Panie Jezu, Stróża, 6.01.2018r
Dzisiaj obchodzimy Uroczystość Objawienia Pańskiego, zwaną potocznie Świętem Trzech Króli. Uroczystość ta jest związana również z radosnymi, barwnymi Orszakami Trzech Króli, które w tym roku przeszły ulicami 644 miejscowości w Polsce pod hasłem: „Bóg jest dla wszystkich”. Dołączyłam dzisiaj z moją rodziną do orszaku w Myślenicach. Reprezentowaliśmy Azję, więc na początku orszaku dzieci (między innymi moje dziewczynki) niosły pięknego smoka, a tuż za nimi na koniach podążał orszak Króla Melchiora. Orkiestra przygrywała radośnie wiernym, którzy ze śpiewem na ustach podążali na Rynek Myślenicki, gdzie spotkały się trzy orszaki, by złożyć pokłon Dzieciątku Jezus. Cieszę się bardzo, że byłam w stanie uczestniczyć w tym święcie, które łączy Polaków i przynosi radość i nadzieję. Dzisiaj w kościele święci się też kredę i kadzidło. Kredą oznaczamy drzwi naszego domu pisząc datę 2018 i trzy duże litery. Możemy pisać K+M+B, co oznacza imiona Kacper, Melchior i Baltazar lub piszemy C+M+B, to skrót od „Christus Mansionem Benedicat” – czyli „Niech Chrystus błogosławi temu domowi”. Jest to nie tylko wyraz naszej tradycji, ale także naszej wiary, informacja, że w tym domu mieszkają chrześcijanie. Uroczystość Objawienia Pańskiego to także zwrócenie uwagi na ważną rolę misji i misjonarzy. Panie Jezu wspieraj ich ciężką pracę, by jak największa liczba ludzi na świecie mogła poznać Ciebie i Twoją dobroć. Ponieważ mamy okres Bożego Narodzenia zamieszczę piękny wiersz największej misjonarki świata Matki Teresy z Kalkuty:
„Wtedy jest Boże Narodzenie”
Zawsze, ilekroć uśmiechasz się do swojego brata
i wyciągasz do niego ręce,
jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy milkniesz, aby wysłuchać,
jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy rezygnujesz z zasad,
które jak żelazna obręcz uciskają ludzi
w ich samotności,
jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy dajesz odrobinę nadziei „więźniom”,
tym, którzy są przytłoczeni ciężarem fizycznego,
moralnego i duchowego ubóstwa,
jest Boże Narodzenie.
Zawsze, kiedy rozpoznajesz w pokorze,
jak bardzo znikome są twoje możliwości
i jak wielka jest twoja słabość,
jest Boże Narodzenie.
Zawsze, ilekroć pozwolisz by Bóg
pokochał innych przez ciebie,
Zawsze wtedy jest Boże Narodzenie.
Tym razem opiszę patronki kobiet o imieniu Agnieszka. Wybrałam to imię, bo chciałam przyjrzeć się bliżej styczniowej imienniczce i jako pierwsze przyszło mi ono na myśl, a po za tym chciałam przybliżyć patronkę kogoś z rodziny, kto w tym roku był przy wigilijnym stole. Agnieszka to moja siostrzenica, córka mojej najmłodszej siostry Kingi. Ma osiem lat, chodzi do drugiej klasy szkoły podstawowej i ma młodszą o dwa lata siostrzyczkę Gabrysię. Jest bardzo zdolną uczennicą, pięknie rysuje, trenuje lekkoatletykę. Mimo, że dziewczynki są jeszcze małe, są bardzo samodzielne i bardzo zorganizowane. Wiele rzeczy, szczególnie w kuchni robią wspólnie z rodzicami. Podoba mi się taki sposób wychowania, gdzie rodzice są przykładem dla swoich dzieci. Nie omieszkam wpleść tu małej anegdotki: „Dziecko, stojąc na łóżku w swej czerwonej piżamce, kieruje palec na mamusię i dumnie oświadcza: Ja nie chcę być inteligentny. Nie chcę być dobrze wychowany. Ja chcę być taki, jak tatuś!”