Panie Jezu, Stróża, 11.05.2017r.
W tym tygodniu w naszym domu trwają ostatnie przygotowania do niedzielnych uroczystości w naszej rodzinie. Moja najstarsza córka Natalka przyjmie Sakrament Bierzmowania, a najmłodsza córka Ania wraz z synem mojego brata – Szymkiem – przyjmą Sakrament Pierwszej Komunii Świętej. Przy okazji tak ważnych wydarzeń w życiu naszych dzieci będzie się mogła spotkać przy wspólnym stole cała nasza liczna rodzina. Samych wnuków moja mama ma czternaścioro, a rodzice mojego męża jedenaścioro. Nasze dzieci bardzo lubią rodzinne spotkania z kuzynami, a rzadko udaje się zebrać wszystkich razem, bo niektórzy mieszkają daleko od nas. Najstarszy z kuzynów moich dziewczynek ma na imię Filip i ma już 27 lat, a najmłodszy Teofil ma niecałe pół roku. Najstarsza kuzynka Magdalena ma 24 lata, a najmłodsza Gabrysia 5 latek. Za dwa lata w maju do Pierwszej Komunii Świętej przystąpią aż cztery kuzynki. Nie będę teraz wymieniać wszystkich kuzynów i kuzynek, napiszę tylko, że dziewczyn jest czternaście, a chłopaków ośmiu. Wszyscy na około proponują mi pomoc w przygotowaniu tej uroczystości i nie tylko proponują, ale faktycznie pomagają. W tym miejscu im oczywiście dziękuję i piszę o tym, aby zapewnić Was, że dobro naprawdę wraca do człowieka. W tym tygodniu imieniny obchodzą Zofie, więc opiszę dzisiaj ich patronkę. Znam kilka Zosi, ale jedną darzę szczególną sympatią. Pisząc ten list myślę szczególnie o niej – błogosław jej Panie Jezu w codziennym życiu, pomagaj jej w pełnieniu licznych obowiązków i spraw, by miała dużo siły potrzebnej jej do pomagania innym, co nieustannie robi na co dzień.
Święta Zofia – greckie imię Zofia znaczy tyle, co „mądrość”. Istnieje wiele żywotów Św. Zofii w różnych językach, co świadczy, jak bardzo jej kult był powszechny. Są to jednak żywoty bardzo późne (wiek VII i VIII) i podają tak nieraz sprzeczne informacje, że trudno z nich coś pewnego wydobyć. Według tych tekstów Zofia miała mieszkać w Rzymie w II wieku za czasów Hadriana I. Była wdową i miała trzy córki: Wiarę, Nadzieję i Miłość (Pistis, Elpis i Agape). Tak też nazywają się trzy najważniejsze chrześcijańskie cnoty. Do dziś imiona te można spotkać w Grecji, ale też i w Rosji (Wiera, Nadieżda, Lubow). Dziewczynki miały mieć odpowiednio 12, 10 i 9 lat. Do Rzymu przybyły wspólnie z matką ze Wschodu i to właśnie w Rzymie poznały naukę Jezusa Chrystusa i pomimo prześladowań ze strony cesarza publicznie przyjęły chrzest wyznając wiarę w Zbawiciela świata. Swoją postawą i żarliwie praktykowaną wiarą były przykładem dla wielu chrześcijan i pogan. Szybko o tym doniesiono władzom, które uwięziły matkę i jej córki. Podjęto próbę nakłonienia ich do odstępstwa od wiary w Chrystusa. Okres panowania Hadriana wiązał się z pierwszymi poważnymi problemami wewnętrznymi Rzymu. Oczywiście obwiniano za nie chrześcijan, którzy byli pojmowani i poddawani torturom, co miało zmusić ich do oddania czci pogańskim bogom. Taki właśnie los spotkał świętą Zofię. Kobieta została zmuszona do oddania czci bogini Dianie (rzymska odpowiedniczka Artemidy). Kiedy Zofia stanowczo odmówiła, wyprowadzono jej nieletnie dzieci i poddano na oczach matki wyszukanym torturom. Dziewczynki podpalano, oblewano wrzącą smołą, kaleczono ostrymi przedmiotami oraz bito pałkami. Kiedy odkryto, że jeszcze żyją, zostały ścięte mieczem. Nie załamało to wszakże bohaterskiej matki. Owszem, zdobyła się na to, że zachęcała swoje dzieci do wytrwania. Namiestnik, zdumiony takim męstwem, miał pozostawić Zofię przy życiu. Ta jednak zmarła trzy dni później z boleści za córkami na ich grobie. Inna wersja wspomina, że Zofia miała pochodzić z Mediolanu. Tam też miała ponieść wraz z córkami męczeńską śmierć. Ze wszystkich opisów jedno wydaje się pewne: że taka Święta żyła, miała trzy córki i została umęczona za wiarę. Utwierdza