, że bardzo lubiła przychodzić do mnie do domu odrabiać lekcje, szczególnie z matematyki. Cokolwiek nie wiedziałyśmy, mój tata od razu znał odpowiedź i tłumaczył nam jak rozwiązać dane zadanie. Dziwiła się tym bardziej, że mówiłam jej, że tata skończył tylko szkołę podstawową. Takie były niestety czasy, że w licznych rodzinach rodzice „szkolili” tylko jedno, najczęściej najmłodsze dziecko. Poza tym, gdy tata miał 14 lat wybuchła II wojna światowa, więc nie był to dobry czas dla edukacji. Gdy jeszcze mnie nie było na świecie, jego najmłodszy brat studiował medycynę. Gdy przyjeżdżał na wakacje, mój tata wstawał wraz ze wschodem słońca i czytał wszystkie jego medyczne książki, zanim musiał się zająć codziennymi obowiązkami w gospodarstwie. Tak się życie potoczyło, że wujek tej medycyny nie skończył. Skończyła ją jednak córka drugiego brata taty – moja starsza kuzynka Ewa. Została chirurgiem, a ja byłam w nią tak zapatrzona, że też chciałam zostać chirurgiem. Życie podsunęło mi jednak inny scenariusz na moje wykształcenie, ale to może dobrze, bo „zszycie” przeze mnie prostej dziury w ubraniu niezbyt mi wychodzi. Często przychodzili do nas sąsiedzi, szczególnie podczas sianokosów i pytali tatę, jaka będzie pogoda w najbliższych dniach. Żartowałyśmy sobie z siostrami, że tata – jak ten góral z dowcipu – „przepowiada” co prawda trafnie pogodę, ale wówczas, gdy nie ma zepsutego radia. Dopiero jak studiowałam geografię i poznałam tajniki meteorologii, przekonałam się, że tata najpierw musiał zobaczyć w telewizji lub usłyszeć w radiu, gdzie są w Europie układy wysokiego, czy niskiego ciśnienia, a dopiero potem bawił się w prognozowanie pogody. Wtedy dopiero zrozumiałam, co to jest ten klin wysokiego, czy zatoka niskiego ciśnienia, o których mówił tata, ale skąd on to wiedział? Naprawdę zapamiętałam go jako mądrego, dobrego i silnego człowieka, do którego zawsze mogłam się zwrócić z każdym problemem. O jego sile fizycznej to nawet krążyły legendy po mojej rodzinnej miejscowości. Imię Stanisław nosił nie tylko mój tata, ale i mój dziadek – tata mojego taty (dzisiaj powiedzielibyśmy, że był w rodzinie Stanisław – senior i Stanisław – junior). Wspominałam o dziadku w poprzednim liście, to ten dziadek, który bardzo angażował się w budowę kościoła w Ostrowsku. Nie znałam go osobiście, jak zresztą nie było mi dane poznać ani jednej babci i ani jednego dziadka, gdyż wszyscy umarli zanim się urodziłam. Nie wiem więc, co to znaczy, być rozpieszczoną wnuczką. Trochę tych Stanisławów i ich żeńskich odpowiedników spotkałam na swojej drodze. Mieszkałam kiedyś przez 5 lat w sąsiedztwie małżeństwa – Stanisławy i Stanisława. Bardzo miło wspominam ten okres, szczególnie wspólne grillowanie na świeżym powietrzu. W zeszłym roku poznałam wspaniałą Panią Stasię w szpitalu. Jest w wieku mojej mamy, ale zaprzyjaźniłyśmy się bardzo, nawet ją ostatnio odwiedziłam w jej domu. Błogosław Panie Jezu wszystkim Stanisławom w ich codziennym życiu, a Wy – Święty Stanisławie ze Szczepanowa i Święty Stanisławie Kostko – upraszajcie wiele łask w niebie nie tylko dla swoich imienników, ale także dla każdego czytelnika tego listu.
Miałam zamiar coś więcej napisać na temat roli ojca w wychowaniu dzieci, ale nie chcę przedłużać, a następnym razem będę pisać o Twoim Panie Jezu „przybranym” ojcu, czyli o św. Józefie, więc mogę do tego tematu jeszcze wrócić. Na koniec chciałam jeszcze napisać cytat z Pisma Świętego, tą jedną ewangeliczną kroplę, którą obiecałam dostarczać czytelnikowi w każdym liście. Ponieważ kończę ten list w Niedzielę Palmową, to będzie to cytat z dzisiejszej Ewangelii o Męce Pańskiej, kiedy Jezus modlił się w Ogrójcu: „Mój Ojcze! Jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Lecz niech się stanie tak, jak Ty chcesz, nie Ja”. ( Mt 26, 39)
Pozwolę sobie w tym miejscu zacytować fragmenty książki pt.: „Mój psycholog nazywa się Jezus”. Autor książki Carlo Nesti radzi czytelnikom, którzy chcą się czuć szczęśliwymi, bez względu, co się dzieje wokół nich, by oddali się w ręce świetnego psychologa, czyli w Twoje ręce Panie Jezu. Mają opowiedzieć Ci Panie Jezu o wszystkim, co ich trapi i posłuchać uważnie co Masz im do powiedzenia. W rozdziale „Strach” autor odnosi się właśnie do fragmentu dzisiejszej Ewangelii i chce nam pokazać jak ludzki jest Jezus. Radzi nam zatrzymać się na Jego strachu przed śmiercią. To wielki lęk, który wywołuje w nim smutek i gorycz, skłania go do proszenia Boga, by zmienił swoją wolę. Jednak po przezwyciężeniu tej chwili, powraca natychmiast pragnienie triumfu woli Ojca: „Lecz niech się stanie tak, jak Ty chcesz, nie Ja”. Oto klucz do całej sytuacji. Posiadać zdolność, nawet w obliczu najgorszych perspektyw, przedłożyć Pana ponad jakiekolwiek pragnienia natury osobistej. Chrystus, dzięki temu, że nie objawił się jako nieustraszony heros, ale właśnie przez tę swoją niepewność chce mi powiedzieć, że nie oczekuje ode mnie doskonałości podczas biegu z przeszkodami, jakim jest życie. Rzeczą normalną jest upadać, dopóki ma się potem wolę, by się podnieść. Jezus jest w tym jednym z nas. Jeśli naprawdę wierzę, muszę pamiętać, jak wiele razy Jezus powtarzał zdanie: „ Nie lękajcie się” – dotykając i lecząc. Oczywiście dla nikogo nie jest przyjemne starzenie się, cierpienie, umieranie. Jesteśmy ludźmi skazanymi na zniszczenie ciała i nie może być inaczej. Kiedy jednak potrafię rozumować jak chrześcijanin i jestem świadomy, co jest po śmierci, strach odchodzi. Wybawienie przez krzyż wytwarza absolutne zaufanie. Autor przytacza jeszcze cytat Benedykta Spinozy: „Strach nie może istnieć bez nadziei, ale żadna nadzieja nie istnieje bez strachu.”
Ela
Zostaw Komentarz