. Półtora roku temu Agnieszka i Gabrysia były u mnie na wakacjach wspólnie z trzema innymi siostrzenicami. Gdy szłam na spacer z ósemką dziewczynek (bo jeszcze trzy moje), to wszyscy odwracali za nami głowy. Fajnie mieć taką dużą rodzinę. Jeśli chodzi o „duże” Agnieszki, to też znam kilka. Z jedną Agnieszką mieszkałam dwa lata w akademiku. To były naprawdę beztroskie lata. Byłam też u niej na wakacjach na wschodzie Polski, za Przemyślem. Gdy pomagałam zbierać im ziemniaki podczas „wykopków”, to pierwszy raz zobaczyłam, co to są wysokie plony. Miałam porównanie do mało żyznych gleb górskich z mojej rodzinnej miejscowości. Bywały lata, gdy na jakimś polu zebraliśmy mniej ziemniaków, niż zasadziliśmy. Oczywiście było to wynikiem np. suszy lub zbyt mokrego roku, ale do tej pory to pamiętam i między innymi dlatego nigdy nie chciałam mieć nic wspólnego z rolnictwem i uprawą roślin. W pracy też mam parę Agnieszek, nauczycielka gry na pianinie mojej Ani to także Pani Agnieszka. Wszystkie Agnieszki, które znam bardzo angażują się w to co robią, pomagaj więc im Panie Jezu spełniać się w rolach jakie wybrały. Imię Agnieszka cieszy się w Polsce ogromną popularnością już od bardzo dawna, bowiem przywędrowało do nas wraz z chrześcijaństwem. Co ciekawe, przejęliśmy je od Czechów i przekształciliśmy od łacińskiej formy imienia – Agnes, które to imię wywodzi się zapewne od łacińskiego wyrazu agnus – baranek. Wielka Księga Imion pochodzenie tego imienia łączy z greckim słowem hagneia, które oznacza: czystość, bez skazy, świętość. Mam nadzieję, że wszyscy chętnie poczytają o świętych Agnieszkach, bo było ich naprawdę dużo. Rozpocznę od Św. Agnieszki wspominanej 21 stycznia.
Św. Agnieszka Rzymianka była w starożytności jedną z najbardziej popularnych świętych. Jako 12-letnia dziewczynka, pochodząca ze starego rodu, miała ponieść męczeńską śmierć na stadionie Domicjana około 305 roku. Na miejscu „świadectwa krwi” dzisiaj jest Piazza Navona – jedno z najpiękniejszych i najbardziej uczęszczanych miejsc Rzymu. Tuż obok, nad grobem męczennicy, wzniesiono bazylikę pod jej wezwaniem, w której 21 stycznia – zgodnie ze starym zwyczajem – poświęca się dwa białe baranki. Według przekazów o rękę Agnieszki, która złożyć miała wcześniej ślub czystości, rywalizowało wielu zalotników, a wśród nich pewien młody rzymski szlachcic oczarowany jej urodą. Ona jednak odrzuciła wszystkich, mówiąc, że wybrała Małżonka, którego nie potrafią zobaczyć oczy śmiertelnika. Zalotnicy, chcąc złamać jej upór, oskarżyli ją, że jest chrześcijanką. Doprowadzona przed sędziego nie uległa ani łagodnym namowom, ani groźbom. Rozniecono ogień, przyniesiono narzędzia tortur, ale ona przyglądała się temu z niewzruszonym spokojem. Podczas tortur miały miejsce liczne cudowne znaki, które przyczyniły się do nawrócenia wielu pogan. Bohaterska dziewica została też rzucona w ogień, ale kiedy wyszła z niego nietknięta, skazano ją na ścięcie. Wśród powszechnego płaczu ścięto jej głowę. Św. Agnieszka jest patronką dzieci, panien i ogrodników. Według legendy Św. Agnieszka, całkowicie obnażona na stadionie, została rzucona na pastwę spojrzeń tłumu. Za sprawą cudu okryła się płaszczem włosów. Artyści przedstawiają Agnieszkę z barankiem, gdyż jak już wspominałam łacińskie imię Agnes wywodzi się od łacińskiego wyrazu agnus – baranek. Dlatego powstał zwyczaj, że w dzień Św. Agnieszki poświęca się baranki. Z ich wełny zakonnice wyrabiają paliusze, które papież nakłada co roku 29 czerwca (w uroczystość świętych Apostołów Piotra i Pawła) świeżo mianowanym metropolitom Kościoła katolickiego. W ikonografii Św. Agnieszkę przedstawia się z barankiem mającym nimb lub z dwiema koronami – dziewictwa i męczeństwa. Nieraz obok płonie stos, na którym próbowano ją spalić. Jej atrybutami są ponadto: gałązka palmowa, kość słoniowa, lampka oliwna, lilia, miecz, zwój.