nas w tym kult Zofii, bardzo wczesny i powszechny zarówno na Wschodzie, jak i na Zachodzie. Obecnie relikwie wszystkich męczennic znajdują się w krypcie kościoła Św. Pankracego w Rzymie. Zofia jest patronką matek, wdów, wzywana bywa w niedoli i w przypadku szkód wyrządzonych przez przymrozki. W Polsce często używa się określenia „zimna Zośka”, gdyż często zdarzają się u nas wiosenne przymrozki jeszcze w połowie maja, kiedy to – 15 maja, w Kościele katolickim jest wspominana Święta Zofia. Jej trzy córki męczennice wspominane są 1 sierpnia. W ikonografii Św. Zofia przedstawiana jest w otoczeniu trzech córek: Wiary, Nadziei i Miłości, trzymających w dłoniach krzyże. Mają często korony na głowach, a także miecze w dłoniach. Jezuita o. Wiesław Krupiński wyjaśnia nam, na czym polegała mądrość Św. Zofii. Według niego polega ona na tym, że przyjęła ona Chrystusa za swego Pana i Zbawiciela, że nawet za cenę życia nie wyparła się Go, lecz mężnie dała świadectwo prawdzie. Prawdziwa bowiem mądrość polega na tym, że człowiek wierzy w Tego, który jest źródłem wszelkiej mądrości. To właśnie Bóg – najwyższa Mądrość i największa Miłość obdarza światłem swojej łaski tych, którzy Jemu zaufali i powierzyli swoje ziemskie życie, by zyskać życie wieczne. Święta Zofia wraz ze swymi Córkami cieszy się szczęściem i radościami jakich na ziemi nie ma, one już są w Niebie, a my dopiero do niego zdążamy. Czy dziś ludzie żyją mądrze? Czyli, czy mają na uwadze najwyższe dobro jakim jest szczęście bez końca w królestwie miłości? Wśród ochrzczonych wielu mądrych ludzi by się znalazło, gdyż zależy im na własnym zbawieniu, jak też zbawieniu swojej rodziny i bliźnich. Jednak nie wszyscy ochrzczeni weszli na drogę mądrości, chociaż powinni na niej być, gdyż poprzez chrzest należą do Chrystusa. Tak łatwo dziś „sprzedać” swoją wiarę za mamonę, władzę, poważanie, stanowisko. Tak łatwo odejść od Boga i wejść na drogę grzechu łamiąc Boże przykazania w imię pieniądza, chwilowej przyjemności, pychy i egoizmu. Ale czy to się opłaca? Jeśli dla wielu największym „dobrem” i życiową „mądrością” jest pełny brzuch, zaspokojona pożądliwość, rozrywka, telewizor, alkohol, narkotyki i to wszystko co podpowiada świat, to czyż takich ludzi można nazwać mądrymi?! Czy można nazwać życie bez Boga i Jego nauki mądrym życiem, gdy Pana Boga zamienia się na bożki tego świata?! Warto więc pomyśleć o Św. Zofii i Jej Córkach, które dały świadectwo prawdziwej wiary. Dziś byle pokusa, byle propozycja tego świata, w której jest ukryte zło sprawia, że wielu zostawia wiarę i Boże przykazania, stając się z czasem zakładnikami szatana i tych, którzy go słuchają. A to nie jest mądrość! Tym bardziej należy prosić Św. Zofię o pomoc, by upraszała mądrość naszym sercom i umysłom, aby nie ulec tak łatwo podszeptom złego ducha. Warto też prosić Jej Święte Córki, gdy sytuacja tego wymaga. Tam, gdzie brakuje miłości prosić Św. Miłość, tam gdzie nie ma nadziei, posłać Św. Nadzieję, tam gdzie brakuje wiary przywołać Św. Wiarę. Pomoc świętych jest pewna i oni cieszą się, gdy się ich prosi. Czynią oni wszystko, aby każdy człowiek znalazł się w niebie, gdyż widzą wielką różnicę miedzy życiem na ziemi a życiem w niebie. Wiedzą, że to ziemskie życie jest tylko przejściowym pobytem na tej planecie. Każdy wierzący winien patrzeć podobnie na swoją ziemską egzystencję, powinien wiedzieć, że życie dla nieba jest prawdziwą mądrością. Niech więc Św. Zofia i Jej Córki, wspomagają nas w mądrym życiu, którego kresem jest wieczność.” Koleżanka z pracy podpowiedziała mi, że jest koronka do Św. Zofii, którą odmawia się na różańcu:
Na krzyżyku: Wierzę w Boga… i Ojcze nasz…
Na pierwszym dużym paciorku: Mądrości, która z ust Bożych wypływasz, wszystko urządzasz, zewsząd cel dobywasz. Przybądź i naucz nas dróg roztropności, Boża Mądrości.
(3 razy) Zdrowaś Maryjo… o Trzy Cnoty Boskie: Wiarę, Nadzieję i Miłość.
Na dużych paciorkach: Panie Boże, któryś świętą Zofię przedziwnym męstwem matki chrześcijanki obdarzył, a święte jej córki Wiarę, Nadzieję i Miłość cnotami, których imiona nosiły, w najwyższym stopniu wzbogacił, daj nam za ich wstawieniem się nie z imienia tylko, lecz z uczynków i z wiernej Tobie służby być chrześcijanami. Przez naszego Pana Jezusa Chrystusa, Twojego Syna, który z Tobą żyje i króluje w jedności Ducha Świętego, Bóg, przez wszystkie wieki wieków. Amen.
Na 10 małych paciorkach: Święta Zofio, wraz z trzema córkami: Wiarą, Nadzieją i Miłością, módl się za nami, abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.
Po każdej dziesiątce: Chwała Ojcu… na cześć 5 Najświętszych Ran Pana Jezusa Chrystusa.
Na zakończenie (3 razy): Święta Zofio, wypraszaj Boga Ducha Świętego o Dar Mądrości dla nas wszystkich ludzi. Amen. Amen. Amen.
W tym tygodniu, gdy piszę ten list przypada Święto Matki Bożej Fatimskiej – 13 maja – jest to data pierwszego z sześciu objawień Matki Bożej, które wydarzyło się dokładnie 100 lat temu. Od maja do października 1917 roku rodzeństwu Hiacyncie i Franciszkowi Marto oraz Łucji dos Santos w portugalskiej Fatimie objawiała się Matka Boża. Trzynastego dnia każdego miesiąca (z wyjątkiem sierpnia, kiedy Maryja objawiła się 19. dnia) wzywała świat do nawrócenia, pokuty i modlitwy, zwłaszcza różańcowej. W celu ubłagania pokoju Maryja poleciła odprawianie nabożeństwa do swego Niepokalanego Serca, któremu papież powinien poświęcić cały świat. Jan Paweł II odmówił taki akt zawierzenia Niepokalanemu Sercu Maryi po raz pierwszy 13 maja 1982 roku podczas pielgrzymki dziękczynnej do Fatimy, gdy dziękował Jej za ocalenie życia podczas zamachu dokonanego na jego życie dokładnie rok wcześniej – 13 maja 1981 r. na Placu Świętego Piotra w Rzymie. Oto fragmenty tego aktu poświęcenia świata:
„O Matko ludzi i ludów, Ty, która znasz wszystkie ich cierpienia i nadzieje, Ty, która czujesz po macierzyńsku wszystkie zmagania pomiędzy dobrem a złem, pomiędzy światłością i ciemnością, jakie wstrząsają współczesnym światem – przyjmij nasze wołanie skierowane w Duchu Świętym wprost do Twojego Serca i ogarnij miłością Matki i Służebnicy ten nasz ludzki świat, który Ci zawierzamy i poświęcamy, pełni niepokoju o doczesny i wieczny los ludzi i ludów. O Serce Niepokalane! Pomóż nam przezwyciężyć grozę zła, które tak łatwo zakorzenia się w sercach współczesnych ludzi – zła, które w swych niewymiernych skutkach ciąży już nad naszą współczesnością i zdaje się zamykać drogi ku przyszłości! Od głodu i wojny – wybaw nas! Od wojny atomowej, od nieobliczalnego samozniszczenia, od wszelkiej wojny – wybaw nas! Od grzechów przeciw życiu człowieka od jego zarania – wybaw nas! Od nienawiści i podeptania godności dziecka Bożego – wybaw nas! Przyjmij, o Matko Chrystusa, to wołanie nabrzmiałe cierpieniem wszystkich ludzi!” W chwili objawień Najświętszej Maryi Panny – Łucja , Franciszek i Hiacynta mieli odpowiednio dziesięć, dziewięć i siedem lat. Cała trójka mieszkała w Aljustrel, w miejscu należącym do parafii fatimskiej. Objawienia miały miejsce na małym skrawku ziemi należącym do rodziców Łucji, nazywanym