Św. Agnieszka z Asyżu urodziła się w 1197 roku, otrzymując na chrzcie imię Katarzyna. Była córką Favarone Offreduccio i bł. Ortolany. Miała dwie siostry: starszą o cztery lata Klarę i młodszą Beatrycze. W połowie marca 1212 r. uciekła z domu Klara, by pod wpływem Św. Franciszka wstąpić do zakonu. Katarzyna – wówczas piętnastoletnia – poszła w jej ślady dwa tygodnie później. Schroniła się w klasztorze benedyktynek St Angelo w Panso. Ojciec planował dla niej inną przyszłość. Wpadł w złość i chciał siłą sprowadzić ją do domu. Posłał swojego brata Monaldo i kilku krewnych, którzy zamierzali zbrojnie odbić panny, jeśli perswazja nie pomoże. Stryj nie mogąc przekonać dziewczyny dobył miecza, ale wtedy jego ramię znieruchomiało, a paraliż utrzymywał się jeszcze jakiś czas po tym wydarzeniu. Pozostali próbowali wyciągnąć Katarzynę z klasztoru za włosy. Nie szczędzono jej uderzeń i kopniaków. Klara chciała iść jej na pomoc, ale nagle ciało dziewczyny stało się tak ciężkie, że kilku mężczyzn nie było w stanie jej podnieść. W końcu pozostawili Katarzynę na wpół żywą na polu w pobliżu klasztoru. Po tych wydarzeniach ojciec zmienił zdanie i wyraził zgodę na pozostanie córek w klasztorze. Jeszcze w tym samym roku Św. Franciszek oblókł obie siostry w szatę pokutną i wprowadził je do klasztoru Św. Damiana w Asyżu. To tu powstał z inicjatywy Św. Klary zalążek II Zakonu Franciszkańskiego, zwanego Ubogimi Paniami lub klaryskami. W uznaniu mężnej postawy i odwagi Katarzyny, Franciszek nadał jej imię Św. Agnieszki – męczennicy z pierwszych wieków chrześcijaństwa (Rzymianki). Od 1220 r. Agnieszka była przełożoną w klasztorze w Monticelli koło Florencji, który w krótkim czasie stał się równie sławny jak San Damiano. Później założyła klasztory w Mantui, Padwie i Wenecji. Była bardzo pobożna, często umartwiała się. W ten sposób szybko zajaśniała heroicznymi cnotami. Często w czasie modlitw wpadała w ekstazę; pewnego razu nawiedziło ją Dzieciątko Jezus, do którego żywiła szczególne nabożeństwo. W 1253 r. została wezwana do Asyżu z powodu choroby Klary. Była obecna 11 sierpnia przy śmierci wielkiej siostry i uczestniczyła w uroczystym pogrzebie, a 16 listopada tego samego roku w asyskim klasztorze i ją powołał do siebie Pan. Została pochowana w kościele Św. Jerzego. Przy jej grobie miało miejsce wiele cudów. Obecnie ciało Św. Agnieszki spoczywa obok matki i siostry w bazylice Św. Klary w Asyżu.W 1753 roku kanonizował ją papież Benedykt XIV. Jest patronką klarysek. Kościół wspomina ją 16 listopada.