Cova da Iria, i znajdującym się dwa i pół kilometra od Fatimy na drodze do Leirii. Matka Boża ukazała się im na krzewie zwanym ilex, będącym karłowatą odmianą dębu, mierzącym nieco ponad metr wysokości. Franciszek widział Maryję, lecz Jej nie słyszał. Hiacynta Ją widziała i słyszała. Łucja natomiast widziała, słyszała i rozmawiała z Nią. Objawienia miały miejsce około południa. Zostały one uznane przez Kościół za zgodne z Objawieniem dokonanym przez Chrystusa. Kilka lat po zakończeniu objawień dwoje pastuszków zmarło, a Łucja wstąpiła do klasztoru karmelitańskiego w Coimbrze. Zmarła 13 lutego 2005 roku w wieku 98 lat. Św. Jan Paweł II podczas swojej wizyty w Fatimie w maju 2000 r., ogłosił błogosławionymi Hiacyntę i Franciszka. natomiast papież Franciszek kanonizował ich 13 maja 2017. Już trzy lata po śmierci Łucji rozpoczął się jej proces beatyfikacyjny. Napiszę poniżej treść pierwszego objawienia Matki Bożej w Fatimie z 13 maja 1917 r. na podstawie Wspomnień Siostry Łucji. Tekst Objawień został zatwierdzony przez Biskupa diecezji Leiria Fatima w grudniu 2002 roku. Treść kolejnych objawień zamieszczę w listach, gdy będę pisała je w okolicach trzynastego dnia kolejnych pięciu miesięcy. A oto pierwsze wspomnienie Łucji:
„13 maja 1917 r. bawiliśmy się z Hiacyntą i Franciszkiem na szczycie zbocza Cova da Iria. Budowaliśmy murek dookoła gęstych krzewów, kiedy nagle ujrzeliśmy jakby błyskawicę.
– „Lepiej pójdźmy do domu – powiedziałam do moich krewnych. – Zaczyna się błyskać, może przyjść burza”.
– „Dobrze!” – odpowiedzieli.
Zaczęliśmy schodzić ze zbocza, poganiając owce w stronę drogi. Kiedy doszliśmy mniej więcej do połowy zbocza, blisko dużego dębu, zobaczyliśmy znowu błyskawicę, a po zrobieniu kilku kroków dalej, ujrzeliśmy na skalnym dębie Panią w białej sukni, promieniującą jak słońce. Jaśniała światłem jeszcze jaśniejszym niż promienie słoneczne, które świecą przez kryształowe naczynie z wodą. Zaskoczeni tym widzeniem zatrzymaliśmy się. Byliśmy tak blisko, że znajdowaliśmy się w obrębie światła, które Ją otaczało, lub którym Ona promieniała, mniej więcej w odległości półtora metra.
Potem Nasza Droga Pani powiedziała:
– „Nie bójcie się! Nic złego wam nie zrobię!”
– „Skąd Pani jest?” – zapytałam.
– „Jestem z Nieba!”
– „A czego Pani ode mnie chce?”
– „Przyszłam was prosić, abyście tu przychodzili przez 6 kolejnych miesięcy, dnia 13 o tej samej godzinie. Potem powiem, kim jestem i czego chcę. Następnie wrócę jeszcze siódmy raz”.
(Siódmym razem było objawienie już 16 czerwca 1921 r. w przeddzień odjazdu Łucji do Vilar de Porto. Chodzi o objawienie z osobistym orędziem dla Łucji, dlatego nie uważała go za tak ważne).
– „Czy ja także pójdę do nieba?”
– „Tak!”
– „A Hiacynta?”
– „Też!”
– „A Franciszek?”
– „Także, ale musi jeszcze odmówić wiele różańców”.
Przypomniałam sobie dwie dziewczynki, które niedawno umarły. Były moimi koleżankami i uczyły się tkactwa u mojej starszej siostry.
– „ Maria das Neves jest już w niebie?”
– „ Tak, jest”. (Zdaje się, że miała jakieś 16 lat.)
– „ A Amelia?”
– „ Zostanie w czyśćcu aż do końca świata”. (Sądzę, że mogła mieć 18 do 20 lat.) – (Oczywiście nie trzeba tego brać dosłownie. Do końca świata ma oznaczać bardzo długi czas).
– „ Czy chcecie ofiarować się Bogu, aby znosić wszystkie cierpienia, które On wam ześle jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest obrażany i jako prośba o nawrócenie grzeszników?”
– „ Tak, chcemy!”
– „ Będziecie więc musieli wiele cierpieć, ale łaska Boża będzie waszą siłą!”
Wymawiając te ostatnie słowa (łaska Boża itd.) rozłożyła po raz pierwszy ręce przekazując nam światło tak silne, jak gdyby odblask wychodzący z Jej rąk. To światło dotarło do naszego wnętrza, do najgłębszej głębi duszy i spowodowało, żeśmy się widzieli w Bogu, który jest tym światłem, wyraźniej niż w najlepszym zwierciadle. Pod wpływem wewnętrznego impulsu również nam przekazanego, padliśmy na kolana i powtarzaliśmy bardzo pobożnie:
– „O Trójco Przenajświętsza, uwielbiam Cię. Mój Boże, Mój Boże, kocham Cię w Najświętszym Sakramencie”.
Po chwili Nasza Droga Pani dodała:
– „Odmawiajcie codziennie różaniec, aby uzyskać pokój dla świata i koniec wojny!”
Potem zaczęła się spokojnie unosić w stronę wschodu i wreszcie znikła w nieskończonej odległości. Światło, które Ją otaczało zdawało się torować Jej drogę do przestworza niebieskiego. Z tego powodu mówiliśmy nieraz, że widzieliśmy, jak się niebo otwierało.”
Dzisiejszą ewangeliczną kropelką będą słowa Św. Pawła z listu do Rzymian: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12,21). To pouczenie wybrał Ojciec Święty Jan Paweł II jako temat Światowego Dnia Pokoju 1 stycznia 2005 roku. W swoim orędziu zwracał się do odpowiedzialnych za narody i do wszystkich ludzi dobrej woli, którzy uświadamiają sobie, jak konieczne jest budowanie pokoju w świecie. Pisał w nim, że zła nie zwycięża się złem: na tej drodze bowiem, zamiast pokonać zło, zostaje się przez nie pokonanym. Pokój jest rezultatem długiej i trudnej walki, której zwycięstwem jest pokonanie zła przez dobro. Pokój jest dobrem, które należy wprowadzać poprzez dobro: jest on dobrem dla poszczególnych osób, dla rodzin, dla narodów świata i dla całej ludzkości; jest zatem dobrem, którego należy strzec i które należy rozwijać wybierając i czyniąc dobro. Zło jest możliwe wskutek ludzkiej wolności. Zło ma zawsze czyjąś twarz i czyjeś imię: twarz i imię mężczyzn i kobiet, którzy je dobrowolnie wybierają. Pismo Święte uczy, że na początku dziejów Adam i Ewa zbuntowali się przeciw Bogu, a Kain zabił swego brata Abla. Były to pierwsze błędne wybory, po których na przestrzeni wieków nastąpiły niezliczone dalsze. Jeśli szukać będziemy najgłębszej istoty zła, okaże się, że w ostatecznym rozrachunku jest ono tragicznym uchybieniem wobec wymogów miłości. Dobro moralne natomiast rodzi się z miłości, objawia się jako miłość i kieruje się ku miłości. „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” – te słowa stały się też mottem kapłańskiej posługi księdza Jerzego Popiełuszki, aż do jego męczeńskiej śmierci. W kazaniach nawoływał do nieużywania przemocy. „Nie walcz przemocą. Przemoc nie jest oznaką siły, lecz słabości. Komu nie udało się zwyciężyć sercem lub rozumem, usiłuje zwyciężyć przemocą. Każdy przejaw przemocy dowodzi moralnej niższości” – tłumaczył w grudniu 1982 r. A w ostatnim kazaniu, wygłoszonym w dniu śmierci, 19 października 1984 r. w Bydgoszczy, mówił: „Tylko ten może zwyciężać zło, kto sam jest bogaty w dobro, kto dba o rozwój i ubogacanie siebie tymi wartościami, które stanowią o ludzkiej godności dziecka Bożego. Aby zło dobrem zwyciężać i zachować godność człowieka, nie wolno walczyć przemocą”. Życzę wszystkim czytelnikom tego listu, by na co dzień kierowali się dobrem i nim zwalczali koło siebie zło, jeśli go dostrzegą. Pewien egipski mnich mawiał, że „złe słowo i dobrego złym czyni, a dobre słowo i złych czyni dobrymi.”
Ela
Zostaw Komentarz