Św. Agnieszka z Pragi urodziła się w 1205 r. w Pradze jako córka króla Czech, Przemysława Ottokara I. Przez matkę Konstancję spokrewniona była z rodem Arpadów (z którego wywodziło się wielu świętych). Gdy miała trzy lata, postanowiono wydać ją za mąż za jednego z synów Henryka Brodatego, dlatego w 1216 r. wyjechała razem ze starszą siostrą Anną na dwór polski. Przebywała głównie w Trzebnicy, gdzie najprawdopodobniej powierzona była opiece Św. Jadwigi, której zawdzięczała solidne podstawy życia religijnego. Kiedy dwóch synów króla umarło bardzo młodo, a trzeci poślubił jej siostrę – Annę, Agnieszka powróciła do ojczyzny. Jednak wkrótce znów została wyprawiona z domu, gdyż obiecano jej rękę synowi cesarza Fryderyka II. To małżeństwo również nie doszło do skutku. Agnieszka stanowczo postanowiła być wierną złożonemu przez siebie ślubowi czystości. Po interwencji u papieża Grzegorza IX uzyskała swobodę decyzji. Wówczas całkowicie poświęciła się działalności charytatywnej i pobożnym praktykom. Zatroszczyła się o dokończenie fundacji swego brata Wacława I dla franciszkanów. Kiedy dowiedziała się od przybyłych do Pragi braci mniejszych o duchowych przeżyciach Klary z Asyżu, zapragnęła gorąco iść za jej przykładem, praktykując franciszkańskie ubóstwo. Około 1233 roku ufundowała w Pradze szpital oraz klasztor klarysek, zwany czeskim Asyżem, do którego rok później wstąpiła. W uroczystość Zesłania Ducha Świętego w 1234 roku złożyła śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. Jej decyzja była głośna w ówczesnej Europie. Klasztor przez nią ufundowany stał się ośrodkiem odnowy religijnej, promieniującym na całą Europę Środkową. Utrzymywała stały kontakt listowny ze Św. Klarą z Asyżu i z ówczesnym papieżem. Święta Klara nie szczędziła jej słów zachęty do wytrwania na raz wybranej drodze. Tak zrodziła się ich duchowa przyjaźń trwająca przez blisko dwadzieścia lat – chociaż obie święte nigdy nie spotkały się osobiście. Agnieszka Czeska angażowała się w różne akcje mediacyjne. Przypisywano jej także dar proroctwa i umiejętność czytania w ludzkich sercach. W swoim dosyć długim życiu, naznaczonym chorobami i cierpieniami, Agnieszka z miłości do Boga i z ogromnym poświęceniem wypełniała posługi miłosierne wobec wszystkich potrzebujących – bez względu na ich przekonania, pochodzenie i sposób myślenia. Zmarła w opinii świętości jako ksieni klarysek 2 lub 6 marca 1282 r. Św. Jan Paweł II kanonizował ją razem z Albertem Chmielowskim 12 listopada 1989 roku w Rzymie. W ikonografii Św. Agnieszka z Pragi (zwana też Agnieszką Przemyślidką) przedstawiana jest w habicie franciszkańskim. Wspominana 2 marca.
Św. Agnieszka z Montepulciano, urodziła się w 1268 r. w Toskanii we Włoszech w szlacheckiej rodzinie Lorenza i Marii Segni. Legenda głosi, że jej narodziny poprzedziła niezwykła światłość. Miała być bardzo pobożnym dzieckiem; od najwcześniejszych lat pragnęła wstąpić do klasztoru, czemu rodzice byli przeciwni. Dopiero niezwykłe wydarzenie skłoniło ich do oddania 9-letniej córki do szkoły klasztornej. Tym wydarzeniem był atak kruków, które nadleciały do dziewczynki znad domu schadzek w Montepulciano. Agnieszka miała wtedy zapowiedzieć, że w tym miejscu powstanie kiedyś klasztor. Szkołę klasztorną, do której oddano Agnieszkę, prowadziły franciszkanki zwane del Sacco – od workowatych habitów. Jako czternastoletnia dziewczyna Agnieszka postanowiła zostać zakonnicą. Za zezwoleniem Stolicy Świętej w wieku lat 15 stanęła na czele grupy zakonnic i założyła z nimi nowy klasztor w Procero (Viterbo). Wybrana wbrew własnej woli na przełożoną tego klasztoru, wsławiła go swoją mądrością, pobożnością i darami nadprzyrodzonymi. Mieszkańcy Montepulciano zaprosili ją do siebie. Powróciła więc i stała się matką nowej gałęzi dominikańskiej. Magistrat miasta z wdzięczności ofiarował siostrom w 1306 r. nowy lokal i uposażenie. Nowy klasztor Santa Maria Novella stanął w tym samym miejscu, gdzie niegdyś istniał dom schadzek. Matka Agnieszka nadała mu regułę Św. Augustyna, a później przyłączyła klasztor do rodziny dominikańskiej. Pan Bóg obdarzył ksienię darem wizji, proroctw i ekstaz. Wielkim uczuciem miłości Agnieszka otaczała Dzieciątko Jezus oraz Dziewicę Maryję. Umocniona darami Ducha Świętego, stała się jasną lampą modlitwy i miłości, a dzięki swojemu męstwu oraz autorytetowi podtrzymywała ducha obywateli w dążeniu do jedności i pokoju. Zmarła w rodzinnym mieście 20 kwietnia 1317 r. Papież Klemens VII wyniósł ją do chwały błogosławionych w roku 1532, a papież Benedykt XIII 10 grudnia 1726 r. zaliczył ją uroczyście w poczet świętych. Jej nienaruszone ciało w 1435 r. zostało sprowadzone do kościoła dominikańskiego w Orvieto, gdzie przechowywane jest do dnia dzisiejszego. Ikonografia przedstawia Św. Agnieszkę najczęściej z lilią w ręku prawym, a w lewej ręce trzymającą założony przez siebie klasztor. Kościół wspomina ją 20 kwietnia.
Dzisiaj zamiast ewangelicznej kropelki zamieszczę krótkie opowiadanie autorstwa Bruna Ferraro. Jest on włoskim salezjaninem, autorem wielu takich krótkich historyjek, bajek, rozważań dla duszy: „10 maja 1861r. gwałtowny pożar zniszczył miasto Glaris w Szwajcarii. Ogień strawił wówczas 490 domów. Mieszkańcy postanowili odbudować swoje miasto. W jednym z licznych warsztatów, które wtedy powstawały, pracował młody murarz, przybyły z północnych Włoch. Na imię miał Jan. Młodzieniec miał zbadać stan uszkodzonego muru. Gdy zaczął uderzać młotkiem, odpadł kawałek tynku i wówczas zobaczył książkę umieszczoną zamiast jednej cegły. Gruby tom został w ten sposób zamurowany. Jan zaciekawiony wyciągnął go. Było to Pismo Święte. Czy ktoś umieścił je tam celowo, czy może dla żartu? Młody murarz nigdy nie interesował się zbytnio sprawami religii, ale w czasie przerwy obiadowej zaczął czytać księgę. Kontynuował potem lekturę wieczorem w domu i to przez wiele dalszych wieczorów. Powoli odkrywał słowa, jakie Bóg skierował do ludzi. Jego życie ulegało zmianie.
W dwa lata później przedsiębiorstwo, w którym pracował Jan, przeniosło się do Mediolanu. Warsztaty były bardzo duże, a robotnicy mieszkali wspólnie w kilku pokoikach. Pewnego wieczoru współlokator Jana patrzył zaciekawiony, obserwując chłopaka, który czytał swe Pismo Święte.
– Co czytasz ? – spytał.
– Pismo Święte.
– Uff! Jak możesz wierzyć w te wszystkie brednie? Pomyśl, że ja pewnego dnia zamurowałem jedną Biblię w ścianie domu w Szwajcarii. Jestem ciekaw, czy jakiś diabeł albo ktoś zamiast niego wydłubał ją stamtąd!
Jan uniósł nagle głowę i spojrzał w oczy kolegi – A gdybym ci pokazał właśnie tę Biblię? – spytał.
– Rozpoznałbym ją, gdyż oznaczyłem ją specjalnie.
Jan podał koledze tom, który trzymał w ręce – Czy rozpoznajesz tu swój znak?
Kolega wziął do ręki księgę, otworzył ją i widocznie poruszony zamilkł. To była właśnie Biblia, którą zamurował w Szwajcarii, mówiąc wówczas do kolegów: Chciałbym zobaczyć, czy się stąd wydostaniesz!
Jan uśmiechnął się i powiedział: Jak, widzisz, powróciła do ciebie”.
Życzę wszystkim czytelnikom tego listu, by ich Biblie, które mają na swoich półkach nie pokrywały się grubą warstwa kurzu. Przypominam, co napisałam w trzecim liście, by „spożywać Ewangelię kroplami jak drogocenny lek. Ma ona moc uleczenia i moc mobilizowania wszystkich sił człowieka. Właściwy przepis dotyczący lektury Ewangelii to jedna jej kropla na łyżkę „cukru” lub „wody”, czyli sytuacji, w której ją czytamy. Jedna kropla Ewangelii dziennie wystarczy do duchowego wzrostu, byle tylko była spożywana systematycznie i świadomie wchłonięta przez przyjmującego.”
Ela
Zostaw Komentarz